Zapraszam również na mój blog motocyklowy

Zapraszam również na mój blog motocyklowy: http://motocyklistka.xemantic.com/

poniedziałek, 24 grudnia 2012

Szabat jest dla człowieka, a nie człowiek dla szabatu

Musisz kupić prezenty, musisz je ładnie zapakować, musisz o nikim nie zapomnieć. Musisz wysprzątać chatę i umyć okna, musisz ugotować wszystkie świąteczne potrawy, musisz podać je w określonej kolejności. Musisz pójść na wigilię do matki, musisz odzwiedzić babcię, musisz spędzić czas z teściową, musisz połamać się opłatkiem z każdą ciotką i jak żabę przełknąć składane na twoim policzku pocałunki obwisłych, mięsistych warg.

Pewnego razu, gdy Jezus przechodził w szabat wśród zbóż, uczniowie Jego zaczęli po drodze zrywać kłosy. Na to faryzeusze rzekli do Niego: «Patrz, czemu oni robią w szabat to, czego nie wolno?» On im odpowiedział: «Czy nigdy nie czytaliście, co uczynił Dawid, kiedy znalazł się w potrzebie, i był głodny on i jego towarzysze? Jak wszedł do domu Bożego i jadł chleby pokładne, które tylko kapłanom jeść wolno». I dodał: «To szabat został ustanowiony dla człowieka, a nie człowiek dla szabatu. (Ewangelia św. Marka, 2, 23-27)

Czy to zatem święta są dla nas czy my dla świąt?

A najgorsze niewolnictwo to to zinternalizowane.

Nic nie musisz. Wszystko możesz.

Wolności wam życzę.

piątek, 21 grudnia 2012

Wachowskis wymiatają!!!

Po obejrzeniu Matrixa już nic nigdy nie było tak samo. 

Dziesięć lat później Siblings (bo już nie Braza) Łoczaski znów zredefiniowali kino na kolejną dekadę.
Znów antysystemowi i postmodernistyczni. Znów odważni, inwestujący czas i kasę w ogromny projekt, zrobiony nie tak by koszty się zwróciły, ale tak żeby wyrazić dokładnie to, co chcą wyrazić.


Słuchałam bicia jego serca.
Serca Czystokrwistych biją wolniej niż sług.
To mnie uspokaja. 


I will never let you go again.

"Atlas Chmur". W kinach. 

poniedziałek, 17 grudnia 2012

Premium Rush - Ride Like Hell


Wszystkim, którzy szkalowali dobre imię kurierów rowerowych :-P, polecam gorąco obejrzenie tego oto filmu:



Premium Rush - hipetrafna apologia zarówno kunsztu, jak i etosu kuriera, który w swej torbie wiezie ludzkie życie. Od którego odwagi, zwinności, rzetelności i niezłomności zależy jak potoczą się ważne sprawy konkretnych osób. Oczywiście, na codzień kurierzy spełniają swoją służbę w mniej problematycznych okolicznościach. Nawet jeśli zazwyczaj nasze losy nie ważą się tak dramatycznie w jednym momencie, to i tak nasza biografia jest sumą mniejszych i większych ważnych spraw, które z ufnością można powierzyć posłańcom na dwóch kółkach.

Poprzednio polecałam tu dokument o Alleycatach. Mój ulubieniec Krzyś z Dredami, który kilka lat latał na rowerze w pilnych sprawach, moich i innych szczecinian, tak skrótowo określił wrażenia z "Line of Sight": "Cały czas ściśnięte poślady" (mówiąc po ludzku, bez przerwy organiczny strach, że krzywda stanie się bohaterom reportażu).

Ja dużo bardziej bałam się oglądając "Premium Rush", mimo że to historia fikcyjna, ale o człowieku tak prawdziwym, jak ci chłopcy z Goniec Szczecin, którym w biurze NCDC wręczałam przesyłki. Bałam się, bo wiem, że na alleycatach ludzie nie giną, natomiast tracą życie w pracy, w czasie robienia kursów. Stąd strach o losy bohatera (który prócz zasadzek nowojorskiej dżungli miejskiej musiał pokonać dwóch policjantów, dobrego i złego, a do tego jeszcze nie potrafiącego słuchać kolegę po fachu). W głównej roli mój ulubieniec, Joe Gordon-Levitt, największy wymiatacz kunsztu aktorskiego w światowym kinie (IMHO). Jest taki dobry w tym co robi, bo kocha to robić i angażuje się całym sobą w odtwarzane role. Wybiera te, które go inspirują, dlatego częściej zobaczymy go w niskobudżetowym kinie niezależnym niż w dużych produkcjach, chociaż i w takich może działać, i czasem to robi (Incepcja), ale z zachowaniem kryterium pierwszego.

Intryga kryminalna na szczęście nie przysłania głównego tematu, czyli uroków i udręki kurierowania w ogromnej metropolii. Wspaniałe wizualnie ujęcia oraz rozkminy prześlizgiwania się pomiędzy samochodami, ciężarówkami, autobusami i pieszymi - wgniatają w fotel. Dwa kółka dobrze, cztery kółka źle, mięczakom mówimy zdecydowane nie. :-P

czwartek, 13 grudnia 2012

Logos, o którym nie śniło się filozofom...

...można odnaleźć przeglądając statystyki bloga.

