Zapraszam również na mój blog motocyklowy

Zapraszam również na mój blog motocyklowy: http://motocyklistka.xemantic.com/
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą etyka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą etyka. Pokaż wszystkie posty

środa, 31 stycznia 2018

W strefie śmierci znajdziesz sens życia. W strefie komfortu śmierć za życia.

Tatry i ja
Ludzie w Polsce nie mają marzeń. Wiem to stąd, że jedyne radio, które dobrze odbiera na warsztacie, prowadzi kilka razy dziennie loterię pieniężną. Zaskoczeni słuchacze, którzy właśnie wygrali 30 czy 50 tysięcy złotych, zazwyczaj nie potrafią odpowiedzieć na pytanie - na co je wydadzą. (Po co w ogóle grali?) A jeśli już wyduszają jakąś odpowiedź, to najczęściej jest to "remont łazienki".
Nie ma deklaracji "wyjadę na wymarzoną wycieczkę do Peru", "kupię sobie motocykl", "założę własną pracownię krawiecką" czy chociażby "zrobię sobie dwa miesiące wczasów nad Adriatykiem". Faceci czasem mówią, że zmienią auto na nowsze. I tyle.

W mediach, na forach i w komentarzach trwa koncert kanapowego eksperctwa na temat technicznych i etycznych implikacji himalaizmu - w kontekście dramatu na Nanga Parbat. Społeczeństwo w większości pozbawione pasji, z ciepełka, w blasku monitora ocenia ludzi którzy za realizację marzeń są gotowi płacić cenę najwyższą. Daje sobie prawo by oceniać, czyje życie warte jest ratowania. Twierdzą, że nie powinna z budżetu być finansowana akcja śmigłowcem, zdarzająca się raz na dekadę, a nie przeszkadza im że podatnik płaci za onkologię dla setek tysięcy palaczy, którzy całe życie świadomie, codziennie i bez dodatkowego ubezpieczenia sięgali po paczkę z napisem "palenie powoduje raka".
Stawiają granicę pt. "dzieci". Twierdzą, że rodzice dzieci nie mają prawa do własnego życia ani do własnej śmierci. Czyli dziecko to taki wyrok śmierci za życia - po spłodzeniu już tylko kapcie na nogi i pilot w dłoń, i takie wzorce potomkom przekazywać. Jakoś nie potępiają tych tatusiów, którzy rozbijają się służbowymi wozami w leasingu o drugiej w nocy na autostradzie, bo wracali z delegacji albo integracji. Tych, co na młodszy model wymieniwszy, tracą zainteresowanie potomstwem z pierwszego małżeństwa. Tych, którzy nigdy nie wyrazili chęci zobaczenia swojego potomka.

Ci, którzy rachują czas czekaniem od jednego sobotniego chlania do kolejnego; ci których życie płynie od jednego niedzielnego obiadku do drugiego, nie pojmą tych którzy cały rok czekają i pracują na kolejny wyjazd w góry. Nie pojmą tych, którzy czują, że życie bez sensu życia nie jest życiem, zatem nie jest warte przeżycia. Nie zrozumieją tego, jak o Tatrach pisała Teresa Harsdorf-Bromowiczowa:
Wiesz, co to jest śmierć?
Nie ma woni siana
         jaskrów złota
                grania w żlebach
                    --- ślepota.
Ciała nie pieści ni słońce ni wiatr
Nic nie chcesz - nic nie trzeba -
                        skończył się twój świat.
Tak żyć nie można. Muszę iść tam.
Dobyć świat dzwięków i barw z ukrycia.
Nie jest ważne życie. Nie jest ważna śmierć.
            To ważne, by nie umrzeć za życia.
Zacytuję też Mateusza Grzesiaka (źródło): " Dziękuję także autorom tych wszystkich komentarzy na różnych forach, że: "trzeba było wybrać Polaka", "powinien był zostać w domu", "podatnik nie powinien płacić za akcję ratunkową". Pokazali mi, że w strefie śmierci jest szansa na przeżycie i spotkanie bohaterów, a w strefie komfortu funkcjonują trupy."


sobota, 20 lutego 2016

Biedni chrześcijanie patrzą na (hejtujące ich) getto


"Nie rozumiem tego hejtu w kierunku kościoła. przecież jak komuś zasady tej organizacji nie odpowiadają to nie ma przymusu aby w tym uczestniczyć. niech sobie homoseksualiści założą swoją organizację i niech się tam realizują." - tak Konrad skomentował powyższe zdjęcie.
W takim razie zapraszam cię Konrad do wyobrażenia sobie następującej biografii: dziecko jest wychowywane w wierze, w przekonaniu że jak będzie grzeszyć to pójdzie do piekła, potem ma lat naście i zakochuje się w osobie tej samej płci. Nagle się dowiaduje że jest jednym z tych zboczeńców i niszczycieli cywilizacji, o których słyszał od mamy, taty, na mszach i na lekcjach religii. Nawet jeśli nie kupił shitu o piekle, to mieszka ze swoimi rodzicami, którzy jeśli się dowiedzą, w 90% przypadków nie będą zachwyceni, może się posuną do przemocy albo zamykania go w domu. (Współpracuję z pogotowiem dla nastolatków LGBT - jest to "norma" w "normalnych" rodzinach). Ma 15 lat i nie jest w stanie sobie stworzyć nie tylko swojej wspólnoty wyznaniowej, ale nawet warunków do tego by się spotykać ze swoim chłopakiem/dziewczyną, bo jak ucieknie z domu, to nie będzie mieć co jeść, a policja namierzy jego komórkę i przyprowadzi z powrotem. Ale są też gorsze scenariusze, bo są ludzie mocno wierzący, którzy nie potrafią po prostu sobie wytłumaczyć że ich Bóg ich nie potępia za to jak zostali przez niego stworzeni i cierpią całe życie walcząc... z czym? Z miłością, którą czują. Geje to nie tylko dorośli, niezależni emocjonalnie, finansowo i światopoglądowo. Dlatego nie ma i nie będzie zgody na to by Kościół, który ma wpływ na mentalność większości społeczeństwa, głosił swoją nienawiść. Nienawiść nie to tych którzy piją, biją, wykorzystują. Nienawiść do tych którzy kochają.

