Alex - jedna z najpiękniejszych istot mojego świata. Odważny, dobry, zaangażowany człowiek z wielkim sercem i umysłem.
Tutaj można przeczytać mini - reportaż o tym jak jego wierność sobie sprawiła, że stał się bohaterem mimo woli i wniósł mnóstwo światła do naszego świata.
siewnia memów - dla wszystkich, ale szczególnie dla Was Ludzie których kocham, a którzy jesteście czasem tak daleko...
Zapraszam również na mój blog motocyklowy
Zapraszam również na mój blog motocyklowy: http://motocyklistka.xemantic.com/
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą LGBT / homofobia / mniejszości. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą LGBT / homofobia / mniejszości. Pokaż wszystkie posty
sobota, 24 listopada 2018
sobota, 20 lutego 2016
Biedni chrześcijanie patrzą na (hejtujące ich) getto
"Nie rozumiem tego hejtu w kierunku kościoła. przecież jak komuś zasady tej organizacji nie odpowiadają to nie ma przymusu aby w tym uczestniczyć. niech sobie homoseksualiści założą swoją organizację i niech się tam realizują." - tak Konrad skomentował powyższe zdjęcie.
W takim razie zapraszam cię Konrad do wyobrażenia sobie następującej biografii: dziecko jest wychowywane w wierze, w przekonaniu że jak będzie grzeszyć to pójdzie do piekła, potem ma lat naście i zakochuje się w osobie tej samej płci. Nagle się dowiaduje że jest jednym z tych zboczeńców i niszczycieli cywilizacji, o których słyszał od mamy, taty, na mszach i na lekcjach religii. Nawet jeśli nie kupił shitu o piekle, to mieszka ze swoimi rodzicami, którzy jeśli się dowiedzą, w 90% przypadków nie będą zachwyceni, może się posuną do przemocy albo zamykania go w domu. (Współpracuję z pogotowiem dla nastolatków LGBT - jest to "norma" w "normalnych" rodzinach). Ma 15 lat i nie jest w stanie sobie stworzyć nie tylko swojej wspólnoty wyznaniowej, ale nawet warunków do tego by się spotykać ze swoim chłopakiem/dziewczyną, bo jak ucieknie z domu, to nie będzie mieć co jeść, a policja namierzy jego komórkę i przyprowadzi z powrotem. Ale są też gorsze scenariusze, bo są ludzie mocno wierzący, którzy nie potrafią po prostu sobie wytłumaczyć że ich Bóg ich nie potępia za to jak zostali przez niego stworzeni i cierpią całe życie walcząc... z czym? Z miłością, którą czują. Geje to nie tylko dorośli, niezależni emocjonalnie, finansowo i światopoglądowo. Dlatego nie ma i nie będzie zgody na to by Kościół, który ma wpływ na mentalność większości społeczeństwa, głosił swoją nienawiść. Nienawiść nie to tych którzy piją, biją, wykorzystują. Nienawiść do tych którzy kochają.
Konrad, spróbuj użyć swojej wyobraźni i przeprowadzić taki myślowy experyment. Że urodziłeś się w społeczeństwie, w którym kapłani dominującej religii (sami pozostający w celibacie) wymyślili sobie, że jedynie słuszne są związki jednopłciowe. Tak żyją nie tylko wierni, ale cała kultura, tak funkcjonują małżeństwa cywilne itd. I ty zakochujesz się w Ani czy Agacie. Nie możesz wziąć z nią ślubu, żyjecie razem, ale w razie śmierci któregoś z was dorobek waszego wspólnego życia, zamiast być odziedziczony przez to drugie z was, zagarnie nienawidząca was rodzina. Ponadto, jeśli ktoś na ulicy zobaczy cię z Anią za rękę, może wam spuścić wpierdol, bo taki klimat wokół waszej miłości wytworzyła panująca religia. A tu jakiś kapłan niemalże państwowego bóstwa mówi: "ależ tobie nikt nie zabrania kochać, Konrad, pod warunkiem że kochasz mężczyznę". Nie wiem czy bardziej okrutne to czy debilne.
I jeszcze trzecia myśl. Homosexualizm jest starszy znacznie niż Kościół. W Grecji starożytnej był normą kulturową (aczkolwiek zakazu hetero nie było). Potem przyszło chrześcijaństwo i bazując na judaizmie, z którego się wywodzi, to ono zaczęło hejtować gejów. W historii ludzie tracili życie, często na stosie lub w inny przeokrutny sposób, tylko dlatego że przyłapano ich na miłości z osobą tej samej płci. W cywilizowanej Europie takie działania, podjęte dobrowolne między dorosłymi osobami, były np. karane więzieniem jeszcze w latach 60. - umiesz to sobie wyobrazić? Taka była też tragiczna historia deszyfratora Enigmy i twórcy komputerów Alana Turinga. Uratował kilkanaście milionów istnień ludzkich, po czym odbiera sobie życie po skazaniu go "za nieprzyzwoitość".
Ale nie - to ludzie LGBT są tymi niedobrymi hejterami Kościoła, tak? To oni tworzą lobby zabraniające miłości i małżeństw hetero? To oni żądają od wszystkich żeby żyli tak jak oni uważają za stosowne, a nie w zgodzie ze swoją naturą? To oni są krzywdzicielami?
na fotce: apb. Marek Jędraszewski. Źródło cytatu
Etykiety:
etyka,
gender,
LGBT / homofobia / mniejszości,
queer,
religia,
rodzina,
społeczeństwo
piątek, 10 października 2014
Zatłuc, bo inny
Równo 16 lat temu 21-letni student Matthew Shepard, nieprzytomny po bestialskim pobiciu, gasł w szpitalu w Colorado. Dwóch kolesi zagadnęło go w barze, wyszli razem, został porwany, wywieziony za miasto, przywiązany do płotu, zmasakrowany i zostawiony na śmierć.
W styczniu tego roku dwie ulice od miejsca gdzie mieszkam, dwóch kolesi poszło za wychodzącym z baru 21-letnim studentem Patrykiem, dopadli go w ciemnym zaułku i zatłukli na śmierć. Rano go ludzie znaleźli. Nie mam jego zdjęcia.
Matthew zginął, bo napastnicy rozpoznali w nim geja, a nie lubili "takich". Patryk wyszedł samotnie z gejowskiego klubu, a oni poszli za nim...
"Ludzie nienawidzą wszystkiego, co się od nich różni, chociażby tylko długością uszu" (elf Filvandrel do Wiedźmina).
A tu muzyka na pożegnanie młodych ciał, zniszczonych bez powodu i zakopywanych w ziemi. "The lonely Shepherd". Matt, thanks for the hint.
W styczniu tego roku dwie ulice od miejsca gdzie mieszkam, dwóch kolesi poszło za wychodzącym z baru 21-letnim studentem Patrykiem, dopadli go w ciemnym zaułku i zatłukli na śmierć. Rano go ludzie znaleźli. Nie mam jego zdjęcia.
Matthew zginął, bo napastnicy rozpoznali w nim geja, a nie lubili "takich". Patryk wyszedł samotnie z gejowskiego klubu, a oni poszli za nim...
"Ludzie nienawidzą wszystkiego, co się od nich różni, chociażby tylko długością uszu" (elf Filvandrel do Wiedźmina).
A tu muzyka na pożegnanie młodych ciał, zniszczonych bez powodu i zakopywanych w ziemi. "The lonely Shepherd". Matt, thanks for the hint.
Etykiety:
etyka,
LGBT / homofobia / mniejszości,
matthew shepard,
queer,
społeczeństwo,
śmierć
niedziela, 9 lutego 2014
Jak skurwiłam się z Mamą...
Google ma władzę nad światem - władzę, której nikt mu nie powierzył i nikt z niej nie rozlicza - mówiłam i pisałam już ponad 10 lat temu. Późniejsze afery w mediach, o cenzurę netu w Chinach, czytanie poczty przez listonosza i śledzenie przy pomocy smartfonów w ogóle mnie nie dziwiły.
Namawiałam do używania innych wyszukiwarek, platform do zdjęć, blogów i poczty, innych systemów do telefonu. A kumpel wtedy odpowiadał mi: "Google ma władzę nad ludźmi którą dali mu oni sami, "głosując" każdym wejściem na strony, każdym wyborem ich serwisów. Płacąc swoją prywatnością za jakość usług, która jest po prostu najlepsza."
Podobne co ja obserwacje poczynił Kyle Gabler, autor World of Goo. Mogę policzyć na palcach jednej ręki gry komputerowe w które z upodobaniem grałam - ta jest jedną z nich, absolutny majstersztyk koncepcyjno-estetyczny. Symulator fizyki, w którym układa się konstrukcje z kulek gluta ("goo" to "glut").
W czwartym lewelu użytkownik spotyka się z MAMą - "nikt nie zna cię lepiej niż MAMa". "Podpisz umowę - a MAMa zajmie się resztą". Jednak opętana swą pasją kontroli MAMa zostaje wysprytniona, przez co jej nadrzędna instancja - Światowa Korporacja Goo - rozpęka się i klapcieje pod ciśnieniem reklam wysyłanych przez jej własne boty.
W czwartek podjęłam zatem jedną z cięższych decyzji życiowych. Znalazłam się w sytuacji, w której zarabianie na życie zaczęło mi zajmować tyle czasu, że nie miałam go już na pisanie, tak cenione przez wielu Czytelników. Oczywistym się więc stało że jeśli chcę mieć czas by pisać, to muszę na tym zarabiać, bo doba ma tylko 24h. Dołączyłam do bloga reklamy i ze zgrozą zobaczyłam komunikat: siądź i się zrelaxuj, a my zajmiemy się resztą...
