Alex - jedna z najpiękniejszych istot mojego świata. Odważny, dobry, zaangażowany człowiek z wielkim sercem i umysłem.
Tutaj można przeczytać mini - reportaż o tym jak jego wierność sobie sprawiła, że stał się bohaterem mimo woli i wniósł mnóstwo światła do naszego świata.
siewnia memów - dla wszystkich, ale szczególnie dla Was Ludzie których kocham, a którzy jesteście czasem tak daleko...
Zapraszam również na mój blog motocyklowy
Zapraszam również na mój blog motocyklowy: http://motocyklistka.xemantic.com/
sobota, 24 listopada 2018
środa, 31 stycznia 2018
W strefie śmierci znajdziesz sens życia. W strefie komfortu śmierć za życia.
![]() |
| Tatry i ja |
Nie ma deklaracji "wyjadę na wymarzoną wycieczkę do Peru", "kupię sobie motocykl", "założę własną pracownię krawiecką" czy chociażby "zrobię sobie dwa miesiące wczasów nad Adriatykiem". Faceci czasem mówią, że zmienią auto na nowsze. I tyle.
W mediach, na forach i w komentarzach trwa koncert kanapowego eksperctwa na temat technicznych i etycznych implikacji himalaizmu - w kontekście dramatu na Nanga Parbat. Społeczeństwo w większości pozbawione pasji, z ciepełka, w blasku monitora ocenia ludzi którzy za realizację marzeń są gotowi płacić cenę najwyższą. Daje sobie prawo by oceniać, czyje życie warte jest ratowania. Twierdzą, że nie powinna z budżetu być finansowana akcja śmigłowcem, zdarzająca się raz na dekadę, a nie przeszkadza im że podatnik płaci za onkologię dla setek tysięcy palaczy, którzy całe życie świadomie, codziennie i bez dodatkowego ubezpieczenia sięgali po paczkę z napisem "palenie powoduje raka".
Stawiają granicę pt. "dzieci". Twierdzą, że rodzice dzieci nie mają prawa do własnego życia ani do własnej śmierci. Czyli dziecko to taki wyrok śmierci za życia - po spłodzeniu już tylko kapcie na nogi i pilot w dłoń, i takie wzorce potomkom przekazywać. Jakoś nie potępiają tych tatusiów, którzy rozbijają się służbowymi wozami w leasingu o drugiej w nocy na autostradzie, bo wracali z delegacji albo integracji. Tych, co na młodszy model wymieniwszy, tracą zainteresowanie potomstwem z pierwszego małżeństwa. Tych, którzy nigdy nie wyrazili chęci zobaczenia swojego potomka.
Ci, którzy rachują czas czekaniem od jednego sobotniego chlania do kolejnego; ci których życie płynie od jednego niedzielnego obiadku do drugiego, nie pojmą tych którzy cały rok czekają i pracują na kolejny wyjazd w góry. Nie pojmą tych, którzy czują, że życie bez sensu życia nie jest życiem, zatem nie jest warte przeżycia. Nie zrozumieją tego, jak o Tatrach pisała Teresa Harsdorf-Bromowiczowa:
Wiesz, co to jest śmierć?Zacytuję też Mateusza Grzesiaka (źródło): " Dziękuję także autorom tych wszystkich komentarzy na różnych forach, że: "trzeba było wybrać Polaka", "powinien był zostać w domu", "podatnik nie powinien płacić za akcję ratunkową". Pokazali mi, że w strefie śmierci jest szansa na przeżycie i spotkanie bohaterów, a w strefie komfortu funkcjonują trupy."
Nie ma woni siana
jaskrów złota
grania w żlebach
--- ślepota.
Ciała nie pieści ni słońce ni wiatr
Nic nie chcesz - nic nie trzeba -
skończył się twój świat.
Tak żyć nie można. Muszę iść tam.
Dobyć świat dzwięków i barw z ukrycia.
Nie jest ważne życie. Nie jest ważna śmierć.