Konrad, spróbuj użyć swojej wyobraźni i przeprowadzić taki myślowy experyment. Że urodziłeś się w społeczeństwie, w którym kapłani dominującej religii (sami pozostający w celibacie) wymyślili sobie, że jedynie słuszne są związki jednopłciowe. Tak żyją nie tylko wierni, ale cała kultura, tak funkcjonują małżeństwa cywilne itd. I ty zakochujesz się w Ani czy Agacie. Nie możesz wziąć z nią ślubu, żyjecie razem, ale w razie śmierci któregoś z was dorobek waszego wspólnego życia, zamiast być odziedziczony przez to drugie z was, zagarnie nienawidząca was rodzina. Ponadto, jeśli ktoś na ulicy zobaczy cię z Anią za rękę, może wam spuścić wpierdol, bo taki klimat wokół waszej miłości wytworzyła panująca religia. A tu jakiś kapłan niemalże państwowego bóstwa mówi: "ależ tobie nikt nie zabrania kochać, Konrad, pod warunkiem że kochasz mężczyznę". Nie wiem czy bardziej okrutne to czy debilne.

I jeszcze trzecia myśl. Homosexualizm jest starszy znacznie niż Kościół. W Grecji starożytnej był normą kulturową (aczkolwiek zakazu hetero nie było). Potem przyszło chrześcijaństwo i bazując na judaizmie, z którego się wywodzi, to ono zaczęło hejtować gejów. W historii ludzie tracili życie, często na stosie lub w inny przeokrutny sposób, tylko dlatego że przyłapano ich na miłości z osobą tej samej płci. W cywilizowanej Europie takie działania, podjęte dobrowolne między dorosłymi osobami, były np. karane więzieniem jeszcze w latach 60. - umiesz to sobie wyobrazić? Taka była też tragiczna historia deszyfratora Enigmy i twórcy komputerów Alana Turinga. Uratował kilkanaście milionów istnień ludzkich, po czym odbiera sobie życie po skazaniu go "za nieprzyzwoitość".

Ale nie - to ludzie LGBT są tymi niedobrymi hejterami Kościoła, tak? To oni tworzą lobby zabraniające miłości i małżeństw hetero? To oni żądają od wszystkich żeby żyli tak jak oni uważają za stosowne, a nie w zgodzie ze swoją naturą? To oni są krzywdzicielami?

na fotce: apb. Marek Jędraszewski. Źródło cytatu

piątek, 18 grudnia 2015

Prawo jazdy, sex i Bóg


Niektóre szkoły nauki jazdy w Holandii przyjmują usługę sexualną jako zapłatę za kurs prawa jazdy. Szumu wokół tej sprawy narobiła partia polityczna Unia Chrześcijańska, twierdząc że to niemoralne i szkodliwe społecznie i żądając od władz odebrania licencji szkołom, w których można się tak rozliczyć. Władze odpowiedziały, że jest to legalne i nie jest to nawet prostytucja (sex za hajs) ale barter. (źródło)

Jest to kolejny przykład na typowe dla religii mieszanie porządków i pojęć. Instruktorzy mają uczyć dobrze prowadzić pojazd, a nie dobrze prowadzić się.  Odebranie jej ma sens jedynie wtedy, kiedy instruktor nie umie uczyć, a nie jako kara za niespełnianie wymogów obyczajowych czyjejś religii. Naprawdę, ani politykom ani duchownym nic do tego co prywatni ludzie dobrowolnie robią z własnym czasem i własnymi tyłkami. Ja tam im co najwyżej współczuję - instruktorom braku powodzenia, a kursantom szmalu. No ale żyjący w celibacie lub małżeńskiej nudzie politycy Unii Chrześcijańskiej najwyraźniej im zazdroszczą.

Czego szukasz w święta? Moje opowiadanie

Czego szukasz w święta? Ludzi czy spokoju? Ciepła, czy ciszy? Piękna, czy głębi? Boga, czy człowieka?

Bożonarodzeniowe opowiadanko które kiedyś napisałam. Teraz na OpenBooks.com. Można pobrać i wysłać komuś w prezencie bezpłatnie, a wrzucić jakiś hajs potem, jeśli się podobało. Tutaj: https://openbooks.com/books/740-pustka

piątek, 10 października 2014

Zatłuc, bo inny

Równo 16 lat temu 21-letni student Matthew Shepard, nieprzytomny po bestialskim pobiciu, gasł w szpitalu w Colorado. Dwóch kolesi zagadnęło go w barze, wyszli razem, został porwany, wywieziony za miasto, przywiązany do płotu, zmasakrowany i zostawiony na śmierć.



W styczniu tego roku dwie ulice od miejsca gdzie mieszkam, dwóch kolesi poszło za wychodzącym z baru 21-letnim studentem Patrykiem, dopadli go w ciemnym zaułku i zatłukli na śmierć. Rano go ludzie znaleźli. Nie mam jego zdjęcia.

Matthew zginął, bo napastnicy rozpoznali w nim geja, a nie lubili "takich". Patryk wyszedł samotnie z gejowskiego klubu, a oni poszli za nim... 

