Zapraszam również na mój blog motocyklowy

Zapraszam również na mój blog motocyklowy: http://motocyklistka.xemantic.com/
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kurierzy rowerowi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kurierzy rowerowi. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 14 maja 2013

Tutaj teraz jest ściernisko, ale będzie San Francisco...

fot.: Filip Kacalski www.filipkacalski.com



Najpiękniejsze zdjęcie kurierskie jakie kiedykolwiek widziałam.
I nie jest to San Francisco, ale ulica Jagiellońska w Szczecinie, a stalowego rumaka dosiada legendarny Fallus Fallusiewicz.
Autorem zdjęcia jest Filip Kacalski www.filipkacalski.com

poniedziałek, 17 grudnia 2012

Premium Rush - Ride Like Hell


Wszystkim, którzy szkalowali dobre imię kurierów rowerowych :-P, polecam gorąco obejrzenie tego oto filmu:



Premium Rush - hipetrafna apologia zarówno kunsztu, jak i etosu kuriera, który w swej torbie wiezie ludzkie życie. Od którego odwagi, zwinności, rzetelności i niezłomności zależy jak potoczą się ważne sprawy konkretnych osób. Oczywiście, na codzień kurierzy spełniają swoją służbę w mniej problematycznych okolicznościach. Nawet jeśli zazwyczaj nasze losy nie ważą się tak dramatycznie w jednym momencie, to i tak nasza biografia jest sumą mniejszych i większych ważnych spraw, które z ufnością można powierzyć posłańcom na dwóch kółkach.

Poprzednio polecałam tu dokument o Alleycatach. Mój ulubieniec Krzyś z Dredami, który kilka lat latał na rowerze w pilnych sprawach, moich i innych szczecinian, tak skrótowo określił wrażenia z "Line of Sight": "Cały czas ściśnięte poślady" (mówiąc po ludzku, bez przerwy organiczny strach, że krzywda stanie się bohaterom reportażu).

Ja dużo bardziej bałam się oglądając "Premium Rush", mimo że to historia fikcyjna, ale o człowieku tak prawdziwym, jak ci chłopcy z Goniec Szczecin, którym w biurze NCDC wręczałam przesyłki. Bałam się, bo wiem, że na alleycatach ludzie nie giną, natomiast tracą życie w pracy, w czasie robienia kursów. Stąd strach o losy bohatera (który prócz zasadzek nowojorskiej dżungli miejskiej musiał pokonać dwóch policjantów, dobrego i złego, a do tego jeszcze nie potrafiącego słuchać kolegę po fachu). W głównej roli mój ulubieniec, Joe Gordon-Levitt, największy wymiatacz kunsztu aktorskiego w światowym kinie (IMHO). Jest taki dobry w tym co robi, bo kocha to robić i angażuje się całym sobą w odtwarzane role. Wybiera te, które go inspirują, dlatego częściej zobaczymy go w niskobudżetowym kinie niezależnym niż w dużych produkcjach, chociaż i w takich może działać, i czasem to robi (Incepcja), ale z zachowaniem kryterium pierwszego.

Intryga kryminalna na szczęście nie przysłania głównego tematu, czyli uroków i udręki kurierowania w ogromnej metropolii. Wspaniałe wizualnie ujęcia oraz rozkminy prześlizgiwania się pomiędzy samochodami, ciężarówkami, autobusami i pieszymi - wgniatają w fotel. Dwa kółka dobrze, cztery kółka źle, mięczakom mówimy zdecydowane nie. :-P

środa, 17 października 2012

Człowiek z kamerami na kasku...

Bezpieczeństwo ruchu drogowego i poszanowanie prawa. To sprawy istotne dla mnie. Kurierzy rowerowi mają w sobie coś takiego że... hmmm... że to nagle przestaje działać. Zwłaszcza że to oni ryzykują najwięcej...
Mocny i pięknie zrealizowany dokument o alleycatach, czyli nielegalnych wyścigach w ruchu ulicznym. Co za adrenalina...!