The Matrix has me...? (Matrix, jak trafnie zauważył Kazik w komencie poniżej, to ang/łac. Macierz, czyli matka!!) Stałam się narzędziem w ręku Wielkiego Brata napędzającego młyny konsumpcji które przemielą ten świat?
Ale już następnego ranka MAMa zrobiła mi wspaniałą niespodziankę. Z okazji rozpoczęcia Olimpiady umieściła na swej głównej stronie sporty zimowe i cytat o prawie do ich uprawiania bez dyskryminacji - z tęczą w tle.
Networki praw człowieka, takie jak AllOut.org, do których należę, od kilku miesięcy ostrzegały władze wielkich mocarstw i wielkich koncernów: biorąc udział w igrzyskach legitymizujecie działania Rosji, w której nie tylko społeczeństwo, ale państwo, prawo i policja dyskryminuje ludzi kochających osoby tej samej płci. Za trzymanie się za rękę ze swoim chłopakiem na ulicy można być i bywa się tam aresztowanym i pobitym przez policję. Wielu polityków i artystów wycofało się zatem z udziału w imprezie.
Skoro już Google ma ową władzę nad światem, pozostaje nam mieć nadzieję że będzie jej używał w dobrych celach. Gest z dnia otwarcia olimpiady, który dotarł do niemal każdego użytkownika netu na świecie, daje nadzieję, że MAMa jest matką etyczną.
Właściwie poza nadzieją nic nam nie zostało, gdyż podobnie jak w Matrixie, zdecydowana większość populacji jest totalnie uzależniona od Systemu.
Na zakończenie krótki klip o łyżwiarstwie figurowym.
Jak byś się czuł gdyby wcielenie twych marzeń w życie oznaczać musiało życie w kłamstwie?
Etykiety:
etyka,
LGBT / homofobia / mniejszości,
queer,
społeczeństwo,
technologie
czwartek, 28 marca 2013
Getto ławkowe i belka w oku
Lech Wałęsa - ikona walki o prawa obywatelskie, laureat Pokojowej Nagrody Nobla.
Ostatnio wymyślił, że w parlamencie gejów powinno obowiązywać getto ławkowe.
(Getto ławkowe: w Polsce na uniwersytetach przed wojną studenci pochodzenia żydowskiego nie mogli wybierać miejsc na całej sali, musieli siedzieć pod ścianą. Niektóre uczelnie ograniczały liczbę studentów żydowskich do 10% lub wręcz do zera).
Wałęsa mówi o gejach: "Nie życzę sobie, żeby ta mniejszość, którą toleruję, ale z którą się nie zgadzam, żeby mi wychodziła na ulice i moje dzieci, moje wnuki bałamuciła". "Jak będą mi łazić nago po ulicy, to ja się nigdy nie zgodzę. Widziałem to, na przyczepach jeżdżących..."
![]() |
| Gerontofilia. |
![]() |
| Parada Gay Pride w San Diego. |
![]() | |
| Karnawał w Rio. Ja tam dużej różnicy nie widzę. |
A co do obscenów na "przyczepach jeżdżących". Największa na świecie impreza, polegająca na epatowaniu seksualnością "na przyczepach jeżdżących", to karnawał w Rio, w którym bierze udział 2 mln osób, w dużej mierze turystów. Impreza ta nakręca na gigantyczną skalę przemysł rozrywkowy i usługi sexualne, i chciałoby się wierzyć, że każda osoba w tych usługach pracująca robi to dobrowolnie.
Ale byłoby to naiwnością.
![]() |
| New York. |
![]() |
| Rio. |
Stosując tę samą logikę należy uznać owe parady "tancerek samby" za dowód, iż orientacja hetero opiera się na perwersji. Czy nie jest to "łażenie nago po ulicy", "promocja heterosexualizmu", "obnoszenie się publiczne ze sprawami intymnymi"? Dlaczego nie słyszę oburzonych katolików?
"Widzisz drzazgę w oku swego brata, a belki w swoim nie widzisz..." - powiedział Jezus, Żyd. (Ewangelia Łukasza 6,41)

Etykiety:
etyka,
gender,
LGBT / homofobia / mniejszości,
płeć,
queer,
religia,
społeczeństwo
poniedziałek, 11 marca 2013
A na ziemi pokój ludziom dobrej woli
Oglądam z moją mamą, Polką-Katoliczką, fotki z mego umiłowanego Asyżu.
W którymś momencie trafiamy na taką:
- To wy powiesiliście tę flagę? - pyta matka
- Nie, tam wszędzie takie wiszą. Można je kupić na każdym stoisku z dewocjonaliami - mówię.
W ciszy, która zapadła, poczułam dziwną wibrację, zakołysała się herbata w szklance na biurku, zadrżały szyby w oknach...
Dopiero po chwili zrozumiałam skąd się wzięły te wstrząsy. To światopogląd mojej matki walił się w gruzy.
- To jest flaga pokoju - uratowałam ją.
Imagine there's no heaven - śpiewał John Lennon. Wyobraź sobie, że nie ma raju. Nic za co trzeba by zabijać bądź ginąć. Ponad nami tylko błękit.
Wyobraź sobie, że ludzie żyją razem w braterstwie, w jednym świecie, w pokoju, śpiewał marzyciel z Liverpoolu. Urodził się 800 lat po innym marzycielu, Biedaczynie z Asyżu, który całe życie głosił, że ludzie są braćmi niezależnie od różnic i że miłość wzajemna jest znacznie lepsza niż prowadzenie jakichkolwiek wojen.
Imagine no posessions - śpiewał Lennon. Francesco, brat mniejszy wszystkich, w swoim czasie również głosił, że najlepiej wyrzec się posiadania czegokolwiek. Bo jeśli masz bogactwa - tumaczył - zaraz ktoś zechce je zagarnąć, więc potrzebujesz też żołnierzy, by ich bronili. I stąd biorą się wojny...
Właściwie raj nie jest potrzebny, skoro jest Asyż. Mogłabym tam spędzić wieczność, malując kwiatki na suvenirowej ceramice. Bo tam jest taki spokój. Pokój. Pokój serca. Living for today.
Od czasów Franciszka społeczeństwa wyrosłe na gruncie chrześcijaństwa zasypały, przynajmniej częściowo, wiele podziałów. Na białych i czarnych, na nisko i wysoko urodzonych, na będących czyjąś własnością i wolnych. Nawet na chrzczonych i niechrzczonych. Dostrzeżono podmiotowość dzieci, człowieczeństwo kobiet. Papież Jan Paweł przeprosił za dyskryminację i marginalizację, będące wynikiem postaw, których winni byli chrześcijanie.* To ciekawy zbieg okoliczności, że jutro, w trzynastą rocznicę tych historycznych przeprosin zacznie się konklawe, które wybierze kolejnego następcę.
Zastanawiam się tylko który - i czy któryś w ogóle - przeprosi za cierpienie, którego na skutek postaw chrześcijan doświadczali i wciąż doświadczają ludzie, których symbolem, poza Italią, jest tęczowa flaga.
You may say, I'm a dreamer.
But I'm not the only one.
_______________
* "Módlmy się za wszystkich, których ludzka ludzka godność została zraniona, a prawa podeptane; módlmy się za kobiety tak często poniżane i dyskryminowane, i uznajemy, że istnieją formy biernego przyzwolenia, za które winy ponosili również chrześcijanie".
"Boże, nasz Ojcze, Ty stworzyłeś człowieka, mężczyznę i kobietę, na swój obraz i podobieństwo i zechciałeś, aby istniała wielość narodów w jedności ludzkiej rodziny; czasem jednak równość Twoich dzieci nie była uznawana, a chrześcijanie stawali się winni postaw, które prowadziły do zepchnięcia innych na margines lub poza nawias społeczeństwa, pozwalali bowiem na dyskryminację z powodu różnic rasowych albo etnicznych." Dzień Przebaczenia, Watykan, 12 marca 2000.
W którymś momencie trafiamy na taką:
- To wy powiesiliście tę flagę? - pyta matka
- Nie, tam wszędzie takie wiszą. Można je kupić na każdym stoisku z dewocjonaliami - mówię.
W ciszy, która zapadła, poczułam dziwną wibrację, zakołysała się herbata w szklance na biurku, zadrżały szyby w oknach...
Dopiero po chwili zrozumiałam skąd się wzięły te wstrząsy. To światopogląd mojej matki walił się w gruzy.
- To jest flaga pokoju - uratowałam ją.
| Napis na fladze "Pace" - po italsku "Pokój". Przed Bazyliką św. Franciszka, Asyż |
Wyobraź sobie, że ludzie żyją razem w braterstwie, w jednym świecie, w pokoju, śpiewał marzyciel z Liverpoolu. Urodził się 800 lat po innym marzycielu, Biedaczynie z Asyżu, który całe życie głosił, że ludzie są braćmi niezależnie od różnic i że miłość wzajemna jest znacznie lepsza niż prowadzenie jakichkolwiek wojen.
Imagine no posessions - śpiewał Lennon. Francesco, brat mniejszy wszystkich, w swoim czasie również głosił, że najlepiej wyrzec się posiadania czegokolwiek. Bo jeśli masz bogactwa - tumaczył - zaraz ktoś zechce je zagarnąć, więc potrzebujesz też żołnierzy, by ich bronili. I stąd biorą się wojny...
Właściwie raj nie jest potrzebny, skoro jest Asyż. Mogłabym tam spędzić wieczność, malując kwiatki na suvenirowej ceramice. Bo tam jest taki spokój. Pokój. Pokój serca. Living for today.