"Ludzie nienawidzą wszystkiego, co się od nich różni, chociażby tylko długością uszu" (elf Filvandrel do Wiedźmina).

A tu muzyka na pożegnanie młodych ciał, zniszczonych bez powodu i zakopywanych w ziemi. "The lonely Shepherd". Matt, thanks for the hint.

niedziela, 9 lutego 2014

Jak skurwiłam się z Mamą...

Google ma władzę nad światem - władzę, której nikt mu nie powierzył i nikt z niej nie rozlicza - mówiłam i pisałam już ponad 10 lat temu. Późniejsze afery w mediach, o cenzurę netu w Chinach, czytanie poczty przez listonosza i śledzenie przy pomocy smartfonów w ogóle mnie nie dziwiły.



Namawiałam do używania innych wyszukiwarek, platform do zdjęć, blogów i poczty, innych systemów do telefonu. A kumpel wtedy odpowiadał mi: "Google ma władzę nad ludźmi którą dali mu oni sami, "głosując" każdym wejściem na strony, każdym wyborem ich serwisów. Płacąc swoją prywatnością za jakość usług, która jest po prostu najlepsza."


Podobne co ja obserwacje poczynił Kyle Gabler, autor World of Goo. Mogę policzyć na palcach jednej ręki gry komputerowe w które z upodobaniem grałam - ta jest jedną z nich, absolutny majstersztyk koncepcyjno-estetyczny. Symulator fizyki, w którym układa się konstrukcje z kulek gluta ("goo" to "glut").




W czwartym lewelu użytkownik spotyka się z MAMą - "nikt nie zna cię lepiej niż MAMa". "Podpisz umowę - a MAMa zajmie się resztą". Jednak opętana swą pasją kontroli MAMa zostaje wysprytniona, przez co jej nadrzędna instancja - Światowa Korporacja Goo - rozpęka się i klapcieje pod ciśnieniem reklam wysyłanych przez jej własne boty.


W czwartek podjęłam zatem jedną z cięższych decyzji życiowych. Znalazłam się w sytuacji, w której zarabianie na życie zaczęło mi zajmować tyle czasu, że nie miałam go już na pisanie, tak cenione przez wielu Czytelników. Oczywistym się więc stało że jeśli chcę mieć czas by pisać, to muszę na tym zarabiać, bo doba ma tylko 24h. Dołączyłam do bloga reklamy i ze zgrozą zobaczyłam komunikat: siądź i się zrelaxuj, a my zajmiemy się resztą...

The Matrix has me...? (Matrix, jak trafnie zauważył Kazik w komencie poniżej, to ang/łac. Macierz, czyli matka!!) Stałam się narzędziem w ręku Wielkiego Brata napędzającego młyny konsumpcji które przemielą ten świat?
Ale już następnego ranka MAMa zrobiła mi wspaniałą niespodziankę. Z okazji rozpoczęcia Olimpiady umieściła na swej głównej stronie sporty zimowe i cytat o prawie do ich uprawiania bez dyskryminacji - z tęczą w tle.
Networki praw człowieka, takie jak AllOut.org, do których należę, od kilku miesięcy ostrzegały władze wielkich mocarstw i wielkich koncernów: biorąc udział w igrzyskach legitymizujecie działania Rosji, w której nie tylko społeczeństwo, ale państwo, prawo i policja dyskryminuje ludzi kochających osoby tej samej płci. Za trzymanie się za rękę ze swoim chłopakiem na ulicy można być i bywa się tam aresztowanym i pobitym przez policję. Wielu polityków i artystów wycofało się zatem z udziału w imprezie.

Skoro już Google ma ową władzę nad światem, pozostaje nam mieć nadzieję że będzie jej używał w dobrych celach. Gest z dnia otwarcia olimpiady, który dotarł do niemal każdego użytkownika netu na świecie, daje nadzieję, że MAMa jest matką etyczną.
Właściwie poza nadzieją nic nam nie zostało, gdyż podobnie jak w Matrixie, zdecydowana większość populacji jest totalnie uzależniona od Systemu. 

Na zakończenie krótki klip o łyżwiarstwie figurowym. 


Jak byś się czuł gdyby wcielenie twych marzeń w życie oznaczać musiało życie w kłamstwie?


środa, 5 lutego 2014

Dziwka ze śrubokrętem w dłoni...

"cieszy mnie gdy widzę kobietę, robiącą to wszystko, za co zwykle nagradzani są mężczyźni (niezależność, kompetencja mechaniczna, wierność sobie, pragnienia seksualne), bo wszyscy wiemy, że kobiety to lubią (albo jesteśmy tymi kobietami :-) ) ale rzadko pozwala się im na to w kinie z powodu ograniczeń moralnych, które są gorzej niż przestarzałe – one są rzeczywiście krzywdzące. Niemniej nadal istnieją usiłowania, by kontrolować kobiety poprzez moralność. Jeśli mężczyzna nie może kontrolować kobiety seksualnie (poprzez posiadanie jej na własność), próbuje kontrolować ją moralnie (nazywając ją dziwką). Ta szczeniacka reakcja na to, że sprawy nie idą po jego myśli, wciąż funkcjonuje we wszystkich kulturach, nawet „liberalnych” i „postępowych”."
Eric Tretbar, twórca kina niezależnego, scenarzysta i reżyser "Girl Meets Bike". Więcej świetnych opowieści Erika w wywiadzie który z nim przeprowadziłam dla MotoRmanii.  

sobota, 28 grudnia 2013

Mężczyzna, kobieta, człowiek

Bardzo cenię w mężczyźnie, jeśli potrafi płakać, bo to oznacza że nie zatracił kontaktu ze swoim człowieczeństwem. Niestety chłopcy w naszej kulturze są od najwcześniejszego dzieciństwa okaleczani przez wychowanie, gdyż nie pozwala im się okazywać emocji, przez co tracą świadomość tego co czują. Nie potrafią tego nazywać, mówić o tym, uzyskać wsparcia w problemach. Przez co cierpią oni sami i ich bliscy.
Moi czytelnicy pewnie znają te stwierdzenia, bo mówiłam to już wielokrotnie i przy różnych okazjach. Tym bardziej cieszy mnie że nie tylko ja to zauważam. O tym i powiązanych zagadnieniach powiada Tony Porter wygłaszając Apel do Mężczyzn w cyklu TED (polskie napisy). (Aczkolwiek na widowni siedzą niemalże wyłącznie kobiety...)

