Zapraszam również na mój blog motocyklowy

Zapraszam również na mój blog motocyklowy: http://motocyklistka.xemantic.com/

czwartek, 12 stycznia 2012

Sny o potędze (co na to Freud?)

Śniło mi się że kurierzy rowerowi mieli ustawkę z karkami pod moim domem. Ustawka była honorowa - jeden na jeden, żeby nie było wykorzystywania przewagi liczebnej. Kurierzy przyjechali na rowerach z żółtymi plecakami oczywiście, po czym roznieśli dresów w piździec. Było to katartyczne doświadczenie obserwować jak chudzi, żylaści, długowłosi spuszczają łomot łysym przypakowańcom. :-D Dziękuję :-D

28 komentarzy:

  1. Haha! Pacyfko! Dobry sen!
    W mojej wyobraźni rowerzysta jest zawsze niski, krótkowłosy i lekko przypakowany, coś jak kolega stąd.
    Od razu przypomniała mi się historia o kolarzu Stanisławie Królaku, co ruskiego lał pompką. :)
    I już widzimy, że od pompki do ustawki jest już wtedy równie blisko jak od pompowania do Freuda.

    OdpowiedzUsuń
  2. Rowerzyści mają jedną znaczną przewagę nad karkami - refleks i zwinność... Zanim kark poskrobie się w kark i pomyśli czy wyrwać rowerzyście nogę z d... czy może odgryźć głowę, zanim zapadnie ta wiekopomna decyzja - to już ma kilkukrotnie wyklepany pysk - przez małego, ruchliwego kolesia. Wiem co mówię - bo się na tym trochu znam :)) koteg

    OdpowiedzUsuń
  3. O, tak!
    Kurduple są straszni!
    Wiem co mówię! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Hehe... a to fakt akurat, że kurierzy zwykle szczupli, żylaści, ale robią niesamowite wrażenie swoją zwinnością, prędkością, siłą no i mają najlepsze tyłki w mieście ;)

    Mi tam się zawsze śni, że trzeba ratować świat przed jakimś potworem i uciekać, i ganiam po budynkach jak spidermen czy inny batman, tylko grawitacja nie daje rady z chęcią latania. maks metr nad ziemią i koniec. :P

    Latacie w snach wyżej?

    OdpowiedzUsuń
  5. Ula - a z Red Bullem próbowałaś - podobno lata się wyżej... Zastanów się też poważnie nad jakimś nowym związkiem z "najlepszym tyłkiem w mieście" :) . Kobiety zadowolone z tej sfery życia latają baaardzo wysoko. Natomiast te w zastałych nudnych związkach latają nisko, zaczepiając o przydrożne kubły na śmieci i psie kupy na chodnikach :(

    Ferdynand Maria Kiepsko-Wlazło

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ferdynand:
      - a skąd pomysł że Uli potrzebny jest nowy związek?
      - na jakiej podstawie myślisz że jest w zastałym i nudnym i zaczepia o psie kupy?
      - skąd podejrzenie że może nie być zadowolona "z tej sfery życia"?
      - jakim prawem dajesz jej publicznie tak intymne rady?
      - jakim prawem w ogóle dajesz jej rady?

      Usuń
  6. Może p. Freudynand obraził się za instrumentalne potraktowanie kurierów ;)
    A jeśli chodzi o postawioną tezę, to trzeba ją porządnie zweryfikować, bo albo jestem wyjątkiem potwierdzającym regułę, albo jednym z tysięcy przypadków, które tezę obalają (jak to zwykle bywa z tezami Freudynandów ;)). Co do związku "z najlepszym tyłkiem", na razie pozostanę przy kryterium "najlepszego mózgu" - choć powoli zaczynam się skłaniać, do mniej instrumentalnych kryteriów, jako, że wysokie IQ, nie zawsze idzie w parze z 'inteligencją' emocjonalną (czy mądrością życiową). Choć najlepszy tyłek + najlepszy mózg, to już by było coś, jeszcze weganin, muzyk i filozof.. :) hehe...no i jeszcze ta, i jak jej tam 'miłość' może by się przydała... choć zastanawiam się, czy to warunek konieczny, czy wystarczający ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętam jak poznaliśmy się z Pacią. Mówiła mi potem, że spełniałem wtedy bardzo wiele z jej "wyśrubowanych" kryteriów - miałem długie włosy (akurat w tamtym momencie na imprezie dwa warkocze, Pacia miała akurat cztery ;) ), nie jadłem mięsa, byłem charyzmatycznym katolikiem rozmawiającym o Jezusie i Monthy Pythonie - pewnie dlatego tak szybko się zaręczyliśmy. ;)