Od czasów Franciszka społeczeństwa wyrosłe na gruncie chrześcijaństwa zasypały, przynajmniej częściowo, wiele podziałów. Na białych i czarnych, na nisko i wysoko urodzonych, na będących czyjąś własnością i wolnych. Nawet na chrzczonych i niechrzczonych. Dostrzeżono podmiotowość dzieci, człowieczeństwo kobiet. Papież Jan Paweł przeprosił za dyskryminację i marginalizację, będące wynikiem postaw, których winni byli chrześcijanie.* To ciekawy zbieg okoliczności, że jutro, w trzynastą rocznicę tych historycznych przeprosin zacznie się konklawe, które wybierze kolejnego następcę.
Zastanawiam się tylko który - i czy któryś w ogóle - przeprosi za cierpienie, którego na skutek postaw chrześcijan doświadczali i wciąż doświadczają ludzie, których symbolem, poza Italią, jest tęczowa flaga.
You may say, I'm a dreamer.
But I'm not the only one.
_______________
* "Módlmy się za wszystkich, których ludzka ludzka godność została zraniona, a prawa podeptane; módlmy się za kobiety tak często poniżane i dyskryminowane, i uznajemy, że istnieją formy biernego przyzwolenia, za które winy ponosili również chrześcijanie".
"Boże, nasz Ojcze, Ty stworzyłeś człowieka, mężczyznę i kobietę, na swój obraz i podobieństwo i zechciałeś, aby istniała wielość narodów w jedności ludzkiej rodziny; czasem jednak równość Twoich dzieci nie była uznawana, a chrześcijanie stawali się winni postaw, które prowadziły do zepchnięcia innych na margines lub poza nawias społeczeństwa, pozwalali bowiem na dyskryminację z powodu różnic rasowych albo etnicznych." Dzień Przebaczenia, Watykan, 12 marca 2000.
Etykiety:
etyka,
fotografie,
Franciszek i Asyż,
gender,
LGBT / homofobia / mniejszości,
płeć,
queer,
religia
poniedziałek, 4 lutego 2013
Mniejszości...
"My motocykliści stanowimy około 3% populacji świata.
Homosexualni to 2 do 7% ludzi.
Jedno i drugie jest "nienaturalne".
Dlaczego społeczeństwo nie ma problemu z nami, motocyklistami, a tak bardzo przeciwne jest gejom?"
Oscar Kubicki, zawodnik sportów motocyklowych
szczegóły/źródła:
http://en.wikipedia.org/wiki/
Etykiety:
etyka,
gender,
LGBT / homofobia / mniejszości,
motocykl,
płeć,
queer,
społeczeństwo
poniedziałek, 8 października 2012
Matthew Shepard
16 godzin temu minęło 14 lat od chwili, kiedy w zimną październikową noc 21-letni Matthew został uprowadzony, zmasakrowany i zostawiony na śmierć - za to, że był gejem...
Homofobia jest chorobą, która zabija... ale nie chorych, lecz tych, którzy się z nimi zetkną.
Zapraszam na moją stronę o Matthew
.
Etykiety:
LGBT / homofobia / mniejszości,
matthew shepard,
queer,
śmierć
piątek, 3 lutego 2012
"Propagowanie dewiacji"
W Tygodniku Powszechnym text Jacka Prusaka "Jak kocha Bóg" - w numerze którego temat to "Geje i krzyż". Polemizuje z nim (TP nr 6/2012) Andrzej Paszewski, genetyk z PAN, który twierdzi, że "homosexualizm jest patologią" i sprzeciwia się "naruszaniu praw rodziców chcących uchronić swoje dzieci od przyjęcia tej orientacji w wyniku wpływów kulturowych. Działania środowisk homosexualnych przekroczyły etap walki o godność i tolerancję, a stały się działalnością promocyjną. Przecież parady równości nie robią dziś nic innego..."
Kolejny przykład moralności Kalego. Flaga tęczowa jest be, a krzyż, hostia, różańce, figurki i obrazy Maryi są okay. Tym, których katolicyzm dyskryminuje, nie wolno manifestować swej tożsamości, bo to "propagowanie dewiacji", ale katolikom wolno urządzać parady katolicyzmu po ulicach miasta (Boże Ciało, drogi krzyżowe i procesje różańcowe przynajmniej 4 razy do roku przechodzą pod moimi oknami) nie bacząc na to że mam prawo chcieć uchronić swoje dziecko przed przyjęciem, w wyniku wpływów kulturowych, waszej patologii umysłu, waszej dewiacji sumienia zwanej powszechnie religią.
Pod postem wytworzyła się ciekawa dyskusja...
Dałam tam takie wyjaśnienie:
Tak naprawdę nie jestem wrogiem religii. Jak każdy wytwór człowieka, od nitrogliceryny po internet, nie jest ani dobra ani zła - jest narzędziem w ręku dobrych lub złych ludzi. Ja tylko nie mogę pogodzić się z nienawiścią, szczególnie z nienawiścią do odmienności. Hipotetyczna wola, którą opisałam w poście, miała być experymentem myślowym, czy raczej emocjonalnym: skoro homofobi nazywają gejów lansującymi się "dewiantami", to może niech spróbują postawić się w sytuacji, w której ich religię ktoś nazywa dewiacją i chce przed nią "chronić dzieci". Wszak każdy rodzic "ma prawo" do wychowywania dzieci "według swoich wartości". Nie byłoby lepiej, gdybyśmy swoje wybory moralne podejmowali wyłącznie za siebie bez narzucania ich innym i oceniania ich? Bez nienawiści do tego co inne? Dlaczego nasze światopoglądy nie są wyłącznie afirmatywne, dlaczego nie skupiamy się tylko na pozytywnych wartościach? "Mam na imię Marcin i kocham Pawła" nie oznacza wszakże "nienawidzę każdego Marcina który kocha Paulinę". "Kocham Jezusa" nie musi implikować "nienawidzę gejów". Jestem za każdą miłością, za tą do Boga i tą do człowieka. Ale też wierzę, że każda miłość która implikuje nienawiść, nie jest tak naprawdę miłością, tylko zakamuflowaną pychą.
Ryba komentując jak zwykle trafił w sedno (podkreślenia moje):
Można gadać tak godzinami, przerzucać się argumentami i zastanawiać nad tym, czy promocja homoseksualizmu może być w jakiś sposób skuteczna. Z jednej strony przecież trudno sobie wyobrazić, że gdy zaczniesz być zewsząd bombardowana informacjami, że delfin butlonosy to ma klawe życie to nagle zapragniesz być delfinem butlonosym. Ale z drugiej strony nie do końca zbadane są wyroki kontinuum seksualnego Kinseya i może faktycznie jest tak, że perspektywa bliskich zabaw kolegi z kolegą jest wprost proporcjonalna do intensywności reklamy?
Mam wrażenie, że na gruncie społecznego dyskursu toczącego się wokół promocji homoseksualizmu (w znacznej mierze również w odniesieniu do przyszłej orientacji dzieci adoptowanych przez pary homoseksualne) i wynikającej stąd konieczności obrony rodziny główną wątpliwość można zredukować do pytania: co tak naprawdę złego jest w tym, że dziecko staje się homoseksualistą? To w zasadzie pytanie o to, co złego jest w osobie homoseksualnej w ogóle?
Ja osobiście odnoszę wrażenie, że takie zło można wytłumaczyć jedynie strachem przed złem metafizycznym, irracjonalnym - a taki strach jest najskuteczniejszą zaporą przed światem, w którym zagadnienia związane z orientacją seksualną są najgłębiej neutralne.
Kolejny przykład moralności Kalego. Flaga tęczowa jest be, a krzyż, hostia, różańce, figurki i obrazy Maryi są okay. Tym, których katolicyzm dyskryminuje, nie wolno manifestować swej tożsamości, bo to "propagowanie dewiacji", ale katolikom wolno urządzać parady katolicyzmu po ulicach miasta (Boże Ciało, drogi krzyżowe i procesje różańcowe przynajmniej 4 razy do roku przechodzą pod moimi oknami) nie bacząc na to że mam prawo chcieć uchronić swoje dziecko przed przyjęciem, w wyniku wpływów kulturowych, waszej patologii umysłu, waszej dewiacji sumienia zwanej powszechnie religią.
Pod postem wytworzyła się ciekawa dyskusja...
Dałam tam takie wyjaśnienie:
Tak naprawdę nie jestem wrogiem religii. Jak każdy wytwór człowieka, od nitrogliceryny po internet, nie jest ani dobra ani zła - jest narzędziem w ręku dobrych lub złych ludzi. Ja tylko nie mogę pogodzić się z nienawiścią, szczególnie z nienawiścią do odmienności. Hipotetyczna wola, którą opisałam w poście, miała być experymentem myślowym, czy raczej emocjonalnym: skoro homofobi nazywają gejów lansującymi się "dewiantami", to może niech spróbują postawić się w sytuacji, w której ich religię ktoś nazywa dewiacją i chce przed nią "chronić dzieci". Wszak każdy rodzic "ma prawo" do wychowywania dzieci "według swoich wartości". Nie byłoby lepiej, gdybyśmy swoje wybory moralne podejmowali wyłącznie za siebie bez narzucania ich innym i oceniania ich? Bez nienawiści do tego co inne? Dlaczego nasze światopoglądy nie są wyłącznie afirmatywne, dlaczego nie skupiamy się tylko na pozytywnych wartościach? "Mam na imię Marcin i kocham Pawła" nie oznacza wszakże "nienawidzę każdego Marcina który kocha Paulinę". "Kocham Jezusa" nie musi implikować "nienawidzę gejów". Jestem za każdą miłością, za tą do Boga i tą do człowieka. Ale też wierzę, że każda miłość która implikuje nienawiść, nie jest tak naprawdę miłością, tylko zakamuflowaną pychą.