Pamiętam rozmowę z 12-letnim chłopcem, piłkarzem, kiedy zapytałem go: „Jak byś się poczuł, gdyby przy wszystkich graczach twój trener ci powiedział, że grasz jak dziewczyna?” No i spodziewałem się, że powie coś jak: byłbym smutny, byłbym wściekły, byłbym zły, albo coś w tym rodzaju. Ale nie, ten chłopiec powiedział do mnie: „To by mnie zniszczyło.” Wtedy powiedziałem sobie: „Boże, jeśli zniszczyłoby go nazwanie dziewczyną, to czego my go uczymy na temat dziewczynek?”



Na kłamstwie nie da się nic sensownego zbudować. Patriarchalny obraz płci, oparty na zafałszowaniu tego "kim jesteśmy" na rzecz tego "kim wymaga się od nas, byśmy byli" niszczy jednostki obu płci, relacje w jakie wchodzą, i w ogóle społeczeństwo. Wyczytałam ostatnio na necie o chłopcu, którego ojciec przywiązał do psiej budy za karę za to że płakał. Większość biskupów pewnie by powiedziała, że słusznie uczynił, bo w ten sposób właśnie walczy się z "genderem", tym, co oni uważają za wroga nr 1.

PS. Trzy lata temu analizowałam inny list episkopatu na niedzielę św. Rodziny, pisząc o tym jak kłamliwa i zafałszowana jest troska biskupów o rodzinę, jakim naprawdę celom służy. Wtedy chłopcem do bicia było in vitro i ustawa o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie, teraz jest gender i konwencja o przeciwdziałaniu przemocy wobec kobiet, a cel ten sam.

środa, 7 sierpnia 2013

Okupacja cipy

 

  "Szybko wraca małostkowość i ta najbardziej haniebna forma własności gruntowej, zaborcza okupacja, tyrania roztoczona nad kilkoma centymetrami kwadratowymi ludzkiego ciała, mianowicie nad cipą własnej żony."
                                                  Leonard Cohen, "Piękni przegrani"

Cytat ten został przywołany w dyskusji pod postem o poliamorii, gdy jedna z osób biorących udział w rozmowie zadeklarowała, że rozumie to wszystko, o ile nie dotyczy to sfery sexualnej.

Zastanawiając się, dlaczego ten właśnie aspekt miałby być de facto ważniejszy od "wierności" emocjonalnej, intelektualnej, od lojalności, od solidarności w popychaniu do przodu ciężkiego wózka z praktycznymi aspektami życia, pomyślałam, że chodzi chyba po prostu o zwykły atawizm samolubnych genów. Socjobiologia zresztą dawno już zauważyła że kobiety częściej są skłonne wybaczyć "skoki w bok" na gruncie cielesnym, jeśli zostaje zachowana "wierność mentalna", zaś mężczyźni dokładnie odwrotnie. Ma to swoje podstawy w mechanizmach ewolucyjnych. Młode człowiecze są relatywnie długo w porównaniu do innych ssaków niesamodzielne i ograniczające samodzielność samicy uniemożliwiając jej w okresie ciąży i połogu przeżycie bez wsparcia z zewnątrz. Samica może mieć max jedno młode co roku, więc aby jej geny przetrwały, musi za wszelką cenę zapewnić przetrwanie każdej sztuce swego potomstwa. Ceną tą zatem bywa akceptacja epizodów samca z innymi samicami, akceptowalna o tyle, o ile samiec upolowanego mamuta przynosi jej i jej potomstwu. Tymczasem samiec by przetrwać genetycznie nie może zaakceptować sytuacji w której zdobyczny mamut inwestowany jest w nosiciela nie jego genów. Więc romanse partnerki nie mogą wyjść poza sferę mentalną. Co więcej, o ile dla samicy ludzkiej najlepszą strategią na utrwalenie swych genów jest ochrona każdej sztuki swego potomstwa, o tyle dla samca który może spłodzić kilkaset młodych rocznie najkorzystniej jest siać materiałem genetycznym gdzie popadnie. Jednym słowem, kobiety są z natury monogamiczne i zazdrosne o zaangażowanie swych partnerów, zaś mężczyźni z natury poligamiczni w odniesieniu do siebie samych oraz równie z natury zazdrośni o brak monogamii u swoich partnerek. Tacy właśnie jesteśmy o ile pracą umysłu nie przełamiemy tych wdrukowanych w geny mechanizmów.



O ich sile świadczy zresztą występowanie wielu bazowanych na nich zjawisk w kulturze. Większa akceptacja dla swobody sexualnej chłopców i mężczyzn, wymóg dziewictwa do ślubu i manifestująca je biała suknia obowiązujące tylko kobietę. W XIX wieku w wyższych sferach to brat lub ojciec zabierał nastoletniego chłopca do burdelu, by "stał się mężczyzną"; równocześnie zaś ci sami ludzie strzegli cnoty swych córek, by inni mężczyźni mogli pojąć je za żony dziewicami. Mężczyzna mający wiele kobiet to donżuan, kobieta mająca wielu partnerów to dziwka/lafirynda, itd.