Ktoś trafił na blog wpisując w wyszukiwarce (ortografia oryginalna):

"czlowiek lewitujacy w kopenchadze"

Wieczny tułacz


Alan w tramwaju eNce w czasie premiery Łosia i Kota


Przyjaciel nasz Alan Weiss (widoczny na zdjęciu powyżej) parę dni temu o bladym świcie znalazł się na dworcu PKP Wrocław Główny. Czekając na pojawienie się pociągu, którym miał udać się na naszą premierę Łosia i Kota, złapał wzrok starszego pana siedzącego na peronowej ławce.
Mężczyzna ów spozierał na Alana życzliwie sponad rozpostartej płachty "Naszego Dziennika".
Alan odpowiedział zatem równie życzliwym spojrzeniem.
- Przepraszam - odezwał się ośmielony wyznawca rydzykizmu. - Czy jest pan... tym, no... hipsterem?
- Nie. Jestem Żydem.
- Acha. Dziękuję - uśmiechnął się, nadal życzliwie, Polak-katolik i powrócił do lektury pisma polskiego (nie mylić z polskojęzycznym).

Dla pełnego kontextu, powinnam chyba zaznaczyć, że Alan nie jest Żydem, tzn. nie wiadomo czy jest, tzn. nie ma to znaczenia, czy jest.

Później dodane: Komentarz ♥Ryby:

To jest pomysł na setting powieści! Po małej modyfikacji:
Po wymianie życzliwych spojrzeń Alan zagaja:
- Widzę, że czyta pan "Nasz Dziennik"?
- Nie wasz, tylko nasz!
- No przecież mówię, że nasz!
- Nie drażnij mnie Żydzie!
- Nie jestem Żydem, jestem hipsterem!
I tak od słowa do słowa, po wymianie zdań dochodzi do wymiany ciosów, w trakcie której czapka Alana zmienia właściciela. Na szczęście nieopodal przechodzą prawdziwi Polacy i z okrzykiem "Naszych biją!" wybawiają Alana z opresji. Niestety - czapka przepadła. :)

Alan: ostał się jeno szn(/cz)ur.
.

środa, 21 listopada 2012

Some things never change...

But some of them do.
Jestem otwarta na propozycje pracy, najchętniej we Wrocławiu :-)


Obrazek pochodzi z bloga ADKUCHNI - polecam

piątek, 9 listopada 2012

Gymkhana i gymkhaniści 2012 - you're my head, you're my heart.

Sześć dni i nieprzespanych nocy - zaczynałam nie mając pojęcia jak to zrobić, na koniec urodził się poniższy clip - mój pierwszy. Czułam się jak Neo który otworzył oczy i powiedział "I know Kung Fu" :-)

Proszę!!! oglądać w full HD i na full screenie. (po to się chrzaniłam z tymi dużymi plikami żeby było można).

Tym żyłam przez ostatni sezon.




Na moim blogu motocyklowym pod tymże klipem jest objaśnienie kto jest kim i co się dzieje w poszczególnych kadrach - bo podobno za szybko się zmieniają ;-) (mi się ten montaż wydaje z każdym obejrzeniem za mało dynamiczny... ;-)

środa, 7 listopada 2012

21 lat życia bez śmierci

"To ja od dzisiaj przestaję srać" - zarechotał Wujek Heniek, kiedy usłyszał, że  zaprzestałam jeść martwe ciała zwierzęce.
"Za miesiąc pogadamy" - powiedziały ciotki. Po miesiącu zaś rzekły "za pół roku pogadamy". Po pół roku - "za rok pogadamy". Po roku przestały komentować.

To było 21 lat temu. W Halloween była okrągła rocznica.

Świat się zmienił przez ten czas. Wtedy słysząc słowo "wegetarianizm" cywile pytali co to jest za schorzenie albo podejrzewali że trafiłam do sekty. W restauracjach trzeba było tłumaczyć jak krowie na rowie, że owszem, drób czy ryba to również jest mięso, a teraz w każdej porządnej knajpie bezmięsne pozycje w menu są oznaczone, a możni tego świata jak Bill Gates albo Philip Wollen mówią "The future is vegan". W tamtych czasach rezygnacja ze zjadania zwierząt była kuriozum ubarwiającym życiorysy extrawaganckich artystów, jak punkowiec Morrissey z The Smiths albo Lady Miss Kier z Deee-Lite. Obecnie strony na Wikipedii z listą wegetarian i wegan obejmują setki znanych osób.


Mój królik. Nie zmieniłam się dużo od tego czasu...
Kiedy miałam 4 lata, moi rodzice hodowali króliki i karpie z przeznaczeniem na zjedzenie. Bawiłam się i pieściłam z nimi, a potem dostawałam je na talerzu. Więc odmawiałam zjadania towarzyszy zabaw. Rybki oglądałam przez całe ich życie, od kiedy wpuszczało się je do stawu - maleńkie, mieściły się na dłoni, lśniące jak porcelanowe cacuszka. Potem pływały w wannie, najpierw było ich koło dwudziestu, i znikały po jednym czy dwa gdy przychodzili sąsiedzi. Ich niemy protest gdy leżały na wadze, wszak trzeba było sprawdzić ile nabywca ma za to wkrótce martwe ciało zapłacić. "It's ok to eat fish 'coz they don't have any feelings". No i konie. Skoro tak je kochałam to jakże miałabym je zjadać? A jeśli koniom dawałam prawo do życia to dlaczego nie krowom, świniom? To są tak oczywiste rzeczy a w naszej kulturze uczymy się ich nie widzieć.







wtorek, 6 listopada 2012

Poznajmy się, ja nazywam się samotność

Ostrożnie - od pierwszego obejrzenia rozmontowuje na drobne śrubki, do szlochu i łez - - - -




Po kim mam taki lęk gdy zostaję znów sam?
Gdy dopada mnie chaos, nie zezwala na sen
Zabrania mi się cieszyć, że przyjdzie lepszy dzień
Mamy podobne myśli, lecz w słowach brak potwierdzenia
Bo co z tego, że intelekt jest jak cela ciasnego więzienia
Mijamy się namiętnie między ciasnymi ulicami
I nawet wtedy nie ma cienia za naszymi plecami


Poznajmy się, ja nazywam się samotność
Zaśpiewaj ze mną jakbyś była drugą zwrotką
 

Przeżyjmy coś tak głupiego jak ta prośba
Zmieńmy tak świat byśmy mogli w nim pozostać
Czy nie wystarcza Ci, że jestem niebezpiecznie perfekcyjny
Jak nie znajdziesz we mnie boga pewnie będę znowu wszystkiemu winny
 

Poznajmy się, ja nazywam się samotność


.........................................................................................................