Ryba komentując jak zwykle trafił w sedno (podkreślenia moje):
Można gadać tak godzinami, przerzucać się argumentami i zastanawiać nad tym, czy promocja homoseksualizmu może być w jakiś sposób skuteczna. Z jednej strony przecież trudno sobie wyobrazić, że gdy zaczniesz być zewsząd bombardowana informacjami, że delfin butlonosy to ma klawe życie to nagle zapragniesz być delfinem butlonosym. Ale z drugiej strony nie do końca zbadane są wyroki kontinuum seksualnego Kinseya i może faktycznie jest tak, że perspektywa bliskich zabaw kolegi z kolegą jest wprost proporcjonalna do intensywności reklamy?
Mam wrażenie, że na gruncie społecznego dyskursu toczącego się wokół promocji homoseksualizmu (w znacznej mierze również w odniesieniu do przyszłej orientacji dzieci adoptowanych przez pary homoseksualne) i wynikającej stąd konieczności obrony rodziny główną wątpliwość można zredukować do pytania: co tak naprawdę złego jest w tym, że dziecko staje się homoseksualistą? To w zasadzie pytanie o to, co złego jest w osobie homoseksualnej w ogóle?
Ja osobiście odnoszę wrażenie, że takie zło można wytłumaczyć jedynie strachem przed złem metafizycznym, irracjonalnym - a taki strach jest najskuteczniejszą zaporą przed światem, w którym zagadnienia związane z orientacją seksualną są najgłębiej neutralne.
Etykiety:
etyka,
LGBT / homofobia / mniejszości,
queer,
religia
niedziela, 15 stycznia 2012
Matthew Shepard . pl
Zapraszam na stronę o Matthew Shepard.
Stworzyłam ją na podstawie wszystkich źródeł jakie udało mi się na ten temat sprowadzić zza oceanu.
Dziękuję za pomoc wszystkim którzy mieli w tym udział, szczególnie Dziunemu i Magdzie The Teacher.
Etykiety:
LGBT / homofobia / mniejszości,
matthew shepard,
queer,
śmierć
czwartek, 20 października 2011
Nędza konserwatyzmu (cz. 2)
Dyskusja pod poprzednim postem zbyt się rozmydliła, żeby podjąć precyzyjnie postawiony problem. Nie chodziło mi wszakże o ocenę moralną Palikota czy Urbana, bo to nie ich chciałam zrozumieć, tylko konserwatystów. Nawet jeśli ci pierwsi są kanaliami, nie usprawiedliwia to chamskiego uzurpatorstwa tych drugich.
Dla Tomka W specjalnie zastosuję zawężoną definicję konserwatystów (wszak stwierdził że homogenicznie postrzegam) - powiedzmy, że chodzi mi o tę część frakcji prawicowo-konserwatywnej (i opcjonalnie: katolickiej) która dzieli z Terlikowskim postawę pretendowania do bycia obywatelem/ugrupowaniem które ma jakoby większe prawa do określania czym ma być Rzecz Pospolita, i do narzucania innym swoich rozwiązań, także dotyczących spraw osobistych. Jak zauważył Ryba,wcale nie jest to nurt tak wąski i może nie ograniczać się jedynie do czytelników Frondy. A jak zauważył trafnie Amorfis (Paweł S), różnica między nurtem, nazwijmy to, otwartym, a nurtem, nazwijmy to, konserwatywnym, polega na tym, że ci drudzy mówią: popieramy wyższe wartości, ale tylko, gdy są realizowane na nasz sposób; zaś ci pierwsi: niech każdy realizuje wartości po swojemu. Sprawa podejścia do homosexualnych jest tu tylko jednym z przykładów; konserwatyści twierdzą: wolno wam kochać i zawierać związki, ale tylko jeśli robicie to na sposób, jaki my uważamy za słuszny; liberalni zaś: niech każdy kocha tak, jak go Pan Bóg stworzył. Jak bowiem zauważył Amorfis, ludzie opowiadający się za afirmacją związków jednopłciowych (grupa ta nie ogranicza się wyłącznie do samych gejów) nie próbują narzucić heterosexualnym swojej opcji, podczas gdy ich przeciwnicy ideowi tak właśnie czynią.
Niestety Anonimowy komentator zdaje się tego nie zauważać, dlatego parafrazuje moje pytanie w ten sposób: "Na czym polega fakt, że pederaści i komuniści czują się właścicielami Polski". Co do komunistów, nie wiem czy istnieją jeszcze prawdziwi komuniści; co do homosexualnych i tych, którzy mają z nimi empatię, jak już wspomniano, nie postulują oni likwidacji instytucji małżeństw dwupłciowych i wprowadzenia wyłącznie jednopłciowych. Niestety Anonimowy swym komentarzem potwierdził moją diagnozę swej, jak mniemam, konserwatywnej frakcji. Nie potrafią oni wyjść poza swój punkt widzenia, dlatego imputują innym własne postawy, w tym postawę narzucania swej ideologii ogółowi, której to postawy ludzie o światopoglądzie otwartym nie wykazują, QED, przez Amorfisa.
Swój bardzo długi wywód TomLee kończy stwierdzeniem "lewica jest znacznie gorsza" - i tutaj podobnie jak Anonimowy próbuje usprawiedliwić nędzę jednych nędzą drugich. Niestety grzechy bliźniego nie rozgrzeszają nas, a tym bardziej nie dają odpowiedzi na zagadnienie będące tematem posta.
TomLee podawał różne przesłanki, dla których prawica miałaby się czuć pokrzywdzona i nieszczęśliwa (o ile dobrze zrozumiałam). Bezpodstawność tego cierpiętnictwa wykazał Ryba, który na stwierdzenie TomLego "Konserwatyści i prawica mimo iż czynnie uczestniczyła w rozmontowaniu systemu komunistycznego nie została dopuszczona do budowania władzy" opowiedział zapytaniem: "- kto [w 2005 r] dopuścił PiS do budowania władzy? - czy demokrację należy cenić tylko wtedy, kiedy demokratycznych wyborów pokrywa się z naszymi preferencjami?" Szacun za trafność.
Nie wątpię, że konserwatyści szczerze czują się pokrzywdzeni, niemniej żaden z powodów przedstawionych przez TomLee nie wyjaśnia kwestii postawionej w pytaniu, dlaczego Terlikowski i jemu podobni uważają, że Polska jest ich własnością i mogą ją oddawać lub nie, dlaczego twierdzą, wbrew wynikowi demokratycznych wyborów, że dla ich przeciwników ideowych nie ma miejsca w życiu publicznym.
Dla Tomka W specjalnie zastosuję zawężoną definicję konserwatystów (wszak stwierdził że homogenicznie postrzegam) - powiedzmy, że chodzi mi o tę część frakcji prawicowo-konserwatywnej (i opcjonalnie: katolickiej) która dzieli z Terlikowskim postawę pretendowania do bycia obywatelem/ugrupowaniem które ma jakoby większe prawa do określania czym ma być Rzecz Pospolita, i do narzucania innym swoich rozwiązań, także dotyczących spraw osobistych. Jak zauważył Ryba,wcale nie jest to nurt tak wąski i może nie ograniczać się jedynie do czytelników Frondy. A jak zauważył trafnie Amorfis (Paweł S), różnica między nurtem, nazwijmy to, otwartym, a nurtem, nazwijmy to, konserwatywnym, polega na tym, że ci drudzy mówią: popieramy wyższe wartości, ale tylko, gdy są realizowane na nasz sposób; zaś ci pierwsi: niech każdy realizuje wartości po swojemu. Sprawa podejścia do homosexualnych jest tu tylko jednym z przykładów; konserwatyści twierdzą: wolno wam kochać i zawierać związki, ale tylko jeśli robicie to na sposób, jaki my uważamy za słuszny; liberalni zaś: niech każdy kocha tak, jak go Pan Bóg stworzył. Jak bowiem zauważył Amorfis, ludzie opowiadający się za afirmacją związków jednopłciowych (grupa ta nie ogranicza się wyłącznie do samych gejów) nie próbują narzucić heterosexualnym swojej opcji, podczas gdy ich przeciwnicy ideowi tak właśnie czynią.
Niestety Anonimowy komentator zdaje się tego nie zauważać, dlatego parafrazuje moje pytanie w ten sposób: "Na czym polega fakt, że pederaści i komuniści czują się właścicielami Polski". Co do komunistów, nie wiem czy istnieją jeszcze prawdziwi komuniści; co do homosexualnych i tych, którzy mają z nimi empatię, jak już wspomniano, nie postulują oni likwidacji instytucji małżeństw dwupłciowych i wprowadzenia wyłącznie jednopłciowych. Niestety Anonimowy swym komentarzem potwierdził moją diagnozę swej, jak mniemam, konserwatywnej frakcji. Nie potrafią oni wyjść poza swój punkt widzenia, dlatego imputują innym własne postawy, w tym postawę narzucania swej ideologii ogółowi, której to postawy ludzie o światopoglądzie otwartym nie wykazują, QED, przez Amorfisa.
Swój bardzo długi wywód TomLee kończy stwierdzeniem "lewica jest znacznie gorsza" - i tutaj podobnie jak Anonimowy próbuje usprawiedliwić nędzę jednych nędzą drugich. Niestety grzechy bliźniego nie rozgrzeszają nas, a tym bardziej nie dają odpowiedzi na zagadnienie będące tematem posta.