Zazdrość jest naturalna. Kompersja - kulturowa, cywilizacyjna, etyczna. Podobnie naturalny, sprzyjający przetrwaniu jest egoizm i agresja, zaś za etyczne uważamy altruizm, rozwiązywanie konfliktów przez negocjacje, i troskę o innych. Ratowanie czyjegoś życia z narażeniem swojego, coś co robią na codzień strażacy, policjanci i ratownicy górscy, również jest kulturowe. Jak zwykle przy takich okazjach dochodzimy zatem do kluczowego pytania, którą z warstw, nierozłącznych w człowieku i tworzonej przez niego cywilizacji, chcemy uznać za kluczową dla naszego człowieczeństwa.


Zobacz przypis*
______________
*Uwaga osoby widoczne na zdjęciu nie były i nie są zaangażowane w relację poliamoryczną, dałam fotkę bo fajnie pokazuje ideę mimo że jej nie reprezentuje

wtorek, 7 maja 2013

Fej Zbuk Effect

Wrzuć swoje zdjęcie w spódniczce mini - 17 lajków.
Wrzuć zdjęcie psa który szuka domu - 20 szerów.
Wrzuć petycję o prawach zwierząt lub o powstrzymaniu genderycydu milionów dziewczynek w Chinach i Indiach - zero.

Fej Zbuk jest tym, czym my jesteśmy. 

sobota, 20 kwietnia 2013

Wasz ALTRUIZM to zwykłe ĆPANIE


Kilka lat temu zaczęłam pisać o czarnych stronach macierzyństwa. Nie byłam świadoma, że wypowiedziałam wojnę ostatniemu, najświętszemu tabu naszego społeczeństwa. Stąd szok, gdy z rąk czytelników, obcych i przyjaciół, spotkał mnie CYBERLINCZ. Jeden z commentarios classicos:

z Twoich postów widać, jak bardzo skupiasz się na sobie.. Twój ból, Twoje cierpienia, Twoje poświęcenia...
Miłość ma sens i jest piękna wtedy, gdy się więcej daje niż bierze. I gdy jest bezinteresowna.
Jasne, że macierzyństwo nie należy do łatwych i prostych spraw, ale bez przesady, samo nowe życie, uśmiech dziecka, widok jak rośnie i się rozwija - rekompensuje całe cierpienie.
Przynajmniej tak jest w przypadku większości kobiet - myślałam nawet, że wszystkich - ale czytając Twój wpis, widać że są kobiety które sądzą inaczej. Dla mnie to czysty egoizm.

Oczywiście każdy kto umie posługiwać się mózgiem widzi, że autorka nie jest żadną altruistką. Kontakt z dzieckiem sprawia jej przyjemność większą, niż dyskomfort wywołany wysiłkiem, a więc w bilansie wychodzi na plus. Dziecko jest dla niej zatem źródłem przyjemności. JEJ przyjemności - a więc egoistycznej. 
Ponadto to jawny fałsz, iż ona "więcej daje niż bierze" bo jak sama chwilę później przyznaje, jej cierpienie jest rekompensowane z nawiązką przez radość.

A teraz, po latach, czytam:
"Nauka od lat próbuje odpowiedzieć na pytanie, czy miłość macierzyńska to instynkt, czy zachowanie wyuczone. Krystyna Rymarczyk, psycholog, neurobiolog: - Badania pokazują, że jednak instynkt. Gdy pokazuje się kobietom zdjęcia różnych dzieci, w tym ich własnych, to przy oglądaniu fotografii własnego potomstwa wyraźnie widać pobudzenie tzw. obszaru układu nagrody. Czyli tej części mózgu, która odpowiada za poczucie zadowolenia. Silne pobudzenie układu nagrody powoduje wydzielanie dużych ilości DOPAMINY, co wzmaga stan EUFORII i radości. "
Dopamina. Ośrodek nagrody, ten sam który uaktywnia się podczas sexu, jedzenia słodyczy, picia wódy, ćpania amfy. Dokładnie o tym pisała moja "altruistyczna" czytelniczka. "Uśmiech dziecka rekompensuje całe cierpienie". Po prostu twój układ nerwowy zalewał się endogennym dragiem. Ten cały twój altruizm to jest najbanalniejsza NARKOMANIA!

W zasadzie mnie to nie dziwi. Ewolucja musiała to zrobić w ten sposób po to, by ludzkie samice były w stanie przetrwać ten koszmarny, absurdalny, wieloletni wysiłek. Inne ssaki mają to jakoś sensowniej rozwiązane. Poród trwa kilka minut, opieka nad potomstwem kilka miesięcy, rzadko rok. Szczenię ludzkie po roku dopiero stawia pierwsze kroki. Źrebię potrafi biegać galopem godzinę po przyjściu na świat.

"Dlaczego niektóre kobiety nie odczuwają szczęścia z posiadania dzieci? - mówi dalej neurobiolog Krystyna Rymarczyk. - Przyczyny mogą być różne. Psychologiczne, społeczne, ale też biologiczne - wynikające z zaburzeń na poziomie biochemii mózgu. Zaburzenia wydzielania prolaktyny lub oxytocyny wpływają najprawdopodobniej na wadliwe działanie układu nagrody - kobieta nie odczuwa szczęścia, patrząc na swoje dziecko. "

I wówczas staje się ono czymś na kształt złamanej nogi. Nie dość że sprawia mnóstwo bólu i kłopotu, to musisz to ciągnąć ze sobą wszędzie. Najprostsze sprawy, jak wejście na schody, stają się wyprawą na K2. Nie możesz normalnie przemieszczać się, pracować, funkcjonować na żadnej płaszczyźnie.