Cały text i kontakt do zakupu płyty na stronie zespołu - Romantycy Lekkich Obyczajów


poniedziałek, 5 listopada 2012

Detox

"Temu kto Cię nie szuka, nie zależy na Tobie.
Ten kto za Tobą nie tęskni, nie kocha Cię.
Przeznaczenie decyduje o tym kto pojawia się w Twoim życiu, ale Ty decydujesz kto w nim zostaje.
Prawda boli tylko raz.
Kłamstwo za każdym razem kiedy je wspominamy.
Są trzy rzeczy, które przemijają i nie wracają nigdy więcej: słowa, czas i szanse. Dlatego, ceń tego kto Cię ceni i nie przywiązuj wagi do tych którzy traktują Cię tylko jako jedną z opcji .... "

Powtarzać to sobie codziennie, jak mantrę, jak psalm, jak liturgię brewiarzową. Pić po każdym jedzeniu jak lekarstwo na odtrucie organizmu. Kto cię nie szuka, ten cię nie potrzebuje. Jeśli ktoś nie nie ma potrzeby wiedzieć co się z tobą dzieje, to nie zależy mu na tobie. Kto za tobą nie tęskni, nie kocha Cię.
__________________________________________________________________________________________________
To dzięki Arturowi Miłemu trafił na mnie ten text. I wciąż do mnie trafia. Poraża mnie swoją trafnością. 

.

sobota, 27 października 2012

Mój nowy blog :-)

Zapraszam na motocyklistka.xemantic.com - od dziś to na nim będę pisać o motocyklach i tematach pokrewnych.
Znajdują się tam dawniejsze opowieści motocyklowe które umieszczałam na tymże blogu oraz galerie i publikacje z mijającego sezonu.

Przez ostatnie pół roku angażowałam się bardzo mocno w Gymkhanę. Jest to konkurencja polegająca na pokonaniu toru sprawnościowego oznaczonego pachołkami w jak najkrótszym czasie i z jak najmniejszą ilością błędów. Bliski mojemu sercu Adaśko startuje w zawodach i należy do ścisłej ogólnopolskiej czołówki. Więc i ja jeździłam na wszystkie tegoroczne edycje jako pit crew / support / fotoreporter. Atmosfera zawodów jest wspaniała, ludzie którzy przyjeżdżają - niezwykli. To właśnie im poświęcam najnowszy wpis na nowym blogu. Zapraszam

środa, 24 października 2012

Nie zawiódł nigdy mnie... (Florence And The Machine - Heavy in your arms - tłumaczenie)




Mój miły zgięty był do ziemi
me serce ciężko było nosić
me ręce wokół jego szyi
palce wplecione w jego włosy

Byłam tak trudnym ciężkim sercem
Lecz on nie zawiódł nigdy mnie
Bo kiedy trzymał mnie w ramionach
Nie tknęłam ziemi nigdy nie

Spytam retorycznie: Are there Men like this? Luckily there are also Elves, Dwarves, Vampires, Werewolves... - Czy są na świecie tacy ...? Na szczęście mamy też elfów, krasnoludów, wampirów, wilkołaków... :-)



Florence And The Machine - Heavy in your arms - tłumaczenie całego textu poniżej w "czytaj więcej" (oczywiście wolny przekład, nawet się da zaśpiewać jak się ktoś uprze) 

niedziela, 21 października 2012

"Wielka ucieczka na północ"




Więcej fotek z planu filmu "Wielka ucieczka na północ" - zapraszam na galerię.

Yurga - operator kamery. Nie wiem czy piękniejszy on, czy zdjęcia które robi.

(FYI: tym aparatem kręci się filmy. Yurga zaś jest mistrzem zarówno fotografii nieruchomej jak i filmu)


piątek, 19 października 2012

Co to znaczy żyć? Co znaczy umrzeć?

W najnowszym moim felietonie na Motormanii parafrazuję wiersz Teresy Harsdorf Bromowiczowej.

...ciała nie pieści ni słońce ni wiatr -
nic nie chcesz - nic nie trzeba-
skończył się twój świat.

Przeczytajcie całość (wiersz jest pod koniec felietonu)

środa, 17 października 2012

Człowiek z kamerami na kasku...

Bezpieczeństwo ruchu drogowego i poszanowanie prawa. To sprawy istotne dla mnie. Kurierzy rowerowi mają w sobie coś takiego że... hmmm... że to nagle przestaje działać. Zwłaszcza że to oni ryzykują najwięcej...
Mocny i pięknie zrealizowany dokument o alleycatach, czyli nielegalnych wyścigach w ruchu ulicznym. Co za adrenalina...!

piątek, 12 października 2012

Poliamoria - by nie mordować miłości

Źródło: Polytical - poliamory & ethical
 
Kazik - w dyskusji pod artykułem o poliamorii:

Poliamoria dowartościowuje przede wszystkim głębokie uczucia które ludzie względem siebie żywią. Powszechne występowanie takich uczuć pomiędzy ludźmi niespokrewnionymi jest faktem. Towarzyszy im często aspekt erotyczny (choć jak rozumiem dla kogoś kto oddziela kontekst uczuć, od kontekstu seksualnego, może to być niepojęte wink;-).

