Zapraszam również na mój blog motocyklowy

Zapraszam również na mój blog motocyklowy: http://motocyklistka.xemantic.com/
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą płeć. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą płeć. Pokaż wszystkie posty

środa, 5 lutego 2014

Dziwka ze śrubokrętem w dłoni...

"cieszy mnie gdy widzę kobietę, robiącą to wszystko, za co zwykle nagradzani są mężczyźni (niezależność, kompetencja mechaniczna, wierność sobie, pragnienia seksualne), bo wszyscy wiemy, że kobiety to lubią (albo jesteśmy tymi kobietami :-) ) ale rzadko pozwala się im na to w kinie z powodu ograniczeń moralnych, które są gorzej niż przestarzałe – one są rzeczywiście krzywdzące. Niemniej nadal istnieją usiłowania, by kontrolować kobiety poprzez moralność. Jeśli mężczyzna nie może kontrolować kobiety seksualnie (poprzez posiadanie jej na własność), próbuje kontrolować ją moralnie (nazywając ją dziwką). Ta szczeniacka reakcja na to, że sprawy nie idą po jego myśli, wciąż funkcjonuje we wszystkich kulturach, nawet „liberalnych” i „postępowych”."
Eric Tretbar, twórca kina niezależnego, scenarzysta i reżyser "Girl Meets Bike". Więcej świetnych opowieści Erika w wywiadzie który z nim przeprowadziłam dla MotoRmanii.  

sobota, 28 grudnia 2013

Mężczyzna, kobieta, człowiek

Bardzo cenię w mężczyźnie, jeśli potrafi płakać, bo to oznacza że nie zatracił kontaktu ze swoim człowieczeństwem. Niestety chłopcy w naszej kulturze są od najwcześniejszego dzieciństwa okaleczani przez wychowanie, gdyż nie pozwala im się okazywać emocji, przez co tracą świadomość tego co czują. Nie potrafią tego nazywać, mówić o tym, uzyskać wsparcia w problemach. Przez co cierpią oni sami i ich bliscy.
Moi czytelnicy pewnie znają te stwierdzenia, bo mówiłam to już wielokrotnie i przy różnych okazjach. Tym bardziej cieszy mnie że nie tylko ja to zauważam. O tym i powiązanych zagadnieniach powiada Tony Porter wygłaszając Apel do Mężczyzn w cyklu TED (polskie napisy). (Aczkolwiek na widowni siedzą niemalże wyłącznie kobiety...)

Pamiętam rozmowę z 12-letnim chłopcem, piłkarzem, kiedy zapytałem go: „Jak byś się poczuł, gdyby przy wszystkich graczach twój trener ci powiedział, że grasz jak dziewczyna?” No i spodziewałem się, że powie coś jak: byłbym smutny, byłbym wściekły, byłbym zły, albo coś w tym rodzaju. Ale nie, ten chłopiec powiedział do mnie: „To by mnie zniszczyło.” Wtedy powiedziałem sobie: „Boże, jeśli zniszczyłoby go nazwanie dziewczyną, to czego my go uczymy na temat dziewczynek?”



Na kłamstwie nie da się nic sensownego zbudować. Patriarchalny obraz płci, oparty na zafałszowaniu tego "kim jesteśmy" na rzecz tego "kim wymaga się od nas, byśmy byli" niszczy jednostki obu płci, relacje w jakie wchodzą, i w ogóle społeczeństwo. Wyczytałam ostatnio na necie o chłopcu, którego ojciec przywiązał do psiej budy za karę za to że płakał. Większość biskupów pewnie by powiedziała, że słusznie uczynił, bo w ten sposób właśnie walczy się z "genderem", tym, co oni uważają za wroga nr 1.

PS. Trzy lata temu analizowałam inny list episkopatu na niedzielę św. Rodziny, pisząc o tym jak kłamliwa i zafałszowana jest troska biskupów o rodzinę, jakim naprawdę celom służy. Wtedy chłopcem do bicia było in vitro i ustawa o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie, teraz jest gender i konwencja o przeciwdziałaniu przemocy wobec kobiet, a cel ten sam.

środa, 7 sierpnia 2013

Okupacja cipy

 

  "Szybko wraca małostkowość i ta najbardziej haniebna forma własności gruntowej, zaborcza okupacja, tyrania roztoczona nad kilkoma centymetrami kwadratowymi ludzkiego ciała, mianowicie nad cipą własnej żony."
                                                  Leonard Cohen, "Piękni przegrani"

Cytat ten został przywołany w dyskusji pod postem o poliamorii, gdy jedna z osób biorących udział w rozmowie zadeklarowała, że rozumie to wszystko, o ile nie dotyczy to sfery sexualnej.

Zastanawiając się, dlaczego ten właśnie aspekt miałby być de facto ważniejszy od "wierności" emocjonalnej, intelektualnej, od lojalności, od solidarności w popychaniu do przodu ciężkiego wózka z praktycznymi aspektami życia, pomyślałam, że chodzi chyba po prostu o zwykły atawizm samolubnych genów. Socjobiologia zresztą dawno już zauważyła że kobiety częściej są skłonne wybaczyć "skoki w bok" na gruncie cielesnym, jeśli zostaje zachowana "wierność mentalna", zaś mężczyźni dokładnie odwrotnie. Ma to swoje podstawy w mechanizmach ewolucyjnych. Młode człowiecze są relatywnie długo w porównaniu do innych ssaków niesamodzielne i ograniczające samodzielność samicy uniemożliwiając jej w okresie ciąży i połogu przeżycie bez wsparcia z zewnątrz. Samica może mieć max jedno młode co roku, więc aby jej geny przetrwały, musi za wszelką cenę zapewnić przetrwanie każdej sztuce swego potomstwa. Ceną tą zatem bywa akceptacja epizodów samca z innymi samicami, akceptowalna o tyle, o ile samiec upolowanego mamuta przynosi jej i jej potomstwu. Tymczasem samiec by przetrwać genetycznie nie może zaakceptować sytuacji w której zdobyczny mamut inwestowany jest w nosiciela nie jego genów. Więc romanse partnerki nie mogą wyjść poza sferę mentalną. Co więcej, o ile dla samicy ludzkiej najlepszą strategią na utrwalenie swych genów jest ochrona każdej sztuki swego potomstwa, o tyle dla samca który może spłodzić kilkaset młodych rocznie najkorzystniej jest siać materiałem genetycznym gdzie popadnie. Jednym słowem, kobiety są z natury monogamiczne i zazdrosne o zaangażowanie swych partnerów, zaś mężczyźni z natury poligamiczni w odniesieniu do siebie samych oraz równie z natury zazdrośni o brak monogamii u swoich partnerek. Tacy właśnie jesteśmy o ile pracą umysłu nie przełamiemy tych wdrukowanych w geny mechanizmów.