Społeczeństwo zrozumie, jeśli kobieta przyzna się, że nie kocha swej siostry, brata, ojca, nawet matki. Zrozumie, że nie kocha męża i gdy odejdzie od niego. Ale nie wybacza tym, które nie kochają dziecka. Takie osoby żyją w osamotnieniu, w poczuciu winy. Nie ujawniają się ze strachu przed potępieniem. Wiedzą, że nie dostaną wsparcia. Że nikt nie będzie potrafił wyjść poza swój punkt widzenia, poza swoje doświadczenie i przeżywanie tej sprawy. Zupełnie jak z kochającymi płeć własną. Oni też są w mniejszości - nie rozumianej, pogardzanej, nienawidzonej.

Macierzyństwo jest w Polsce detabuizowane dopiero od jakichś dwóch lat (duże zasługi pisma "Bachor"). O ile coraz łatwiej jest przyznać się do zmęczenia, frustracji, bezradności, poczucia uwięzienia - to o braku miłości do dziecka jeszcze nadal nie bardzo. "Normalna" większość nie potrafi pojąć, że emocje to coś, co pojawia się bez kontroli człowieka - a więc brak uczuć pozytywnych, czy też uczucia negatywne nie są skutkiem decyzji ani osądu, jak to określiła cytowana czytelniczka. "są kobiety, które sądzą inaczej", napisała, zamiast "czują inaczej".
I za coś, co przytrafiło im się wbrew ich woli i intencji, nazywane są nieludzkimi potworami. Egoistkami.

PS. Wpis jest w zamierzeniu uniwersalny, nie osobisty. Precyzuję w komentarzach poniżej

.





piątek, 12 kwietnia 2013

"Chcę być taki jak mamusia!"

Dlaczego powyższa deklaracja jest obciachem, zaś "chcę być taka jak mój tata" - nie jest? Próbuję analizować stereotypy dotyczące płci w prawie-nie-motocyklowym felietonie na MotoRmanii.

czwartek, 28 marca 2013

Getto ławkowe i belka w oku


Lech Wałęsa - ikona walki o prawa obywatelskie, laureat Pokojowej Nagrody Nobla.
Ostatnio wymyślił, że w parlamencie gejów powinno obowiązywać getto ławkowe.
(Getto ławkowe: w Polsce na uniwersytetach przed wojną studenci pochodzenia żydowskiego nie mogli wybierać miejsc na całej sali, musieli siedzieć pod ścianą. Niektóre uczelnie ograniczały liczbę studentów żydowskich do 10% lub wręcz do zera).
Wałęsa mówi o gejach: "Nie życzę sobie, żeby ta mniejszość, którą toleruję, ale z którą się nie zgadzam, żeby mi wychodziła na ulice i moje dzieci, moje wnuki bałamuciła". "Jak będą mi łazić nago po ulicy, to ja się nigdy nie zgodzę. Widziałem to, na przyczepach jeżdżących..."
Gerontofilia.
 Taką argumentację z ust konserwatystów słyszałam wielokrotnie. Widziałam ją na ulotkach antyunijnych, kolportowanych przez katolickich działaczy - Unia to geje, a geje to obsceniczne parady równości - po czym następowało odpowiednio wyuzdane zdjęcie. "Seksualność jest sprawą intymną, a oni wystawiają ją na widok publiczny! To jest promocja zboczenia, mam prawo chronić przed nią swoje dzieci!" I to jest podstawa by twierdzić że KAŻDY homosexualny obnaża się i obściskuje publicznie, jest zwyrodnialcem i pedofilem, a zatem wolno odmówić mu obywatelskiego prawa do rejestracji związku i adopcji dzieci.

Parada Gay Pride w San Diego.
Karnawał w Rio. Ja tam dużej różnicy nie widzę. 


A co do obscenów na "przyczepach jeżdżących". Największa na świecie impreza, polegająca na epatowaniu seksualnością "na przyczepach jeżdżących", to karnawał w Rio, w którym bierze udział 2 mln osób, w dużej mierze turystów. Impreza ta nakręca na gigantyczną skalę przemysł rozrywkowy i usługi sexualne, i chciałoby się wierzyć, że każda osoba w tych usługach pracująca robi to dobrowolnie.
Ale byłoby to naiwnością.

New York.
Rio.




Stosując tę samą logikę należy uznać owe parady "tancerek samby" za dowód, iż  orientacja hetero opiera się na perwersji. Czy nie jest to "łażenie nago po ulicy", "promocja heterosexualizmu", "obnoszenie się publiczne ze sprawami intymnymi"? Dlaczego nie słyszę oburzonych katolików?

"Widzisz drzazgę w oku swego brata, a belki w swoim nie widzisz..." - powiedział Jezus, Żyd. (Ewangelia Łukasza 6,41)
 

poniedziałek, 11 marca 2013

A na ziemi pokój ludziom dobrej woli

Oglądam z moją mamą, Polką-Katoliczką, fotki z mego umiłowanego Asyżu.
W którymś momencie trafiamy na taką:


- To wy powiesiliście tę flagę? - pyta matka
- Nie, tam wszędzie takie wiszą. Można je kupić na każdym stoisku z dewocjonaliami - mówię.
W ciszy, która zapadła, poczułam dziwną wibrację, zakołysała się herbata w szklance na biurku, zadrżały szyby w oknach...
Dopiero po chwili zrozumiałam skąd się wzięły te wstrząsy. To światopogląd mojej matki walił się w gruzy.
- To jest flaga pokoju - uratowałam ją.