      Usuń
    2. No widzisz Ula, jak byłam młoda i piękna (bo teraz jestem już tylko piękna) to też najważniejszym organem u mężczyzny wydawał mi się mózg. To było moje główne kryterium urody męskiej, żeby mózg wyłaził uszami i żeby ziom miał myślenie na oczach. No i jak Kazik zauważył było jeszcze parę kryteriów podobnych do twych obecnych. Czyli: mózg i nerki (u Izraelitów starożytnych narząd w którym mieściło się sumienie). Teraz zaś po kilkunastu latach doświadczeń i obserwacji śmiem twierdzić że najważniejszym organem u mężczyzny jest serce czy jak to mówi się w zachodnim scjentycznym języku - emocjonalność (nie mylić z inteligencją emocjonalną!). Z ludźmi o wspólnych zainteresowaniach i poglądach można bowiem zakładać kluby dyskusyjne i partie polityczne, do bycia w związku jest to element przydatny, ale ani wystarczający, ani niezbędny.
      A tyłek... hmmm... jest emanacją, przejawem duszy. Wierzę w typ psychofizyczny.

      Usuń
    3. @Pacyfka Chrzanisz jak potłuczona - najważniejszy jest zapach odzwierciedlający różnice w MHC partnerów: ;)

      http://en.wikipedia.org/wiki/Major_Histocompatibility_Complex_and_Sexual_Selection

      Usuń
    4. @ Pacyfka
      Sugerujesz, że dusza i - pardon - dupa są sobie bliższe niż mogłoby na pierwszy rzut oka/ucha się wydawać? :)

      Usuń
    5. Rybo! tak właśnie myślę, że między duszą a d.pą jest nierozerwalny związek. :-) Niby MHC i tacy fizykalni jesteśmy, a przecież genom nie zmienia się w ciągu życia, ja zaś nie czuję zazwyczaj kompatybilności z organizmami które przekroczyły 24 lata. :-P Może mieć to związek ze zjawiskiem które mój Mąż określił następująco: "Pacia, ty się zatrzymałaś w rozwoju w wieku lat 16 i dlatego też jak gówniara wyglądasz" a które jest exemplifikacją tezy o jedności 2D. ;-)
      MHC. Maniac Hysterical Crazedness :-P

      Usuń
    6. Haha! Pacyfko!
      W takim kontekście: czy jeśli sformułowanie niezła dupa z twarzy pozbawimy sexistowskiego sztafażu to otrzymamy wersję mówiącą, że niezła dusza z dupy? :)

      Usuń
    7. Ryba! Uwielbiam Cię! Ula ma rację mózg jest jednak bardzo ważny!!! :-D

      Usuń
    8. Kurcze, Pacyfka!
      Właśnie zauważyłem, że niezła dusza z dupy wyrwana z kontekstu naszej dyskusji może w przyszłości zacząć poważnie rzutować na metaforykę boskiego tchnienia! :-D

      Usuń
  7. Jeszcze à propos oniryzmu z wpisu Pacyfki - rozmawiając kiedyś o snach okazało się, że jestem w mniejszości, która śni w skali szarości, a nie w kolorze - było to równie zadziwiające dla mnie jak to, że mnóstwo osób dzieliło między sobą doświadczenie "ołowianych butów", które pojawia się w ich snach w momencie ucieczki, które to senne doświadczenie nigdy nie było moim udziałem.
    Macie podobnie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi się czasem śni, że znajduję się w sytuacji w której muszę z kimś walczyć na pięści. Są to okoliczności bardzo dyskomfortowe. Równocześnie każda próba zadania ciosu powoduje, że mój przeciwnik i ja poruszamy się jakby w substancji o bardzo dużej gęstości - tak jakby imperatyw 'nonviolance' znalazł fizyczną implementację. Strasznie frustrujące.