O ich sile świadczy zresztą występowanie wielu bazowanych na nich zjawisk w kulturze. Większa akceptacja dla swobody sexualnej chłopców i mężczyzn, wymóg dziewictwa do ślubu i manifestująca je biała suknia obowiązujące tylko kobietę. W XIX wieku w wyższych sferach to brat lub ojciec zabierał nastoletniego chłopca do burdelu, by "stał się mężczyzną"; równocześnie zaś ci sami ludzie strzegli cnoty swych córek, by inni mężczyźni mogli pojąć je za żony dziewicami. Mężczyzna mający wiele kobiet to donżuan, kobieta mająca wielu partnerów to dziwka/lafirynda, itd.




Zazdrość jest naturalna. Kompersja - kulturowa, cywilizacyjna, etyczna. Podobnie naturalny, sprzyjający przetrwaniu jest egoizm i agresja, zaś za etyczne uważamy altruizm, rozwiązywanie konfliktów przez negocjacje, i troskę o innych. Ratowanie czyjegoś życia z narażeniem swojego, coś co robią na codzień strażacy, policjanci i ratownicy górscy, również jest kulturowe. Jak zwykle przy takich okazjach dochodzimy zatem do kluczowego pytania, którą z warstw, nierozłącznych w człowieku i tworzonej przez niego cywilizacji, chcemy uznać za kluczową dla naszego człowieczeństwa.


Zobacz przypis*
______________
*Uwaga osoby widoczne na zdjęciu nie były i nie są zaangażowane w relację poliamoryczną, dałam fotkę bo fajnie pokazuje ideę mimo że jej nie reprezentuje

środa, 24 kwietnia 2013

Pierwsze dziecko - to nigdy nie jest ŚWIADOMA decyzja

Parę zdań z dyskusji pod poprzednim postem "Wasz ALTRUIZM to zwykłe ĆPANIE":

Rozie (ojciec):
Nijak nie widzę w rodzinie wielopokoleniowej możliwości nauki roli matki (ojca widzę litościwie pominęliśmy, może to i lepiej). Jest możliwość pewnego odciążenia młodej matki, tu zgoda. Natomiast raczej nie widzę możliwości nauki. Oraz: każde dziecko jest inne.
I tak, pierwszy okres jest najbardziej upierdliwy, bo dziecko jest najbardziej absorbujące. W zasadzie śpi, je, wydala i się drze. W dziwnych interwałach. Jak masz niefart, to głównie się drze, a śpi lekko i najchętniej zasypia przy jedzeniu. Jak zacznie się samo poruszać, to jest lepiej, bo często wystarczy zapewnić bezpieczne środowisko do eksploracji, żeby się chwilę sobą zajęło. I tak, przy kontakcie intelektualnym jest łatwiej. Jest szansa na wytłumaczenie, że najpierw coś, a potem coś. Jest szansa na dowiedzenie się, czemu płacze. Przyzwyczajenie pewnie też. No i dowcip o kozie.

Ja: 
Ojców pomijamy, bo wszystko wskazuje na to że nie istnieje coś takiego jak instynkt ojcowski. Jest to kulturowe,wyuczone. Udział ojców w wychowaniu gigantycznie się zwiększył na przestrzeni ostatnich pokoleń, ale badania wskazują na to że nie wynika to z większej chęci spędzania czasu z niemowlętami/parolatkami, ale z faktu iż kobiety coraz śmielej formułują wymagania wobec swych partnerów, a oni starają się im sprostać. Ale to zupełnie inny temat.
Masz 200% racji, że NIE MA MOŻLIWOŚCI NAUCZENIA SIĘ, czym jest macierzyństwo. Nawet jak mieszkasz w domu z dzieciatą siostrą. Nawet jak zajmujesz się jej dziećmi, to są to nadal JEJ DZIECI. I odpowiedzialność obciąża ją. Nawet zawodowa niania ma ten komfort że wieczorem ma fajrant i luz mentalny do rana. Matka tego nie ma nigdy. To nieprawdopodobnie wyczerpuje. Matki których mężowie poświęcają czas dzieciom zazwyczaj i tak czują się bardziej obciążone - właśnie dlatego że nawet jeśli partner "pomaga" to angażuje tylko czas, zaś odpowiedzialność jest jej,ona musi wszystko zaplanować, przygotować, skoordynować, pamiętać...
Tak więc doświadczenie kontaktów z CUDZYM dzieckiem nie jest moim zdaniem podstawą do miarodajnego doświadczenia czym jest macierzyństwo. Zatem jestem przekonana że NIE MA MOŻLIWOŚCI "ŚWIADOMEJ" DECYZJI NA PIERWSZE DZIECKO. Bo wszystko co myślisz na ten temat może się nie sprawdzić. Dlatego jak moi znajomi informują mnie o ciąży to cieszę się z nimi tylko wtedy gdy jest to druga ciąża. Fakt, że zdecydowana większość par nie decyduje się na drugie dziecko (w PL przypada 1,3 dziecka na kobietę) jest również znaczący.

piątek, 12 kwietnia 2013

"Chcę być taki jak mamusia!"

