Zapraszam również na mój blog motocyklowy

Zapraszam również na mój blog motocyklowy: http://motocyklistka.xemantic.com/

czwartek, 12 kwietnia 2012

"Mięso to morderstwo"

To było 20 lat temu, kiedy wstawałam o czwartej rano, by w szarym blasku poranka osprajowywyać sklepy mięsne szablonem świni przebitej nożem i cytatem powyższym.

Teraz chodzę po tym samym mieście i widzę sprajunki zrobione przez ludzi których wtedy zapewne jeszcze nie było na świecie.

Może ten świat przetrwa dzięki takim jak oni.

On potrzebuje futra bardziej niż ty
Point of no return - Vegan straight edge

Kocham mojego kota

Rower anarchia bike anarchy

Z miłości do zwierząt weganizm
Oświęcim zaczyna się wszędzie tam gdzie ktoś patrzy na rzeźnię i myśli - to tylko zwierzęta. Theodor Adorno

18 komentarzy:

  1. Tak ostatnio w paru wątkach przewinął się temat weganizmu, obejrzałem "To tylko zwierzęta" i wyszedł mi prawie temat na wpis na bloga, ale nie było okazji, a tu jest...

    Mam wrażenie, że jeśli komuś zależy naprawdę na zwierzętach, to sam weganizm to za mało. Albo raczej: sam weganizm niewiele zmienia. Zaczęło się od tego, że oberwałem bananem i papają w trakcie dyskusji. Co wywołało moje zastanowienie, czy przypadkiem wożenie owoców przez pół świata nie generuje więcej cierpienia zwierząt, niż bezpośredni wyzysk zwierząt lokalnych. Chyba, że o transporcie zapomnimy (a przecież przy pojazdach kołowych sporo zwierząt ginie) i do tego uznamy, że owady to nie zwierzęta.

    Nawiasem, krowa mleczna hodowlana dziennie daje podobno http://www.krowy.ovh.org/faq.html 40-50 litrów mleka (ok. 20 dla mieszańca w gospodarstwie domowym). Czyli odpowiednik 2-2,5kg masła (1 kg dla gosp. domowego) lub 4-5kg (2kg dla gosp. dom.) sera żółtego. Czyli dzienna produkcja (hodowlanej) wystarczy dla typowego gospodarstwa domowego na jakiś miesiąc. Biorąc pod uwagę, że laktacja trwa jakiś rok, daje to mleka i przetworów dla jednego gospodarstwa na jakieś 30 lat. Liczmy 20, uwzględniając spadek wydajności. I tak sporo.

    Znaczy: to wszystko trzeba by dokładnie policzyć, na dodatek dla każdego przypadku indywidualnie. Mam dziwne przeczucie, że np. jedzący mięso przedstawiciele ludzi żyjących z dala od cywilizacji mogą generować mniej śmierci/cierpienia zwierząt, niż weganin w mieście, jeżdżący do pracy samochodem...

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja tak bardziej od strony graffiti niż weganizmu, bo dawno, dawno temu sam trochę bazgrałem. Miejsce w którym mieszkam omija obecnie spora obwodnica, zaś pod nią jest kilka podziemnych tuneli. Taki wiejski underground. :)
    Ostatnio w czasie spaceru natknąłem się na coś, co mnie naprawdę ucieszyło - w jednym miejscu Ghandi, Lennon, Morrison i Marley.
    Miło. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. http://th.interia.pl/51,g090a14384507854/i1198440.jpg

    OdpowiedzUsuń
  4. @rozi, weganizm czy wegetarianizm, to jest początek zmian w mentalności. zaczyna się postrzegać inaczej. nie znam takich badań, ale zdaje się, że weganie i wegetarianie są bardziej uwrażliwieni choćby na wspomnianą segregację albo na pochodzenia jedzenia, które kupują.