To ważne, by nie umrzeć za życia.
sobota, 20 lutego 2016
Biedni chrześcijanie patrzą na (hejtujące ich) getto
"Nie rozumiem tego hejtu w kierunku kościoła. przecież jak komuś zasady tej organizacji nie odpowiadają to nie ma przymusu aby w tym uczestniczyć. niech sobie homoseksualiści założą swoją organizację i niech się tam realizują." - tak Konrad skomentował powyższe zdjęcie.
W takim razie zapraszam cię Konrad do wyobrażenia sobie następującej biografii: dziecko jest wychowywane w wierze, w przekonaniu że jak będzie grzeszyć to pójdzie do piekła, potem ma lat naście i zakochuje się w osobie tej samej płci. Nagle się dowiaduje że jest jednym z tych zboczeńców i niszczycieli cywilizacji, o których słyszał od mamy, taty, na mszach i na lekcjach religii. Nawet jeśli nie kupił shitu o piekle, to mieszka ze swoimi rodzicami, którzy jeśli się dowiedzą, w 90% przypadków nie będą zachwyceni, może się posuną do przemocy albo zamykania go w domu. (Współpracuję z pogotowiem dla nastolatków LGBT - jest to "norma" w "normalnych" rodzinach). Ma 15 lat i nie jest w stanie sobie stworzyć nie tylko swojej wspólnoty wyznaniowej, ale nawet warunków do tego by się spotykać ze swoim chłopakiem/dziewczyną, bo jak ucieknie z domu, to nie będzie mieć co jeść, a policja namierzy jego komórkę i przyprowadzi z powrotem. Ale są też gorsze scenariusze, bo są ludzie mocno wierzący, którzy nie potrafią po prostu sobie wytłumaczyć że ich Bóg ich nie potępia za to jak zostali przez niego stworzeni i cierpią całe życie walcząc... z czym? Z miłością, którą czują. Geje to nie tylko dorośli, niezależni emocjonalnie, finansowo i światopoglądowo. Dlatego nie ma i nie będzie zgody na to by Kościół, który ma wpływ na mentalność większości społeczeństwa, głosił swoją nienawiść. Nienawiść nie to tych którzy piją, biją, wykorzystują. Nienawiść do tych którzy kochają.
Konrad, spróbuj użyć swojej wyobraźni i przeprowadzić taki myślowy experyment. Że urodziłeś się w społeczeństwie, w którym kapłani dominującej religii (sami pozostający w celibacie) wymyślili sobie, że jedynie słuszne są związki jednopłciowe. Tak żyją nie tylko wierni, ale cała kultura, tak funkcjonują małżeństwa cywilne itd. I ty zakochujesz się w Ani czy Agacie. Nie możesz wziąć z nią ślubu, żyjecie razem, ale w razie śmierci któregoś z was dorobek waszego wspólnego życia, zamiast być odziedziczony przez to drugie z was, zagarnie nienawidząca was rodzina. Ponadto, jeśli ktoś na ulicy zobaczy cię z Anią za rękę, może wam spuścić wpierdol, bo taki klimat wokół waszej miłości wytworzyła panująca religia. A tu jakiś kapłan niemalże państwowego bóstwa mówi: "ależ tobie nikt nie zabrania kochać, Konrad, pod warunkiem że kochasz mężczyznę". Nie wiem czy bardziej okrutne to czy debilne.
I jeszcze trzecia myśl. Homosexualizm jest starszy znacznie niż Kościół. W Grecji starożytnej był normą kulturową (aczkolwiek zakazu hetero nie było). Potem przyszło chrześcijaństwo i bazując na judaizmie, z którego się wywodzi, to ono zaczęło hejtować gejów. W historii ludzie tracili życie, często na stosie lub w inny przeokrutny sposób, tylko dlatego że przyłapano ich na miłości z osobą tej samej płci. W cywilizowanej Europie takie działania, podjęte dobrowolne między dorosłymi osobami, były np. karane więzieniem jeszcze w latach 60. - umiesz to sobie wyobrazić? Taka była też tragiczna historia deszyfratora Enigmy i twórcy komputerów Alana Turinga. Uratował kilkanaście milionów istnień ludzkich, po czym odbiera sobie życie po skazaniu go "za nieprzyzwoitość".
Ale nie - to ludzie LGBT są tymi niedobrymi hejterami Kościoła, tak? To oni tworzą lobby zabraniające miłości i małżeństw hetero? To oni żądają od wszystkich żeby żyli tak jak oni uważają za stosowne, a nie w zgodzie ze swoją naturą? To oni są krzywdzicielami?
na fotce: apb. Marek Jędraszewski. Źródło cytatu
Etykiety:
etyka,
gender,
LGBT / homofobia / mniejszości,
queer,
religia,
rodzina,
społeczeństwo
piątek, 18 grudnia 2015
Prawo jazdy, sex i Bóg
Niektóre szkoły nauki jazdy w Holandii przyjmują usługę sexualną jako zapłatę za kurs prawa jazdy. Szumu wokół tej sprawy narobiła partia polityczna Unia Chrześcijańska, twierdząc że to niemoralne i szkodliwe społecznie i żądając od władz odebrania licencji szkołom, w których można się tak rozliczyć. Władze odpowiedziały, że jest to legalne i nie jest to nawet prostytucja (sex za hajs) ale barter. (źródło)
Jest to kolejny przykład na typowe dla religii mieszanie porządków i pojęć. Instruktorzy mają uczyć dobrze prowadzić pojazd, a nie dobrze prowadzić się. Odebranie jej ma sens jedynie wtedy, kiedy instruktor nie umie uczyć, a nie jako kara za niespełnianie wymogów obyczajowych czyjejś religii. Naprawdę, ani politykom ani duchownym nic do tego co prywatni ludzie dobrowolnie robią z własnym czasem i własnymi tyłkami. Ja tam im co najwyżej współczuję - instruktorom braku powodzenia, a kursantom szmalu. No ale żyjący w celibacie lub małżeńskiej nudzie politycy Unii Chrześcijańskiej najwyraźniej im zazdroszczą.
Czego szukasz w święta? Moje opowiadanie
Czego szukasz w święta? Ludzi czy spokoju? Ciepła, czy ciszy? Piękna, czy głębi? Boga, czy człowieka?
Bożonarodzeniowe opowiadanko które kiedyś napisałam. Teraz na OpenBooks.com. Można pobrać i wysłać komuś w prezencie bezpłatnie, a wrzucić jakiś hajs potem, jeśli się podobało. Tutaj: https://openbooks.com/books/740-pustka
Bożonarodzeniowe opowiadanko które kiedyś napisałam. Teraz na OpenBooks.com. Można pobrać i wysłać komuś w prezencie bezpłatnie, a wrzucić jakiś hajs potem, jeśli się podobało. Tutaj: https://openbooks.com/books/740-pustka
piątek, 24 października 2014
Słowa, słowa, słowa...
10 NAJWAŻNIEJSZYCH XIĄŻEK - skoro chcieliście1. Saint-Exupery, Mały Książę - spełnia dla mnie rolę Biblii - sumuje całą mądrość potrzebną do życia.
2. Tolkien, Lord of The Rings - świat, w którym wolałabym żyć. Ciężko być elfem w XXI wieku
3. Andrzej Sapkowski - Wiedźmin - szczególnie dwa tomy opowiadań.
Geniusz słowa, opisu, dialogu, akcji i melanżu melancholii z humorem.
Dowód na to, że są sposoby, by słowem więcej wyrzić niż obrazem - to
opisując sytuacje, a nie tylko stany wewnętrzne. 4. Jacek Dukaj, Katedra i cały tom "W kraju niewiernych", a do tego Perfekcyjna Niedoskonałość i inne... - też geniusz, konceptu światotwórczego i prowadzenia narracji od samego środka, gdzie czytelnik musi rozkminiać o co chodzi, uwielbiam. Godny następca Lema, z którego szczególnie lubię historie o Ijonie Tichym (w ten sposób w jednym punkcie przemyciłam dwie pozycje
6. Antoni Libera - Madame - niezwykły klimat emocjonalny, niesamowity obraz epoki, wciągająca akcja i ten nieuleczalny romantyzm... Boskie
7. Michał Pogoda - Łoś i Kot. Nasz surrealizm powszedni przesycony zajebistością formalną i treściową. Jak za komuny - powielałam, zszywałam i kolportowałam, przed oficjalną premierą... (więcej o ŁiK...)
8. Instrukcja obsługi do Hondy CBF 250. "Dbaj o jej sprawność techniczną, a twoją nagrodą jest wolność" - cały Pirsig w jednym zdaniu.
INCIPIT natomiast xiążki którymi żyłam raczej na poprzednich etapach rozwoju i które mnie wówczas kształtowały
9. Proza Edwarda Stachury - niedościgniony ideał przeżywania świata: wrażliwość na każdy detal rzeczywistości, codzienność przesycona mistycyzmem i wewnętrzna wolność, autodestrukcja w sumie też... ja w końcu nie znalazłam odwagi... - ta koncepcja że porąbany stos drewna to najpiękniejszy poemat - tak właśnie. Poezja też, ale proza bardziej.
10. Biblia - przeczytałam ją CAŁĄ, a niektóre części (Ewangelie, Psalmy) po stukroć... z ambonki też... myślę, że w swoim postrzeganiu człowieka pociągnęłam myśl etyczną Jezusa dalej niż Kościół Katolicki miał odwagę uczynić (stąd mój rozwód z tą instytucją)
no i niby jest już 10 ale ja lecę dalej bo KTO BOGATEMU ZABRONI?
11. Gra w klasy i opowiadania Julio Cortazara - prozaicznie nazwany przez literaturoznawców "realizm magiczny"...
12. Zmierzch świadomości łowcy - przeczytałam w związku z zaprzestaniem jedzenia zwierząt, i ta xiążka dostarczyła mi narzędzi intelektualnych do tego, do stawienia czoła środowisku i zmieniania go.
13. Szklarski, Tomek na wojennej ścieżce - pierwsza książka jaką przeczytałam, w wieku 7 lat, jak tylko nauczyłam się liter (Dzieci z Bullerbyn były później) - miłość do Indian, koni i przygody została mi do dziś, ale teraz już wiem że nie muszę być chłopcem by być dzielną, silną, bronić innych i mieć ciekawe życie.
14. Musierowicz, Jeżycjada - dziś obraz miłości pokazany w cyklu uważam za błędny i szkodliwy, ale literacką stronę nadal doceniam, chętnie wracam (szczególnie do "Noelki") i czytam wszystkie ukazujące się tomy na bieżąco.
15. Mała Fantastyka - w tym pisemku "dla dzieci" niesamowite, na najwyższym poziomie opowiadania S-F/fantasy, artykuły, ilustracje które pierwsze otworzyły mój umysł na możliwość istnienia innych rzeczywistości i sposobu, w jaki można je opisywać...
16. Irving, A widow for one year (film - "Drzwi w podłodze" na podstawie pierwszej części) - jak ją czytałam, to z pewnym wysiłkiem, ale została we mnie bardzo mocno na wiele sposobów...
w sumie można by wymieniać i wymieniać ale trzeba się brać do roboty.
piątek, 10 października 2014
Zatłuc, bo inny
Równo 16 lat temu 21-letni student Matthew Shepard, nieprzytomny po bestialskim pobiciu, gasł w szpitalu w Colorado. Dwóch kolesi zagadnęło go w barze, wyszli razem, został porwany, wywieziony za miasto, przywiązany do płotu, zmasakrowany i zostawiony na śmierć.
W styczniu tego roku dwie ulice od miejsca gdzie mieszkam, dwóch kolesi poszło za wychodzącym z baru 21-letnim studentem Patrykiem, dopadli go w ciemnym zaułku i zatłukli na śmierć. Rano go ludzie znaleźli. Nie mam jego zdjęcia.
Matthew zginął, bo napastnicy rozpoznali w nim geja, a nie lubili "takich". Patryk wyszedł samotnie z gejowskiego klubu, a oni poszli za nim...
"Ludzie nienawidzą wszystkiego, co się od nich różni, chociażby tylko długością uszu" (elf Filvandrel do Wiedźmina).
A tu muzyka na pożegnanie młodych ciał, zniszczonych bez powodu i zakopywanych w ziemi. "The lonely Shepherd". Matt, thanks for the hint.
W styczniu tego roku dwie ulice od miejsca gdzie mieszkam, dwóch kolesi poszło za wychodzącym z baru 21-letnim studentem Patrykiem, dopadli go w ciemnym zaułku i zatłukli na śmierć. Rano go ludzie znaleźli. Nie mam jego zdjęcia.
Matthew zginął, bo napastnicy rozpoznali w nim geja, a nie lubili "takich". Patryk wyszedł samotnie z gejowskiego klubu, a oni poszli za nim...
"Ludzie nienawidzą wszystkiego, co się od nich różni, chociażby tylko długością uszu" (elf Filvandrel do Wiedźmina).
A tu muzyka na pożegnanie młodych ciał, zniszczonych bez powodu i zakopywanych w ziemi. "The lonely Shepherd". Matt, thanks for the hint.
Etykiety:
etyka,
LGBT / homofobia / mniejszości,
matthew shepard,
queer,
społeczeństwo,
śmierć
niedziela, 9 lutego 2014
Jak skurwiłam się z Mamą...
Google ma władzę nad światem - władzę, której nikt mu nie powierzył i nikt z niej nie rozlicza - mówiłam i pisałam już ponad 10 lat temu. Późniejsze afery w mediach, o cenzurę netu w Chinach, czytanie poczty przez listonosza i śledzenie przy pomocy smartfonów w ogóle mnie nie dziwiły.
Namawiałam do używania innych wyszukiwarek, platform do zdjęć, blogów i poczty, innych systemów do telefonu. A kumpel wtedy odpowiadał mi: "Google ma władzę nad ludźmi którą dali mu oni sami, "głosując" każdym wejściem na strony, każdym wyborem ich serwisów. Płacąc swoją prywatnością za jakość usług, która jest po prostu najlepsza."
Podobne co ja obserwacje poczynił Kyle Gabler, autor World of Goo. Mogę policzyć na palcach jednej ręki gry komputerowe w które z upodobaniem grałam - ta jest jedną z nich, absolutny majstersztyk koncepcyjno-estetyczny. Symulator fizyki, w którym układa się konstrukcje z kulek gluta ("goo" to "glut").
W czwartym lewelu użytkownik spotyka się z MAMą - "nikt nie zna cię lepiej niż MAMa". "Podpisz umowę - a MAMa zajmie się resztą". Jednak opętana swą pasją kontroli MAMa zostaje wysprytniona, przez co jej nadrzędna instancja - Światowa Korporacja Goo - rozpęka się i klapcieje pod ciśnieniem reklam wysyłanych przez jej własne boty.
W czwartek podjęłam zatem jedną z cięższych decyzji życiowych. Znalazłam się w sytuacji, w której zarabianie na życie zaczęło mi zajmować tyle czasu, że nie miałam go już na pisanie, tak cenione przez wielu Czytelników. Oczywistym się więc stało że jeśli chcę mieć czas by pisać, to muszę na tym zarabiać, bo doba ma tylko 24h. Dołączyłam do bloga reklamy i ze zgrozą zobaczyłam komunikat: siądź i się zrelaxuj, a my zajmiemy się resztą...
The Matrix has me...? (Matrix, jak trafnie zauważył Kazik w komencie poniżej, to ang/łac. Macierz, czyli matka!!) Stałam się narzędziem w ręku Wielkiego Brata napędzającego młyny konsumpcji które przemielą ten świat?
Ale już następnego ranka MAMa zrobiła mi wspaniałą niespodziankę. Z okazji rozpoczęcia Olimpiady umieściła na swej głównej stronie sporty zimowe i cytat o prawie do ich uprawiania bez dyskryminacji - z tęczą w tle.
Networki praw człowieka, takie jak AllOut.org, do których należę, od kilku miesięcy ostrzegały władze wielkich mocarstw i wielkich koncernów: biorąc udział w igrzyskach legitymizujecie działania Rosji, w której nie tylko społeczeństwo, ale państwo, prawo i policja dyskryminuje ludzi kochających osoby tej samej płci. Za trzymanie się za rękę ze swoim chłopakiem na ulicy można być i bywa się tam aresztowanym i pobitym przez policję. Wielu polityków i artystów wycofało się zatem z udziału w imprezie.
Skoro już Google ma ową władzę nad światem, pozostaje nam mieć nadzieję że będzie jej używał w dobrych celach. Gest z dnia otwarcia olimpiady, który dotarł do niemal każdego użytkownika netu na świecie, daje nadzieję, że MAMa jest matką etyczną.
Właściwie poza nadzieją nic nam nie zostało, gdyż podobnie jak w Matrixie, zdecydowana większość populacji jest totalnie uzależniona od Systemu.
Na zakończenie krótki klip o łyżwiarstwie figurowym.
Jak byś się czuł gdyby wcielenie twych marzeń w życie oznaczać musiało życie w kłamstwie?
Etykiety:
etyka,
LGBT / homofobia / mniejszości,
queer,
społeczeństwo,
technologie
środa, 5 lutego 2014
Dziwka ze śrubokrętem w dłoni...
"cieszy mnie gdy widzę kobietę, robiącą to wszystko, za co zwykle
nagradzani są mężczyźni (niezależność, kompetencja mechaniczna, wierność
sobie, pragnienia seksualne), bo wszyscy wiemy, że kobiety to lubią (albo jesteśmy tymi kobietami :-) ) ale rzadko pozwala się
im na to w kinie z powodu ograniczeń moralnych, które są gorzej niż
przestarzałe – one są rzeczywiście krzywdzące. Niemniej nadal istnieją
usiłowania, by kontrolować kobiety poprzez moralność. Jeśli mężczyzna
nie może kontrolować kobiety seksualnie (poprzez posiadanie jej na
własność), próbuje kontrolować ją moralnie (nazywając ją dziwką). Ta
szczeniacka reakcja na to, że sprawy nie idą po jego myśli, wciąż
funkcjonuje we wszystkich kulturach, nawet „liberalnych” i
„postępowych”."
Eric Tretbar, twórca kina niezależnego, scenarzysta i reżyser "Girl Meets Bike". Więcej świetnych opowieści Erika w wywiadzie który z nim przeprowadziłam dla MotoRmanii.
Eric Tretbar, twórca kina niezależnego, scenarzysta i reżyser "Girl Meets Bike". Więcej świetnych opowieści Erika w wywiadzie który z nim przeprowadziłam dla MotoRmanii.
sobota, 18 stycznia 2014
Chory na wszystko, chorobę mam na powiekach.
I jeszcze te cholerne święta. Cztery dni ustawowo wolne od pracy w rozstrzale na trzy tygodnie i przez miesiąc nic w tym kraju nie funkcjonuje jak należy. A wiadomo że jak się coś schrzani to właśnie w któryś z nich, a człowiek zostanie z tym zupełnie sam. Tydzień brania Heviranu a wirusowe zapalenie spojówek nie odpuściło. Zjadam ostatnią tabletkę i narzucam płaszcz. Na ulicach pusto i ciemno. W oknach migotanie choinek i ekranów telewizyjnych. Pół narodu ma w tej chwili w dłoni pilota, a w drugiej browar. Drugie pół - obie dłonie na klawiaturze, a twarz w Ryjxiążce. Kto ma w dłoniach dłonie Drugiego Człowieka? Twarz w jego twarzy?
Apteka zamknięta. