Zapraszam również na mój blog motocyklowy

Zapraszam również na mój blog motocyklowy: http://motocyklistka.xemantic.com/
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ekologia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ekologia. Pokaż wszystkie posty

środa, 26 maja 2010

Czyjaś głowa musi spaść

Wiadomo: jak źle się dzieje, to musi się znaleźć winny którego się utrupi.

W Polandowie okazało się że powodzi winne są bobry. Niby brzmi jak żart ponury, ale to zupełna prawda. Sadyści znajdujący przyjemność w uśmiercaniu dla zabawy zwęszyli temat i doprowadzili do wydania zgody na strzelanie do tych chronionych zwierząt.

Jeden z tych psychopatów pisze na swoim blogu:
Ten sport pozwala mi się odprężyć po godzinach spędzonych przy komputerze.
Najwspanialszym trofeum jest takie, zdobyte na zwierzaku, którego jacyś dziwacy wciągnęli na listę gatunków chronionych i zapisali w Czerwonej Księdze.
Ustrzelenie takiego, który niedawno jeszcze w tej Czerwonej Księdze zapisany był, jest bardzo przyjemne.
Dzięki powodzi, otworzyły się dla myśliwych nowe, niedostępne do tej pory, możliwości realizowania się w swojej pasji.

Ciekawe jak by się czuli gdyby otworzono sezon polowań na, powiedzmy, imigrantów z Czeczenii. Podejrzewam że równie ochotnie pospieszyliby na łów. W końcu to taki odprężający "sport".

środa, 31 marca 2010

Globalne ocieplenie, lokalne ogłupienie

Michał Olszewski pisze w Tygodniku Powszechnym:

Dla Bronisława Wildsteina­ czy Rafała Ziemkiewicza „ekologiści” to zło wcielone, armia lewackich spiskowców, która chce wprowadzić na świecie kolejną wersję komunizmu, wygubić ludzkość i zahamować rozwój. W tym celu będzie fałszowała dane i tumaniła maluczkich wizją ekologicznej Apokalipsy.

Znamienne jednak, że drwiąc ze zwolenników tezy o globalnym ociepleniu, dziennikarze popełniają kompromitujące błędy. W połowie czerwca, kiedy portal pogoda.pl (czyżby również w zmowie?) donosił, że w Caracas zanotowano rekord temperatury, a grenlandzkie lody topnieją w podejrzanie szybkim tempie, Ziemkiewicz uzyskał ostateczną pewność co do kłamstw i manipulacji „ekologistów” – pierwsze dwa tygodnie czerwca 2009 r. w Polsce były chłodne. 27 stycznia 2010 r., kiedy Australijczycy mocowali się z kolejną falą morderczego upału, Wildstein pisał: „I wreszcie północną półkulę nawiedziła wyjątkowo chłodna zima. Ekologiści tłumaczą ją dialektycznie. W ideologię wpisana jest pogarda dla zdrowego rozsądku i »fakcików«, jak Lenin nazywał dane empiryczne”. Tymczasem niecały miesiąc później meteorolodzy opublikowali dane z pomiarów satelitarnych: zima na półkuli północnej jest najcieplejsza od ponad 30 lat.

(Ano; w Polsce odczuliśmy tę zimę szczególnie, dlatego że kilkanaście ostatnich było dużo cieplejszych niż te z naszego dzieciństwa; a na olimpiadzie było +10st. i śnieg dowożono ciężarówkami...)

Strategia tej publicystyki opiera się na chwycie prostym jak konstrukcja cepa: z całości zjawisk wybieramy jedynie te, które pasują do naszej wizji. Są przecież takie miejsca na ziemi, które skorzystają z globalnego ocieplenia, to prawda. Są też miejsca, gdzie mróz nadal trzyma mocno. A przecież wnioskowanie na podstawie dwóch tygodni chłodu, że globalne ocieplenie nie istnieje, jest równie sensowne jak prognozowanie na podstawie jednej kartki prozy Ziemkiewicza czy Wildsteina, że są oni grafomanami.

Znów szacun dla Tygodnika, za sensowne zajęcie się tematem, którego racjonalne ujęcie trudno znaleźć w innych katolickich mediach; dla zachowania wieloaspektowości zamieszczono zresztą wypowiedzi wielu osób, i parę z nich oczywiście przywołało jakże typową dla prawicowo-konserwatywnych środowisk opinię, że działacze na rzecz ochrony środowiska są, lub są powiązani z, proaborcjonistami, proantykoncepcjonistami, feministami i gejami. Przyznam szczerze że nie rozumiem tego jakże powszechnego sposobu rozumowania (o ile da się nazwać to jeszcze rozumowaniem). Owi ideolodzy sugerują, że:
(przesłanka) skoro osoba lub osoby wyznają pogląd, od którego oceniający się zdecydowanie odżegnuje (np. dopuszczenie aborcji),
(wniosek) to wszystkie inne poglądy owych osób są przez to niesłuszne (np. konieczność ochrony środowiska).
No, ale czego tu oczekiwać skoro Watykan uważa pogląd o podmiotowości etycznej istot innych niż ludzie za "pseudoreligię XXI wieku" i doszukał się owych bluźnierstw np. w "Avatarze"?