środa, 4 lipca 2012

Kurier hormonalny (reflexje z Londynu)

Powiększanie się systemu oznacza zazwyczaj nie tylko zmianę ilościową, ale i jakościową. Ewolucja od robaczka do konia czy geparda była możliwa dzięki usprawnieniu podzespołów organizmu, zwiększeniu ich wydajności by były w stanie sprostać potrzebom wielkiego ciała. Na przykład, do oddychania robaczkom wystarcza dyfuzja przez błonki ich powierzchni. Ale że powierzchnia rośnie do kwadratu, a objętość do sześcianu, by móc się zwiększać, gatunki potrzebowały wykształcać coraz sprawniejsze układy oddechowe, skrzela, skrzelotchawki, płuca... Podobnie z układem krążenia - robaczkom wystarczał płyn krążący w jamie ciała, potem wykształciły się naczynia krwionośne, serce dwu- trój- i czterodzielne, jeden, potem dwa obiegi krwi...
James Henry Greathead 1844-1896
Organizmy miejskie ewoluują zgodnie z tymi samymi prawidłami - ich wzrost jest możliwy dzięki usprawnieniu systemów komunikacji wewnętrznej i transmisji z zewnętrzem. Londyn, którego centralna część zamieszkiwana jest przez 8 mln ludzi, a cała aglomeracja liczy 20 mln (tyle, co Dania, Szwecja i Norwegia razem wzięte) nie mógłby być tak wielki gdyby nie sprawność jego wewnętrznych przepływów. Metro: jedenaście linii, 275 stacji, czterysta kilometrów tras (!!!!), trzy miliony pasażerów dziennie. Bez niego Londyn nie byłby tym czym jest, więc mieszkańcy miasta wystawili pomnik dla inżyniera Jamesa Greatheada, który miał ważny udział w stworzeniu The Tube. Szacun dla narodu który wznosi pomniki nie tylko dowódcom zajmującym się zawodowo zabijaniem, wodzom którzy zamiast orać ziemię wyprawiali się by zabrać innym owoce ich pracy, czy poetom owe wojny opiewającym, ale także inżynierom, których praca zmniejsza upierdliwość życia powszedniego.

W tle ściany wieży Big Bena
W tak ogromnym metropolis kurier rowerowy jest jak hormon w ciele: wysyła się go zawsze tam gdzie trzeba szybko przekazać coś przez gęste tkanki miejskie. Ruch kołowy w Londynie jest tłoczny i szybki; piesi chodzą jak chcą, nie czekając na zielone; poprzez te arterie różnokolorowych krwinek na dwóch nogach lub czterech kołach śmigają chłopcy z pilnymi przesyłkami na plecach: ktoś czeka.
 

Guma... shit
Gdy powierzchnia rośnie do kwadratu, a objętość do sześcianu, zapotrzebowanie na pracę kuriera rowerowego chyba do dziesiątej potęgi. Są ich tam setki. Łączna długość tras robionych w ciągu jednego dnia przez jednego gońca to 80-160 km. Zarazem im bardziej zatłoczone miasto, tym większe ryzyko związane z tym powołaniem. W Londynie w czasie pracy kurier rowerowy ginie średnio raz na rok-dwa. W lutym tego roku autokar lotniskowy zabił 61-letniego, bardzo doświadczonego Henry Warwicka. Badania przeprowadzone w USA wykazały że jest to praca przy której wykonywaniu śmiertelność jest najwyższa ze wszystkich zawodów, trzykrotnie wyższa niż w przypadku pracowników przemysłu mięsnego będącego na drugim miejscu, i 13 razy wyższa niż średnia w Stanach :-(
.





czwartek, 12 stycznia 2012

Sny o potędze (co na to Freud?)