Dlaczego powyższa deklaracja jest obciachem, zaś "chcę być taka jak mój tata" - nie jest? Próbuję analizować stereotypy dotyczące płci w prawie-nie-motocyklowym felietonie na MotoRmanii.

czwartek, 28 marca 2013

Getto ławkowe i belka w oku


Lech Wałęsa - ikona walki o prawa obywatelskie, laureat Pokojowej Nagrody Nobla.
Ostatnio wymyślił, że w parlamencie gejów powinno obowiązywać getto ławkowe.
(Getto ławkowe: w Polsce na uniwersytetach przed wojną studenci pochodzenia żydowskiego nie mogli wybierać miejsc na całej sali, musieli siedzieć pod ścianą. Niektóre uczelnie ograniczały liczbę studentów żydowskich do 10% lub wręcz do zera).
Wałęsa mówi o gejach: "Nie życzę sobie, żeby ta mniejszość, którą toleruję, ale z którą się nie zgadzam, żeby mi wychodziła na ulice i moje dzieci, moje wnuki bałamuciła". "Jak będą mi łazić nago po ulicy, to ja się nigdy nie zgodzę. Widziałem to, na przyczepach jeżdżących..."
Gerontofilia.
 Taką argumentację z ust konserwatystów słyszałam wielokrotnie. Widziałam ją na ulotkach antyunijnych, kolportowanych przez katolickich działaczy - Unia to geje, a geje to obsceniczne parady równości - po czym następowało odpowiednio wyuzdane zdjęcie. "Seksualność jest sprawą intymną, a oni wystawiają ją na widok publiczny! To jest promocja zboczenia, mam prawo chronić przed nią swoje dzieci!" I to jest podstawa by twierdzić że KAŻDY homosexualny obnaża się i obściskuje publicznie, jest zwyrodnialcem i pedofilem, a zatem wolno odmówić mu obywatelskiego prawa do rejestracji związku i adopcji dzieci.

Parada Gay Pride w San Diego.
Karnawał w Rio. Ja tam dużej różnicy nie widzę. 


A co do obscenów na "przyczepach jeżdżących". Największa na świecie impreza, polegająca na epatowaniu seksualnością "na przyczepach jeżdżących", to karnawał w Rio, w którym bierze udział 2 mln osób, w dużej mierze turystów. Impreza ta nakręca na gigantyczną skalę przemysł rozrywkowy i usługi sexualne, i chciałoby się wierzyć, że każda osoba w tych usługach pracująca robi to dobrowolnie.
Ale byłoby to naiwnością.

New York.
Rio.




Stosując tę samą logikę należy uznać owe parady "tancerek samby" za dowód, iż  orientacja hetero opiera się na perwersji. Czy nie jest to "łażenie nago po ulicy", "promocja heterosexualizmu", "obnoszenie się publiczne ze sprawami intymnymi"? Dlaczego nie słyszę oburzonych katolików?

"Widzisz drzazgę w oku swego brata, a belki w swoim nie widzisz..." - powiedział Jezus, Żyd. (Ewangelia Łukasza 6,41)
 

wtorek, 26 marca 2013

Małżeństwo, macierzyństwo, gender z motocyklem w tle...

Czytelnikom, którzy czują się rozczarowani małą częstotliwością wpisów na niniejszym blogu, ośmielam się zarekomendować kilka felietonów które ukazały się na MotoRmanii w ciągu ostatnich kilku miesięcy. Tematem ich są bowiem nie tyle motocykle, co funkcjonowanie ludzi w relacjach społecznych i rodzinnych. Te same mechanizmy obserwuje się na gruncie wszystkich innych pasji i w ogóle - przejawów indywidualności.

O tym, co tak naprawdę znaczy "kochać kogoś" (partnera, żonę/męża)

O tym czym jest miłość rodzicielska i o kastracji...

O tym że odpowiedzialność za los dzieci zaczyna się od zadbania o siebie...

O tym, że w naszym społeczeństwie dzieci to sprawa kobiet...

O tym, że dzieciom można nakłaść kamieni do plecaka, lub dać im skrzydła (feat. Łona)...

poniedziałek, 11 marca 2013

A na ziemi pokój ludziom dobrej woli

Oglądam z moją mamą, Polką-Katoliczką, fotki z mego umiłowanego Asyżu.
W którymś momencie trafiamy na taką:


- To wy powiesiliście tę flagę? - pyta matka
- Nie, tam wszędzie takie wiszą. Można je kupić na każdym stoisku z dewocjonaliami - mówię.
W ciszy, która zapadła, poczułam dziwną wibrację, zakołysała się herbata w szklance na biurku, zadrżały szyby w oknach...
Dopiero po chwili zrozumiałam skąd się wzięły te wstrząsy. To światopogląd mojej matki walił się w gruzy.
- To jest flaga pokoju - uratowałam ją.

Napis na fladze "Pace" - po italsku "Pokój". Przed Bazyliką św. Franciszka, Asyż
Imagine there's no heaven - śpiewał John Lennon. Wyobraź sobie, że nie ma raju. Nic za co trzeba by zabijać bądź ginąć. Ponad nami tylko błękit. 
Wyobraź sobie, że ludzie żyją razem w braterstwie, w jednym świecie, w pokoju, śpiewał marzyciel z Liverpoolu. Urodził się 800 lat po innym marzycielu, Biedaczynie z Asyżu, który całe życie głosił, że ludzie są braćmi niezależnie od różnic i że miłość wzajemna jest znacznie lepsza niż prowadzenie jakichkolwiek wojen.
Imagine no posessions - śpiewał Lennon. Francesco, brat mniejszy wszystkich, w swoim czasie również głosił, że najlepiej wyrzec się posiadania czegokolwiek. Bo jeśli masz bogactwa - tumaczył - zaraz ktoś zechce je zagarnąć, więc potrzebujesz też żołnierzy, by ich bronili. I stąd biorą się wojny...
Właściwie raj nie jest potrzebny, skoro jest Asyż. Mogłabym tam spędzić wieczność, malując kwiatki na suvenirowej ceramice. Bo tam jest taki spokój. Pokój. Pokój serca. Living for today.
Od czasów Franciszka społeczeństwa wyrosłe na gruncie chrześcijaństwa zasypały, przynajmniej częściowo, wiele podziałów. Na białych i czarnych, na nisko i wysoko urodzonych, na będących czyjąś własnością i wolnych. Nawet na chrzczonych i niechrzczonych. Dostrzeżono podmiotowość dzieci, człowieczeństwo kobiet. Papież Jan Paweł przeprosił za dyskryminację i marginalizację, będące wynikiem postaw, których winni byli chrześcijanie.* To ciekawy zbieg okoliczności, że jutro, w trzynastą rocznicę tych historycznych przeprosin zacznie się konklawe, które wybierze kolejnego następcę.
Zastanawiam się tylko który - i czy któryś w ogóle - przeprosi za cierpienie, którego na skutek postaw chrześcijan doświadczali i wciąż doświadczają ludzie, których symbolem, poza Italią, jest tęczowa flaga.