    Oczywiście, że ludzie żyjący z dala od cywilizacji produkują mniej śmieci, ale czy to jest ich wybór? Czy nie zamieniliby się z tymi w mieście? Większość pewnie tak. Kwestia więc w tym, że będąc świadomym, mamy wybór. A zawsze można doszukiwać się osób "bardziej ekologicznych" czy "etycznych".

    A poza tym krowa przez cały rok mleka nie daje. Średnia też na pewno nie wychodzi 50 litrów na dzień. Tyle może dawać tylko przez krótki okres w roku. Są miesiące, kiedy mleko krowie nie nadaje się do przetwarzania w sery, a nawet do picia (ciąża - 280 dni - i jakiś czas po ciąży).

    Poza tym cóż z tego? Badania wykazują, że tzw. ekologiczny odcisk stopy (http://en.wikipedia.org/wiki/Ecological_footprint), czyli powierzchnia Ziemi zużywana przez człowieka zmniejsza się najbardziej w momencie zrezygnowania z mięsa, a jeszcze bardziej, gdy zrezygnujemy z wszelkich odzwierzęcych produktów. Wszak jasne jest, że aby wykarmić te miliony (miliardy?) krów potrzeba ogromnej powierzchni pól uprawnych, które mogłyby być przeznaczone na rośliny dla ludzi. Skraca się droga. Zmniejsza powierzchnia wykorzystania planety.

    Osobną zaś kwestią jest etyka w traktowaniu innych gatunków.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @rudawy Może i jest to początek. Może koniec. Może po prostu jakaś droga. I akurat mi nie musisz tego tłumaczyć... Na etykiety i pochodzenie na pewno bardziej zwracają uwagę, bo szukają, czy nie ma "zakazanych" składników. Podobnie na etykietkę, skład i pochodzenie uwagę zwracają uwagę muzułmanie, żydzi, bezglutenowcy itd. Generalnie jak już się zaczyna czytać etykietki, to ciekawe rzeczy wychodzą. Np. "robaki w jogurcie" czyli po prostu koszenila, która dla wegetarian jest oczywistością...

      Co do krów i laktacji - dla odmiany tu jest krzywa laktacji
      http://www.delaval.com.pl/Dairy_Knowledge/EfficientMilking/The_Lactating_Dairy_Cow.htm Od 40 kg spada do 20 kg po roku. Więc nawet gdyby podane wcześniej 40-50 było maksimum (a nie sądzę, prędzej jest to średnia właśnie), to średnia wychodzi 30-37l. Więc nie wygląda, bym się pomylił ze uwzględnieniem spadku wydajności. Natomiast tak, pominąłem kwestię okresu "niemlecznego".

      Tyle, że ten footprint (bardzo ładny wskaźnik, swoją drogą) liczony jest zapewne dla jakiegoś określonego modelu typu piramida. I tak, wtedy odjęcie mięsa zmniejszy footprint, a odjęcie jaj i mleka zmniejszy go po raz kolejny. Tylko takie liczenie działa tylko w jednym wymiarze i nie uwzględnia zupełnie tego, o czym piszę. Trzeba by liczyć jeszcze footprint dla weganina "banany i papaje" vs. weganin jedzący jabłka. Czyli tak naprawdę potrzeba by było takiej tabeli, gdzie podaje się określone grupy produktów i koreluje z miejscami zamieszkania. Ideałem (jeśli chodzi o dokładność, niekoniecznie usability) by było podanie per produkt skąd pochodzi, czy uprawa standardowa czy eko (inna wydajność ale i footprint) i ile się go zjada w danym okresie czasu i wyliczanie w ten sposób. Ew. można stosować uproszczenia/uśrednienia i liczyć grupami produktów typu "owoce krajowe", "owoce UE", "owoce Afryka" itd. Z uwzględnieniem kraju, czyli macierz kosztu (w sensie footprint) transportu, bo to co lokalne dla nas dla Brazylijczyka może być egzotyczne. Pewnie wypadałoby też uwzględnić choćby porę roku, bo pomidor teraz i pomidor za 6 m-cy, to są inne pomidory.

