Zapraszam również na mój blog motocyklowy

Zapraszam również na mój blog motocyklowy: http://motocyklistka.xemantic.com/
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fotografie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fotografie. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 26 listopada 2013

Czy Ryby śnią o elektrycznych drinkach?

Oto, do czego doprowadzają Rybę jego bezbożne herezje...
Niedawno opisał był taki swój sen:



Śniło mi się, że byłem menadżerem Edyty Górniak...
Jakby tego było mało, rzecz działa się w postnuklearnej przyszłości. Chodziłem z nią po mad-maxowskim Szczecinie, a ona wciąż płakała, że nie może skończyć płyty.
Świat był skażony jakimś radioaktywnym syfem i żeby przeżyć każdy codziennie musiał wypić coś w rodzaju drinka złożonego z wódki, rodzynek i ołowianych opiłków. Edyta miała wódkę, Szczecin był pełen wielkich drzew pod którymi nazbierałem kilka garści rodzynek, pozostawał więc tylko problem z ostatnim komponentem. Na szczęście miasto pełne było zbieraczy złomu poruszających się na rowerach, którzy w drucianych koszykach wozili ołowiany złom i ścierali go potrzebującym wprost do szklanek. Zatrzymaliśmy więc jednego - jak się okazało był to Kazimierz Pogoda. No... taki sen. 

(copyright by Piotr Rybarczyk, 2013)

Caryca Katarzyna?


Hmm... Gdy rozum śpi, budzą się kolejne warstwy geniuszu....

A tu na marginesie, inne przejawy ludzkiej kreatywności: 





czwartek, 1 sierpnia 2013

Wrocław, Basia, Danny, Krasnale, vegan-knajping-marathon i ja

Wrocław: wegańskie i wegetariańskie lokale: Czajownia, Złe Mięso, Najadacze, Machina Organika, Nalanda, Vega, GreenWay, Kalaczakra - i może coś jeszcze czego nie znalazłam :-)


Bank Krasnoludzki Ankh Morpork, oddział na rynku Wrocławskim



Najadacze
.

wtorek, 14 maja 2013

Tutaj teraz jest ściernisko, ale będzie San Francisco...

fot.: Filip Kacalski www.filipkacalski.com



Najpiękniejsze zdjęcie kurierskie jakie kiedykolwiek widziałam.
I nie jest to San Francisco, ale ulica Jagiellońska w Szczecinie, a stalowego rumaka dosiada legendarny Fallus Fallusiewicz.
Autorem zdjęcia jest Filip Kacalski www.filipkacalski.com

poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Riverside. Urywa głowę

Michał Łapaj

W 2006 wpadła mi w ręce płyta "Second Life Syndrome". I to była miłość od pierwszego usłyszenia...
Od tej pory słucham ich z płyt i na żywo, po prostu są niezrównani.
Mariusz Duda
Piotr Grudziński

Jakie to musi być uczucie, patrzeć na salę wypełnioną szczelnie kilkoma setkami ludzi, skandującymi nazwę twojego zespołu? Na tych w pierwszych rzędach, którzy doznają amoku gdy dotykasz strun? (I ja tam byłam i też trzepałam łupież z włosów.) To musi dawać siłę, bo chłopaki z Riverside, mimo długiego, energicznego koncertu wracali na scenę trzy razy !!! grając po kilka utworów na każdy bis.
I jakiś czas po koncercie, mimo zmęczenia, wyszli porozmawiać ze słuchaczami... Tacy mili i skromni ludzie, mimo kolejki po autografy i próśb o podarowanie kostki od gitary, która potem przechowywana będzie jak relikwia :-) ("Pick of destiny? ;-) Udało mi się przełamać i zamienić parę zdań z Michałem, którego bardzo cenię, bo jego wkład i expresja są extremalnie ważne dla odbioru całości, a sekcja którą ogania - keyboardy, cztery na raz! i magiczny theremin - rzadko jest doceniana (przeciętny odbiorca "widzi" i "słyszy" głównie wokal, gitary...). Co powiedzieć w takiej sytuacji? Przecież nie "gratuluję, świetnie graliście" bo kim ja jestem, żeby oceniać występ takich wymiataczy? Mogę co najwyżej podziękować, że chcą się dzielić ze zwykłymi śmiertelnikami owocami swojego niezwykłego talentu.

