Zapraszam również na mój blog motocyklowy

Zapraszam również na mój blog motocyklowy: http://motocyklistka.xemantic.com/
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dziecko. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dziecko. Pokaż wszystkie posty

środa, 31 stycznia 2018

W strefie śmierci znajdziesz sens życia. W strefie komfortu śmierć za życia.

Tatry i ja
Ludzie w Polsce nie mają marzeń. Wiem to stąd, że jedyne radio, które dobrze odbiera na warsztacie, prowadzi kilka razy dziennie loterię pieniężną. Zaskoczeni słuchacze, którzy właśnie wygrali 30 czy 50 tysięcy złotych, zazwyczaj nie potrafią odpowiedzieć na pytanie - na co je wydadzą. (Po co w ogóle grali?) A jeśli już wyduszają jakąś odpowiedź, to najczęściej jest to "remont łazienki".
Nie ma deklaracji "wyjadę na wymarzoną wycieczkę do Peru", "kupię sobie motocykl", "założę własną pracownię krawiecką" czy chociażby "zrobię sobie dwa miesiące wczasów nad Adriatykiem". Faceci czasem mówią, że zmienią auto na nowsze. I tyle.

W mediach, na forach i w komentarzach trwa koncert kanapowego eksperctwa na temat technicznych i etycznych implikacji himalaizmu - w kontekście dramatu na Nanga Parbat. Społeczeństwo w większości pozbawione pasji, z ciepełka, w blasku monitora ocenia ludzi którzy za realizację marzeń są gotowi płacić cenę najwyższą. Daje sobie prawo by oceniać, czyje życie warte jest ratowania. Twierdzą, że nie powinna z budżetu być finansowana akcja śmigłowcem, zdarzająca się raz na dekadę, a nie przeszkadza im że podatnik płaci za onkologię dla setek tysięcy palaczy, którzy całe życie świadomie, codziennie i bez dodatkowego ubezpieczenia sięgali po paczkę z napisem "palenie powoduje raka".
Stawiają granicę pt. "dzieci". Twierdzą, że rodzice dzieci nie mają prawa do własnego życia ani do własnej śmierci. Czyli dziecko to taki wyrok śmierci za życia - po spłodzeniu już tylko kapcie na nogi i pilot w dłoń, i takie wzorce potomkom przekazywać. Jakoś nie potępiają tych tatusiów, którzy rozbijają się służbowymi wozami w leasingu o drugiej w nocy na autostradzie, bo wracali z delegacji albo integracji. Tych, co na młodszy model wymieniwszy, tracą zainteresowanie potomstwem z pierwszego małżeństwa. Tych, którzy nigdy nie wyrazili chęci zobaczenia swojego potomka.

Ci, którzy rachują czas czekaniem od jednego sobotniego chlania do kolejnego; ci których życie płynie od jednego niedzielnego obiadku do drugiego, nie pojmą tych którzy cały rok czekają i pracują na kolejny wyjazd w góry. Nie pojmą tych, którzy czują, że życie bez sensu życia nie jest życiem, zatem nie jest warte przeżycia. Nie zrozumieją tego, jak o Tatrach pisała Teresa Harsdorf-Bromowiczowa:
Wiesz, co to jest śmierć?
Nie ma woni siana
         jaskrów złota
                grania w żlebach
                    --- ślepota.
Ciała nie pieści ni słońce ni wiatr
Nic nie chcesz - nic nie trzeba -
                        skończył się twój świat.
Tak żyć nie można. Muszę iść tam.
Dobyć świat dzwięków i barw z ukrycia.
Nie jest ważne życie. Nie jest ważna śmierć.
            To ważne, by nie umrzeć za życia.
Zacytuję też Mateusza Grzesiaka (źródło): " Dziękuję także autorom tych wszystkich komentarzy na różnych forach, że: "trzeba było wybrać Polaka", "powinien był zostać w domu", "podatnik nie powinien płacić za akcję ratunkową". Pokazali mi, że w strefie śmierci jest szansa na przeżycie i spotkanie bohaterów, a w strefie komfortu funkcjonują trupy."


poniedziałek, 13 maja 2013

Nie mażę się, ale marzę...

Wielokrotnie pisałam już o tym, że rodzic, a szczególnie matka, to taka osoba, od której wymaga się totalnej rezygnacji z własnych potrzeb i życia innego niż dom i ewentualnie praca. Niedawny reportaż w Trójce - uczestniczki warsztatów dla zmęczonych matek opowiadają, że jeśli chcą wynegocjować czas dla siebie, np. na pójście na fitness, to muszą to uzasadnić jakimś względem pragmatycznym, bądź realizacją potrzeb innej osoby niż one same. "Mamo, zostań z małym, bo idę na siłownię. Muszę ćwiczyć żeby schudnąć i podobać się mężowi". Taki text ma pewne szanse powodzenia, w przeciwieństwie do "chcę iść na ćwiczenia, bo lubię". Nie ma mowy żeby ktoś to zrozumiał i został z dzieckiem.
Rodzice dzieci niepełnosprawnych mają życie cięższe w stopniu nie do wyobrażenia dla osób, które mają doświadczenie wyłącznie ze zdrowym dzieckiem. Opieka nad autystą bądź dzieckiem nie potrafiącym się samodzielnie poruszać jest nie tylko wielokroć cięższa, ale i trudniejsza do zdelegowania, a więc szanse na jakikolwiek odpoczynek są tu znikome. Jak dotąd skupiano się tylko na potrzebach dzieci. Teraz ktoś w końcu dostrzegł heroizm i dramatyczną sytuację ich rodziców.


więcej na www.niemazesie.pl
.

środa, 24 kwietnia 2013

Pierwsze dziecko - to nigdy nie jest ŚWIADOMA decyzja

Parę zdań z dyskusji pod poprzednim postem "Wasz ALTRUIZM to zwykłe ĆPANIE":

Rozie (ojciec):
Nijak nie widzę w rodzinie wielopokoleniowej możliwości nauki roli matki (ojca widzę litościwie pominęliśmy, może to i lepiej). Jest możliwość pewnego odciążenia młodej matki, tu zgoda. Natomiast raczej nie widzę możliwości nauki. Oraz: każde dziecko jest inne.
I tak, pierwszy okres jest najbardziej upierdliwy, bo dziecko jest najbardziej absorbujące. W zasadzie śpi, je, wydala i się drze. W dziwnych interwałach. Jak masz niefart, to głównie się drze, a śpi lekko i najchętniej zasypia przy jedzeniu. Jak zacznie się samo poruszać, to jest lepiej, bo często wystarczy zapewnić bezpieczne środowisko do eksploracji, żeby się chwilę sobą zajęło. I tak, przy kontakcie intelektualnym jest łatwiej. Jest szansa na wytłumaczenie, że najpierw coś, a potem coś. Jest szansa na dowiedzenie się, czemu płacze. Przyzwyczajenie pewnie też. No i dowcip o kozie.