TomLee podawał różne przesłanki, dla których prawica miałaby się czuć pokrzywdzona i nieszczęśliwa (o ile dobrze zrozumiałam). Bezpodstawność tego cierpiętnictwa wykazał Ryba, który na stwierdzenie TomLego "Konserwatyści i prawica mimo iż czynnie uczestniczyła w rozmontowaniu systemu komunistycznego nie została dopuszczona do budowania władzy" opowiedział zapytaniem: "- kto [w 2005 r] dopuścił PiS do budowania władzy? - czy demokrację należy cenić tylko wtedy, kiedy demokratycznych wyborów pokrywa się z naszymi preferencjami?" Szacun za trafność.
Nie wątpię, że konserwatyści szczerze czują się pokrzywdzeni, niemniej żaden z powodów przedstawionych przez TomLee nie wyjaśnia kwestii postawionej w pytaniu, dlaczego Terlikowski i jemu podobni uważają, że Polska jest ich własnością i mogą ją oddawać lub nie, dlaczego twierdzą, wbrew wynikowi demokratycznych wyborów, że dla ich przeciwników ideowych nie ma miejsca w życiu publicznym.
wtorek, 14 czerwca 2011
You don't have to genderize it
We Free Bluesie maleńka ciałem, wielka geniuszem Kaki King. Największa wymiataczka gitary płci żeńskiej, jaką wydała ludzkość. Tak twierdzi magazyn "Rolling Stone". Kaki najwyraźniej bardzo kocha swą matkę, która nadała jej imię po carycy Katarzynie Wielkiej, gdyż wybrała się do miejsca narodzin swej patronki przy okazji trasy koncertowej w Holandii. Z Amsterdamu do Rotterdamu przez Szczecin, 2x10h autem, szacun. Myślałam że tylko motocykliści robią takie rzeczy.
Kaki w czasie koncertu powiedziała, że można na miejscu zaopatrzyć się w jej płyty oraz Tshirty. Koszulki, mówi, występują w wariancie damskim i męskim, "but you don't have to genderize it".
Alanek (trzyletni) ma długie włosy i wielkie niebieskie oczęta z długimi rzęsami. Moja polako-katolicka matka podejrzewa że, cytuję, "hodujemy go na geja". Spotkani w przestrzeni publicznej ludzie często mówią do niego lub o nim w rodzaju żeńskim. (Tak jakby udostępnienie zabawki różniło się jakościowo w zależności od tego czy ją "dałeś" czy "dałaś". Po co to uściślać?) Mój sześcioletni chrześniak zapytał mnie ostatnio: "czy Alanek jest chłopcem, czy dziewczynką?" Nazajutrz zatem zadałam mu to pytanie. "A może jestem Alankiem?" odpowiedział.
photo credits: Wikipedia, Adam & Chick Inc.
Kaki w czasie koncertu powiedziała, że można na miejscu zaopatrzyć się w jej płyty oraz Tshirty. Koszulki, mówi, występują w wariancie damskim i męskim, "but you don't have to genderize it".
Alanek (trzyletni) ma długie włosy i wielkie niebieskie oczęta z długimi rzęsami. Moja polako-katolicka matka podejrzewa że, cytuję, "hodujemy go na geja". Spotkani w przestrzeni publicznej ludzie często mówią do niego lub o nim w rodzaju żeńskim. (Tak jakby udostępnienie zabawki różniło się jakościowo w zależności od tego czy ją "dałeś" czy "dałaś". Po co to uściślać?) Mój sześcioletni chrześniak zapytał mnie ostatnio: "czy Alanek jest chłopcem, czy dziewczynką?" Nazajutrz zatem zadałam mu to pytanie. "A może jestem Alankiem?" odpowiedział.
photo credits: Wikipedia, Adam & Chick Inc.
Etykiety:
gender,
LGBT / homofobia / mniejszości,
muzyka,
płeć,
queer
środa, 23 marca 2011
Generations Wars: episode IV: A New Hope
"Wszyscy mamy prawo do własnego zdania. Ludzkość od niepamiętnych czasów zadaje sobie pytania o sens życia, ale każdy człowiek odpowiada na nie w inny, tylko sobie właściwy sposób. Nie ma jednej odpowiedzi i nie może jej być, bo każdy człowiek jest inny, niepowtarzalny."
Artykuł profesora Hartmana (TP 12/2011), którego szanuję i cenię, bardzo mnie ucieszył. Jeśli dzisiejsze nastolatki rzeczywiście są takie, to może nie zafundują swoim dzieciom tego, co pokolenie 50-60-cioletnich zafundowało nam: wojen o krzyż i mgłę, trumnokracji, homofobii, nerwic eklezjogennych. Może ich szacunek dla podmiotowości innych ludzi zaowocuje stworzeniem społeczeństwa bez antysemityzmu i innych antyzmów, i żerujących na nich polityków i rozgłośni radiowych. Może ich świadomość własnej podmiotowości i szacunek dla własnych potrzeb spowoduje że nie będą sfrustrowani, zakompleksieni i agresywni, a zatem staną się zdolni do obdarowywania innych dobrem (nie można dać czegoś, czego się nie ma).
Narzekanie na upadek młodzieży było znane już w starożytności i może być przejawem poczucia utraty kontroli. Wszak wybierając wartości inne niż te którymi kieruje się starsze pokolenie, młodzież ucieka spod jego władzy. Przecież zaangażowanie w ponoć instrumentalizowane przez nastolatków dziedziny ("nauka, sztuka, religia") oznacza konieczność ubiegania się o względy starszych: profesorów, recenzentów, mecenasów, biskupów, i innych "autorytetów" których moc dysponowania zasobami i prestiżem opiera się na ugruntowanej pozycji w hierarchii adekwatnych instytucji. Tymczasem świat zmienia się dużo szybciej niż możliwości adaptacyjne jednostki i często młodzi trafniej rozpoznają "otaczającą rzeczywistość" niż ich rodzice. Ze swoimi otwartymi, elastycznymi umysłami, wolnymi od rutyny i uprzedzeń, często dużo lepiej radzą sobie w technologiach, biznesie, i tam gdzie można tworzyć i badać poza skostniałymi organizacjami.
Z jednym stwierdzeniem się nie zgodzę - że młodzież "torturuje nihilizmem" przedstawicieli innych pokoleń. To najwyżej oni sami się tym rzekomym nihilizmem torturują. Struktura osobowości typowego ponoć nastolatka, nakreślona w artykule, nie przewiduje narzucania komukolwiek czegokolwiek. Wszak - "każdy ma swoje zdanie".
Odpowiedzi na artykuł: Kuba Kryś: "Dzisiejsza młodzież nie ufa ślepo autorytetom. Młode pokolenia nareszcie szukają, patrzą, próbują, eksperymentują – robią to wszystko, co jest potrzebne do wykształcenia zdrowej i pełnej tożsamości. Mojemu pokoleniu wpajano szacunek wobec „autorytetów” czy „prawdy” – śmiem nazwać go ślepym szacunkiem. Dzisiejsza młodzież na szczęście ma już otwarte oczy."
Alan Gonera, "Egzamin niedojrzałości": "Jan Hartman pisze o „śmieciu wypełniającym umysły” jego pierwszorocznych studentów. Chciałbym zadać pytanie, skąd ten śmieć się tam wziął. Co robili ci studenci w szkole średniej? Przygotowywali się do matury, a to oznacza, że w ciągu trzech lat musieli wyzbyć się umiejętności twórczego podejścia, zwalczyć w sobie pokusę kreatywnego, świeżego myślenia. Jan Hartman pisze, że głupoty do głów młodych wtłacza „wychowawczy i medialny kartel”. Ale jest jeszcze jeden członek tej mafijnej rodziny: szkoła. (...) Mantra powtarzana przez nauczycieli brzmi: „wstrzelić się w klucz!”.
Etykiety:
edukacja,
etyka,
LGBT / homofobia / mniejszości,
queer,
religia,
społeczeństwo
piątek, 18 lutego 2011
Ludzie nienawidzą wszystkiego, co się od nich różni
Kurdupel, karakan, pokurcz, kuternoga, mańkut, okularnik, rudzielec, wytrzeszcz. Na te i wiele innych sposobów język utrwalił pogardę, jaką otaczani są ci, którzy - zazwyczaj bez własnej winy - różnią się od tego, co w populacji przeciętne, "normalne".
Jednostki różniące się od stada, zmutowane, są odrzucane, bo mają inne niż większość populacji geny. A geny są samolubne. Niemniej, z całym naszym człowieczeństwem, powinniśmy się wznieść ponad socjobiologiczne atawizmy. Ale nasze społeczeństwo tego nie robi. Niszczy przejawy indywidualizmu. "Dostosuj się, żyj na marginesie, lub zgiń".
Odmienność budzi pogardę, wstręt i nienawiść. Brak bezpieczeństwa na myśl, że ktoś jest inny niż ja. Obłudne "jestem tolerancyjny ale pedałami się brzydzę". "Ja tam rasistą nie jestem ale Żydków/czarnuchów nie lubię." Każde takie słowo, każda taka myśl. Myślane przez miliony pojedynczych ludzi, wytwarzają potężną energię, zwaną mentalnością społeczeństwa, która popycha innych ludzi do ukrywania się, niszczenia siebie, do samobójstw, albo na tortury "terapii reparatywnej". Mentalność, która jak lawa gotująca się pod zastygłą skorupą - tu i ówdzie exploduje przez szczeliny, raniąc i zabijając ludzi - nie Żyda, geja, czarnoskórego, ale konkretnego człowieka, mającego twarz, imię, bliskich.
Elf Filavandrel, przedstawiciel exterminowanej rasy, rasy niszczonej nieludzko przez człowieka, trafnie zauważył w rozmowie z Wiedźminem: "Wy, ludzie, nienawidzicie wszystkiego, co różni się od was, choćby tylko kształtem uszu".