You may say, I'm a dreamer.
But I'm not the only one.

_______________
* "Módlmy się za wszystkich, których ludzka ludzka godność została zraniona, a prawa podeptane; módlmy się za kobiety tak często poniżane i dyskryminowane, i uznajemy, że istnieją formy biernego przyzwolenia, za które winy ponosili również chrześcijanie".

"Boże, nasz Ojcze, Ty stworzyłeś człowieka, mężczyznę i kobietę, na swój obraz i podobieństwo i zechciałeś, aby istniała wielość narodów w jedności ludzkiej rodziny; czasem jednak równość Twoich dzieci nie była uznawana, a chrześcijanie stawali się winni postaw, które prowadziły do zepchnięcia innych na margines lub poza nawias społeczeństwa, pozwalali bowiem na dyskryminację z powodu różnic rasowych albo etnicznych."  Dzień Przebaczenia, Watykan, 12 marca 2000.

poniedziałek, 4 lutego 2013

Mniejszości...


"My motocykliści stanowimy około 3% populacji świata.
Homosexualni to 2 do 7% ludzi.


Jedno i drugie jest "nienaturalne".
Dlaczego społeczeństwo nie ma problemu z nami, motocyklistami, a tak bardzo przeciwne jest gejom?"

Oscar Kubicki, zawodnik sportów motocyklowych

szczegóły/źródła:
http://en.wikipedia.org/wiki/Homosexuality#Demographics
http://en.wikipedia.org/wiki/Motorcycle



piątek, 12 października 2012

Poliamoria - by nie mordować miłości

Źródło: Polytical - poliamory & ethical
 
Kazik - w dyskusji pod artykułem o poliamorii:

Poliamoria dowartościowuje przede wszystkim głębokie uczucia które ludzie względem siebie żywią. Powszechne występowanie takich uczuć pomiędzy ludźmi niespokrewnionymi jest faktem. Towarzyszy im często aspekt erotyczny (choć jak rozumiem dla kogoś kto oddziela kontekst uczuć, od kontekstu seksualnego, może to być niepojęte wink;-).

W wypadku takich uczuć dla wielu osób występujących u człowieka równocześnie, paradygmat zachodniej kultury oferuje jedynie frustrację związaną z tych uczuć zabijaniem. Czy to zabijaniem tych nowych, którym nie można pozwalać się rozwijać ze względu na kuturowe defaulty (wierność idei monogamii), czy to zabijaniem tych starych, które trzeba porzucić na rzecz nowych (monogamia sekwencyjna). Poliamoryści nie zgadzają się na taką konstrukcję rzeczywistości, w której morduje się uczucia. A taka niezgoda nie przychodzi wcale łatwo. Kluczowym problemem jest oczywiście emocja którą stanowi zazdrość. To środowisko wypracowało nawet na tę okoliczność pojęcie anty-zazdrości: http://en.wikipedia.org/wiki/Compersion

Nikt tak pięknie nie mówił, że chce bronić miłości, że sparafrazuję Rojka. 

Ula na to: 

miłość, bycie w związku i wchodzenie w głęboką relację umysłowo-cielesną z wieloma osobami... mi się w głowie nie mieści.

A ja: 


"Mario! Moje serce może wszystkich ludzi zmieścić!
- ona mi przerywa: płać pan te trzy czterdzieści
i nie gadaj tyle ku*wa..." - Łona, "My się znamy?"

I to tak właśnie. Ja się urodziłam z hipertrofią obu przedsionków i obu komór. Więc mi się mieści, może nie tyle w głowie, co w sercu.


W USA liczbę poliamorycznych związków szacowano w 2009 roku na 500 tysięcy. Foto: Polyamory Pride, 2004. Źródło: Wikipedia

czwartek, 15 marca 2012

Sapiosexualni


W czeluściach internetu trafiłam na taką oto informację:
"Sapiosexualny - osoba którą pociąga sexualnie w innych osobach ich inteligencja"
i towarzyszyła temu taka opowieść:
'No, jestem w tym barze kolejną noc, i mówię "Hej mała, wyglądasz na typ sapiosexualny, co ty na to żebyśmy poszli do mnie, rozebrali się i... hm, poczytali jakieś xiążki?" A wtedy ona mi powiedziała, gdzie mam sobie wsadzić swojego Kindla.'

Czasami coś jest tak oczywiste, że absolutnie przezroczyste. I że człowiek nagle dowiaduje się prawd o sobie przeżywszy nieświadomie pół życia. Ja nagle zrozumiałam dlaczego myśl o jakakolwiek fizycznej interakcji z drechem lub plastikowym dupkiem jest przeze mnie odczuwana jak coś w rodzaju zoofilii i że równie dobrze mógłby to być marsjanin albo inny kosmita. Że to nie jest żadna dyskryminacja i uprzedzenie, tylko po prostu orientacja sexualna :-)

Da się ją nawet wytłumaczyć socjobiologicznie w kontexcie społeczeństwa informacyjnego. W dawnych czasach, gdy mieszkaliśmy w dżungli skacząc z gałęzi na gałąź, gdy uganialiśmy się po stepie uciekając przed lwami, i gdy oraliśmy krzemiennym lemieszem pole wydarte pierwotnej puszczy - największe szanse na przeżycie miało potomstwo spłodzone z osobnikiem zdrowym i silnym, czyli dobrze umięśnionym; ładna cera, zęby i włosy świadczyły o odporności itd. W nowożytnej cywilizacji siła do polowania została zastąpiona możliwością zarobkowania, gdyż partner o dobrym statusie materialnym jest w stanie zapewnić lepsze warunki i start w życie potomstwu. Stąd kulturowe zjawisko obnoszenia się ze znamionami dobrostanu finansowego (wyrywanie lasek na drogie auta, stabilność finansowo-lokalowa jako zaleta matrymonialna). W XXI wieku natomiast umiejętność komputacji danych w centralnym układzie nerwowym to dużo pewniejsze źródło dochodu niż siła do machania kilofem w kopalni czy umiejętność dziergania butów na szewskim kopycie. (zobacz doprecyzowania w komentarzu)