      Tak, właśnie sprzedałem pomysł na portal, który pozwoliłby oszacować jak minimalizować footprint (co chyba dość jednoznacznie przekłada się na cierpienie zwierząt? ew. analogicznie dodać kategorię - mechanizm ten sam, koszt inny). Oczywiście footprint musiałby być w każdym przypadku podparty naukowo i publicznie znany, żeby go poddać public review. Przyznam, że bardzo chętnie bym się takim czymś pobawił, jakby już było. I chyba byłby to fajny sposób na popularyzację ekologii (w wersji z cierpieniem zwierząt: weg*nizmu), zwł. jakby była aplikacja na FB. ;-)

      Oczywiście nie musi to dotyczyć tylko jedzenia, można tak przeliczać samochody, komputery, telefon wymieniany co 2 lata w abonamencie czy potrzeba, czy nie. No ale to już trochę dużo się robi. ;-)

      Usuń
  5. Sprawa prosta dla wszystkich którzy pamiętają "piramidę pokarmową" z lekcji biologii w podstawówce.
    Im wyżej ustawia się człowiek w tej piramidzie, tym więcej zużywa powierzchni, wody i wszelkich zasobów naszej planety. Gdyby wszyscy z 7 mld ludzkości jedli tyle mięsa co przedstawiciele kultury Zachodu, nie wystarczyłoby powierzchni całej Ziemi na uprawy.
    Zobaczcie to - zarypisty obrazek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To mnie właśnie strasznie jara! Obserwuję, jak niewielki kawałek ogrodu uprawianego dosyć "spontanicznie" i bez planowania zaspokaja spora część potrzeb mojej najbliższej rodziny (8 osób) - w sezonie nie zjadamy wszystkiego, co zbierzemy. Jestem strasznie ciekaw, co będzie za rok, kiedy zamierzam zacząć uprawiać ogród w mocno zorganizowany sposób, albo później, kiedy będę przechowywał i przetwarzał plony tak, by były "zjadliwe" poza sezonem?

      Usuń
  6. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  7. @rozi, właśnie zmiana myślenia to także zdekonstruowanie piramidy na rzecz kręgu, co też rymuje się z holistycznym podejściem do tematu czy ekologicznym łańcuchem zależności itd.

    OdpowiedzUsuń
  8. Trochę mnie przerażają te faszystowsko – holistyczne teorie... Niby nic złego nie jest w powiedzeniu – chrońmy niewinne zwierzątka, ale jeśli faktycznie eko-ludzie zaczęliby panować nad światem byłby to świat jak w „The day after”. Uwolnione z zagród i z rzeźni bydło i trzoda chlewna niszczą środowisko naturalne, bo nie starcza pokarmu i pastwisk na wykarmienie całej tej trzódki. Zwierzęta zdobywają miasta, grzebiąc w śmietnikach, szukając coś do zjedzenia w publicznej przestrzeni miejskiej i hipermarketach. Nikt ich nie rusza, ponieważ są to nasi „bracia mniejsi”. Mamy krowy na Bramie Portowej które pomykają wygłodniałymi stadami między squotami pokrytymi sprayowymi malunkami. Oczywiście operowanie puszkami z farbą niesie swoje wymierne szkody dla środowiska (dziura ozonowa, skażenie chemiczne w czasie produkcji tych farb itp. Ludzie zaczynają rywalizować ze zwierzętami w dostępie do płodów rolnych. Nikt nie jeździ samochodem, ani motocyklem (Pacyfka – Honda zarasta Ci mchem, bo przecież to truciciel środowiska). Ludzie przestają nosić skórzane buty i odzież (choć produkcja eko-skóry także zatruwa środowisko). Dla ograniczenia emisji spalin stają elektrownie. Każdy ciek wodny i rzeka zostają spiętrzone dla wytwarzania energii odnawialnej (szlaki te są już oczywiście nieżeglowne).. Jest więc problem z dostarczeniem żywności ze wsi do miast. Ciężarówki zostały zdelegalizowane Na liczne transporty konne z żywnością napadają kapitalistyczne bandy spekulantów ukrywających się po lasach. Zaczynają być problemy z wolnymi miejscami do grzebaniem padającej w sposób naturalny (ze starości i niedożywienia) zwierzyny. Mamo! Ja się boję :(
    Ferdynand Maria Kiepsko - Wlazło