Ja: 
Ojców pomijamy, bo wszystko wskazuje na to że nie istnieje coś takiego jak instynkt ojcowski. Jest to kulturowe,wyuczone. Udział ojców w wychowaniu gigantycznie się zwiększył na przestrzeni ostatnich pokoleń, ale badania wskazują na to że nie wynika to z większej chęci spędzania czasu z niemowlętami/parolatkami, ale z faktu iż kobiety coraz śmielej formułują wymagania wobec swych partnerów, a oni starają się im sprostać. Ale to zupełnie inny temat.
Masz 200% racji, że NIE MA MOŻLIWOŚCI NAUCZENIA SIĘ, czym jest macierzyństwo. Nawet jak mieszkasz w domu z dzieciatą siostrą. Nawet jak zajmujesz się jej dziećmi, to są to nadal JEJ DZIECI. I odpowiedzialność obciąża ją. Nawet zawodowa niania ma ten komfort że wieczorem ma fajrant i luz mentalny do rana. Matka tego nie ma nigdy. To nieprawdopodobnie wyczerpuje. Matki których mężowie poświęcają czas dzieciom zazwyczaj i tak czują się bardziej obciążone - właśnie dlatego że nawet jeśli partner "pomaga" to angażuje tylko czas, zaś odpowiedzialność jest jej,ona musi wszystko zaplanować, przygotować, skoordynować, pamiętać...
Tak więc doświadczenie kontaktów z CUDZYM dzieckiem nie jest moim zdaniem podstawą do miarodajnego doświadczenia czym jest macierzyństwo. Zatem jestem przekonana że NIE MA MOŻLIWOŚCI "ŚWIADOMEJ" DECYZJI NA PIERWSZE DZIECKO. Bo wszystko co myślisz na ten temat może się nie sprawdzić. Dlatego jak moi znajomi informują mnie o ciąży to cieszę się z nimi tylko wtedy gdy jest to druga ciąża. Fakt, że zdecydowana większość par nie decyduje się na drugie dziecko (w PL przypada 1,3 dziecka na kobietę) jest również znaczący.

sobota, 20 kwietnia 2013

Wasz ALTRUIZM to zwykłe ĆPANIE


Kilka lat temu zaczęłam pisać o czarnych stronach macierzyństwa. Nie byłam świadoma, że wypowiedziałam wojnę ostatniemu, najświętszemu tabu naszego społeczeństwa. Stąd szok, gdy z rąk czytelników, obcych i przyjaciół, spotkał mnie CYBERLINCZ. Jeden z commentarios classicos:

z Twoich postów widać, jak bardzo skupiasz się na sobie.. Twój ból, Twoje cierpienia, Twoje poświęcenia...
Miłość ma sens i jest piękna wtedy, gdy się więcej daje niż bierze. I gdy jest bezinteresowna.
Jasne, że macierzyństwo nie należy do łatwych i prostych spraw, ale bez przesady, samo nowe życie, uśmiech dziecka, widok jak rośnie i się rozwija - rekompensuje całe cierpienie.
Przynajmniej tak jest w przypadku większości kobiet - myślałam nawet, że wszystkich - ale czytając Twój wpis, widać że są kobiety które sądzą inaczej. Dla mnie to czysty egoizm.

Oczywiście każdy kto umie posługiwać się mózgiem widzi, że autorka nie jest żadną altruistką. Kontakt z dzieckiem sprawia jej przyjemność większą, niż dyskomfort wywołany wysiłkiem, a więc w bilansie wychodzi na plus. Dziecko jest dla niej zatem źródłem przyjemności. JEJ przyjemności - a więc egoistycznej. 
Ponadto to jawny fałsz, iż ona "więcej daje niż bierze" bo jak sama chwilę później przyznaje, jej cierpienie jest rekompensowane z nawiązką przez radość.

A teraz, po latach, czytam:
"Nauka od lat próbuje odpowiedzieć na pytanie, czy miłość macierzyńska to instynkt, czy zachowanie wyuczone. Krystyna Rymarczyk, psycholog, neurobiolog: - Badania pokazują, że jednak instynkt. Gdy pokazuje się kobietom zdjęcia różnych dzieci, w tym ich własnych, to przy oglądaniu fotografii własnego potomstwa wyraźnie widać pobudzenie tzw. obszaru układu nagrody. Czyli tej części mózgu, która odpowiada za poczucie zadowolenia. Silne pobudzenie układu nagrody powoduje wydzielanie dużych ilości DOPAMINY, co wzmaga stan EUFORII i radości. "
Dopamina. Ośrodek nagrody, ten sam który uaktywnia się podczas sexu, jedzenia słodyczy, picia wódy, ćpania amfy. Dokładnie o tym pisała moja "altruistyczna" czytelniczka. "Uśmiech dziecka rekompensuje całe cierpienie". Po prostu twój układ nerwowy zalewał się endogennym dragiem. Ten cały twój altruizm to jest najbanalniejsza NARKOMANIA!

W zasadzie mnie to nie dziwi. Ewolucja musiała to zrobić w ten sposób po to, by ludzkie samice były w stanie przetrwać ten koszmarny, absurdalny, wieloletni wysiłek. Inne ssaki mają to jakoś sensowniej rozwiązane. Poród trwa kilka minut, opieka nad potomstwem kilka miesięcy, rzadko rok. Szczenię ludzkie po roku dopiero stawia pierwsze kroki. Źrebię potrafi biegać galopem godzinę po przyjściu na świat.

"Dlaczego niektóre kobiety nie odczuwają szczęścia z posiadania dzieci? - mówi dalej neurobiolog Krystyna Rymarczyk. - Przyczyny mogą być różne. Psychologiczne, społeczne, ale też biologiczne - wynikające z zaburzeń na poziomie biochemii mózgu. Zaburzenia wydzielania prolaktyny lub oxytocyny wpływają najprawdopodobniej na wadliwe działanie układu nagrody - kobieta nie odczuwa szczęścia, patrząc na swoje dziecko. "

I wówczas staje się ono czymś na kształt złamanej nogi. Nie dość że sprawia mnóstwo bólu i kłopotu, to musisz to ciągnąć ze sobą wszędzie. Najprostsze sprawy, jak wejście na schody, stają się wyprawą na K2. Nie możesz normalnie przemieszczać się, pracować, funkcjonować na żadnej płaszczyźnie.

Społeczeństwo zrozumie, jeśli kobieta przyzna się, że nie kocha swej siostry, brata, ojca, nawet matki. Zrozumie, że nie kocha męża i gdy odejdzie od niego. Ale nie wybacza tym, które nie kochają dziecka. Takie osoby żyją w osamotnieniu, w poczuciu winy. Nie ujawniają się ze strachu przed potępieniem. Wiedzą, że nie dostaną wsparcia. Że nikt nie będzie potrafił wyjść poza swój punkt widzenia, poza swoje doświadczenie i przeżywanie tej sprawy. Zupełnie jak z kochającymi płeć własną. Oni też są w mniejszości - nie rozumianej, pogardzanej, nienawidzonej.

Macierzyństwo jest w Polsce detabuizowane dopiero od jakichś dwóch lat (duże zasługi pisma "Bachor"). O ile coraz łatwiej jest przyznać się do zmęczenia, frustracji, bezradności, poczucia uwięzienia - to o braku miłości do dziecka jeszcze nadal nie bardzo. "Normalna" większość nie potrafi pojąć, że emocje to coś, co pojawia się bez kontroli człowieka - a więc brak uczuć pozytywnych, czy też uczucia negatywne nie są skutkiem decyzji ani osądu, jak to określiła cytowana czytelniczka. "są kobiety, które sądzą inaczej", napisała, zamiast "czują inaczej".
I za coś, co przytrafiło im się wbrew ich woli i intencji, nazywane są nieludzkimi potworami. Egoistkami.