Ale, to takie racjonalizacje umysłu skażonego przez zachodni logos. Dla mnie blade oblicze nie widzące słońca, oczy za grubymi szkłami wyślepione monitorem czy xiążką, anorektyczna sylwetka (bo czytając nie ma się czasu pomyśleć o jedzeniu) i dłuuugie włosy (długie włosy = długi rozum) są po prostu piękne :-P

czwartek, 8 marca 2012

Day of the Man (8 marca)

źródło: Wikipedia

"Synu licz się z tym że byś był dziewczynką wolałbym" - ten głos, dobiegający z radyjka stojącego na kuchennym blacie, Afrokolektyw - brzmi tak frapująco że przerywam krojenie pomidorów.

"Byś był kobietą wolałbym
Byś był córeczką wolałbym
Synu wybacz mi lecz byś mógł się załamać wolałbym
Byś mógł się rozpłakać wolałbym
Byś mógł się cofnąć wolałbym
Synu pogódź się z tym że byś był mięciutki wolałbym
Byś był przytulny wolałbym
Byś był maleństwem wolałbym"

Te słowa, literalnie skierowane są do "nieistniejącego syna". Ale czuję, tuż pod powierzchnią tych słów, że ten który je wypowiada prosi o łaskę dla siebie samego. Że to on wolałby być kobietą, mieć prawo do słabości, do okazywania uczuć, do przyznawania się do błędów zamiast obstawania przy nich, wolałby być otoczony czułą miłością, nie musieć być twardym i silnym, nie musieć "być opoką z mięśni i ścięgien", zredukowanym do bycia "pustym sklepem i kwitem za węgiel".

Niesamowite, że usłyszałam ten text właśnie dziś, w dzień Kobiet. Dwa lata temu na tym blogu stanęłam w obronie prawa każdego człowieka do życia w zgodzie z sobą, a nie ze społecznymi stereotypami, z rolami przewidzianymi dla płci. Moja Nowenna w Oktawie Dnia Kobiet była nie tylko obroną kobiet, ale także tych mężczyzn pragnących żyć inaczej niż są w naszej kulturze wychowywani. Szkoleni do walki, do rywalizacji, do wyścigu szczurów, do bycia "głową", "opoką", "żywicielem". Nie do harmonii i współpracy, nie do empatii i troski, ale do zdobywania, do pięcia się po szczeblach, do podporządkowywania. Do bycia racjonalnym, pozbawionym uczuć, bo uczucia to słabość. W ten sposób chłopcom niemal od urodzenia amputuje się to co w nich najpiękniejsze: człowieczeństwo. To co w nich ludzkie. Miękkie, słabe, czułe, szukające porozumienia z innymi.


Wygrażasz samemu sobie znów
A ja meczę się patrząc jak się męczysz
Jałmużną jest miłość do słabych mężczyzn

Straszliwe to słowa. Człowiek który je wypowiada, uważa, że skoro jest słaby, nie jest wart miłości. Jeśli ją otrzymuje, to tylko z litości, nie dlatego jaki jest, ale pomimo tego. Straszliwą krzywdę uczyniła temu człowiekowi kultura, w której żyjemy. Kazała mu wierzyć, że jest kaleką. Patriarchalizm wmówił mu, że jego wartość nie opiera się na jego człowieczeństwie, ale wyłącznie na wynikach jego walki. Do której nie czuje się powołany.

Mężczyźni, którzy potrafią przyznać się do słabości, są najsilniejsi ze wszystkich. Którzy nie zaprzeczają, że się boją, są najodważniejsi. Odsłonić swoją miękką stronę - na to trzeba naprawdę mieć jaja.

Złem moralnym, obciążającym naszą kulturę, jest cierpienie każdego człowieka, któremu wmówiono że jest beznadziejny, w którym wypracowano poczucie winy:

Nieistniejący synu mój,
Zanim zaczniesz litować się nad sobą
Zlituj się nade mną
.

PS: Ryba znalazł taką ilustrację (piniata - kukiełka której głowę należy rozbić kijem, by wysypały się cukierki):

czwartek, 29 grudnia 2011

Żona nie daje dupy, żenada (bonobizm)

Przez dłuższy czas, słuchając Listy Przebojów Programu Trzeciego, musiałam wyłączać radio na parę minut, kiedy pojawiała się pewna piosenka strasznie mnie wnerwiająca. Nerwy mi puściły, kiedy w podsumowaniu rocznym znalazła się na podium, i to obok mojego ukochanego Blackfielda. Zaburzyło mi to radość z faktu, że w Trójce tak szeroki oddźwięk znajduje muza tak niszowa jak duet Wilson&Geffen (Żyd, a jakże) czy kompletnie niemainstreamowa jak Gotye i Kimbra, którzy od 13 tygodni okupują pierwsze miejsce. Dobrze to świadczy o słuchaczach. A zarazem ci sami słuchacze głosują usilnie na utwór, w którym facet żali się całemu światu, że mu żona nie daje dupy. 

Rozumiem ten ból i rozumiem chęć jego expresji. Nie rozumiem, że ta żałosna i żenująca opowieść znajduje wśród słuchaczy Trójki taki oddźwięk. Japinkole! "Nie podniecaj się, oglądać tak, dotykać nie, minęła pora godowa, teraz tylko boli głowa". Czyli przeciętny słuchacz utożsamia się z tym "podmiotem lirycznym"?! Jest to czterdziestolatek, ma żonę, która, zapewne wymęczona dwoma porodami, pracą zawodową, ogarnianiem domu, odwożeniem do przedszkola i ganianiem po pediatrach, potem szkołą i wywiadówkami, potem własnymi problemami ze zdrowiem i pomaganiem starzejącym się rodzicom, nie ma siły ani właściwej jej naturze motywacji do erotycznych uniesień, co powoduje permanentną frustrację małżonka. Mówiąc o motywacji, mam na myśli to, że u większości kobiet sfera sexualna jest napędzana przez sferę emocjonalną, a ta w wieloletnich związkach niemal zawsze jest zaniedbana. ("Dostarczenie sobie wzajemnie orgazmu jest na pewno prostsze niż dostarczenie sobie poczucia bliskości" - polecam text Sroczyńskiego)  Zresztą jak ta żona ma być emocjonalnie doinwestowana, skoro jej mąż najwyraźniej nie widzi i nie stosuje w praktyce różnicy między dotykaniem a kopulacją (co widać w zacytowanym fragmencie). Facet jest najwyraźniej zbyt leniwy by odciążyć z codziennego kieratu i dopieścić uczuciowo żonę (i w ten sposób zmotywować ją do obowiązków małżeńskich - i kochany, jedno śniadanie do łóżka nie wystarczy, a już zwłaszcza jeśli za każdym razem trzeba zapłacić za nie ciałkiem) lub by znaleźć sobie kochankę (bo to się trzeba i postarać, porozmawiać, do restauracji zabrać...). Z kochanką/kochankiem jest łatwiej bo wtedy żona/mąż z bachorami w domu i nie trzeba ich zawozić do babci, żeby pójść na kolację przy świecach. I generalnie życie byłoby takie proste gdyby ludzie nie mieli w głowach nasrane schematami wymyślanymi tysiące lat temu w zupełnie innych kontextach i zupełnie innych celach. Zostały nam w spadku puste formy które nie wyrażają już zupełnie dawnych treści, wszyscy je gdzieś tam łamią lub tęsknią za tym, niepotrzebnie robiąc sieczkę z życia sobie i innym. Kurde, jak zaczynałam pisać ten post to nie sądziłam że ta durna piosenka doprowadzi mnie do tak daleko idących wniosków.

Dla odreagowania wspomniany wyżej, cudny Gotye:

wtorek, 14 czerwca 2011

You don't have to genderize it

We Free Bluesie maleńka ciałem, wielka geniuszem Kaki King. Największa wymiataczka gitary płci żeńskiej, jaką wydała ludzkość. Tak twierdzi magazyn "Rolling Stone". Kaki najwyraźniej bardzo kocha swą matkę, która nadała jej imię po carycy Katarzynie Wielkiej, gdyż wybrała się do miejsca narodzin swej patronki przy okazji trasy koncertowej w Holandii. Z Amsterdamu do Rotterdamu przez Szczecin, 2x10h autem, szacun. Myślałam że tylko motocykliści robią takie rzeczy.
Kaki w czasie koncertu powiedziała, że można na miejscu zaopatrzyć się w jej płyty oraz Tshirty. Koszulki, mówi, występują w wariancie damskim i męskim, "but you don't have to genderize it".
Alanek (trzyletni) ma długie włosy i wielkie niebieskie oczęta z długimi rzęsami. Moja polako-katolicka matka podejrzewa że, cytuję, "hodujemy go na geja". Spotkani w przestrzeni publicznej ludzie często mówią do niego lub o nim w rodzaju żeńskim. (Tak jakby udostępnienie zabawki różniło się jakościowo w zależności od tego czy ją "dałeś" czy "dałaś". Po co to uściślać?) Mój sześcioletni chrześniak zapytał mnie ostatnio: "czy Alanek jest chłopcem, czy dziewczynką?" Nazajutrz zatem zadałam mu to pytanie. "A może jestem Alankiem?" odpowiedział.

photo credits: Wikipedia, Adam & Chick Inc.

sobota, 21 maja 2011

Te wredne baby

Tomasz Kwaśniewski płacze w "Wysokich Obcasach", że "szczęściarzem jest każdy facet, który zostaje ojcem. Bo przecież w tej kwestii, zwłaszcza przy tak szczelnej i łatwo dostępnej antykoncepcji, wszystko zależy od kobiet. Mężczyzna może tylko prosić."
Myślę: A co, zdaniem autora powinni panowie mieć jakiś sposób na zmuszenie żony do urodzenia? Żeby nie "musieli prosić"? Im to tak łatwo powiedzieć "chcę dziecko". Przecież to ona ponosi biologiczne i społeczne koszty przyjścia na świat potomstwa.
Poza tym, jak kobieta chce dziecko a mężczyzna się nie zgadza, to ona też go do tego nie zmusi. Wystarczy że on założy gumkę i po temacie. Inna sprawa, fakt że kobiecie jest łatwiej okłamać. Znam takie przypadki że "pigułka zawiodła" niby przypadkiem.
W obu wariantach sprawdza się to, że trzeba sobie sensownie dobierać partnera/kę. Według wspólnych celów i wspólnej etyki.


Jak bym była złośliwa to bym powiedziała, że szczęściarą to jest każda kobieta, której mąż podejmuje obowiązki związane z dzieckiem w tym samym stopniu w którym robi to ona. Której mąż rezygnuje z pracy i życia w tym samym stopniu co ona. Której mąż zaangażowaniem zrekompensuje ciążę i karmienie. Bez uciekania się do "ty w domu, ja pracuję bo ja zarabiam więcej". Ile jest takich par?

A opisany w artykuje ojciec dwójki który chciałby mieć trzecie i narzeka, że żona się nie zgadza, gdyby przeszedł przez poród i laktację, może by ugryzł się w język i stwierdził że to on jest szczęściarzem, bo urodził się mężczyzną i może się cieszyć rodzicielstwem bez doświadczania tych przyjemności.

czwartek, 10 czerwca 2010

Altruizm, czyli egoizm

Anthony de Mello pisze o egoizmie ("Przebudzenie"):
Istnieją dwa rodzaje samolubstwa. Pierwszy polega na tym, że mam przyjemność w sprawianiu sobie przyjemności. Nazywamy to po prostu egocentryzmem. Z drugim mamy do czynienia wówczas, gdy odnajduję przyjemność w sprawianiu przyjemności innym. Jest to nieco bardziej wyrafinowany rodzaj egocentryzmu.