Jednostki różniące się od stada, zmutowane, są odrzucane, bo mają inne niż większość populacji geny. A geny są samolubne. Niemniej, z całym naszym człowieczeństwem, powinniśmy się wznieść ponad socjobiologiczne atawizmy. Ale nasze społeczeństwo tego nie robi. Niszczy przejawy indywidualizmu. "Dostosuj się, żyj na marginesie, lub zgiń".
Odmienność budzi pogardę, wstręt i nienawiść. Brak bezpieczeństwa na myśl, że ktoś jest inny niż ja. Obłudne "jestem tolerancyjny ale pedałami się brzydzę". "Ja tam rasistą nie jestem ale Żydków/czarnuchów nie lubię." Każde takie słowo, każda taka myśl. Myślane przez miliony pojedynczych ludzi, wytwarzają potężną energię, zwaną mentalnością społeczeństwa, która popycha innych ludzi do ukrywania się, niszczenia siebie, do samobójstw, albo na tortury "terapii reparatywnej". Mentalność, która jak lawa gotująca się pod zastygłą skorupą - tu i ówdzie exploduje przez szczeliny, raniąc i zabijając ludzi - nie Żyda, geja, czarnoskórego, ale konkretnego człowieka, mającego twarz, imię, bliskich.
Elf Filavandrel, przedstawiciel exterminowanej rasy, rasy niszczonej nieludzko przez człowieka, trafnie zauważył w rozmowie z Wiedźminem: "Wy, ludzie, nienawidzicie wszystkiego, co różni się od was, choćby tylko kształtem uszu".
Etykiety:
etyka,
LGBT / homofobia / mniejszości,
queer,
społeczeństwo
piątek, 28 stycznia 2011
Nauka: współczesna religia
W dawnych czasach najwyższym autorytetem, ostateczną instancją wyrokującą społeczeństw, był szaman, kapłan, mag. Później tę rolę przejął xiądz, papież. Teraz takim ostatecznym wyjaśniającym jest naukowiec. Sformułowanie "udowodnione naukowo" ma za zadanie zamknąć dyskusję. Ludzie chcą wiedzieć, nie wierzyć.
Rzecz w tym, że w światopogląd scjentystyczny trzeba wierzyć, jak w każdy inny. Trzeba wierzyć, że to co potrafi zmierzyć, zważyć i udowodnić nauka, jest ostatecznym wyjaśnieniem rzeczywistości.
Problem polega na tym, że różni naukowcy mówią różne rzeczy, podobnie jak co innego mówią xięża, co innego pastorzy, popi, rabini; nawet co innego mówią xięża (i aktywiści) tego samego wyznania.
Na przykład: Artur Sporniak dla katolickiego Tygodnika Powszechnego pisze ("Niezdany test Turinga"):
Zaś Grzegorz Górny z katolickiej Frondy ("Nikt nie rodzi się gejem"):
Jednym słowem: każdy wierzy w to co czuje, i tak dobiera sobie badania naukowe, żeby potwierdziły jego intuicje czy fobie. Taki Górny z Frondy też popełnia bez żenady rażące błędy metodologiczne - twierdząc, że skoro istnieją przypadki skutecznej "terapii reparatywnej" (pisałam o tym tu) to znaczy że wszyscy są w stanie się "wyleczyć" (vide powyżej tytuł jego artykułu) a zatem "powinni". Pomija zaś fakt że nawet ci którzy zgłaszają się na terapię nie zawsze osiągają jej zamierzony efekt, a "skutkiem ubocznym" tego "leczenia" bywają depresje i samobójstwa. Niemniej, Górny jest deontologicznie uczciwy - przyznaje, że gdyby homosexualizm był wrodzony, "wówczas sugestie pod adresem homoseksualistów, że mogą zmienić swój styl życia, byłyby równoznaczne z rasistowskimi apelami do czarnoskórych, żeby się wybielili." Zatem - aby pogodzić swoją homofobię z ze swym instynktem moralnym - musi, zaprzeczając logice, uwierzyć, że naukowcy się mylą; nieomylni są tylko ci od "terapii reparatywnej".
Znamienne jest stwierdzenie Artura Sporniaka (zdeklarowanego hetero, wbrew temu co twierdzi Górny, że to "lobby gejowskie" kolportuje takie poglądy): "Kościół gra w ryzykowną grę. Gra ostro, choć nie ma w ręku wszystkich kart. Te najważniejsze dzierży bowiem nauka." Chodzi o to, że jeśli nauka udowodni wrodzony charakter orientacji, doktryna Kościoła stanie się bezpodstawna. To mocne stwierdzenie. Swoją drogą, nauka bywała już podstawą dla zmiany doktryn. Chociażby rozwój genetyki który potwierdził niepowtarzalność istoty ludzkiej od chwili poczęcia stał się podstawą dla potępienia aborcji, in vitro oraz wszelkich działań wczesnoporonnych. W dawniejszych wiekach do embrionów nie przywiązywano takiej wagi, chociażby Akwinata twierdził że dusza wstępuje w 40stym (w męskie) lub 80 tym (w żeńskie) dniu od poczęcia.
Warto przeczytać oba artykuły - dla zobrazowania postaw. Text Sporniaka ("Niezdany test Turinga") przybliża też dramatyczną historię Alana Turinga, genialnego naukowca, twórcy komputerów (tak - nie czytalibyście tego teraz, gdyby nie on) i deszyfranta Enigmy, zaszczutego na śmierć za swą homosexualność przez wymiar sprawiedliwości Zjednoczonego Królestwa, któremu oddał nieocenione usługi swoim intelektem. "Do tej pory żaden program komputerowy nie przeszedł testu Turinga. Jeśli odniesiemy ten sprawdzian metaforycznie do człowieczeństwa, to w 1952 roku nie zdało go także społeczeństwo brytyjskie. To powinno być dla nas przestrogą."
Rzecz w tym, że w światopogląd scjentystyczny trzeba wierzyć, jak w każdy inny. Trzeba wierzyć, że to co potrafi zmierzyć, zważyć i udowodnić nauka, jest ostatecznym wyjaśnieniem rzeczywistości.
Problem polega na tym, że różni naukowcy mówią różne rzeczy, podobnie jak co innego mówią xięża, co innego pastorzy, popi, rabini; nawet co innego mówią xięża (i aktywiści) tego samego wyznania.
Na przykład: Artur Sporniak dla katolickiego Tygodnika Powszechnego pisze ("Niezdany test Turinga"):
Homoseksualizm się odkrywa a nie wybiera (...). Choć naukowcom dotychczas nie udało się precyzyjnie wskazać mechanizmu tworzenia się takich skłonności (np. czy odpowiadają za nie konkretne geny; jakie znaczenie pełnią hormony oddziałujące w okresie prenatalnym; czy immunologiczna reakcja matki wpływa na późniejsze preferencje dziecka), z całą pewnością mają one podłoże biologiczne. Żadne badanie podważające wpływ wrodzonych czynników nie jest wstanie wyjaśnić dziedzicznych zależności, które ujawniają się w badaniach statystycznych (np. występowanie orientacji homoseksualnej w rodzinie tylko po linii matki). Badania wskazują także, że utrwalona z wiekiem orientacja jest najprawdopodobniej nieodwracalna. Nie trudno odgadnąć, że pytanie na temat skuteczności tzw. terapii reparatywnej (próbującej „odwrócić” skłonności) może być niezwykle życiowo ważne.
Zaś Grzegorz Górny z katolickiej Frondy ("Nikt nie rodzi się gejem"):
Homoseksualiści usiłują nam wmówić, że ich skłonność jest wrodzona. Chodzi im o to, aby postawić swoją orientację seksualną nie tylko poza wszelką krytyką, ale nawet poza jakąkolwiek dyskusją. Tymczasem nie potwierdzają tego żadne badania naukowe.
Jednym słowem: każdy wierzy w to co czuje, i tak dobiera sobie badania naukowe, żeby potwierdziły jego intuicje czy fobie. Taki Górny z Frondy też popełnia bez żenady rażące błędy metodologiczne - twierdząc, że skoro istnieją przypadki skutecznej "terapii reparatywnej" (pisałam o tym tu) to znaczy że wszyscy są w stanie się "wyleczyć" (vide powyżej tytuł jego artykułu) a zatem "powinni". Pomija zaś fakt że nawet ci którzy zgłaszają się na terapię nie zawsze osiągają jej zamierzony efekt, a "skutkiem ubocznym" tego "leczenia" bywają depresje i samobójstwa. Niemniej, Górny jest deontologicznie uczciwy - przyznaje, że gdyby homosexualizm był wrodzony, "wówczas sugestie pod adresem homoseksualistów, że mogą zmienić swój styl życia, byłyby równoznaczne z rasistowskimi apelami do czarnoskórych, żeby się wybielili." Zatem - aby pogodzić swoją homofobię z ze swym instynktem moralnym - musi, zaprzeczając logice, uwierzyć, że naukowcy się mylą; nieomylni są tylko ci od "terapii reparatywnej".
Znamienne jest stwierdzenie Artura Sporniaka (zdeklarowanego hetero, wbrew temu co twierdzi Górny, że to "lobby gejowskie" kolportuje takie poglądy): "Kościół gra w ryzykowną grę. Gra ostro, choć nie ma w ręku wszystkich kart. Te najważniejsze dzierży bowiem nauka." Chodzi o to, że jeśli nauka udowodni wrodzony charakter orientacji, doktryna Kościoła stanie się bezpodstawna. To mocne stwierdzenie. Swoją drogą, nauka bywała już podstawą dla zmiany doktryn. Chociażby rozwój genetyki który potwierdził niepowtarzalność istoty ludzkiej od chwili poczęcia stał się podstawą dla potępienia aborcji, in vitro oraz wszelkich działań wczesnoporonnych. W dawniejszych wiekach do embrionów nie przywiązywano takiej wagi, chociażby Akwinata twierdził że dusza wstępuje w 40stym (w męskie) lub 80 tym (w żeńskie) dniu od poczęcia.