Napis na fladze "Pace" - po italsku "Pokój". Przed Bazyliką św. Franciszka, Asyż
Imagine there's no heaven - śpiewał John Lennon. Wyobraź sobie, że nie ma raju. Nic za co trzeba by zabijać bądź ginąć. Ponad nami tylko błękit. 
Wyobraź sobie, że ludzie żyją razem w braterstwie, w jednym świecie, w pokoju, śpiewał marzyciel z Liverpoolu. Urodził się 800 lat po innym marzycielu, Biedaczynie z Asyżu, który całe życie głosił, że ludzie są braćmi niezależnie od różnic i że miłość wzajemna jest znacznie lepsza niż prowadzenie jakichkolwiek wojen.
Imagine no posessions - śpiewał Lennon. Francesco, brat mniejszy wszystkich, w swoim czasie również głosił, że najlepiej wyrzec się posiadania czegokolwiek. Bo jeśli masz bogactwa - tumaczył - zaraz ktoś zechce je zagarnąć, więc potrzebujesz też żołnierzy, by ich bronili. I stąd biorą się wojny...
Właściwie raj nie jest potrzebny, skoro jest Asyż. Mogłabym tam spędzić wieczność, malując kwiatki na suvenirowej ceramice. Bo tam jest taki spokój. Pokój. Pokój serca. Living for today.
Od czasów Franciszka społeczeństwa wyrosłe na gruncie chrześcijaństwa zasypały, przynajmniej częściowo, wiele podziałów. Na białych i czarnych, na nisko i wysoko urodzonych, na będących czyjąś własnością i wolnych. Nawet na chrzczonych i niechrzczonych. Dostrzeżono podmiotowość dzieci, człowieczeństwo kobiet. Papież Jan Paweł przeprosił za dyskryminację i marginalizację, będące wynikiem postaw, których winni byli chrześcijanie.* To ciekawy zbieg okoliczności, że jutro, w trzynastą rocznicę tych historycznych przeprosin zacznie się konklawe, które wybierze kolejnego następcę.
Zastanawiam się tylko który - i czy któryś w ogóle - przeprosi za cierpienie, którego na skutek postaw chrześcijan doświadczali i wciąż doświadczają ludzie, których symbolem, poza Italią, jest tęczowa flaga.

You may say, I'm a dreamer.
But I'm not the only one.

_______________
* "Módlmy się za wszystkich, których ludzka ludzka godność została zraniona, a prawa podeptane; módlmy się za kobiety tak często poniżane i dyskryminowane, i uznajemy, że istnieją formy biernego przyzwolenia, za które winy ponosili również chrześcijanie".

"Boże, nasz Ojcze, Ty stworzyłeś człowieka, mężczyznę i kobietę, na swój obraz i podobieństwo i zechciałeś, aby istniała wielość narodów w jedności ludzkiej rodziny; czasem jednak równość Twoich dzieci nie była uznawana, a chrześcijanie stawali się winni postaw, które prowadziły do zepchnięcia innych na margines lub poza nawias społeczeństwa, pozwalali bowiem na dyskryminację z powodu różnic rasowych albo etnicznych."  Dzień Przebaczenia, Watykan, 12 marca 2000.

poniedziałek, 4 lutego 2013

Mniejszości...


"My motocykliści stanowimy około 3% populacji świata.
Homosexualni to 2 do 7% ludzi.


Jedno i drugie jest "nienaturalne".
Dlaczego społeczeństwo nie ma problemu z nami, motocyklistami, a tak bardzo przeciwne jest gejom?"

Oscar Kubicki, zawodnik sportów motocyklowych

szczegóły/źródła:
http://en.wikipedia.org/wiki/Homosexuality#Demographics
http://en.wikipedia.org/wiki/Motorcycle



piątek, 12 października 2012

Poliamoria - by nie mordować miłości

Źródło: Polytical - poliamory & ethical
 
Kazik - w dyskusji pod artykułem o poliamorii:

Poliamoria dowartościowuje przede wszystkim głębokie uczucia które ludzie względem siebie żywią. Powszechne występowanie takich uczuć pomiędzy ludźmi niespokrewnionymi jest faktem. Towarzyszy im często aspekt erotyczny (choć jak rozumiem dla kogoś kto oddziela kontekst uczuć, od kontekstu seksualnego, może to być niepojęte wink;-).

W wypadku takich uczuć dla wielu osób występujących u człowieka równocześnie, paradygmat zachodniej kultury oferuje jedynie frustrację związaną z tych uczuć zabijaniem. Czy to zabijaniem tych nowych, którym nie można pozwalać się rozwijać ze względu na kuturowe defaulty (wierność idei monogamii), czy to zabijaniem tych starych, które trzeba porzucić na rzecz nowych (monogamia sekwencyjna). Poliamoryści nie zgadzają się na taką konstrukcję rzeczywistości, w której morduje się uczucia. A taka niezgoda nie przychodzi wcale łatwo. Kluczowym problemem jest oczywiście emocja którą stanowi zazdrość. To środowisko wypracowało nawet na tę okoliczność pojęcie anty-zazdrości: http://en.wikipedia.org/wiki/Compersion

Nikt tak pięknie nie mówił, że chce bronić miłości, że sparafrazuję Rojka. 

Ula na to: 

miłość, bycie w związku i wchodzenie w głęboką relację umysłowo-cielesną z wieloma osobami... mi się w głowie nie mieści.

A ja: 


"Mario! Moje serce może wszystkich ludzi zmieścić!
- ona mi przerywa: płać pan te trzy czterdzieści
i nie gadaj tyle ku*wa..." - Łona, "My się znamy?"

I to tak właśnie. Ja się urodziłam z hipertrofią obu przedsionków i obu komór. Więc mi się mieści, może nie tyle w głowie, co w sercu.