PS. Wpis jest w zamierzeniu uniwersalny, nie osobisty. Precyzuję w komentarzach poniżej

.





wtorek, 26 marca 2013

Małżeństwo, macierzyństwo, gender z motocyklem w tle...

Czytelnikom, którzy czują się rozczarowani małą częstotliwością wpisów na niniejszym blogu, ośmielam się zarekomendować kilka felietonów które ukazały się na MotoRmanii w ciągu ostatnich kilku miesięcy. Tematem ich są bowiem nie tyle motocykle, co funkcjonowanie ludzi w relacjach społecznych i rodzinnych. Te same mechanizmy obserwuje się na gruncie wszystkich innych pasji i w ogóle - przejawów indywidualności.

O tym, co tak naprawdę znaczy "kochać kogoś" (partnera, żonę/męża)

O tym czym jest miłość rodzicielska i o kastracji...

O tym że odpowiedzialność za los dzieci zaczyna się od zadbania o siebie...

O tym, że w naszym społeczeństwie dzieci to sprawa kobiet...

O tym, że dzieciom można nakłaść kamieni do plecaka, lub dać im skrzydła (feat. Łona)...

niedziela, 8 stycznia 2012

Wolna do pracy (czasami)

Gdy moje dziecko miało trzy i pół roku, pierwszy raz od jego urodzenia byłam w pracy po godzinach, do 23:45.

Pamiętam że w intelektualnych dyskusjach w duszpasterstwie akademickim często poruszano problem relacji religii i wolności. Młodzieży pytającej dlaczego Kościół wystosowuje tyle zakazów i nakazów, odpowiadali duchowni, że ich wątpliwości to objaw niedojrzałości i roszczeniowej postawy, bo zamiast "wolności-od" należy szukać "wolności-do". "Wolność do" miała obejmować głównie postawy propagowane przez organizatorów, tak jak poświęcenie dla bliźniego lub płodzenie dużej ilości potomstwa oraz rezygnacji z rozwoju zawodowego na rzecz wychowania (oczywiście to ostatnie wyłącznie przez kobiety).

Kościół katolicki jednakowoż, w przeciwieństwie do protestanckich, marnie wspiera etos pracy. Praca w naszym kraju to synonim udręki i zniewolenia, czego wyrazem są takie nacechowane określenia jak "zatrudnienie" i "zwolnienie", "dni wolne od pracy". 

Praca po godzinach, czy też ogólniej - wolność zadecydowania, w jaki sposób spędzi się wieczór, to ciężko osiągalny luxus; zarazem tak banalny, powszedni i niezauważalny dla ludzi wolnych-od-dzieci. Kiedy jest się kobietą-matką-pracownikiem, być w pracy o 23:45 to luxus. Siedząc w ciepłej ciemności biura, w złotawym kręgu światła rzucanym na biurko przez lampkę, tworząc rzeczy potrzebne ludziom, czułam się człowiekiem wolnym. To chyba była ta wolność-do: wolność DO pracy.

sobota, 21 maja 2011

Te wredne baby

Tomasz Kwaśniewski płacze w "Wysokich Obcasach", że "szczęściarzem jest każdy facet, który zostaje ojcem. Bo przecież w tej kwestii, zwłaszcza przy tak szczelnej i łatwo dostępnej antykoncepcji, wszystko zależy od kobiet. Mężczyzna może tylko prosić."
Myślę: A co, zdaniem autora powinni panowie mieć jakiś sposób na zmuszenie żony do urodzenia? Żeby nie "musieli prosić"? Im to tak łatwo powiedzieć "chcę dziecko". Przecież to ona ponosi biologiczne i społeczne koszty przyjścia na świat potomstwa.
Poza tym, jak kobieta chce dziecko a mężczyzna się nie zgadza, to ona też go do tego nie zmusi. Wystarczy że on założy gumkę i po temacie. Inna sprawa, fakt że kobiecie jest łatwiej okłamać. Znam takie przypadki że "pigułka zawiodła" niby przypadkiem.
W obu wariantach sprawdza się to, że trzeba sobie sensownie dobierać partnera/kę. Według wspólnych celów i wspólnej etyki.


Jak bym była złośliwa to bym powiedziała, że szczęściarą to jest każda kobieta, której mąż podejmuje obowiązki związane z dzieckiem w tym samym stopniu w którym robi to ona. Której mąż rezygnuje z pracy i życia w tym samym stopniu co ona. Której mąż zaangażowaniem zrekompensuje ciążę i karmienie. Bez uciekania się do "ty w domu, ja pracuję bo ja zarabiam więcej". Ile jest takich par?

A opisany w artykuje ojciec dwójki który chciałby mieć trzecie i narzeka, że żona się nie zgadza, gdyby przeszedł przez poród i laktację, może by ugryzł się w język i stwierdził że to on jest szczęściarzem, bo urodził się mężczyzną i może się cieszyć rodzicielstwem bez doświadczania tych przyjemności.

wtorek, 28 grudnia 2010

Wbiję ci wiarę w tyłek kijem

Ja rozumiem, każdy ma swoją wrażliwość i prawo do niej. Aż po granice absurdu. Ale czy poza granice etyki?

Środowiska katolickie, sam episkopat, poświęcają niewiarygodne ilości energii sprawie ochrony embrionów. Walka z in vitro i aborcją w imię ochrony kilkunastokomórkowych istot, nieświadomych i nieczujących, ale - jak twierdzą - będących ludźmi z pełnią praw, prowadzona jest także na płaszczyźnie polityczno-ustawodawczej. Wyznawcy tych poglądów mają do nich prawo i mają też prawo do działania na rzecz ochrony tych, którzy "nie mając głosu, sami się bronić nie mogą".

Te same środowiska, ten sam episkopat, wypowiadają się zarazem przeciwko ochronie dzieci, które jako i ryby głosu nie mają - dzieci już urodzonych. Krytykując nowelizację ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie, biskupi twierdzą, że przepisy zakazujące bicia dzieci, poniżania ich, krytykowania (w tym krytykowania zachowań sexualnych), "narusza wolność jednostki i autonomię rodziny" oraz w "prawo rodziców do wychowania dzieci według wyznawanych zasad", które nazywają "niezbywalną wartością".

Jakiej "jednostki" wolność jest tu zagrożona? Wolność maltretowanego dziecka? Nie, wolność maltretującego rodzica. "Autonomia rodziny" jest tak wysoką wartością, że w jej obronie można tolerować przemoc wobec słabszych osób rodzinę tworzących. Czyli o co tu chodzi? O patriarchalną władzę. Polska Federacja Ruchów Obrony Życia, czyli antyaborcjoniści, piszą w swoim proteście, że to "Utrudnianie wychowania dzieci poprzez obniżanie rangi władzy rodzicielskiej". Wreszcie nazwali zatem sprawę po imieniu. Wolą, by prawo nie chroniło słabszych, bo wtedy agresywni tatusiowie bez przeszkód sobie swoją dominację wyegzekwują, paskiem i kijem.