Warto przeczytać oba artykuły - dla zobrazowania postaw. Text Sporniaka ("Niezdany test Turinga") przybliża też dramatyczną historię Alana Turinga, genialnego naukowca, twórcy komputerów (tak - nie czytalibyście tego teraz, gdyby nie on) i deszyfranta Enigmy, zaszczutego na śmierć za swą homosexualność przez wymiar sprawiedliwości Zjednoczonego Królestwa, któremu oddał nieocenione usługi swoim intelektem. "Do tej pory żaden program komputerowy nie przeszedł testu Turinga. Jeśli odniesiemy ten sprawdzian metaforycznie do człowieczeństwa, to w 1952 roku nie zdało go także społeczeństwo brytyjskie. To powinno być dla nas przestrogą."
Etykiety:
etyka,
LGBT / homofobia / mniejszości,
queer,
religia,
społeczeństwo
środa, 26 stycznia 2011
Homosexualizm, konserwatyzm i inne izmy
Na początku było słowo? Język zdradza sposób myślenia? Mówimy "homosexualista", dając słowu sufix taki jak w wyrazach "faszysta", "komunista", "pacyfista" - jakby było to jakieś przekonanie, jakiś pogląd, przyjmowany dobrowolnie, intelektualnie. "Homosexualizm" - jak "konformizm", "katolicyzm", "weganizm", "nacjonalizm" - jakby chodziło o ideologię, którą się wybiera.
Przekaz w sformułowaniu "orientacja sexualna", obecność tego słowa "sex" w słowie "homosexualny" czy "heterosexualny" redukują - w sposób nieuprawniony - kwestię tego kogo się kocha, tylko do wymiaru erotycznego, jakby nie istniały inne warstwy w tych ludziach, w ich związkach. Najtrafniej ujęła to Judy Shepard, matka zamordowanego Matthew:
Dziś zdaję sobie sprawę, co jest jedną z największych barier akceptacji ludzi homosexualnych - szczególnie homosexualnych mężczyzn. Niektórzy ludzie myślą że w byciu gejem chodzi tylko o sex z osobą tej samej płci, a to jest ostatnia rzecz o której wielu ludzi chciałaby myśleć. Teraz, kiedy zaprzyjaźniłam się z tak wieloma homosexualnymi, uświadomiłam sobie fakt że w orientacji sexualnej, hetero czy homo, chodzi o coś więcej niż tylko o to z kim chodzi się do łóżka. Chodzi w nich o więzi. O relacje które są takie same jak wszystkie inne. Mogą być radosne i smutne, i czasami nieudane. Ale podobnie jak wielu ludziom, wzięło mi sporo czasu to zrozumieć.
"The Meaning of Matthew. My son's murder in Laramie, and the World transformed", s. 62, podkreślenia moje
.
Przekaz w sformułowaniu "orientacja sexualna", obecność tego słowa "sex" w słowie "homosexualny" czy "heterosexualny" redukują - w sposób nieuprawniony - kwestię tego kogo się kocha, tylko do wymiaru erotycznego, jakby nie istniały inne warstwy w tych ludziach, w ich związkach. Najtrafniej ujęła to Judy Shepard, matka zamordowanego Matthew:
Dziś zdaję sobie sprawę, co jest jedną z największych barier akceptacji ludzi homosexualnych - szczególnie homosexualnych mężczyzn. Niektórzy ludzie myślą że w byciu gejem chodzi tylko o sex z osobą tej samej płci, a to jest ostatnia rzecz o której wielu ludzi chciałaby myśleć. Teraz, kiedy zaprzyjaźniłam się z tak wieloma homosexualnymi, uświadomiłam sobie fakt że w orientacji sexualnej, hetero czy homo, chodzi o coś więcej niż tylko o to z kim chodzi się do łóżka. Chodzi w nich o więzi. O relacje które są takie same jak wszystkie inne. Mogą być radosne i smutne, i czasami nieudane. Ale podobnie jak wielu ludziom, wzięło mi sporo czasu to zrozumieć.
"The Meaning of Matthew. My son's murder in Laramie, and the World transformed", s. 62, podkreślenia moje
.
Etykiety:
etyka,
LGBT / homofobia / mniejszości,
matthew shepard,
queer
wtorek, 25 stycznia 2011
95% katolików, 95% hetero
Wypowiedź w dyskusji. Kolega katolik uzasadnia tezę że to homosexualni są winni temu że są wyrzucani poza nawias społeczeństwa przez hetero większość:
"To geje chcą się na siłę wyróżnić. Olimpiady dla gejów, restauracje dla gejów, hotele gejfriendly, kluby dla gejów, GayPride itp. Jak tak ma wyglądać budowa ich akceptacji w społeczeństwie, to sorki. Tak utrwala się właśnie podział."
Ta sama osoba przyznaje się również do swych bardzo negatywnych odczuć na widok pary jednopłciowej okazującej sobie czułość w miejscu publicznym. To duża niekonsekwencja chcieć jednocześnie, by nie było gej-klubów, gdzie takie pary mogłyby się przytulać do woli nie narażając na ten widok heteryków. I nie narażając się na dostanie w mordę od naszego tolerancyjnego społeczeństwa. Hotele gay-friendly nie będą zaś potrzebne dopiero wtedy, kiedy wszystkie hotele będą gay-friendly i nikt nigdzie nie będzie robił wstrętów dwóm panom biorącym wspólny pokój.
Tymczasem większość katolików nie ma już problemu z tym, że istnieją prawosławni i protestanci, a nawet spotykają się na wspólnych modlitwach i rozmowach. W mainstreamie jedynie słusznej religii nie słychać już oburzenia, że ktoś tu, chcąc się na siłę wyróżnić i utrwalić podział, zakłada sobie zbory czy cerkwie. Mimo że proporcje są podobne - i na gruncie religii, i orientacji mniejszości to zaledwie kilka procent w naszym kraju.
Ale mój kolega nie widzi nic zdrożnego w tym że istnieją, jak Polska długa i szeroka, stowarzyszenia katolickiej młodzieży, katolickich wychowawców, dziennikarzy, małżeństw, a nawet katolickich niepełnosprawnych, katolickich Polaków na Litwie, katolickich lekarzy i katolicko-polskich kolejarzy. O ile jestem w stanie zrozumieć, że można swoją młodość czy małżeństwo przeżywać po katolicku, to nie wiem jak można mniej lub bardziej katolicko prowadzić lokomotywę czy wycinać wyrostki robaczkowe. Niemniej, mamy wolność stowarzyszania się gwarantowaną konstytucją i kartą praw człowieka ONZ. Ludzie się gromadzą wokół wspólnych idei, wspólnego patrzenia na świat i niechże to robią, o ile nie narzucają innym ani swego towarzystwa, ani tychże idei. Tylko dlaczego przedstawiciele większości (heterycko-katolickiej) potępiają mniejszość (homo) za spotykanie się we własnym gronie, a nie mają nic przeciw "utrwalaniu podziałów" przez przedstawicieli własnej opcji? Czyżby widzieli źdźbło w oku brata, nie widząc belki we własnym?
"To geje chcą się na siłę wyróżnić. Olimpiady dla gejów, restauracje dla gejów, hotele gejfriendly, kluby dla gejów, GayPride itp. Jak tak ma wyglądać budowa ich akceptacji w społeczeństwie, to sorki. Tak utrwala się właśnie podział."
Ta sama osoba przyznaje się również do swych bardzo negatywnych odczuć na widok pary jednopłciowej okazującej sobie czułość w miejscu publicznym. To duża niekonsekwencja chcieć jednocześnie, by nie było gej-klubów, gdzie takie pary mogłyby się przytulać do woli nie narażając na ten widok heteryków. I nie narażając się na dostanie w mordę od naszego tolerancyjnego społeczeństwa. Hotele gay-friendly nie będą zaś potrzebne dopiero wtedy, kiedy wszystkie hotele będą gay-friendly i nikt nigdzie nie będzie robił wstrętów dwóm panom biorącym wspólny pokój.
Tymczasem większość katolików nie ma już problemu z tym, że istnieją prawosławni i protestanci, a nawet spotykają się na wspólnych modlitwach i rozmowach. W mainstreamie jedynie słusznej religii nie słychać już oburzenia, że ktoś tu, chcąc się na siłę wyróżnić i utrwalić podział, zakłada sobie zbory czy cerkwie. Mimo że proporcje są podobne - i na gruncie religii, i orientacji mniejszości to zaledwie kilka procent w naszym kraju.
Ale mój kolega nie widzi nic zdrożnego w tym że istnieją, jak Polska długa i szeroka, stowarzyszenia katolickiej młodzieży, katolickich wychowawców, dziennikarzy, małżeństw, a nawet katolickich niepełnosprawnych, katolickich Polaków na Litwie, katolickich lekarzy i katolicko-polskich kolejarzy. O ile jestem w stanie zrozumieć, że można swoją młodość czy małżeństwo przeżywać po katolicku, to nie wiem jak można mniej lub bardziej katolicko prowadzić lokomotywę czy wycinać wyrostki robaczkowe. Niemniej, mamy wolność stowarzyszania się gwarantowaną konstytucją i kartą praw człowieka ONZ. Ludzie się gromadzą wokół wspólnych idei, wspólnego patrzenia na świat i niechże to robią, o ile nie narzucają innym ani swego towarzystwa, ani tychże idei. Tylko dlaczego przedstawiciele większości (heterycko-katolickiej) potępiają mniejszość (homo) za spotykanie się we własnym gronie, a nie mają nic przeciw "utrwalaniu podziałów" przez przedstawicieli własnej opcji? Czyżby widzieli źdźbło w oku brata, nie widząc belki we własnym?