Śniło mi się że kurierzy rowerowi mieli ustawkę z karkami pod moim domem. Ustawka była honorowa - jeden na jeden, żeby nie było wykorzystywania przewagi liczebnej. Kurierzy przyjechali na rowerach z żółtymi plecakami oczywiście, po czym roznieśli dresów w piździec. Było to katartyczne doświadczenie obserwować jak chudzi, żylaści, długowłosi spuszczają łomot łysym przypakowańcom. :-D Dziękuję :-D

czwartek, 17 czerwca 2010

Polifulerenowy zgniatacz galaktyk

Czy nie boisz się, że ukradną ci rower?
Gdybyśmy musieli spędzać dwie godziny dziennie siedząc w ciasnych metalowych puszkach kosztujących dziesiątki tysięcy złotych i niemożliwych do naprawienia za pomocą prostego zestawu narzędzi, a potem przez osiem godzin zastanawiać się, czy na nielegalnym miejscu parkingowym, które z trudem wyszukaliśmy, najpierw zjawią się złodzieje kołpaków, czy może straż miejska z mandatami, strach byłby naszym Panem.

Przecudny text o społecznym odbiorze poruszania się po mieście rowerem - poczytajcie.

środa, 2 czerwca 2010

Być, czyli mieć? (duszę)

Na billboardzie reklamującym markę samochodu: "Lexus - i wiesz kim jestem". Aż mi żal tych żałosnych ludzi, którzy czują się tak totalnymi zerami moralnymi i duchowymi, że muszą sobie na amputowaną tożsamość zakładać aż tak wielką protezę.

Pomyślałam sobie też, iż cenię sobie znajomość z, na przykład, Krzysiem z Dredami, kurierem rowerowym, bardziej niż z kierowcami wszystkich Lexusów Europy. Tej zimy pod naszym biurem taki jeden zakopał się w śniegu. W czynie społecznym wypchnęliśmy go, ale właściciel nie wzbudził w nas żadnych szczególnych uczuć. A jak Krzyś przyjeżdżał rowerem z przesyłką, to jakby słońce wchodziło do naszego biurewskiego pokoju :-D

Tracy Chapman śpiewa: All that you have is your soul.

piątek, 30 kwietnia 2010

Złodziejstwo

Kurierowi znowu ukradli rower - mega chamstwo, spod samej bazy! Gdyby ktoś widział gdziekolwiek srebrno-czerwonego crossa używanego na sprzedaż, kontaktujcie się z bazą Gońca 91-489-1000 lub ze mną