W wypadku takich uczuć dla wielu osób występujących u człowieka równocześnie, paradygmat zachodniej kultury oferuje jedynie frustrację związaną z tych uczuć zabijaniem. Czy to zabijaniem tych nowych, którym nie można pozwalać się rozwijać ze względu na kuturowe defaulty (wierność idei monogamii), czy to zabijaniem tych starych, które trzeba porzucić na rzecz nowych (monogamia sekwencyjna). Poliamoryści nie zgadzają się na taką konstrukcję rzeczywistości, w której morduje się uczucia. A taka niezgoda nie przychodzi wcale łatwo. Kluczowym problemem jest oczywiście emocja którą stanowi zazdrość. To środowisko wypracowało nawet na tę okoliczność pojęcie anty-zazdrości: http://en.wikipedia.org/wiki/Compersion

Nikt tak pięknie nie mówił, że chce bronić miłości, że sparafrazuję Rojka. 

Ula na to: 

miłość, bycie w związku i wchodzenie w głęboką relację umysłowo-cielesną z wieloma osobami... mi się w głowie nie mieści.

A ja: 


"Mario! Moje serce może wszystkich ludzi zmieścić!
- ona mi przerywa: płać pan te trzy czterdzieści
i nie gadaj tyle ku*wa..." - Łona, "My się znamy?"

I to tak właśnie. Ja się urodziłam z hipertrofią obu przedsionków i obu komór. Więc mi się mieści, może nie tyle w głowie, co w sercu.


W USA liczbę poliamorycznych związków szacowano w 2009 roku na 500 tysięcy. Foto: Polyamory Pride, 2004. Źródło: Wikipedia

czwartek, 11 października 2012

Wykszałcenie śmieciowe! - a nie mówiłam???

Mówię o tym i piszę już od wielu lat, bazując na swoich doświadczeniach jako pracownik i pracodawca, na długo zanim szumu w mediach narobili Klesyk i Stanek. Okazuje się że coraz więcej osób zauważa problem, teraz pisze o tym Tygodnik Powszechny:

"Oszukane pokolenie"...? z, jak to nazwali trafnie Kuźmiński i Wilczyński,  śmieciowymi dyplomami:
są najbardziej wykształconą generacją w historii Polski, ale też swoje wykształcenie, fakultety, wydatki na czesne mogą sobie powiesić nad łóżkiem.

„Bez edukacji będziesz nikim”; „Nie idź na studia, skończysz w MPO”. Jeśli „oszukane pokolenie” chce znaleźć „winnych”, w pierwszym rzędzie powinno poszukać pod własnymi dachami. To ich rodzice po 1989 r. zrozumieli, że edukacja może się okazać najważniejszą przepustką do lepszej przyszłości. Wydawali więc ostatnie pieniądze na korepetycje z języków obcych albo zadłużali się, by posłać dziecko do szkoły prywatnej. Poświęcić rok na porządne przygotowanie się do upragnionego kierunku? Nic z tych rzeczy: trzeba studiować już, zaraz.
Dzieci przedstawicieli pokolenia awansu społecznego w PRL – ludzi, którzy przyjeżdżali studiować do miast i tworzyli inteligencję w pierwszym pokoleniu, uzyskując po studiach stabilność na państwowych posadach - wyrastały w poczuciu względnego bezpieczeństwa, rodzice „mieli pracę”. Ci rodzice, zdając sobie sprawę, że taka przyszłość nie będzie już udziałem dzieci, postawili na ich wykształcenie jako najlepiej sobie znany mechanizm zdobywania prestiżu społecznego i życiowej stabilności. Tymczasem dzieci odziedziczyły po nich kulturowy model, według którego po studiach „dostaje się” pracę.

Ale jakże typowa była też sytuacja odwrotna – może nawet częstsza, zważywszy, że studia były w realnym socjalizmie przywilejem elitarnym. Oto rodzice, którzy nie studiowali, i często z trudem wiązali w PRL koniec z końcem, w edukacyjnym boomie ujrzeli szansę, by ich dzieci dostały to, czego sami nie doświadczyli.
  
Cykl "don't be fool, quit the school" i inne o edukacji (przewiń w dół by pominąć najnowszy)

.

środa, 10 października 2012

Coś być musi, do cholery, za zakrętem :-)

Gdyby mi 1,5 miesiąca temu ktoś powiedział, że będę się zajmować dziennikarstwem sportowo-motoryzacyjnym, to bym pomyślała że spadł z konia (mechanicznego).

Nigdy nie wiadomo co życie przyniesie :-)

Pierwszy z cyklu felietonów na MotoRmanii - tematy będą różne, nie tylko podróżne:-)
MotoRmania - to przesympatyczni ludzie. Więc czuję że będzie to arcyciekawa przygoda, bo nieważne co się robi, ale z kim się robi. Odwiedzajcie ten portal.  Można mnie śledzić tutaj

Komentator zawodów Gymkhana GP w Szczecinie, 1.09. 
Foto by Sopel

Gymkhana GP w Szczecinie, 1.09. Foto by Sopel
I co napisałam o tej imprezie:
Zapowiedź Gymkhana GP w GS
Relacja na stronie organizatora - GymkhanaPoland.pl
Relacja na Ścigaczu


Komentator zawodów MotoGymkhana na OldtimerbazaR, Wrocław, 30.09. Foto by Aleksandra

poniedziałek, 8 października 2012

Szczecin czasów wojny...

fot. Adam Dawidowicz

Pacia jako Mädchen am Bahnhof na planie filmu "Wielka ucieczka na północ".

Operator kamery: największy fotofilmowy geniusz mego świata, ♥ ♥ Yurga ♥ ♥ (na filmie poniżej od 2:05)
 

Matthew Shepard



16 godzin temu minęło 14 lat od chwili, kiedy w zimną październikową noc 21-letni Matthew został uprowadzony, zmasakrowany i zostawiony na śmierć - za to, że był gejem...

Homofobia jest chorobą, która zabija... ale nie chorych, lecz tych, którzy się z nimi zetkną.



.

wtorek, 24 lipca 2012

Szkoła jest po to by skończyć szkołę... (don't be fool, quit the school, 4)

Hogwart, Szkoła Magii i Czarodziejstwa. Pierwsza lekcja Dolores Umbridge z klasą Harry'ego Pottera. Nowa nauczycielka, zainstalowana w szkole manualnie przez ministra, przedstawia program swoich zajęć:
- Od teraz będziecie brać udział w starannie zaplanowanych, zaaprobowanych przez Ministerstwo lekcjach obrony przed czarną magią. Słucham?
- Tu nie ma nic o używaniu zaklęć obronnych?
- Używanie zaklęć? No cóż, nie potrafię sobie wyobrazić dlaczego mielibyście używać zaklęć w mojej klasie. 
- Nie będziemy używać magii?
- Będziecie się uczyć o zaklęciach obronnych w bezpieczny, pozbawiony ryzyka sposób. 
- I na co to komu? Jak zostaniemy zaatakowani, to nie będzie pozbawione ryzyka!
- Uczniowie mają podnosić rękę jeśli chcą coś powiedzieć na mojej lekcji! Taki jest pogląd Ministerstwa, że wiedza teoretyczna będzie wystarczająca abyście zdali egzaminy, które, koniec końców, są tym, o co chodzi w szkole. 
- A jak teoria ma nas przygotować na to, co jest poza szkołą?
- Moja droga, poza szkołą nic nie ma.

To jest właśnie to, co tłumaczyłam kiedyś zadufanym w sobie przedstawicielom miejskiego wydziału oświaty na spotkaniu przedstawicieli IT, miasta i szkolnictwa. Ludzie z biznesu od dwóch godzin mówili, że szkoła i uczelnia nie tylko nie daje absolwentom wiedzy zawodowej, i że z tym się już pogodzili, że pracowników szkolą sami; ale nie daje im nawet wiedzy ogólnej o świecie, znajomości języka, orientacji czym jest PIT a czym VAT. Pani urzędniczka zabrawszy głos wygłosiła najpierw obowiązkową laudację na temat dyrektorki wydziału (tak jak kiedyś w każdej pracy naukowej musiał być co najmniej jeden cytat z Lenina) i powiedziała, że przecież szczecińska oświata ma wspaniałe osiągnięcia, bo uczniowie wygrywają olimpiady i dostają dobre stopnie z examinów końcowych. Wstałam wtedy i mówię, że funkcjonariusze oświaty nie wychodzą z zamkniętego pudełka swych szkół: przekazują szkolną wiedzę, którą sprawdzają szkolnymi examinami i wystawiają za to szkolne stopnie. A potem taki kandydat wychodzi na zewnątrz i oblewa examin życia na pierwszej rozmowie kwalifikacyjnej: nauczył się bowiem mnóstwa rzeczy, ale nic, co by mu się przydało w życiu.
Ale zdał był maturę, bo o to chodzi w szkole. A poza szkołą nic nie ma. Ta powyższa scena z "Zakonu Fenixa" jest genialna.

I jeśli ktoś ma wątpliwości, to musi podnieść rękę, żeby móc je wyrazić. W razie czego, nie udzieli mu się głosu. Regulamin: pkt 1. - nauczyciel ma zawsze rację. Pkt 2. Gdyby nie miał racji, patrz pkt. 1.

Poza szkołą nic nie ma. Poza Kościołem nie ma zbawienia. Poza Matrixem nic nie istnieje, a on bardzo się stara, by zniewoleni przez system nie dowiedzieli się o tym. Pisałam już o tym tutaj.


Harry tłumaczył to potem na pierwszym spotkaniu Armii Dumbledora - grupy uczniów, których podjął się sam uczyć praktycznej obrony przed czarną magią:
- Stawienie czoła temu w prawdziwym życiu jest inne niż w szkole. 
W szkole, jeśli popełnisz błąd, możesz po prostu spróbować zaliczyć jutro. 
Ale na zewnątrz... jeśli jesteś o krok od śmierci, bo ktoś chce cię zabić.... albo patrzysz, jak przyjaciel umiera na twoich oczach... Nie macie pojęcia, jak to jest. 


W naszych realiach na szczęście nie jest aż tak drastycznie. Nie chodzi o śmierć, ale o życie. By szkoła spełniała hasło tak dumnie widniejące na budynku rektoratu US: "Uczymy się dla życia, nie dla szkoły". Wypisane jest po łacinie, i dobrze, bo chodnik w tym miejscu byłby obsikany ze śmiechu, gdyby ludzie to rozumieli. Z takiego naprawdę gorzkiego śmiechu.

Szkolnictwo ogólne na poziomie podstawowym i średnim, takie jak je teraz mamy, powstało dwieście lat temu by wyposażać młodzież w wiedzę potrzebną do życia. I skostniało w ministerialnie-zaakceptowanym schemacie. Świat zmienił się od tamtego czasu drastycznie, a dzieci nadal walą pamięciówę: historia... geografia... biologia... O podstawach prawa pracy uczą się w inspektoracie lub w sądzie, proste podatki i PIT robi za nich xięgowa której muszą płacić, bo nie nauczyli się tego w szkole. Wybór kredytu robi za nich biuro finansowe, oczywiście nie za darmo. Jeśli potrafią znaleźć informacje w internecie, a potem je ocenić i zweryfikować, to na pewno nie jest zasługa ich nauczycieli. Świat w którym funkcjonują na codzień ogarniają przy pomocy płatnych specjalistów, ale w szkole zajmowali się stolicami krajów latynoamerykańskich i układem krwionośnym żaby.