Biskupi i katoliccy działacze twierdzą, że wypowiadają się w obronie "dobra rodziny". Pytanie tylko - jakiej? Rodziny dobrze funkcjonującej bronić nie muszą. Tam wszystko odbywa się bowiem tak, jak powinno, i nikt nie będzie tam musiał interweniować. Oni są za zachowaniem status quo w rodzinach, w których "dobro rodziny" jest równoznaczne z interesem najsilniejszego w niej osobnika - patriarchy. "Państwo to ja"; "rodzina" to wola i władza ojca. Dlatego próba ograniczenia tej władzy tak ich niepokoi.

"Rodzina jest wartością", twierdzą, ale gdyby naprawdę tak myśleli, to nie przyszłoby im do głowy protestować przeciwko ustawie przeciwdziałającej przemocy. Bo przemoc to najgorsze zło jakie istnieje wśród ludzi. Zwłaszcza wśród ludzi bliskich, zwłaszcza w rodzinie. Ich jednak bardziej przeraża to, że ktoś mógłby nie być pod kontrolą. Zachowywać się nie tak, jak to oni określili w przykazaniach i przepisach. Może nawet myśleć samodzielnie. Ich nie brzydzi przemoc i okrucieństwo. Ich przeraża wolność.

Wolność, w imieniu której pozornie występują. "Wolność jednostki". Tak jakby dziecko, nastolatek nie był jednostką. Jednostką, dodajmy, praktycznie wobec rodziców bezbronną: słabszą fizycznie, zależną ekonomicznie.

Ten strach przed tym, by dzieci posiadały prawa, nie wprost wyraził bp Stefanek w rozmowie dla Radia Maryja: "młodociani członkowie rodziny mogą zgłaszać swoje roszczenia wobec rodziców, prosząc o interwencję pracownika socjalnego." Co za kapryśni gówniarze, mają czelność chcieć żeby ich nie bito i nie poniżano. Biskupa przeraża możliwość zaniku patriarchatu: "Ustawa zatem próbuje wpłynąć na zmianę relacji międzyludzkich, a co za tym idzie - usiłuje wprowadzić nowy ład cywilizacyjny, dodajmy: bardzo niebezpieczny, burzący elementarne zasady życia społecznego." Jednym słowem - podstawową zasadą wspólnot międzyludzkich jest dla biskupa władza, kontrola i nieograniczana przemoc fizyczna i psychiczna silnych, zazwyczaj mężczyzn, nad słabszymi, zazwyczaj kobietami i dziećmi.

Bp. Stefanek: "Jeżeli relacje międzyludzkie w rodzinie będą się opierać wyłącznie na podejrzliwości, chęci dominowania, na wysuwaniu najrozmaitszych żądań, to cóż to będzie za społeczeństwo?" Zarazem "chęć dominowania" i "wysuwanie żądań" jest okay jeśli robią to rodzice: zdaniem wspomnianych antyaborcjonistów ustawa to "tworzenie przepisów służących zmniejszeniu ich [rodziców] wpływu na dzieci [= "chęć dominowania"], zgodnie z którymi niemal wszystkie ich oczekiwania [="wysuwane żądania"] będą mogły być zakwestionowane jako mogące spowodować problemy psychiczne czy poniżanie dziecka".

Czy oni się boją, że dziecko nie zmuszone do posłuszeństwa, nie złamane w swym poczuciu podmiotowości przez przemoc i poniżenie, nie przejmie ich jedynie słusznej religii? Albo owszem, będzie wierzyć, ale myśleć samodzielnie i kwestionować władzę i nieomylność hierarchii?

Ale oficjalnie, to opowiadają, że "Rodzina jest wspólnotą życia i miłości, opartą na wyborze serca, rozbudowywaną przez przyjęcie dzieci, ich wychowanie i wzajemną ofiarną miłość." (bp Stefanek) Tak jakby nie było rodzin, w których dzieci są bite, doprowadzane do chorób psychicznych, kalectwa lub śmierci. Skąd w nich ta ślepota na rzeczywistość? Czy to nadmierny idealizm? Czy to po prostu żądza władzy, władzy, władzy???

poniedziałek, 30 sierpnia 2010

Wolność, kocham i rozumiem...

Niewiele jest w życiu piękniejszych chwil niż ta, którą przeżyłam ostatnio: budzę się rano, ogarnia mnie tęsknota za przyjaciółmi nie widzianymi parę tygodni, no to wskakuję na Maszynę i lecę 100 km zjeść z nimi śniadanie.

Żeby przeżyć taką piękność, musi być spełnionych kilka warunków:
1. Elastyczny czas pracy lub weekend
2. Wolność od dziecka (zwana też bezdzietnością)
3. Wolność umysłu - nienakładanie sobie ograniczeń wcześniejszego planowania/umawiania (zwana też intuicjonizmem)
4. Niewola (uzależnienie) od maszyny
5. Trzeba też być w relacji z ludźmi, których się kocha tak, że się za nimi tęskni.

Miłość i wolność stoją ze sobą w sprzeczności. Jedynym wyjątkiem jest miłość do motocykla.

wtorek, 13 lipca 2010

4 dni wczasów z rodziną nad morzem...

Błogosławieni wolni od dzieci,
albowiem oni mają szansę na odrobinę odpoczynku i spokoju
wcześniej niż w grobie.

czwartek, 10 czerwca 2010

Altruizm, czyli egoizm

Anthony de Mello pisze o egoizmie ("Przebudzenie"):
Istnieją dwa rodzaje samolubstwa. Pierwszy polega na tym, że mam przyjemność w sprawianiu sobie przyjemności. Nazywamy to po prostu egocentryzmem. Z drugim mamy do czynienia wówczas, gdy odnajduję przyjemność w sprawianiu przyjemności innym. Jest to nieco bardziej wyrafinowany rodzaj egocentryzmu.

Pierwszy typ samolubstwa sam narzuca się ludzkim oczom, drugi natomiast jest ukryty, głęboko ukryty, dlatego też nader niebezpieczny. Powoduje on bowiem, iż zaczynamy wierzyć, że jesteśmy naprawdę wspaniali.

Chcesz być potrzebna/y. (...) utrzymujesz, że ponieważ inni potrzebują twojej pracy, to mamy tu do czynienia z wymianą dwustronną. (...) "Coś daję i zarazem coś otrzymuję".

Ale to nie jest dobroczynność, to po prostu oświecona interesowność.

Zresztą, jak pokazuje dalej autor, chodzi nie tylko o przyjemność płynącą z satysfakcji, że spełniamy dobre uczynki, że wypełniamy nasze obowiązki, że jesteśmy potrzebni. Chodzi także o uniknięcie poczucia winy, o to by ludzie widzieli jak dobrze wypełniamy swoje role, o strach że zostaniemy przez innych ludzi nazwani egoistami.