Michał i ja

A przecież jestem wypłoszem, zwierzęciem niestadnym, w tłumie dostaję stanów lękowych, więc na czym polega ten fenomen fenomenalnego odbioru na koncercie? Na OBECNOŚCI. Na BYCIU BLISKO zespołu i odbieraniu ich uczuć, wyrażanych nie tylko przez muzykę, ale też mowę ciała i całą emocjonalną aurę, którą przecież tak mocno odbieram z ludzi w bezpośrednim kontakcie. Koncerty Riverside (a jest to mój nie pamiętam już który) są tak wspaniałe, bo CZUJĘ, że muzycy, mimo iż grają po raz iluś-setny, czynią to za każdym razem z taką samą radością i zaangażowaniem. Robią to, co kochają. "Cookies need love, like everything does".

Więcej zdjęć...


poprzednie wpisy:
Riverside i "kultura narodowa"
Koncert w Berlinie 2009
Lunatic Soul i Oslo
Lunatic Soul - o byciu sobą w naszej kulturze

.
.




poniedziałek, 11 marca 2013

A na ziemi pokój ludziom dobrej woli

Oglądam z moją mamą, Polką-Katoliczką, fotki z mego umiłowanego Asyżu.
W którymś momencie trafiamy na taką:


- To wy powiesiliście tę flagę? - pyta matka
- Nie, tam wszędzie takie wiszą. Można je kupić na każdym stoisku z dewocjonaliami - mówię.
W ciszy, która zapadła, poczułam dziwną wibrację, zakołysała się herbata w szklance na biurku, zadrżały szyby w oknach...
Dopiero po chwili zrozumiałam skąd się wzięły te wstrząsy. To światopogląd mojej matki walił się w gruzy.
- To jest flaga pokoju - uratowałam ją.

Napis na fladze "Pace" - po italsku "Pokój". Przed Bazyliką św. Franciszka, Asyż
Imagine there's no heaven - śpiewał John Lennon. Wyobraź sobie, że nie ma raju. Nic za co trzeba by zabijać bądź ginąć. Ponad nami tylko błękit. 
Wyobraź sobie, że ludzie żyją razem w braterstwie, w jednym świecie, w pokoju, śpiewał marzyciel z Liverpoolu. Urodził się 800 lat po innym marzycielu, Biedaczynie z Asyżu, który całe życie głosił, że ludzie są braćmi niezależnie od różnic i że miłość wzajemna jest znacznie lepsza niż prowadzenie jakichkolwiek wojen.
Imagine no posessions - śpiewał Lennon. Francesco, brat mniejszy wszystkich, w swoim czasie również głosił, że najlepiej wyrzec się posiadania czegokolwiek. Bo jeśli masz bogactwa - tumaczył - zaraz ktoś zechce je zagarnąć, więc potrzebujesz też żołnierzy, by ich bronili. I stąd biorą się wojny...
Właściwie raj nie jest potrzebny, skoro jest Asyż. Mogłabym tam spędzić wieczność, malując kwiatki na suvenirowej ceramice. Bo tam jest taki spokój. Pokój. Pokój serca. Living for today.
Od czasów Franciszka społeczeństwa wyrosłe na gruncie chrześcijaństwa zasypały, przynajmniej częściowo, wiele podziałów. Na białych i czarnych, na nisko i wysoko urodzonych, na będących czyjąś własnością i wolnych. Nawet na chrzczonych i niechrzczonych. Dostrzeżono podmiotowość dzieci, człowieczeństwo kobiet. Papież Jan Paweł przeprosił za dyskryminację i marginalizację, będące wynikiem postaw, których winni byli chrześcijanie.* To ciekawy zbieg okoliczności, że jutro, w trzynastą rocznicę tych historycznych przeprosin zacznie się konklawe, które wybierze kolejnego następcę.
Zastanawiam się tylko który - i czy któryś w ogóle - przeprosi za cierpienie, którego na skutek postaw chrześcijan doświadczali i wciąż doświadczają ludzie, których symbolem, poza Italią, jest tęczowa flaga.

You may say, I'm a dreamer.
But I'm not the only one.

_______________
* "Módlmy się za wszystkich, których ludzka ludzka godność została zraniona, a prawa podeptane; módlmy się za kobiety tak często poniżane i dyskryminowane, i uznajemy, że istnieją formy biernego przyzwolenia, za które winy ponosili również chrześcijanie".

"Boże, nasz Ojcze, Ty stworzyłeś człowieka, mężczyznę i kobietę, na swój obraz i podobieństwo i zechciałeś, aby istniała wielość narodów w jedności ludzkiej rodziny; czasem jednak równość Twoich dzieci nie była uznawana, a chrześcijanie stawali się winni postaw, które prowadziły do zepchnięcia innych na margines lub poza nawias społeczeństwa, pozwalali bowiem na dyskryminację z powodu różnic rasowych albo etnicznych."  Dzień Przebaczenia, Watykan, 12 marca 2000.