Przyjaciółka, xięgowa, mówiła mi że praktykanci z US, po 4 latach studiów na kierunku rachunkowość, przychodzą do kancelarii podatkowej na praktyki i nie tylko nie potrafią xięgować. Oni nie potrafią nawet liczyć procentów.

Źródło: Demotywatory

niedziela, 22 lipca 2012

Tworzyć, czy zakuwać? (Don't be fool, quit the school, 3)

Joanna Newsom
And I go where the trees go
And I walk from a higher education

And it beats me, but I do not know
It beats me but I do not know
I do not know
 

I podążam ścieżkami drzew
I odchodzę od wyższego wykształcenia

To uderza we mnie, ale ja o tym nie wiem,
uderza we mnie, ale o tym nie wiem,
nie wiem o tym


Joanna Newsom
Joanna Newsom. Najwspanialsza śpiewaczka-harfistka. Porzuciła studia, by zająć się swoją muzyką. I chwała jej za to. Że nie dała się zmanipulować, temu pobrzmiewającemu w cytowanej piosence głosowi rozsądku czy rodzica, który jej mówił, że to co robi, robi ze szkodą dla siebie. Jej decyzja była z pożytkiem dla ludzkości, dla nas, dla ogólnie pojętej kultury światowej. Bo dzięki temu, że nie marnowała czasu na uczelnię, miała go więcej by tworzyć, a my teraz możemy doznawać extazy na jej koncertach, słuchając jej płyt. LP "Milk-eyed mender" ukazał się, gdy miała 22 lata.

Steven Wilson (Blackfield, Porcupine Tree)
Moja największa miłość muzyczna obecnie to Blackfield, czyli duet Steven Wilson - Aviv Geffen. Przepiękna mroczna dusza, Steven Wilson, znany najbardziej jako założyciel Porcupine Tree, wokalista, gitarzysta i autor utworów tego zespołu, jest samoukiem. Samodzielnie nabył biegłości w grze na gitarze, klawiszach, harfie i kilku innych instrumentach, w inżynierii dźwięku, produkcji muzycznej, a ja nie wyobrażam sobie mojej audiosfery bez tych cudowności, które wyszły spod jego ręki.

Joseph Gordon-Levitt
Joseph Gordon-Levitt. Na scenie od czwartego roku życia. Grał w filmach nieprzerwanie jako dziecko, nastolatek, dorosły. Mając lat 23, rzucił studia na Colombia University, by się znów skoncetrować na pracy w filmie. I chwała mu za to; po paru latach ograniczonej aktywności, właśnie gdy odszedł z uczelni, stworzył wspaniałą rolę w przerażającym Misterious Skin, a zaraz potem jeszcze lepszą w Brick. Fascynujący jako aktor i jako człowiek. Potrafi przekonywująco zagrać KAŻDY charakter. Jak dla mnie największy wymiatacz aktorstwa ever.

Jacek Dukaj
Jacek Dukaj - godny następca Stanisława Lema, mistrz science-fiction. Ma 38 lat, a stworzył już niesamowitą ilość najwyższej próby xiążek. Studiował na UJ, ale szybko przestał, i chwała mu za to. Gdyby tracił czas na uczelniane pierdoły, być może mielibyśmy o kilka jego arcydzieł mniej. A nie wyobrażam sobie mojej logosfery bez "Katedry", "Perfekcyjnej Niedoskonałości" i reszty.
Tomek Bagiński i ja :-)
foto: Tomasz Świerczyński, Luminance Studio (dzięki!)
"Katedra" Jacka Dukaja zainspirowała Tomka Bagińskiego do stworzenia animowanej "Katedry". Film, który przez trzy lata chłopak z Białegostoku samodzielnie robił po pracy na firmowych kompach, w którym cała animacja powstała dzięki niesamowitej wytrwałości jednego człowieka, zdobył nagrody na branżowych przeglądach i został nominowany do Oscara. A dla mnie był najbardziej wstrząsającym, najdogłębniej poruszającym artystycznym przeżyciem jakie kiedykolwiek zostało mi dane. Więc chwała tobie, Tomku Bagiński, że rzuciłeś stołeczną polibudę by zająć się robieniem filmów.


Łona. Fot. Pacia

Łona, i tobie chwała za to, że nie posłuchałeś mamy, której perswazje przytoczyłeś w piosence Raperzy są niedobrzy:

Słuchaj co mówię , przecież jestem twoją matką
Nie zaprzeczysz faktom, to najzwyklejsze szczeniactwo

Rzuć to, zajmij się wreszcie edukacją
Synu, zajmij się czymś, słyszę codziennie od nowa
A ja nie narzekam mamo na brak zainteresowań
Cieszę się, widząc twoją troskę o moją przyszłość
To nie jest sposób mamo, by nawiązać dialog
Jeszcze nikomu się to siłą nie udało
Porozumienia zero
Stosunki między nami, jak 10 lat temu między jedną i drugą Koreą

Dzięki twej asertywności i sile woli mamy dziś w szczecińskiej i polskiej kulturze zbiory najcelnieszych i najgenialniej wyrażonych obserwacji psychologicznych i społecznych - twoje płyty. (Tutaj pisałam już za co kocham Łonę - za geniusz i skromność, za złośliwość i delikatność...)


Na koniec jeszcze raz przepiękna Joanna:

And you laws of property
Oh, you free economy
And you unending afterthoughts
You could've told me before

Never get so attached to a poem

You forget truth that lacks lyricism
Never draw so close to the heat
That you forget that you must eat.