W USA liczbę poliamorycznych związków szacowano w 2009 roku na 500 tysięcy. Foto: Polyamory Pride, 2004. Źródło: Wikipedia

czwartek, 28 czerwca 2012

Przyszłość świata w naszych rękach



Philip Wollen - niegdyś wiceprezydent Citi Banku, teraz filantrop.
Tutaj można zobaczyć spisane przemówienie

Kurna, dla mnie to wszystko, co mówi, jest tak oczywiste. Wiem to wszystko i żyję tak od ponad 20 lat. Nie wiem jak można tego nie rozumieć i wciąż żyję wśród ludzi którzy nie rozumieją.
Niemniej, jest jakiś postęp. W tamtych czasach takie rzeczy mówiły tylko obdredziałe hipy, i wszyscy się z nich śmiali. Teraz to samo mówią poważni ludzie w garniturach. Dla moich starych informacja o moim wegetarianizmie była wstrząsem, objawem utraty rozumu. Teraz porządne knajpy mają w menu pozaznaczane które dania są wegetariańskie. Społeczeństwo się zmienia. Może ten świat ma jakąś przyszłość przed sobą.

czwartek, 12 kwietnia 2012

"Mięso to morderstwo"

To było 20 lat temu, kiedy wstawałam o czwartej rano, by w szarym blasku poranka osprajowywyać sklepy mięsne szablonem świni przebitej nożem i cytatem powyższym.

Teraz chodzę po tym samym mieście i widzę sprajunki zrobione przez ludzi których wtedy zapewne jeszcze nie było na świecie.

Może ten świat przetrwa dzięki takim jak oni.

On potrzebuje futra bardziej niż ty
Point of no return - Vegan straight edge

Kocham mojego kota

Rower anarchia bike anarchy

Z miłości do zwierząt weganizm
Oświęcim zaczyna się wszędzie tam gdzie ktoś patrzy na rzeźnię i myśli - to tylko zwierzęta. Theodor Adorno

wtorek, 10 kwietnia 2012

Patriotyzm

"Z czym kojarzy się Pani data 10 kwietnia?"
"Płaci się ZUS za marzec."

I to jest mój, cholera, patriotyzm.

czwartek, 8 marca 2012

Day of the Man (8 marca)

źródło: Wikipedia

"Synu licz się z tym że byś był dziewczynką wolałbym" - ten głos, dobiegający z radyjka stojącego na kuchennym blacie, Afrokolektyw - brzmi tak frapująco że przerywam krojenie pomidorów.

"Byś był kobietą wolałbym
Byś był córeczką wolałbym
Synu wybacz mi lecz byś mógł się załamać wolałbym
Byś mógł się rozpłakać wolałbym
Byś mógł się cofnąć wolałbym
Synu pogódź się z tym że byś był mięciutki wolałbym
Byś był przytulny wolałbym
Byś był maleństwem wolałbym"

Te słowa, literalnie skierowane są do "nieistniejącego syna". Ale czuję, tuż pod powierzchnią tych słów, że ten który je wypowiada prosi o łaskę dla siebie samego. Że to on wolałby być kobietą, mieć prawo do słabości, do okazywania uczuć, do przyznawania się do błędów zamiast obstawania przy nich, wolałby być otoczony czułą miłością, nie musieć być twardym i silnym, nie musieć "być opoką z mięśni i ścięgien", zredukowanym do bycia "pustym sklepem i kwitem za węgiel".

Niesamowite, że usłyszałam ten text właśnie dziś, w dzień Kobiet. Dwa lata temu na tym blogu stanęłam w obronie prawa każdego człowieka do życia w zgodzie z sobą, a nie ze społecznymi stereotypami, z rolami przewidzianymi dla płci. Moja Nowenna w Oktawie Dnia Kobiet była nie tylko obroną kobiet, ale także tych mężczyzn pragnących żyć inaczej niż są w naszej kulturze wychowywani. Szkoleni do walki, do rywalizacji, do wyścigu szczurów, do bycia "głową", "opoką", "żywicielem". Nie do harmonii i współpracy, nie do empatii i troski, ale do zdobywania, do pięcia się po szczeblach, do podporządkowywania. Do bycia racjonalnym, pozbawionym uczuć, bo uczucia to słabość. W ten sposób chłopcom niemal od urodzenia amputuje się to co w nich najpiękniejsze: człowieczeństwo. To co w nich ludzkie. Miękkie, słabe, czułe, szukające porozumienia z innymi.


Wygrażasz samemu sobie znów
A ja meczę się patrząc jak się męczysz
Jałmużną jest miłość do słabych mężczyzn

Straszliwe to słowa. Człowiek który je wypowiada, uważa, że skoro jest słaby, nie jest wart miłości. Jeśli ją otrzymuje, to tylko z litości, nie dlatego jaki jest, ale pomimo tego. Straszliwą krzywdę uczyniła temu człowiekowi kultura, w której żyjemy. Kazała mu wierzyć, że jest kaleką. Patriarchalizm wmówił mu, że jego wartość nie opiera się na jego człowieczeństwie, ale wyłącznie na wynikach jego walki. Do której nie czuje się powołany.

Mężczyźni, którzy potrafią przyznać się do słabości, są najsilniejsi ze wszystkich. Którzy nie zaprzeczają, że się boją, są najodważniejsi. Odsłonić swoją miękką stronę - na to trzeba naprawdę mieć jaja.

Złem moralnym, obciążającym naszą kulturę, jest cierpienie każdego człowieka, któremu wmówiono że jest beznadziejny, w którym wypracowano poczucie winy:

Nieistniejący synu mój,
Zanim zaczniesz litować się nad sobą
Zlituj się nade mną
.

PS: Ryba znalazł taką ilustrację (piniata - kukiełka której głowę należy rozbić kijem, by wysypały się cukierki):