Pierwszy typ samolubstwa sam narzuca się ludzkim oczom, drugi natomiast jest ukryty, głęboko ukryty, dlatego też nader niebezpieczny. Powoduje on bowiem, iż zaczynamy wierzyć, że jesteśmy naprawdę wspaniali.

Chcesz być potrzebna/y. (...) utrzymujesz, że ponieważ inni potrzebują twojej pracy, to mamy tu do czynienia z wymianą dwustronną. (...) "Coś daję i zarazem coś otrzymuję".

Ale to nie jest dobroczynność, to po prostu oświecona interesowność.

Zresztą, jak pokazuje dalej autor, chodzi nie tylko o przyjemność płynącą z satysfakcji, że spełniamy dobre uczynki, że wypełniamy nasze obowiązki, że jesteśmy potrzebni. Chodzi także o uniknięcie poczucia winy, o to by ludzie widzieli jak dobrze wypełniamy swoje role, o strach że zostaniemy przez innych ludzi nazwani egoistami.

Pisałam już że w rodzinnych gronach, na forach internetowych i w innych miejscach wymiany myśli bardzo częstym zjawiskiem są potępiające reakcje na wyrażanie przez kobiety (tylko przez kobiety) niezadowolenia z tych czy innych aspektów rodzicielstwa. Matka Polka nie ma prawa do własnych potrzeb, do słabości. Dziecko ma wzbudzać w niej wyłącznie zachwyt i extazę. Strażnicy tego stereotypu zawsze posługują się argumentem egoizmu:

z Twoich postów widać, jak bardzo skupiasz się na sobie.. Twój ból, Twoje cierpienia, Twoje poświęcenia...
Miłość ma sens i jest piękna wtedy, gdy się więcej daje niż bierze. I gdy jest bezinteresowna.
Jasne, że poród to wielka trauma, a macierzyństwo nie należy do łatwych i prostych spraw, ale bez przesady, samo nowe życie, uśmiech dziecka, widok jak rośnie i się rozwija - rekompensuje całe cierpienie.
Przynajmniej tak jest w przypadku większości kobiet - myślałam nawet, że wszystkich - ale czytając Twój wpis, widać że są kobiety które sądzą inaczej. Dla mnie to czysty egoizm.

Autorka tej wypowiedzi genialnie zegzemplifikowała tezę de Mello. Najpierw mówi o "bezinteresowności" matki, a sekundę potem wymienia wszystkie przyjemności, które matka czerpie z relacji z dzieckiem. Stwierdza, że bilans jest dodatni, bo cierpienia są rekompensowane przez satysfakcję. Gdzież tu zatem altruizm? Ani odrobiny.

De Mello pisze:
"Żyć swoim życiem nie jest egoizmem. Egoizm zawiera się w żądaniu, by ktoś żył zgodnie z twoimi upodobaniami, żył dla twojej próżności, dla twojego zysku i twojej przyjemności."

Zaś S. J. Lec:
Bądź altruistą. Szanuj egoizm drugich.

.

czwartek, 3 czerwca 2010

Matka Polka ma miesiączkę

W cudownych czasach żyjemy! Jeśli czytam że:

Postawienie pytania „kiedy dzieci?” powinno w pewnych sytuacjach podlegać karze grzywny.
Dzieci mieć nie trzeba, dzieci mieć można.
Tym większe uznanie budzą we mnie kobiety, które stawiają opór presji ogółu i które, rozpoznając swoje możliwości i ograniczenia, odpowiedzialnie rezygnują z tego doświadczenia.
Matki do kin, teatrów, pubów! Też chcą się bawić. Ojcowie do piaskownicy! Też mają dzieci.

w piśmie ze słowem "Katolicki" w podtytule.

Poczytajcie sobie na stronach Tygodnika Powszechnego ów text "Fizjologia Matki Polki". Zawiera mnóstwo porażających trafnością spostrzeżeń:

Skąd pomysł, aby na dużym kierowniczym stanowisku obsadzić kobietę. „Bo kobiety, a szczególnie samotne matki, dadzą z siebie wszystko, byle tylko pracę utrzymać” – usłyszałam niepozostawiającą złudzeń odpowiedź. (...) nie potrafiłabym działać w grupie czerpiącej siłę z czyjegoś lęku.

Gdy tata odsiadywał wyrok w ponurym 1982 r., mama chodziła dzień w dzień do pracy, utrzymywała z jednej pensji cały dom, wychowywała dwójkę wcale niełatwych dzieci, stała w wijących się w nieskończoność kolejkach i z godnością znosiła raz na jakiś czas odbywające się w domu wizyty funkcjonariuszy SB. Skoro mój ojciec miałby być odznaczony, to dlaczego i nie moja mama?

środa, 31 marca 2010

Globalne ocieplenie, lokalne ogłupienie

Michał Olszewski pisze w Tygodniku Powszechnym:

Dla Bronisława Wildsteina­ czy Rafała Ziemkiewicza „ekologiści” to zło wcielone, armia lewackich spiskowców, która chce wprowadzić na świecie kolejną wersję komunizmu, wygubić ludzkość i zahamować rozwój. W tym celu będzie fałszowała dane i tumaniła maluczkich wizją ekologicznej Apokalipsy.

Znamienne jednak, że drwiąc ze zwolenników tezy o globalnym ociepleniu, dziennikarze popełniają kompromitujące błędy. W połowie czerwca, kiedy portal pogoda.pl (czyżby również w zmowie?) donosił, że w Caracas zanotowano rekord temperatury, a grenlandzkie lody topnieją w podejrzanie szybkim tempie, Ziemkiewicz uzyskał ostateczną pewność co do kłamstw i manipulacji „ekologistów” – pierwsze dwa tygodnie czerwca 2009 r. w Polsce były chłodne. 27 stycznia 2010 r., kiedy Australijczycy mocowali się z kolejną falą morderczego upału, Wildstein pisał: „I wreszcie północną półkulę nawiedziła wyjątkowo chłodna zima. Ekologiści tłumaczą ją dialektycznie. W ideologię wpisana jest pogarda dla zdrowego rozsądku i »fakcików«, jak Lenin nazywał dane empiryczne”. Tymczasem niecały miesiąc później meteorolodzy opublikowali dane z pomiarów satelitarnych: zima na półkuli północnej jest najcieplejsza od ponad 30 lat.