I wy, prawa własności,
ty, wolny rynku,
i wy niekończące się reflexje a posteriori
trzeba było mi wcześniej powiedzieć

Nigdy nie przywiązuj się tak do wiersza
by zapomnieć prawdę pozbawioną liryzmu
nigdy nie daj się wciągnąć w żar
tak bardzo że zapominasz że musisz jeść.

Jak widać na powyższych przykładach, da się mieć co jeść tworząc z pożytkiem dla ludzkości sztukę najwyższej klasy, nie ukończywszy jednakowoż w tym celu ostatniej klasy.

Zawsze warto być najpierw wiernym sobie.

poniedziałek, 16 lipca 2012

Incepcja, nieśmiertelna

Joe Gordon-Levitt :-)
Urszula napisała na swoim blogu o Incepcji. Popieram jej opinie w stu procentach, mnie ten film też zachwycił, a nie sądziłam, że mnie coś jeszcze zachwyci. I od dwóch lat nie przestaje zachwycać. Joe Gordon-Levitt - rewelacyjna rola, zresztą on nie potrafi inaczej. To właśnie dzięki temu filmowi go odkryłam. No i w ogóle Arthur, świetna postać, lojalny i inteligentny. Na samym początku filmu nie wiadomo o co chodzi, dlaczego Leonardo tych Japończyków zabija, czy on jest dobry, czy zły i w jakiej sprawie działa? Było mi ciężko załapać z nim empatię. Udało się to dzięki Arthurowi, jego wspólnikowi, to ta postać przekonała mnie że oni muszą być w porządku, dzięki czemu mogłam solidaryzować się z bohaterami i poprawnie emocjonalnie przeżywać fabułę zanim zostało wyklarowane na czym to wszystko polega.

Inni bohaterowie drugoplanowi też są świetnie skonstruowani, w zasadzie każdy z nich, ze szczególnym uwzględnieniem hiperbystrego, złośliwego Brytola, fałszerza Eamesa :-)

Muzyka jest obłędna i generowała mi niegdyś tu opisane odmienne stany świadomości. Słuchałam jej jeżdżąc na motocyklu i przestałam bo było to zbyt niebezpieczne. (niedawno o tym pisałam)

Właśnie któregoś dnia puszczałam Kryonizemu tę muzę, a on jak zwykle sceptyczny i uprzedzony do dzieł kultury podobających się szerszym gronom, mówi drwiąco: "teraz ci źli gonią tych dobrych". Wtedy zdałam sobie sprawę że to jest film w którym nie ma negatywnych postaci. Zarówno dokonujący skoku złodzieje á rebours ("podkładacze") jaki i ich mocodawca Saito są "dobrymi przestępcami" ale dobry jest również ten na którego "napadają" czyli Robert Fisher. Jedyną mało pozytywną osobą jest apodyktyczny, surowy i zimny emocjonalnie ojciec Roberta, przedsięborca Maurice Fisher; nie czyni on jednak intencjonalnego zła, po prostu jak wielu ojców tamtego pokolenia nie potrafił emocjonalnie kochać swojego dziecka, bo nie miał takiego wzorca.

Poczytajcie wpis Urszuli, szczególnie zaś polecam opisy jej własnych snów, z wpisu i z komentarzy. Kto tam zajrzy znajdzie też opis mojego bardzo frojdystycznego snu z młodości ;-)

czwartek, 5 lipca 2012

Ludzie bez matury/magistra zmieniają świat (Don't be fool, quit the school, 2)

Richard Branson
Pamiętam, kilkanaście lat temu, in the sunset time of our dream, z Kazikiem polowaliśmy na trudno dostępne płyty Smashing Pumpkins. Mój wzrok przykuwało logo wydawcy: "Virgin". Virgin było sklepem z płytami przekształconym na wytwórnię, gdy do Richarda Bransona, właściciela, zgłosił się nikomu nieznany i przez wielu wydawców już odrzucony Mike Oldfield z demo płyty Tubular Bells.
Kolejnym "dzieckiem" Virgin jest Sex Pistols, którego nikt inny nie chciał wydać... ich debiut, podobnie jak Oldfielda, rozszedł się w nakładzie 5 mln płyt.
Dziś Virgin jest wielkim koncernem, ma sieć komórkową, linię lotniczą, oferuje turystykę kosmiczną... To wszystko powstało dlatego że Branson mając 16 lat ostatecznie rzucił szkołę - z której wcześniej wyrzucano go 18 razy - i zajął się poważnymi rzeczami. Ale nie przestał też robić rzeczy niepoważnych - np. spełnił swoje marzenie i przeleciał balonem z Japonii do Kanady (rekord długości lotu balonem).

Steve Jobs
Jeśli czytasz te słowa korzystając z Windowsa, to używasz dzieła Billa Gatesa, twórcy Microsoftu. Jeśli czytasz to na Macbooku czy iPadzie, umożliwił ci to Steve Jobs, założyciel Apple, niech spoczywa w pokoju. Jeśli kupowałeś coś na Allegro, w sposób dla ciebie przezroczysty korzystałeś z bazy danych Oracle. Bazy danych znajdują się pod spodem sklepów internetowych i wszelkiego rodzaju serwisów sieciowych, ich wiodącym producentem jest Oracle, założone przez Larry Ellisona. Wszyscy oni rzucili studia aby zająć się rozkręcaniem swoich firm.