Etykiety:
LGBT / homofobia / mniejszości,
queer,
religia,
społeczeństwo
wtorek, 6 lipca 2010
Wspomnienia z szafy
Moje prawo jazdy na motocykl robiłam w tajemnicy przed niemal wszystkimi. Ludzie wokół mnie są dobrzy i życzliwi, chciałam uniknąć tych pytań "i jak tam twoje prawko?" "kiedy examin?" "nie martw się że trzy razy oblałaś, za czwartym zdasz". To trochę jak z ciążą, o której informować warto dopiero w 4 miesiącu, kiedy już bardziej jest pewne, że się uda. Ja tę pewność miałam dopiero z kartką zaliczonego examinu w ręce.
Przez ponad trzy miesiące żyłam więc z sekretem, ściemniając i kombinując, żeby się nikt nie dowiedział. Było to mocne doświadczenie. Sytuacja ukrywania bardzo ważnej, angażującej wiele czasu, energii i emocji sprawy przed bliskimi nie tylko wyczerpuje, ale też straszliwie upośledza relacje interpersonalne. Chciałam się z kimś zobaczyć, ale mając świadomość że skoro o tym czym teraz żyję nic nie opowiem, unikałam spotkania. Brak szczerości jest niszczący dla więzi.
Kiedy zaś dopadały mnie kryzysy, nie zawsze wtajemniczeni byli dostępni, żebym mogła się im zwierzyć i uzyskać pocieszenie. Samotność, to taka straszna trwoga.
A przecież ja w mojej szafie siedziałam z wyboru. Ujawnienie się groziło mi najwyżej późniejszą koniecznością przyznania się do ewentualnej porażki, którą moi bliscy i dalsi przyjęliby z życzliwością. Nie ryzykowałam, jak homosexualni, społecznym ostracyzmem, wyrzuceniem z domu czy szkoły, utratą pracy, złamaniem rozwoju zawodowego, wyklęciem z ambony, pobiciem ze skutkiem śmiertelnym. Dzięki temu doświadczeniu poczułam pewien przebłysk męczarni, którą przechodzą, żyjąc w samotności i kłamstwie przez całe dziesięciolecia, ukrywając swoje najważniejsze sprawy nie tylko przed kolegami ze szkoły czy pracy, obcymi spotkanymi na ulicy, ale przede wszystkim! przed naj-naj-najbliższymi: rodzicami, braćmi, małżonkami z którymi się żenią dla stworzenia pozorów, i urodzonymi z nimi dziećmi. Społeczeństwo funduje im absolutny horror.
Przez ponad trzy miesiące żyłam więc z sekretem, ściemniając i kombinując, żeby się nikt nie dowiedział. Było to mocne doświadczenie. Sytuacja ukrywania bardzo ważnej, angażującej wiele czasu, energii i emocji sprawy przed bliskimi nie tylko wyczerpuje, ale też straszliwie upośledza relacje interpersonalne. Chciałam się z kimś zobaczyć, ale mając świadomość że skoro o tym czym teraz żyję nic nie opowiem, unikałam spotkania. Brak szczerości jest niszczący dla więzi.
Kiedy zaś dopadały mnie kryzysy, nie zawsze wtajemniczeni byli dostępni, żebym mogła się im zwierzyć i uzyskać pocieszenie. Samotność, to taka straszna trwoga.
A przecież ja w mojej szafie siedziałam z wyboru. Ujawnienie się groziło mi najwyżej późniejszą koniecznością przyznania się do ewentualnej porażki, którą moi bliscy i dalsi przyjęliby z życzliwością. Nie ryzykowałam, jak homosexualni, społecznym ostracyzmem, wyrzuceniem z domu czy szkoły, utratą pracy, złamaniem rozwoju zawodowego, wyklęciem z ambony, pobiciem ze skutkiem śmiertelnym. Dzięki temu doświadczeniu poczułam pewien przebłysk męczarni, którą przechodzą, żyjąc w samotności i kłamstwie przez całe dziesięciolecia, ukrywając swoje najważniejsze sprawy nie tylko przed kolegami ze szkoły czy pracy, obcymi spotkanymi na ulicy, ale przede wszystkim! przed naj-naj-najbliższymi: rodzicami, braćmi, małżonkami z którymi się żenią dla stworzenia pozorów, i urodzonymi z nimi dziećmi. Społeczeństwo funduje im absolutny horror.
poniedziałek, 28 czerwca 2010
Obywatelski obowiązek na pierwszym miejscu...
Wolałabym żeby zdjęcia mej Hondy były na samej górze bloga, ale szczęście Ojczyzny jest ważniejsze niż szczęście osobiste!!!
Autor: Wojtek Młynarski
Wiersz na 04.07
(...)
Gdy spytasz mnie, niedowiarka,
Dlaczego? Wyznam Ci szczerze:
Nie zagłosuję na Jarka,
Bo w żadną zmianę nie wierzę.
Skąd wiem, że wybór niedobry?
Nie wierzę w zmiany oblicza,
Bo nie chcę powrotu Ziobry
I teczek Macierewicza.
Bo nie chcę mieć prezydenta,
Co straszy gejem i Żydem,
Co w każdym widzi agenta,
I może zaszczuć jak Blidę.
Na Jarka nie oddam głosu
Za czasy, gdy był premierem,
Za ten upadek etosu,
I koalicję z Lepperem.
Za to, co wciska ludowi,
Na co pozwala i sprzyja,
Za to, co pisze Sakowicz
I głosi Radio Maryja.
Za sieć podsłuchów i haków,
Wydanie walki elitom,
Za to, że skłócił rodaków,
Za IV Rzeczpospolitą.
Dziś w duszy mej zakamarkach
Odkrywam decyzji sedno:
Nie zagłosuję na Jarka,
Bo nie jest mi wszystko jedno.
Wybaczcie drwinę i sarkazm,
Odporność z wiekiem się zmniejsza.
Nie zagłosuję na Jarka,
Bo Polska jest najważniejsza!
.
4 lipca, g. 22:26. Los ojczyzny i tak już został zdecydowany, więc przesuwam ten wierszyk w dół, żeby bardziej pozytywne treści były na górze ;-)
Autor: Wojtek Młynarski
Wiersz na 04.07
(...)
Gdy spytasz mnie, niedowiarka,
Dlaczego? Wyznam Ci szczerze:
Nie zagłosuję na Jarka,
Bo w żadną zmianę nie wierzę.
Skąd wiem, że wybór niedobry?
Nie wierzę w zmiany oblicza,
Bo nie chcę powrotu Ziobry
I teczek Macierewicza.
Bo nie chcę mieć prezydenta,
Co straszy gejem i Żydem,
Co w każdym widzi agenta,
I może zaszczuć jak Blidę.
Na Jarka nie oddam głosu
Za czasy, gdy był premierem,
Za ten upadek etosu,
I koalicję z Lepperem.
Za to, co wciska ludowi,
Na co pozwala i sprzyja,
Za to, co pisze Sakowicz
I głosi Radio Maryja.
Za sieć podsłuchów i haków,
Wydanie walki elitom,
Za to, że skłócił rodaków,
Za IV Rzeczpospolitą.
Dziś w duszy mej zakamarkach
Odkrywam decyzji sedno:
Nie zagłosuję na Jarka,
Bo nie jest mi wszystko jedno.
Wybaczcie drwinę i sarkazm,
Odporność z wiekiem się zmniejsza.
Nie zagłosuję na Jarka,
Bo Polska jest najważniejsza!
.
4 lipca, g. 22:26. Los ojczyzny i tak już został zdecydowany, więc przesuwam ten wierszyk w dół, żeby bardziej pozytywne treści były na górze ;-)
Etykiety:
LGBT / homofobia / mniejszości,
poezja,
queer,
społeczeństwo
czwartek, 24 czerwca 2010
Powrót do przeszłości
Filmy z dzieciństwa, oglądane po latach, potrafią bardzo rozczarować. Dorosłe życie skaża nas permanentnie racjonalizmem i wszelkie brednie, bujdy i bajery zniesmaczają, zamiast kręcić. Nie potrafimy dać się porwać wizji. Wymagamy spójności i realizmu od sztuki ściemy i fantazji.
Dlatego z pewnym lękiem wróciliśmy z Dziunem niedawno do trylogii Zemeckisa "Powrót do przyszłości". Okazało się jednak że nie traci ani odrobiny ze swego uroku. Śliczny, szybki, autointertextualny, inteligentnie śmieszny, ogromnie śmieszny film.
Dialog ze scen niewykorzystanych (rok 1955):
Dlatego z pewnym lękiem wróciliśmy z Dziunem niedawno do trylogii Zemeckisa "Powrót do przyszłości". Okazało się jednak że nie traci ani odrobiny ze swego uroku. Śliczny, szybki, autointertextualny, inteligentnie śmieszny, ogromnie śmieszny film.
Dialog ze scen niewykorzystanych (rok 1955):
Marty McFly: See! That's what I mean - I mean, god! I c-can't believe I'm actually gonna feel up my own mother. You know this is the sort of thing that could screw me up permanently. Well what if I go back to the future and I end up being... gay?
Dr. Emmett Brown: Why shouldn't you be happy?
Subskrybuj:
Posty (Atom)

