(Ano; w Polsce odczuliśmy tę zimę szczególnie, dlatego że kilkanaście ostatnich było dużo cieplejszych niż te z naszego dzieciństwa; a na olimpiadzie było +10st. i śnieg dowożono ciężarówkami...)

Strategia tej publicystyki opiera się na chwycie prostym jak konstrukcja cepa: z całości zjawisk wybieramy jedynie te, które pasują do naszej wizji. Są przecież takie miejsca na ziemi, które skorzystają z globalnego ocieplenia, to prawda. Są też miejsca, gdzie mróz nadal trzyma mocno. A przecież wnioskowanie na podstawie dwóch tygodni chłodu, że globalne ocieplenie nie istnieje, jest równie sensowne jak prognozowanie na podstawie jednej kartki prozy Ziemkiewicza czy Wildsteina, że są oni grafomanami.

Znów szacun dla Tygodnika, za sensowne zajęcie się tematem, którego racjonalne ujęcie trudno znaleźć w innych katolickich mediach; dla zachowania wieloaspektowości zamieszczono zresztą wypowiedzi wielu osób, i parę z nich oczywiście przywołało jakże typową dla prawicowo-konserwatywnych środowisk opinię, że działacze na rzecz ochrony środowiska są, lub są powiązani z, proaborcjonistami, proantykoncepcjonistami, feministami i gejami. Przyznam szczerze że nie rozumiem tego jakże powszechnego sposobu rozumowania (o ile da się nazwać to jeszcze rozumowaniem). Owi ideolodzy sugerują, że:
(przesłanka) skoro osoba lub osoby wyznają pogląd, od którego oceniający się zdecydowanie odżegnuje (np. dopuszczenie aborcji),
(wniosek) to wszystkie inne poglądy owych osób są przez to niesłuszne (np. konieczność ochrony środowiska).
No, ale czego tu oczekiwać skoro Watykan uważa pogląd o podmiotowości etycznej istot innych niż ludzie za "pseudoreligię XXI wieku" i doszukał się owych bluźnierstw np. w "Avatarze"?

Warto przeczytać artykuł Michała Olszewskiego; mówi on o tym jak konsumpcjonizm, lenistwo i głupota wygrywają z myśleniem perspektywicznym. Oraz list przyjaciela mego Kryzysa o tym jak możnaby w łatwy sposób zwalczyć choroby w krajach Trzeciego Świata...

_______________________________________________________

wtorek, 23 marca 2010

Proaborcjonizm cechą męską?

Amorfis: Co zatem miałeś na myśli pisząc, że feminizm "odkobieca" kobiety?
Chicku: choćby właśnie pozytywny stosunek do aborcji
Amorfis: Czy naprawdę feminizm kojarzy Ci się bardziej z prawem do aborcji, niż z emancypacją i prawem do samostanowienia?

Pacyfka: Kiedy czytam wypowiedzi katolickich publicystów na ten temat, można w nich wyczuć założenie, że za aborcję są odpowiedzialne wyłącznie kobiety. Wytwarzanie w ludziach poczucia winy jest istotne, bo dzięki temu łatwiej można ich kontrolować....

Zapraszam do poczytania i skomentowania ciągu dalszego dyskusji o kobiecości i męskości

czwartek, 18 marca 2010

Mój mąż jest feministą...

Chicku napisał: "nie zgadzam się, że kobieta to to samo, co facet."

Dziuny na to:
Zgoda, nie wiem czy ktoś przy zdrowych zmysłach temu zaprzecza. Błędne natomiast jest z pewnością utożsamienie mężczyzny z "męskością", a kobiety z "kobiecością". Na pierwszy rzut oka może się to wydać dziwne. Spróbuję to wyjaśnić.

Zacznę od etyki. Dociekania etyczne pokazują iż:

Z faktów wyciągane są wnioski będące ocenami etycznymi

To jest powszechna skłonność. Problem polega na tym, że:

Prawdopodobnie nie da się wywieść powinien z jest.

To szeroko dyskutowany problem filozofii moralności. Nikomu jak dotąd nie udało się pokazać poprawnego wnioskowania, które prowadzi od faktów do ocen. Jeśli we wniosku pojawia się termin o charakterze etycznym, to musiał być on użyty również w przesłankach - inaczej wnioskowanie jest niepoprawne.

Piszesz że "kobieta to nie to samo co facet". Zgoda - na poziomie faktów (różnice w strukturze kory mózgowej, wydzielaniu dokrewnym, specjalizacji
genitaliów, etc.). Problem pojawia się wtedy, gdy z owych faktów wyciąga się wnioski wartościujące (dobry, zły, powinien, nie powinien, obowiązek, etc.).

Przykłady:

* Bardzo źle się dzieje gdy kobiety mają prawo wyborcze
* Powinnością kobiety jest urodzenie i wychowanie dziecka
* Facet nie powinien płakać
* Chłopcy powinni mieć ubranka różowe, a dziewczynki niebieskie ;)
* Kobieta powinna obdarowywać sobą innych

Utarło się myśleć, iż ideologia feministyczna wytwarza analogiczne
tezy nakładające zobowiązania na mężczyzn, np.:

* Mężczyzna powinien gotować

W moim odczuciu jest inaczej. U podstaw feministycznej krytyki społeczeństwa leży meta-przekonanie iż powinności wynikają z bycia człowiekiem, nie zaś nosicielem określonych genitaliów.

Terminy "kobiecość" i "męskość" to kulturowe konstrukty stanowiące wzorce wartościowania etycznego. Feministyczna krytyka społeczeństwa dąży do tego by kryterium wartościowania etycznego stanowiło "człowieczeństwo", natomiast kategorie "kobiecość" i "męskość" sprowadzić do poziomu wzorców wartościowania estetycznego.

Więcej w dyskusji pod poprzednim postem