Pisałam już że w rodzinnych gronach, na forach internetowych i w innych miejscach wymiany myśli bardzo częstym zjawiskiem są potępiające reakcje na wyrażanie przez kobiety (tylko przez kobiety) niezadowolenia z tych czy innych aspektów rodzicielstwa. Matka Polka nie ma prawa do własnych potrzeb, do słabości. Dziecko ma wzbudzać w niej wyłącznie zachwyt i extazę. Strażnicy tego stereotypu zawsze posługują się argumentem egoizmu:

z Twoich postów widać, jak bardzo skupiasz się na sobie.. Twój ból, Twoje cierpienia, Twoje poświęcenia...
Miłość ma sens i jest piękna wtedy, gdy się więcej daje niż bierze. I gdy jest bezinteresowna.
Jasne, że poród to wielka trauma, a macierzyństwo nie należy do łatwych i prostych spraw, ale bez przesady, samo nowe życie, uśmiech dziecka, widok jak rośnie i się rozwija - rekompensuje całe cierpienie.
Przynajmniej tak jest w przypadku większości kobiet - myślałam nawet, że wszystkich - ale czytając Twój wpis, widać że są kobiety które sądzą inaczej. Dla mnie to czysty egoizm.

Autorka tej wypowiedzi genialnie zegzemplifikowała tezę de Mello. Najpierw mówi o "bezinteresowności" matki, a sekundę potem wymienia wszystkie przyjemności, które matka czerpie z relacji z dzieckiem. Stwierdza, że bilans jest dodatni, bo cierpienia są rekompensowane przez satysfakcję. Gdzież tu zatem altruizm? Ani odrobiny.

De Mello pisze:
"Żyć swoim życiem nie jest egoizmem. Egoizm zawiera się w żądaniu, by ktoś żył zgodnie z twoimi upodobaniami, żył dla twojej próżności, dla twojego zysku i twojej przyjemności."

Zaś S. J. Lec:
Bądź altruistą. Szanuj egoizm drugich.

.

środa, 9 czerwca 2010

"Godność znaczy posiadanie praw."

...mówi Magdalena Środa w rozmowie o upokorzeniach, jakich kobiety doznają na porodówce. O "o doświadczeniu przemocy, traktowaniu ciał kobiecych jako przedmiotu, o szpitalu jako instytucji totalitarnej."

Jedna pani szła już na salę porodową, zrobili jej lewatywę i ona po tej lewatywie nie mogła dojść po piętrach, pobrudziła korytarz. Pielęgniarki zrobiły jej dziką awanturę (...) Jak poszłam z mojego łoża madejowego do toalety, z wielkim brzuchem, już miałam mocne bóle, po lewatywie, ledwo doszłam. I w tym momencie otwierają się drzwi, stoi w nich pani doktor pachnąca Chanel 5 i mówi: 'To jest toaleta dla personelu'. Wtedy, w tej toalecie pomyślałam: 'To jest właśnie dno wszystkich upokorzeń, człowiek jest niczym'.

piątek, 4 czerwca 2010

Kościół zezwolił na prezerwatywę!!!

Jedyny "godziwy" sex to taki, w którym nasienie trafia do dróg rodnych kobiety - tak wygląda etyka małżeńska Kościoła Katolickiego. Inne formy współżycia, jako nie mogące doprowadzić do poczęcia, są zabronione. Zaś sprzeciw wobec in vitro jako istotny element zawiera niezgodę na pozyskanie nasienia do zapłodnienia pozaustrojowego: wszak musi się to odbyć poprzez masturbację, fuj. Są co prawda w Kościele ludzie tacy jak ojciec Knotz, który głosi że sex oralny jest dopuszczalny, no ale pod warunkiem że tuż przed lub po był sex "normalny" - umożliwiający rozpłód. Ta ideologia, nakierowana na podporządkowywanie kobiet mężczyznom i zwiększanie ilości wyznawców jedynie słusznej religii, ubierana jest w poetyckie pierdoły w stylu "prawdziwie ludzki kontekst aktu małżeńskiego", "Komunia cielesna, psychiczna i duchowa" (zwłaszcza tam, gdzie pijany mąż wcześniej dał wpierdol żonie, która nie chciała dać mu d..., bo był dzień płodny).

In vitro jest zabronione, ale okazuje się że, zgodnie z orzeczeniem Papieskiej Rady ds. Duszpasterstwa Służby Zdrowia, dozwolona jest medyczna sztuczna inseminacja. Niemniej, muszą zostać spełnione warunki: wytrysk nasienia do pochwy. Amerykańscy biskupi zalecają zatem, aby w celu pozyskania nasienia na czas stosunku założyć prezerwatywę. Aby nie była to grzeszna antykoncepcja, w prezerwatywie robi się dziurkę, by część nasienia wypłynęła do dróg rodnych. Część która zostaje wewnątrz używa się do inseminacji. Nie ma masturbacji ani antykoncepcji.

Czytałam iż starożytni Izraelici wykazywali się podobnym sprytem, by obejść przepisy Prawa Mojżeszowego, ale tak by pozostać w zgodzie z jego literą. Np. zabroniona była praca, w tym i podróżowanie, w szabat. Wyjątkiem była podróż wodą (trudno jej zaprzestać na pełnym morzu). Więc pobożny Żyd, gdy potrzebował jednak jechać dokądś w szabat, wsiadał na wóz i wstawiał nogi do miski z wodą. Pomysł z dziurką w prezerwatywie wydaje mi się podobny metodologicznie.

Tylko jak zalane spermą muszą być rowki mózgów, które siedzą w zakurzonych watykańskich bibliotekach i nie mając pojęcia o prawdziwym życiu wymyślają tak tragicznie żałosne rzeczy, które potem niszczą życie milionom ludzi.

czwartek, 3 czerwca 2010

Matka Polka ma miesiączkę

W cudownych czasach żyjemy! Jeśli czytam że:

Postawienie pytania „kiedy dzieci?” powinno w pewnych sytuacjach podlegać karze grzywny.
Dzieci mieć nie trzeba, dzieci mieć można.
Tym większe uznanie budzą we mnie kobiety, które stawiają opór presji ogółu i które, rozpoznając swoje możliwości i ograniczenia, odpowiedzialnie rezygnują z tego doświadczenia.
Matki do kin, teatrów, pubów! Też chcą się bawić. Ojcowie do piaskownicy! Też mają dzieci.

w piśmie ze słowem "Katolicki" w podtytule.

Poczytajcie sobie na stronach Tygodnika Powszechnego ów text "Fizjologia Matki Polki". Zawiera mnóstwo porażających trafnością spostrzeżeń:

Skąd pomysł, aby na dużym kierowniczym stanowisku obsadzić kobietę. „Bo kobiety, a szczególnie samotne matki, dadzą z siebie wszystko, byle tylko pracę utrzymać” – usłyszałam niepozostawiającą złudzeń odpowiedź. (...) nie potrafiłabym działać w grupie czerpiącej siłę z czyjegoś lęku.