Sean Parker
Podobnie Mark Zuckerberg, który rzucił Harvard i Sean Parker, który na studia nie poszedł, a szkołę średnią ledwo skończył, bo wolał zajmować się hakerstwem. To oni założyli Facebooka przez którego z dużym prawdopodobieństwem trafiłeś na mój blog. Parker przeznaczył 100 tys. dolcy na kampanię na rzecz legalizacji marihuany w Kalifornii, więc jego wkład w zmiany świata nie ogranicza się do cyberprzestrzeni ;-)
Julian Assange
Nasza cywilizacja może przetrwać bez zioła, ale nie przetrwa bez transparentności; wielkie zasługi na tym polu ma Julian Assange, twórca WikiLeaks.
Uczył się z 37 szkołach i na 6 uczelniach, studiów nie ukończył.


Dokonania zresztą nie muszą być tak innowacyjne, obywatelskie czy globalne by miały znaczenie dla wielu na codzień... Amancio Ortega, założyciel i właściciel marki odzieżowej Zara, rzucił szkołę mając lat 13. Jego koncern obejmuje teraz Stradivariusa i ileś jeszcze innych marek, a on chodzi w dżinsach, obiady je z pracownikami i nie ma gabinetu.

Ingvar Kamprad stworzył IKEA mając lat 17. W szkole miał problemy z dyslexją, studiów nie skończył. Chwała mu, ten megafunkcjonalny śmietnik który mam w kuchni, genialny w swej prostocie, wyszedł spod jego ręki. I o ile funkcjonuję spokojnie nie korzystając z produktów Gatesa czy Ortegi, to życia bez IKEI sobie nie wyobrażam...

Fred i George Wesley
Moimi ulubionymi przedsiębiorcami, którzy wcześnie zrozumieli, że szkoła niczego nie wniesie do ich życia i mając lat 17 odeszli (a właściwie odfrunęli) z niej, by zająć się biznesem, są bliźniacy Fred i George Wesley. W czasach zamordystycznych rządów Dolores Umbridge efektownie i z rozmachem porzucili Hogwart, po czym z wielkim sukcesem rozkręcili wytwórnię dowcipnych artefaktów Weasleys' Wizarding Wheezes. W wieku lat 19 Fred zginął za wolność; Rowling, ja ci tego nigdy nie wybaczę...

.
Fotki: Wikipedia

środa, 4 lipca 2012

Kurier hormonalny (reflexje z Londynu)

Powiększanie się systemu oznacza zazwyczaj nie tylko zmianę ilościową, ale i jakościową. Ewolucja od robaczka do konia czy geparda była możliwa dzięki usprawnieniu podzespołów organizmu, zwiększeniu ich wydajności by były w stanie sprostać potrzebom wielkiego ciała. Na przykład, do oddychania robaczkom wystarcza dyfuzja przez błonki ich powierzchni. Ale że powierzchnia rośnie do kwadratu, a objętość do sześcianu, by móc się zwiększać, gatunki potrzebowały wykształcać coraz sprawniejsze układy oddechowe, skrzela, skrzelotchawki, płuca... Podobnie z układem krążenia - robaczkom wystarczał płyn krążący w jamie ciała, potem wykształciły się naczynia krwionośne, serce dwu- trój- i czterodzielne, jeden, potem dwa obiegi krwi...
James Henry Greathead 1844-1896
Organizmy miejskie ewoluują zgodnie z tymi samymi prawidłami - ich wzrost jest możliwy dzięki usprawnieniu systemów komunikacji wewnętrznej i transmisji z zewnętrzem. Londyn, którego centralna część zamieszkiwana jest przez 8 mln ludzi, a cała aglomeracja liczy 20 mln (tyle, co Dania, Szwecja i Norwegia razem wzięte) nie mógłby być tak wielki gdyby nie sprawność jego wewnętrznych przepływów. Metro: jedenaście linii, 275 stacji, czterysta kilometrów tras (!!!!), trzy miliony pasażerów dziennie. Bez niego Londyn nie byłby tym czym jest, więc mieszkańcy miasta wystawili pomnik dla inżyniera Jamesa Greatheada, który miał ważny udział w stworzeniu The Tube. Szacun dla narodu który wznosi pomniki nie tylko dowódcom zajmującym się zawodowo zabijaniem, wodzom którzy zamiast orać ziemię wyprawiali się by zabrać innym owoce ich pracy, czy poetom owe wojny opiewającym, ale także inżynierom, których praca zmniejsza uperdliwość życia powszedniego.

W tle ściany wieży Big Bena
W tak ogromnym metropolis kurier rowerowy jest jak hormon w ciele: wysyła się go zawsze tam gdzie trzeba szybko przekazać coś przez gęste tkanki miejskie. Ruch kołowy w Londynie jest tłoczny i szybki; piesi chodzą jak chcą, nie czekając na zielone; poprzez te arterie różnokolorowych krwinek na dwóch nogach lub czterech kołach śmigają chłopcy z pilnymi przesyłkami na plecach: ktoś czeka.
 

Guma... shit
Gdy powierzchnia rośnie do kwadratu, a objętość do sześcianu, zapotrzebowanie na pracę kuriera rowerowego chyba do dziesiątej potęgi. Są ich tam setki. Łączna długość tras robionych w ciągu jednego dnia przez jednego gońca to 80-160 km. Zarazem im bardziej zatłoczone miasto, tym większe ryzyko związane z tym powołaniem. W Londynie w czasie pracy kurier rowerowy ginie średnio raz na rok-dwa. W lutym tego roku autokar lotniskowy zabił 61-letniego, bardzo doświadczonego Henry Warwicka. Badania przeprowadzone w USA wykazały że jest to praca przy której wykonywaniu śmiertelność jest najwyższa ze wszystkich zawodów, trzykrotnie wyższa niż w przypadku pracowników przemysłu mięsnego będącego na drugim miejscu, i 13 razy wyższa niż średnia w Stanach :-(
.