    OdpowiedzUsuń
  9. Filusie umiłowany,
    Szkoda że nie znajdujesz w sobie zrozumienia dla koncepcji open source'owej sztuki ulicznej :-(
    Obrazić się nie obrażę, ale powiedz mi kochany jak Ty znosisz świadomość że i ja, Twoja Pacia, osobiście, bez żadnej żenady i poczucia winy, wykonuję sprayunki po murach? (aczkolwiek nigdy na nowych elewacjach, i nie na kamieniu/cegle tylko na innej farbie - jakieś zasady trzeba mieć)
    PS. żaden z przywołanych w tym poście nie jest mego autorstwa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  10. Ferdziu, litości, przecież rewolucja etyczna w całym społeczeństwie jest psychicznie niemożliwa - wszelkie zmiany na tym polu dokonywały się ewolucyjnie i stopniowo - tak jak objęcie podmiotowością etyczną ludzi innej religii, o innym kolorze skóry, o innej przynależności etycznej, o odmiennej płci i orientacji, czy w końcu - o niepełnym statusie prawno-rozwojowym (niepełnosprawni i dzieci). Prawa kobiet to idea która zaczęła się niespełna 200 lat temu i do wielu mózgów nadal nie dotarła. Apokalipsa opisana przez ciebie nam po prostu nie grozi.

    OdpowiedzUsuń
  11. Pacyfka - jestem realistą i znam się przy tym nieco na technice.Opisywane sceny nie muszą być efektem rewolucji czy nawet ewolucji zainicjowanej przez sprayujących młodziaków... Som na niebie i ziemi rzeczy, o których się nawet wegańskim fizjologom nie śniło! Wyobraź sobie że globalistycznie zurbanizowany świat dopada kryzys energetyczny. Na całym świecie wyłączają prąd. Takie wyłączenie prądu w zaatakowanym regionie jest zresztą już dziś elementem nowoczesnej doktryny wojennej (globalny impuls elektromagnetyczny). Wiadomo, że ktsj pozbawiony prądu i paliw płynnych bardzo szybko zagrożony jest zamieszkami (walka ludzi na śmierć i życie o topniejące zapasy żywności). Po co marnować amunicję na taki kraj, gdzie ludzie sami się wykończą? To tyle słowa na niedzielę... W poniedziałek idę do pośredniaka, choć wiadomo, że dla ludzi z moim wykształceniem nie ma pracy w tym kraju...
    Ferdek

    OdpowiedzUsuń
  12. Tak w temacie: http://nauka.gadzetomania.pl/2012/04/13/za-duzo-gazu-rozweselajacego-twierdza-klimatolodzy - do 2050 postulują ograniczenie spożycia mięsa o połowę. Ciekawe kiedy wprost padnie sformułowanie, że ludzi będzie w pewnym momencie po prostu za dużo...

    OdpowiedzUsuń
  13. Anonimowego komentatora informujemy, że niemerytoryczne komentarze na poziomie spluwaczki onetu nie będą publikowane.
    Zapraszamy do dyskusji na racjonalne argumenty.

    OdpowiedzUsuń
  14. Aż nie chce mi się wierzyć, że przynajmniej niektórych samaś nie wysprajowała :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Aż trudno mi uwierzyć, że przynajmniej niektórych samaś nie wysprajowała :)

    OdpowiedzUsuń