Gdy tata odsiadywał wyrok w ponurym 1982 r., mama chodziła dzień w dzień do pracy, utrzymywała z jednej pensji cały dom, wychowywała dwójkę wcale niełatwych dzieci, stała w wijących się w nieskończoność kolejkach i z godnością znosiła raz na jakiś czas odbywające się w domu wizyty funkcjonariuszy SB. Skoro mój ojciec miałby być odznaczony, to dlaczego i nie moja mama?

sobota, 15 maja 2010

Skąd biorą się uzależnienia

"Ludzie są bardzo, bardzo dziwni" powtarzałam w myślach słowa Małego Xięcia, i rzeczywiście czułam się jak na jakiejś obcej planecie.
Ze wszystkich kierunków dobiegały mnie wrzaski przerażonych ludzi. Nietypowe, iż ludzie ci doznawali strachu nie tylko na własne życzenie, ale i za własne dobrowolnie wydane pieniądze. Czy też zazwyczaj - za pieniądze własnych rodziców.
Jakiemuż terrorowi musieli zostać poddani owi rodzice, zapewne ciężko i uczciwie pracujący, że zgodzili się pokonać drogę, zużyć czas i owoce swej pracy, by zapewnić sobie chwilę spokoju w momentach, gdy ich latorośle doznawały owego jakże pożądanego strachu, wywołanego niestandardowym drażnieniem błędnika. Ludzkie szczenięta łakną intensywnych, prostych, wyraźnych, niewyrafinowanych bodźców; tylko takie są w stanie zaspokoić ich prymitywne układy nerwowe.
Szczenięta owe, najczęściej niecierpliwiące się w ćwierć minuty, potrafiły stać wytrwale pół godziny i dłużej w kolejkach do atrakcji, których czas trwania nie przekraczał zazwyczaj 60 sekund.
I ja znalazłam się na jednej z nich, myśląc sobie: "uwielbiam samoloty, a najbardziej starty i lądowania. To przecież coś podobnego". Nic błędniejszego. W żadnym samolocie nie zdarzyło mi się latać w korkociągu nogami do góry. Najbardziej popieprzony ze znanych mi wytworów technologii nazywa się "Limit" i jest najwyraźniej dziełem samego Szatana.
Z drugiej strony: nerdy na wesołym miasteczku:
- A tam, przecież to jest wszystko wyliczone.
Z trzeciej: motocykliści:
- Ja jednak za wolno jeżdżę moją Hondą.
Po paru godzinach szwendania się po tym dziwnym miejscu i omijania atrakcji oznaczonych na mapie jako "Xtreme" potrzebowałam znaleźć Lilę. Gdy odebrała, jej głos brzmiał jakby stało się coś strasznego.
- Wszystko w porządku?
- Nic nie jest w porządku - odpowiedziała słabiutko, a mi w głowie z prędkością światła przemknęły wszelkie możliwe warianty ostatecznego krachu. Np. że właśnie dostała telefon że wyrzucono naszą 40-osobową zakładową wycieczkę z hotelu. Że knajpa w której mamy kolację została umówiona nie na ten dzień co trzeba i nie może nas przyjąć. Że zdjęto autostradę i ekipa będzie wracać do domu dwa dni a nie parę godzin.
- A co się stało? - zapytałam niepewna czy chcę usłyszeć odpowiedź.
- Właśnie przeciągnęli mnie przez jakieś kolejne diabelstwo - rzekła Lila. Później dowiedziałam się że właśnie zsiadła z piekielnego Limita.
Jako że koledzy byli zdecydowani zmusić Lilę do wsiąścia na następne coś, pospieszyłam jej z odsieczą. Gdy tam dotarłam, stali już w długiej kolejce wewnątrz płotków, pod żółto malowanym helikopterem "Race Control" i obiecywali, że jeśli Lila przejedzie jeszcze to, dadzą jej już spokój i do końca dnia będzie mogła chodzić po ziemi z prędkością nie przekraczającą 6 km/h.
Nie tylko nie uratowałam Lili, ale jeszcze sama padłam ofiarą firmowych extremistów. Bo w sumie, czego ja bym dla nich nie zrobiła? Niczym owieczki na rzeź prowadzone wsiadłyśmy do czegoś, co na samym starcie przyspiesza do 100km/h w 2,4 sekundy, aczkolwiek na szczęście już po niecałej minucie mogłyśmy z tego zsiąść.
W tym momencie zadzwonił Dziuny. Miałam we krwi tyle odrazyny, że nie pamiętałam tego dialogu, dopiero parę godzin później przypomniał mi go któryś z obecnych przy tym ludzi, zszokowany że potrafię wymówić takie wyrazy.
- Halo?
- Gdzie jesteś?
- Przy jakimś kurestwie.
- A jak to działa?
- Jak kolejka szwajcarska, tylko zapierdala pięć razy szybciej.
W ciągu następnych kilkudziesięciu minut jednakowoż zaobserwowałam dziwne zjawisko. Ogarniała mnie coraz silniejsza i wyraźniejsza pokusa, żeby tam wrócić. Po jakimś czasie "i chciałabym" stało się silniejsze od "i boję się" i naraz byłam znów wpięta w pasy tego urządzenia, zwanego Desert Race, tym razem kumple przyprowadzeni tam przeze mnie, a nie odwrotnie.

Nie opowiem wam, jak to było i dlaczego tak było. Bo to się nie da. Rzeknę tylko, że po zsiąściu gnaliśmy sprintem pomiędzy płotkami z powrotem do wejścia, żeby jak najszybciej polecieć znów. W którymś momencie człowiek z obsługi nas wyczaił i jak nie było kolejki, przepuszczał nas przez furtkę między strefą arrival a departure, żebyśmy nie musieli biegać wokoło. No i jeździłam na Desert Race w kółko, aż do zamknięcia całej tej imprezowni.

Kiedy pracowałam w szkole specjalnej, przychodziłam do gabinetu pani pedagog i często bawiłam się klockami, przeznaczonymi do terapii upośledzonych dzieci. Jola mówiła mi wtedy: "Dopieść swoje wewnętrzne dziecko."

poniedziałek, 15 marca 2010

Ratuj świat, a ja sobie odpocznę... (Nowenna w intencji ofiar patriarchatu)

Katolicki ideolog patriarchatu, Jacek Pulikowski, przedstawia aktywność zawodową kobiet jako potężne zagrożenie i wielką krzywdę dla rodziny. Zapytany o to, dlaczego kobiety miałyby nie mieć moralnego prawa do rozwijania się również na płaszczyźnie zawodowej i społecznej, odpowiada:

Macierzyństwo uważam za najważniejsze i najwyższego uznania godne w świecie zadanie, wręcz misję. (...) w kontakcie z małym, nieporadnym i bezbronnym dzieckiem kobieta rozwija się nieporównywalnie bardziej niż w fascynującej i przynoszącej wysokie zarobki pracy zawodowej. Chodzi tu mi o rozwój osobowości, polegający w dużej mierze na ograniczeniu własnego egoizmu na rzecz postawy altruistycznej — postawy miłości. (...) uważam, że dla losów świata najważniejsze jest rodzenie i dobre wychowanie dzieci, a kobiety w tym względzie są niezastąpione. (podkreślenia moje).

Takie postawienie sprawy jest dosyć sprytne. Walka z kupą zupą i dupą jako misja zbawcza dla ludzkości, i to ty żono jesteś supermenem, więc zbawiaj, a ja wychodzę na 8 godzin do pracy, gdzie nikt nie wrzeszczy i nie robi w majty. Acha, po pracy będę zmęczony i będę potrzebował obiadu na stole i spokoju podczas siedzenia w fotelu - żona w tym czasie musi uciszyć dzieci, "bo tatuś odpoczywa". (dosłownie takie zalecenia dla żon figurują w xiążce ww. autora "Warto być ojcem", Poznań 1999, s. 30-31).

Oczywiście pisząc o "niezastąpieniu" Jacek Pulikowski obraża wielką rzeszę wspaniałych ojców, którzy owszem potrafią zaopiekować się dzieckiem, także noworodkiem, kiedy np. matka zostaje w szpitalu na skutek komplikacji po porodzie lub by podtrzymać kolejną ciążę. Obraża przede wszystkim mojego męża, który dla Alanka jest niezastąpiony, bardziej niż ja.

Argument o altruizmie natomiast jest już niemoralny. O ile rozumiem katolicką etykę, tę bazową, wynikającą z przykazań, to altruizm, czyli miłość bliźniego, obowiązuje wszystkich, mężczyzn też. Dlaczego to tylko żony mają zwalczać swój "egoizm", czyli chęć rozwoju zawodowego? Proste. Kobieta która nie ma własnych pieniędzy i do tego obciążona jest dziećmi, jest ubezwłasnowolniona, a o to przecież chodzi w patriarchacie. Dzieci są tu istotne, bo konieczność ich utrzymania jest dodatkową przesłanką by pozostać w małżeństwie, nawet gdy jest toxyczne. Stąd taka obsesja na punkcie rozpłodu w patriarchalnych ideologiach. Każdy poród to przerwa w pracy zawodowej i kolejne dziecko do ewentualnego wykarmienia.

Oczywiście, Jacek Pulikowski owija to wszystko w gładkie zapewnienia o tym, że mężczyzna powinien kochać, szanować, nie nadużywać etc. A więc: organizuje rodzinę systemowo w taki sposób, że pełna kontrola nad wszystkim pozostaje w ręku męża-ojca, i teraz, kiedy już nie ma możliwości zmiany, liczy na to, że będzie to człowiek idealny, który podejmując decyzje, o ile w ogóle łaskawie zechce wysłuchać opinii żony, nie będzie dawał jej odczuć że jest ona darmozjadem na jego garnuszku. Zakłada, że nie będzie ulegał pokusie by swą ewidentną przewagę wykorzystywać dla własnych, a nie ogólnorodzinnych, celów. Bez żadnego planu B, na wypadek gdyby jednak było odwrotnie. Mężowi daje narzędzia by mógł swą władzę egzekwować; żona na wyegzekwowanie "miłości, szacunku, nie-nadużywania" nie dostaje sposobów żadnych.

W prawdziwym życiu takie idealistyczne założenia rzadko się sprawdzają. Dlatego niezależność finansowa kobiety jest równie potrzebna jak OC i NW dla kierowcy. Nikt nie zakłada że będzie miał wypadek, gdyby przyjmował taką ewentualność, to by nie jeździł. Ale jednak wypadki się zdarzają, i dlatego ubezpieczamy się, mimo że według założeń nie będzie trzeba z polisy skorzystać. To ona, a nie wiara w odpowiedzialność innych kierowców daje nam nie tylko poczucie, ale i gwarancję bezpieczeństwa. Niestety nie da się rozwiązywać sytuacji realnych na bazie założeń idealnych.

Obawiam się bowiem, że sytuacja, w której ktoś ma pełnię władzy w rękach i nie korzysta z niej choć trochę we własnym interesie jest w rodzinie równie częsta jak w polityce.

Niniejszym kończąc oktawę Dnia Kobiet polecam zainteresowanym czytelnikom jako lekturę do domu omówienie ww. xiążki. Autorka przytacza wizje Pulikowskiego i w bardzo trafny sposób wykazuje, jak są oparte na stereotypach i krzywdzące, zarówno dla kobiet jak i mężczyzn. Do zagadnienia patriarchatu i jego wzajemnych uwikłań z religią zamierzam jeszcze powrócić, a poglądy Pulikowskiego wyrażone w tej xiążce będą mi służyć jako ilustracja.

Antyfona: Pozwólmy każdemu być sobą. Niech to kobiety decydują o tym, czy iść do pracy czy zająć się domem i dziećmi. Niech nikt nie daje sobie prawa do krytykowania ich wyborów.

_

Podsumowanie Nowenny
Komentarze do Nowenny
Od genitaliów do Nowenny

__________________________________________________________________

niedziela, 14 marca 2010

Skąd biorą się geje i wojny? (Nowenna, 7)

Nowenna w Oktawie Dnia Kobiet - w intencji tych, którym narzucone stereotypy nie pozwalają żyć w zgodzie z sobą. (poprzednie dni: pierwszy, drugi, trzeci, czwarty, piąty, szósty, następne: ósmy, Podsumowanie Nowenny, Komentarze do Nowenny, Od genitaliów do Nowenny)

Fronda modli się: "za mężczyzn, na których zrzuca się winę za cało zło tego świata"
Cała ta ich modlitwa "za ofiary feminizmu - jednej z najbardziej szkodliwych ideologii" zaś jest działaniem odwrotnym - zrzucaniem winy za to, co oni za złe uważają, na kobiety, szczególnie feministki. Niby modląc się, oskarżają bowiem kobiety o: wyznawanie światopoglądów niepatriarchalnych, utrudnianie mężczyznom sprawowania władzy, niezależność od męskiej dominacji, brak postawy służalczej, chęć samostanowienia. To one są winne odebrania panom "męskości, rycerskości i dżentelmeństwa" (a nie ludzie, którzy takowi być przestali). Katolicy z Frondy kobietom przypisują odpowiedzialność za: antykoncepcję, aborcję, rozpad rodzin, zaniedbywanie dzieci. Mężczyźni, hahaha, oczywiście zawsze akceptują chęć bądź fakt ciąży, więc wola antykoncepcji i aborcji jest im obca. Nigdy, przenigdy nie wymuszają tych działań na swoich partnerkach. Nie zaniedbują dzieci dla kariery, nie rozwodzą się. Kurcze, połowa ludzkości to anioły.

Fronda potępia również "kobiety uwikłane w imię błędnie pojmowanej wolności w związki pozamałżeńskie, romanse, konkubinaty", oraz żyjące w stanie wolnym. Mężczyźni, wnoszę z tego, nie miewają związków/kontaktów pozamałżeńskich, i nie bywają singlami. Czyli te wszystkie konkubinaty z kim są? Z innymi kobietami? :-) :-) Może wystarczyłoby zalegalizować związki lesbijskie i problem by się rozwiązał ;-) Czy jednak mężczyźni też miewają seks pozamałżeński, ale nie jest to powód żeby ich potępić? Im wolno? Frondo katolicka?

Fronda modli się za: "homoseksualistów, którym matki nie potrafiły zaprezentować pozytywnego obrazu kobiecości". Czyli istnienie gejów, tak odrażających dla frondziatych katolików to również wina kobiet.
Ciekawe skąd wzięły się lesbijki. Czy ich matki zaprezentowały im zbyt pozytywny obraz kobiecości?

Aż się dziwię że na tej liście kobiecych win nie ma wojen, tortur, reżimów, totalitaryzmów, bomb konwencjonalnych i atomowych. Wiadomo, że to kobiety są liderami politycznymi wiodącymi do takich działań. Kopernik była kobietą, Hitler i Stalin też. Można też się powołać na Helenę Trojańską bądź po prostu Ewę która zerwała owoc z rajskiego drzewa. Niebagatelny jest też fakt że to kobiety rodzą żołnierzy.