Jak się sprawa potoczyła - zobacz w komentarzach

poniedziałek, 22 marca 2010

Kopenhaga, miasto rowerzystów

Amorfis wybierał się któregoś dnia na Masę Krytyczną, i tłumaczył naszemu Szefowi kochanemu, co to jest:
- Raz w miesiącu jest taka akcja, duża ilość rowerzystów jedzie razem przez miasto...
Boss na to:
- To u nas w Kopenhadze takie coś jest dwa razy dziennie: rano i po południu...
Przekonaliśmy się o tym w czasie naszych biznesowych podróży do słodkiej stolicy Danii, miasta w którym jest więcej rowerów niż ludzi (560 tys. - 519 tys.) Prawie każda ulica ze ścieżką rowerową, wielopoziomowe parkingi przy stacjach metra. Wielu mieszkańców podmiejskich obszarów używa dwóch rowerów: jednym dojeżdżają do kolejki (która jest tak komfortowa, że w domu nie mam takich kanap jak w tych pociągach) a drugim od dworca do pracy. Ten rower czeka na nich całą noc w centrum miasta, aż wrócą po niego rano. Pedałują ludzie młodzi i starzy, w dżinsach i garniturach, nawet w sukniach, z dziećmi w przyczepkach, widzieliśmy nawet rowerzystę z wielką wiolonczelą na plecach.
Według badań z 2008 roku, do szkoły/pracy dojeżdża rowerem 37% mieszkańców Kopenhagi, czyli 150000 ludzi. Żaden inny sposób transportu nie ma takiej popularności (auto 31%, komunikacja publiczna 28%, per pedes 4%).
Jest kilka powodów, dla których to się udało. Najważniejszym z nich jest mentalność mieszkańców Danii. Egalitaryzm to dla nich ważna wartość, stąd obnoszenie się ze swoim statusem materialnym jest zachowaniem niegodnym przyzwoitego człowieka. A skoro nie ma wśród Duńczyków presji by szpanować samochodem, to chętnie wybierają pojazd, który ułatwia życie im i całej społeczności: nie hałasuje, nie śmierdzi, nie truje człowieka i przyrody, poprawia zdrowie, jest tańszy, nie utyka w korkach i daje możliwość bezpośredniego obcowania z otaczającą rzeczywistością. (7 zalet roweru, wg urzędu miejskiego Kopenhagi :-)) Postawa obywatelska i myślenie w kategoriach ogólnospołecznych są tam dużo powszechniejsze niż, niestety, u nas. A także dbanie o drugiego człowieka, wyrażające się w kulturze jazdy kierowców aut, którzy bardzo uważają na rowery. Może dlatego że mają świadomość, że każdy rowerzysta to dla każdego kierowcy auta mniejsze korki i mniejszy tłok na parkingu.
Druga sprawa to mądrość władz miasta - która nie dziwi, bo w demokracji jakie społeczeństwo, takie władze. Kopenhaga jest celowo organizowana jako "miasto dla ludzi" i to się czuje w niej wszędzie. Działania mające na celu zwiększenie udziału rowerów w ruchu miejskim, prowadzone konsekwentnie od lat, przynoszą efekty. Inwestycja w infrastrukturę rowerową (350km ścieżek, 5000 miejsc w dwupoziomowych stojakach parkingowych, w tym tysiąc w mobilnych, na użytek imprez masowych!!!) i bezpieczeństwo rowerzystów (ilość wypadków zmniejszona o 70% od roku 1996 do 2006) opłaca się zresztą całemu społeczeństwu. "Kiedy osoba wybiera rower, społeczeństwo zyskuje 1,22 korony za każdy przejechany kilometr. Odwrotnie, społeczeństwo ponosi stratę 0,69 DKK za każdy kilometr przejechany samochodem". "Sumarycznie poprawa zdrowia i długości życia dzięki jeździe na rowerze jest siedmiokrotnie większa niż koszt wypadków." (urząd miejski Kopenhagi)
Pamiętam szok jaki przeżyłam widząc parking przy parlamencie Królestwa Danii - kilkanaście aut i dwieście rowerów. :-) (na zdjęciu) Ale czemu się dziwić, skoro sama Królowa Małgorzata jeździ rowerem po zakupy? (Do pracy nie jeździ, bo pracuje z domu - jako jedyny zresztą monarcha w Europie)
A tu można zobaczyć zupełnie pojechane zdjęcia z kopenhaskich mistrzostw kurierów rowerowych "Star Track" :-)
Obejrzyjcie też, chociażby dla pięknych zdjęć, municypalny raport o ruchu rowerowym (in English), oraz sekcję "Kopenhaga miasto rowerzystów" (in English) na stronach urzędu miasta. Dane w nich zawarte pokazują, że prawdą jest co mówią kopenhascy urzędnicy: "Jeśli jest wola - znajdzie się sposób".

wtorek, 9 lutego 2010

W zdrowiu i w chorobie, w dobrej i złej pogodzie...

Z Wikipedii (a także obserwując ulice Szczecina w ostatnim czasie, także podczas ostrych pizgawic i ślizgawic) można dowiedzieć się że: Swoją pracę kurier [rowerowy] wykonuje niezależnie od warunków atmosferycznych.

Zaś na stronie KurierRowerowy.pl piszą, dlaczego praca kuriera rowerowego jest ciężka:

Wyobraź sobie płot drewniany polakierowany na ładny kolor, a na szczycie każdego szczebla ozdoba metalowa,

Stoi przy ulicy, pada na niego śnieg, błoto, deszcz, pali słońce, miota wiatr, łamie mróz i nie raz zostaje uderzony przez kierowcę barana.

I jak po roku wygląda taki płot?

Na szczęście prawdziwy kurier rowerowy zawsze dobrze wygląda nawet po 10 latach jazdy w warunkach, w jakich stoi ten płot, a płot już dawno się przewróci.


Od siebie dodam jeszcze iż oprócz upału i śnieżycy dzielny kurier narażony jest na kontakty z takimi mrożącymi krew w żyłach instytucjami jak Urząd Skarbowy, Zakład Ubezpieczeń Społecznych, a nawet Dziekanat. Wyręczając niewinnego obywatela nie tylko dostarcza tam dokumenty, ale i bierze zwrotki z pieczątką "wpłynęło". Co my byśmy bez nich zrobili?!?

wtorek, 12 stycznia 2010

Rycerze Niezłomni

Na całej połaci śnieg. A komuś padł zasilacz do lapa i trzeba szybko ze sklepu zorganizować nowy. A tam na dworze zwały śniegu zawieja, mróz, człowiek psa by nie wygonił. Więc wygania kuriera rowerowego.
I pozostaje ze strachem. Że się taki rowerzysta gdzieś na lodzie smyrgnie pod jadące za nim auto. Że go któryś puszkarz zahaczy i zepchnie pod autobus lub ciężarówkę.
Na kurierze polegać można jak na Zawiszy. Krzyś z Dredami, niegdyś student filozofii, zmarznięty i mokry przywozi nam zasilacz. "Musiałem jechać cały czas z jedną nogą przy ziemi, jak Fred Flintston".

Kurierzy są niezłomni. Rycerze Zakonu Spraw Nie Cierpiących Zwłoki.

piątek, 10 lipca 2009

Rower, to musi być miłość

Kurierowi rowerowemu ukradli rower. Na placu Rodła, w środku dnia. Świat jest pełen kanalii. Przecież taki kurier zarabia tak marnie, że w 3 lata nie zarobi na nowy rower. A jak nie ma roweru, nie ma narzędzia pracy. I największej pasji; żeby w tym pracować, trzeba to kochać.
Przychodzi kurier do nas do biura; chcę się dowiedzieć, czy się może udało sprzęt odzyskać, więc zaczynam: "Słyszałam że jednemu z was ukradli rower". "Żeby to jednemu" wzdycha z rezygnacją.

W Polsce kradnie się wszystko. Nieodremontowana elewacja parteru zasłonięta reklamową płachtą udającą ciąg dalszy kamienicy. I o tę "niby ścianę" "oparty" nadrukowany rower. W nocy ktoś przyszedł z nożyczkami i ukradł ten rower. Między łopoczącymi na wietrze brzegami dziury widać obdrapany do kości tynk.

Rowerami jeżdżą tylko pasjonaci; przeciętny Polak traktuje swój pojazd jako przedłużenie penisa i najważniejszą formę manifestacji statusu materialnego. Heniu jechał sobie kiedyś rowerem dla przyjemności, a kierowca auta jadącego ulicą w tym samym kierunku otworzył okno, wychylił się i mówi do Henia: "Widzisz? Trzeba było pracować!"

sobota, 6 czerwca 2009

Rower, to jest świat...

Chudy, zgrzany, z włosami w kitkę, kurier rowerowy odbiera ode mnie w biurze przesyłkę. Rozsypują mi się pieniądze. "Jak się człowiek spieszy to się diabeł cieszy", mówię. "To ze mnie musi mieć niezły ubaw" - uśmiecha się chłopiec który żyje z tego, że ludzie potrzebują żeby coś zostało gdzieś szybko doręczone.

Urzekła mnie oferta pracy na stronie firmy Goniec: "Lubisz zimne i mokre ubrania na sobie nosić zimą? I tak jeździsz i chciałbyś, żeby ci za to płacili?" :-) Aczkolwiek zarobek to musi być marny, zważywszy na to jak symboliczna jest cena usług tych przesympatycznych chłopaków. Oni chyba żywią się energią słoneczną, skoro jeden kurs w centrum to równowartość dwóch piw.

Internet twierdzi, że istnieją ludzie, którzy widząc rowerzystę mówią: Thierry Lazure jechał rowerem przez Lasek Buloński - okazuje się że nieco zagubiony w wielkomiejskiej rzeczywistości Paryża xięgowy z komixów w podręczniku do francuskiego pozostał jako ikona nie tylko w mojej pamięci.