      Usuń
    2. Kurcze, Kazik - nie owijaj w bawełnę! - żadna tam frustracja-implementacja!
      Śni Ci się, że jesteś gwiazdą męskich zapasów w kisielu! ;)

      Usuń
  8. Blog chyba nie jest najlepszym miejscem dla śmiertelnie poważnych paranaukowych dyskusji, ale raczej pretekstem do swobodnej wymiany rozmaitych poglądów. Tak mi się przynajmniej wydaje. Nie udzielam więc nikomu rad (bo i tak nikt ich nie przyjmie poważnie), a moje domniemania mogą chyba być żartobliwe? Nie odbierałbym zatem w sposób dosłowny mojej "tezy" o zaczepianiu w czasie lotów koszących (też sennych) - o psie kupy. Przynajmniej po Red Bullu.

    Ferdynand Maria Kiepsko-Wlazło
    p.s. Od godziny jestem weganinem - bo mnie brzucho rozbolało do schabowego - mam też ładny tyłek, z racji nakręconych na rowerze tysięcy kilometrów. No i umiem dowalać łysolom. Dziękuję :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Myślę, że właśnie większość osób śni i wyobraża sobie w skali szarości, ale musiałabym to sprawdzić.
    "Ołowiane buty" są dość zrozumiałe zważywszy na to, że nasze ciało powinno pozostać w bezruchu podczas snów w których biegamy. - tzn. ten dysonans pojawiający w śnie fajnie pokazuje dysonans w działaniu naszego mózgu, który z jednej strony musi nas unieruchomić a z drugiej strony pozwolić nam biegać.

    Ja z ciekawostek przeżywam raz na pół roku: fałszywe przebudzenia (kilkakrotnie powtarzające się)+czasem paraliż senny. Doświadczenia bardzo przerażające, wiele osób choć raz doświadczyło tego... jest to bardzo męczące i straszne... człowiek budzi się w końcu i nie wie co jest rzeczywistością a co snem, ale trwa to pewnie nie dłużej niż minutę-dwie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie - myślałem podobnie! Sądziłem że skala szarości to kolorystyczny difolt dla snów, ale możliwe, że wtedy wyjątkowo byłem w mniejszości.
      "Ołowianie buty" da się oczywiście wyjaśnić neurologicznie - dziwiłem się na początku, bo ja zawsze w snach zwiewam bez najmniejszych problemów.
      Z ciekawostek: śnią mi się często sny, o których mi ktoś opowiedział - tylko w wersjach zindywidualizowanych: pojawiają się nich znane mi osoby i odwiedzone miejsca. Żona opowiedziała mi kiedyś sen o cmentarzu, na który przychodziły kobiety pochować w małych grobach puste buteleczki po ulubionych perfumach. Po jakimś czasie sen ten przyśnił się i mnie - miejscem był cmentarz w miejscowości, w której mieszkam. Kiedy próbowałem tam wejść okazało się, że "Mężczyznom wstęp wzbroniony", a kimś w rodzaju cmentarnej furtianki otwierającej bramę jest Catherine Deneuve.
      Przebudzeń nigdy nie doświadczyłem, a szkoda, bo wydają się dosyć ciekawe. :)

      Usuń
    2. Pamiętam fałszywe przebudzenie jeszcze z podstawówki. Śniło mi się, że idę do szkoły na lekcję rosyjskiego, a mam nieodrobione zadanie domowe. No i potem w szkole straszna jazda. Rusycystka była mega-terrorystką i był to jedyny przedmiot z którego odrabiałem lekcje. Resztę udawało mi się zlewać. Po prawdziwym przebudzeniu byłem przekonany że to już kolejny dzień tygodnia i wszystko wydarzyło się naprawdę - straszna trauma.