Koniec ironii; żeby było jasne: ja nie oskarżam o wojny mężczyzn. Oskarżam Hitlera, Stalina i innych, konkretnych ludzi. Nie stosuję odpowiedzialności zbiorowej. Gandhi i JP2 w żaden sposób nie ponoszą winy za to co tamci robili. Nie chcę też tworzyć stereotypów i twierdzić że to zawsze mężczyźni są winni rozpadu rodzin, zaniedbania dzieci, zdrad czy przemocy. Nawet ze statystyk nie chcę wyciągać wniosków. Bo byłyby one krzywdzące dla tych ludzi, którzy nigdy się nie dopuścili zła. Nie ma żadnego powodu żeby wrzucać do jednego worka wspaniałych mężów i ojców ze zwyrodnialcami, tylko dlatego że mają taką samą 23cią parę chromosomów.

Dla mnie, jako osoby która przez wiele lat była głęboko wierzącą i intensywnie praktykującą katoliczką tragiczne jest, że to właśnie wśród katolików, wyznawców pięknej wiary w głosiciela wolności i miłości, Jezusa z Nazaretu, ("nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni", mawiał), dużo częściej niż pośród agnostyków i ateistów spotykam ludzi, którzy dają sobie prawo do osądzania tego, jak żyją inni ludzie. Oceniania wyborów bliźnich, gdy te wybory nie łączą się z krzywdą konkretnych osób trzecich. Czym innym bowiem jest potępić znęcanie się nad dzieckiem albo wyzysk innych ludzi, a czym innym to co dorośli ludzie dobrowolnie robią z własnym ciałem/życiem (antykoncepcja, stan wolny) lub ze sobą nawzajem przy obopólnej zgodzie.
Postawa liberalna nie jest wyrazem indyferencji, ale pokory. Pokora to wartość chrześcijańska.

Dramatem jest, że tacy frondowaci katolicy w formę modlitwy potrafią ubrać krytykę, potępienie i pogardę.
Jezus mówił: Strzeżcie się fałszywych proroków, którzy przychodzą do was w owczej skórze, a wewnątrz są drapieżnymi wilkami. Poznacie ich po ich owocach. (Ewangelia Mateusza 7, 14-15)

C.D.N. ( następny dzień: ósmy , Podsumowanie Nowenny, Komentarze do Nowenny, Od genitaliów do Nowenny)

sobota, 13 marca 2010

Prorodzinność przeszkadza katolikom? (Nowenna, 6)

Nowenna w Oktawie Dnia Kobiet - w intencji tych, którym narzucone stereotypy nie pozwalają żyć w zgodzie z sobą. (poprzednie dni: pierwszy, drugi, trzeci, czwarty, piąty, następne: siódmy, ósmy)

Fronda modli się: "za pracodawców, których sterroryzowano ustawodawstwem wspierającym "równouprawnienie"".
Tu już nie mogę się dalej modlić bo mnie śmiech pusty ogarnia. Oczywiście, uważam że regulacje zrzucające na firmy ciężar ekonomiczny poprawiania demografii są słuszne z punktu widzenia relacji interpersonalnych i społecznych, ale ekonomicznie idiotyczne, i prowadzą do jeszcze większych oporów przed zatrudnianiem kobiet. Tak więc dla nich są niekorzystne długofalowo. Ale że katolicki portal potępia takie "prorodzinne" praktyki? Jak może im zależeć na tym by kobietom nie ułatwiać godzenia życia zawodowego z rodzinnym? To tylko pozorny paradox. Chodzi im bowiem o to żeby kobiety w ogóle nie pracowały zawodowo. Nie miały własnych pieniędzy, a zatem - możliwości samostanowienia. Wtedy są zupełnie uzależnione i poddane władzy współmałżonka. I o to właśnie chodzi w patriarchacie. Dlatego też ludzie typu Jacek Pulikowski wmawiają kobietom, że pracując zawodowo krzywdzą swą rodzinę. Mężczyźni oczywiście nie krzywdzą. Hahaha.

C.D.N.
(następne dni: siódmy, ósmy, Podsumowanie Nowenny, Komentarze do Nowenny, Od genitaliów do Nowenny)

piątek, 12 marca 2010

Co za krzywda, porządzić sobie nie mogę... (Nowenna, 5)

Fronda modli się: " za mężczyzn, którym nie dano być głowami rodzin " (oj biedni, zaraz się rozpłaczę)
Ja zaś proponuję: módlmy się ... nie. Otoczmy empatią rodziny mężczyzn i kobiet, którzy zamiast kochać i szanować, chcą sobie porządzić, porozkazywać, widzieć posłuszeństwo i strach. Obdarz Wszechmatko łaską pokory i empatii tych, którym się wydaje że w ten sposób kochają ("to dla twojego dobra"), bo takie postępowanie wynika z przekonania o nieomylności ("to ja wiem co jest dla ciebie dobre") a zatem z egoizmu i pychy. Otoczmy empatią ludzi, których na całe życie zwichnęło takie traktowanie, i ich dzieci i małżonków, których zapewne, zgodnie ze wzorcem z wychowania, również będą tak traktować.

Dialog wspominanego już Polaka-katolika z 20letnim synem:
- Masz zrobić tak i tak.
- Dlaczego???
- Bo JA tak CHCĘ!!!

Fronda modli się: "za mężczyzn, z którymi żony konkurują zamiast wspierać"
Ja zaś proponuję: dajmy wsparcie tym kobietom i mężczyznom, którymi współmałżonkowie rządzą, zamiast wspierać. Dla których chcą być głowami, a nie partnerami.

Fronda modli się: "za kobiety, którym wpojono ideał "realizacji siebie" zamiast obdarowywania sobą innych"
Ja zaś proponuję: przestańmy się modlić i przemyślmy wreszcie, dlaczego pewna religia (czy jej zideologizowany nurt) wciąż mówi o obdarowywaniu innych kobietom, ale nie kieruje tego samego przekazu do mężczyzn. Dlaczego ludzie, którzy w konfesjonale mówią "pije, bije, poniża, gwałci, zdradza", często słyszą: "rodzina jest święta. Musisz dźwigać krzyż, który Bóg położył ci na ramiona". Wesprzyjmy ludzi którym to wmówiono, by dostrzegli, że to tylko wymysł ludzki służący utrzymaniu władzy silniejszych nad słabszymi. By odzyskali wiarę, że Bóg nie jest sadystą bezsensownie obciążającym i zobowiązującym człowieka do poddania się katu, ale że stoi po stronie słabych i skrzywdzonych.

Fronda modli się: "za rodziny rozbite, bo "mnie też się coś od życia należy" "
Ja zaś proponuję: otoczmy empatią tych, którzy cierpią krzywdzeni przez swoich współmałżonków i rodziców. Za tych, którzy doświadczają przemocy, gwałtu, poniżenia. Dajmy im wsparcie by znaleźli w sobie siłę by obronić swoją godność. By nie pozwolili niszczyć siebie i swoich dzieci w imię "świętości rodziny", "nierozerwalności sakramentu". By nie powstrzymywały ich wątpliwości "gdzie ja będę mieszkać", "z czego utrzymam siebie i dzieci", "nie dam sobie rady".
("Pamiętaj, że nic nie znaczysz" nowy reportaż o ofiarach przemocy domowej)

Antyfona: Pozwólmy każdemu być sobą. Amen.

C.D.N.
(poprzednie dni: pierwszy, drugi, trzeci, czwarty, następne: szósty, siódmy, ósmy, Podsumowanie Nowenny, Komentarze do Nowenny, Od genitaliów do Nowenny)