Warto przeczytać artykuł Michała Olszewskiego; mówi on o tym jak konsumpcjonizm, lenistwo i głupota wygrywają z myśleniem perspektywicznym. Oraz list przyjaciela mego Kryzysa o tym jak możnaby w łatwy sposób zwalczyć choroby w krajach Trzeciego Świata...

_______________________________________________________

poniedziałek, 22 marca 2010

Kopenhaga, miasto rowerzystów

Amorfis wybierał się któregoś dnia na Masę Krytyczną, i tłumaczył naszemu Szefowi kochanemu, co to jest:
- Raz w miesiącu jest taka akcja, duża ilość rowerzystów jedzie razem przez miasto...
Boss na to:
- To u nas w Kopenhadze takie coś jest dwa razy dziennie: rano i po południu...
Przekonaliśmy się o tym w czasie naszych biznesowych podróży do słodkiej stolicy Danii, miasta w którym jest więcej rowerów niż ludzi (560 tys. - 519 tys.) Prawie każda ulica ze ścieżką rowerową, wielopoziomowe parkingi przy stacjach metra. Wielu mieszkańców podmiejskich obszarów używa dwóch rowerów: jednym dojeżdżają do kolejki (która jest tak komfortowa, że w domu nie mam takich kanap jak w tych pociągach) a drugim od dworca do pracy. Ten rower czeka na nich całą noc w centrum miasta, aż wrócą po niego rano. Pedałują ludzie młodzi i starzy, w dżinsach i garniturach, nawet w sukniach, z dziećmi w przyczepkach, widzieliśmy nawet rowerzystę z wielką wiolonczelą na plecach.
Według badań z 2008 roku, do szkoły/pracy dojeżdża rowerem 37% mieszkańców Kopenhagi, czyli 150000 ludzi. Żaden inny sposób transportu nie ma takiej popularności (auto 31%, komunikacja publiczna 28%, per pedes 4%).
Jest kilka powodów, dla których to się udało. Najważniejszym z nich jest mentalność mieszkańców Danii. Egalitaryzm to dla nich ważna wartość, stąd obnoszenie się ze swoim statusem materialnym jest zachowaniem niegodnym przyzwoitego człowieka. A skoro nie ma wśród Duńczyków presji by szpanować samochodem, to chętnie wybierają pojazd, który ułatwia życie im i całej społeczności: nie hałasuje, nie śmierdzi, nie truje człowieka i przyrody, poprawia zdrowie, jest tańszy, nie utyka w korkach i daje możliwość bezpośredniego obcowania z otaczającą rzeczywistością. (7 zalet roweru, wg urzędu miejskiego Kopenhagi :-)) Postawa obywatelska i myślenie w kategoriach ogólnospołecznych są tam dużo powszechniejsze niż, niestety, u nas. A także dbanie o drugiego człowieka, wyrażające się w kulturze jazdy kierowców aut, którzy bardzo uważają na rowery. Może dlatego że mają świadomość, że każdy rowerzysta to dla każdego kierowcy auta mniejsze korki i mniejszy tłok na parkingu.
Druga sprawa to mądrość władz miasta - która nie dziwi, bo w demokracji jakie społeczeństwo, takie władze. Kopenhaga jest celowo organizowana jako "miasto dla ludzi" i to się czuje w niej wszędzie. Działania mające na celu zwiększenie udziału rowerów w ruchu miejskim, prowadzone konsekwentnie od lat, przynoszą efekty. Inwestycja w infrastrukturę rowerową (350km ścieżek, 5000 miejsc w dwupoziomowych stojakach parkingowych, w tym tysiąc w mobilnych, na użytek imprez masowych!!!) i bezpieczeństwo rowerzystów (ilość wypadków zmniejszona o 70% od roku 1996 do 2006) opłaca się zresztą całemu społeczeństwu. "Kiedy osoba wybiera rower, społeczeństwo zyskuje 1,22 korony za każdy przejechany kilometr. Odwrotnie, społeczeństwo ponosi stratę 0,69 DKK za każdy kilometr przejechany samochodem". "Sumarycznie poprawa zdrowia i długości życia dzięki jeździe na rowerze jest siedmiokrotnie większa niż koszt wypadków." (urząd miejski Kopenhagi)
Pamiętam szok jaki przeżyłam widząc parking przy parlamencie Królestwa Danii - kilkanaście aut i dwieście rowerów. :-) (na zdjęciu) Ale czemu się dziwić, skoro sama Królowa Małgorzata jeździ rowerem po zakupy? (Do pracy nie jeździ, bo pracuje z domu - jako jedyny zresztą monarcha w Europie)
A tu można zobaczyć zupełnie pojechane zdjęcia z kopenhaskich mistrzostw kurierów rowerowych "Star Track" :-)
Obejrzyjcie też, chociażby dla pięknych zdjęć, municypalny raport o ruchu rowerowym (in English), oraz sekcję "Kopenhaga miasto rowerzystów" (in English) na stronach urzędu miasta. Dane w nich zawarte pokazują, że prawdą jest co mówią kopenhascy urzędnicy: "Jeśli jest wola - znajdzie się sposób".