      @Ryba Twoje sny to są dopiero freudowskie, same symbole falliczne i waginalne. ;)

      Usuń
    3. Mi najczęściej śnią się koszmary. Jeden z wracających w nich motywów to taki że znów jestem na studiach :-(

      Ale czasem latam - nad dachami, a nawet potrafię unieść pod niebo ślicznego młodzieńca :-)

      Usuń
  10. @ Kazik
    Ha! Pamiętam, że wśród buteleczek po zużytych perfumach dominował bardzo charakterystyczny kształt "Być może..." - będąc dzieckiem dziwiłem się, jak można tak cokolwiek nazwać. Flakonik miał taką łabędzią szyjkę. No, Freud by się uśmiał!

    @ Pacyfka
    Oj tam, oj tam!
    A ja pamiętam jak Cię karmiłem gorącą czekoladą z automatu! :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Sporo schodków tutaj powstało od rana :) Myślę, że jeśli chodzi o kryteria związkowe, to ja następnym randkom daję eneeagram... wróżka prawdę powie i szkoda czasu na głupoty ;)
    /to takie nawiązanie do odkrycia, że dwie osoby, z którymi byłam najdłużej to ten sam typ 7demki ;P/

    Sny to temat ciekawo-nudny, zwykle o czyichś snach nie chce nam się za dużo słuchać, bynajmniej mi, co innego o życiu, mogę słuchać godzinami, nawet o jakichś tam pierdołach (no dobra w ich przypadku do 2 godzin max, potem trzeba iść w tany, albo spać). Niemniej o snach jakoś się słuchać nie chce - jakieś to takie chaotyczne zlepki: z widzianych, zasłyszanych, przeżytych, przeczytanych, zaobserwowanych, sytuacji i historii, na które ludzie nakładają po przebudzeniu różne twórcze interpretacje.

    Może błędem jest lekceważąco podchodzić do snów, bo można przecież zrobić na tym niesamowity biznes;) niemniej ich treści wydają mi się zawsze daleko mniej ważne niż rzeczywiste wydarzenia... no chyba, że jak tu na blogu są wyjściem do różnych ciekawych dyskusji, skojarzeń, czy zdobywania wiedzy na jakiś temat.

    Co do wspomnianej skali szarości, gdzieś w internecie dziś przeczytałam, że śnimy raczej w kolorze, ale po przebudzeniu przypominając sobie sny odtwarzamy je głównie jako czarnobiałe... dziwny dysonans, ale pytanie. Jak każe Wam zamknąć oczy i wyobrazić sobie choinkę to widzicie od razu zielone drzewko, czy dopiero jak chcecie zobaczyć to zielony się pojawia. Czy może nigdy się nie pojawia kolor w wyobrażeniach?

    Czasem chciałabym mieć nudną, dobrze płatną pracę, żeby móc po niej wrócić do domu i czytać po niej różne tego typu ciekawostki. Tymczasem nie da rady wszystkiego pogodzić :(

    Fajny ten blog!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak mam sobie wyobrazić choinkę to widzę zielone drzewko z kolorowymi światełkami i bombkami. Ciekawe, czy widziałbym to samo nie w połowie stycznia, ale na przykład na przełomie upalnego lipca i sierpnia?

      Usuń
  12. Ehhh - Ula ... i jak tu Cię nie lubić? Nie wiem dlaczego, ale twoja żarliwość w wyrażaniu poglądów (i utylitaryzm w zwalczaniu Ferdynandów) jako żywo przypomina mi postać mojej ulubionej Harriet Taylor... A tak w ogóle mamy wspólnych znajomych. Pozdrowionka do Ferdynanda dla Mirka Rutkowskiego :)

    Ferdynand Maria Wcisło-Wlazło
    P.S. Czy mogę ci mówić Harriet???

    OdpowiedzUsuń