środa, 7 listopada 2012

21 lat życia bez śmierci

"To ja od dzisiaj przestaję srać" - zarechotał Wujek Heniek, kiedy usłyszał, że  zaprzestałam jeść martwe ciała zwierzęce.
"Za miesiąc pogadamy" - powiedziały ciotki. Po miesiącu zaś rzekły "za pół roku pogadamy". Po pół roku - "za rok pogadamy". Po roku przestały komentować.

To było 21 lat temu. W Halloween była okrągła rocznica.

Świat się zmienił przez ten czas. Wtedy słysząc słowo "wegetarianizm" cywile pytali co to jest za schorzenie albo podejrzewali że trafiłam do sekty. W restauracjach trzeba było tłumaczyć jak krowie na rowie, że owszem, drób czy ryba to również jest mięso, a teraz w każdej porządnej knajpie bezmięsne pozycje w menu są oznaczone, a możni tego świata jak Bill Gates albo Philip Wollen mówią "The future is vegan". W tamtych czasach rezygnacja ze zjadania zwierząt była kuriozum ubarwiającym życiorysy extrawaganckich artystów, jak punkowiec Morrissey z The Smiths albo Lady Miss Kier z Deee-Lite. Obecnie strony na Wikipedii z listą wegetarian i wegan obejmują setki znanych osób.


Mój królik. Nie zmieniłam się dużo od tego czasu...
Kiedy miałam 4 lata, moi rodzice hodowali króliki i karpie z przeznaczeniem na zjedzenie. Bawiłam się i pieściłam z nimi, a potem dostawałam je na talerzu. Więc odmawiałam zjadania towarzyszy zabaw. Rybki oglądałam przez całe ich życie, od kiedy wpuszczało się je do stawu - maleńkie, mieściły się na dłoni, lśniące jak porcelanowe cacuszka. Potem pływały w wannie, najpierw było ich koło dwudziestu, i znikały po jednym czy dwa gdy przychodzili sąsiedzi. Ich niemy protest gdy leżały na wadze, wszak trzeba było sprawdzić ile nabywca ma za to wkrótce martwe ciało zapłacić. "It's ok to eat fish 'coz they don't have any feelings". No i konie. Skoro tak je kochałam to jakże miałabym je zjadać? A jeśli koniom dawałam prawo do życia to dlaczego nie krowom, świniom? To są tak oczywiste rzeczy a w naszej kulturze uczymy się ich nie widzieć.







niedziela, 21 października 2012

"Wielka ucieczka na północ"




Więcej fotek z planu filmu "Wielka ucieczka na północ" - zapraszam na galerię.

Yurga - operator kamery. Nie wiem czy piękniejszy on, czy zdjęcia które robi.

(FYI: tym aparatem kręci się filmy. Yurga zaś jest mistrzem zarówno fotografii nieruchomej jak i filmu)


środa, 10 października 2012

Coś być musi, do cholery, za zakrętem :-)

Gdyby mi 1,5 miesiąca temu ktoś powiedział, że będę się zajmować dziennikarstwem sportowo-motoryzacyjnym, to bym pomyślała że spadł z konia (mechanicznego).

Nigdy nie wiadomo co życie przyniesie :-)

Pierwszy z cyklu felietonów na MotoRmanii - tematy będą różne, nie tylko podróżne:-)
MotoRmania - to przesympatyczni ludzie. Więc czuję że będzie to arcyciekawa przygoda, bo nieważne co się robi, ale z kim się robi. Odwiedzajcie ten portal.  Można mnie śledzić tutaj

Komentator zawodów Gymkhana GP w Szczecinie, 1.09. 
Foto by Sopel

Gymkhana GP w Szczecinie, 1.09. Foto by Sopel
I co napisałam o tej imprezie:
Zapowiedź Gymkhana GP w GS
Relacja na stronie organizatora - GymkhanaPoland.pl
Relacja na Ścigaczu


Komentator zawodów MotoGymkhana na OldtimerbazaR, Wrocław, 30.09. Foto by Aleksandra

poniedziałek, 8 października 2012

Szczecin czasów wojny...

fot. Adam Dawidowicz

Pacia jako Mädchen am Bahnhof na planie filmu "Wielka ucieczka na północ".

Operator kamery: największy fotofilmowy geniusz mego świata, ♥ ♥ Yurga ♥ ♥ (na filmie poniżej od 2:05)
 

środa, 4 lipca 2012

Kurier hormonalny (reflexje z Londynu)

Powiększanie się systemu oznacza zazwyczaj nie tylko zmianę ilościową, ale i jakościową. Ewolucja od robaczka do konia czy geparda była możliwa dzięki usprawnieniu podzespołów organizmu, zwiększeniu ich wydajności by były w stanie sprostać potrzebom wielkiego ciała. Na przykład, do oddychania robaczkom wystarcza dyfuzja przez błonki ich powierzchni. Ale że powierzchnia rośnie do kwadratu, a objętość do sześcianu, by móc się zwiększać, gatunki potrzebowały wykształcać coraz sprawniejsze układy oddechowe, skrzela, skrzelotchawki, płuca... Podobnie z układem krążenia - robaczkom wystarczał płyn krążący w jamie ciała, potem wykształciły się naczynia krwionośne, serce dwu- trój- i czterodzielne, jeden, potem dwa obiegi krwi...
James Henry Greathead 1844-1896
Organizmy miejskie ewoluują zgodnie z tymi samymi prawidłami - ich wzrost jest możliwy dzięki usprawnieniu systemów komunikacji wewnętrznej i transmisji z zewnętrzem. Londyn, którego centralna część zamieszkiwana jest przez 8 mln ludzi, a cała aglomeracja liczy 20 mln (tyle, co Dania, Szwecja i Norwegia razem wzięte) nie mógłby być tak wielki gdyby nie sprawność jego wewnętrznych przepływów. Metro: jedenaście linii, 275 stacji, czterysta kilometrów tras (!!!!), trzy miliony pasażerów dziennie. Bez niego Londyn nie byłby tym czym jest, więc mieszkańcy miasta wystawili pomnik dla inżyniera Jamesa Greatheada, który miał ważny udział w stworzeniu The Tube. Szacun dla narodu który wznosi pomniki nie tylko dowódcom zajmującym się zawodowo zabijaniem, wodzom którzy zamiast orać ziemię wyprawiali się by zabrać innym owoce ich pracy, czy poetom owe wojny opiewającym, ale także inżynierom, których praca zmniejsza upierdliwość życia powszedniego.

W tle ściany wieży Big Bena
W tak ogromnym metropolis kurier rowerowy jest jak hormon w ciele: wysyła się go zawsze tam gdzie trzeba szybko przekazać coś przez gęste tkanki miejskie. Ruch kołowy w Londynie jest tłoczny i szybki; piesi chodzą jak chcą, nie czekając na zielone; poprzez te arterie różnokolorowych krwinek na dwóch nogach lub czterech kołach śmigają chłopcy z pilnymi przesyłkami na plecach: ktoś czeka.
 

Guma... shit
Gdy powierzchnia rośnie do kwadratu, a objętość do sześcianu, zapotrzebowanie na pracę kuriera rowerowego chyba do dziesiątej potęgi. Są ich tam setki. Łączna długość tras robionych w ciągu jednego dnia przez jednego gońca to 80-160 km. Zarazem im bardziej zatłoczone miasto, tym większe ryzyko związane z tym powołaniem. W Londynie w czasie pracy kurier rowerowy ginie średnio raz na rok-dwa. W lutym tego roku autokar lotniskowy zabił 61-letniego, bardzo doświadczonego Henry Warwicka. Badania przeprowadzone w USA wykazały że jest to praca przy której wykonywaniu śmiertelność jest najwyższa ze wszystkich zawodów, trzykrotnie wyższa niż w przypadku pracowników przemysłu mięsnego będącego na drugim miejscu, i 13 razy wyższa niż średnia w Stanach :-(
.





czwartek, 12 kwietnia 2012

"Mięso to morderstwo"

To było 20 lat temu, kiedy wstawałam o czwartej rano, by w szarym blasku poranka osprajowywyać sklepy mięsne szablonem świni przebitej nożem i cytatem powyższym.

Teraz chodzę po tym samym mieście i widzę sprajunki zrobione przez ludzi których wtedy zapewne jeszcze nie było na świecie.

Może ten świat przetrwa dzięki takim jak oni.

On potrzebuje futra bardziej niż ty
Point of no return - Vegan straight edge

Kocham mojego kota

Rower anarchia bike anarchy

Z miłości do zwierząt weganizm
Oświęcim zaczyna się wszędzie tam gdzie ktoś patrzy na rzeźnię i myśli - to tylko zwierzęta. Theodor Adorno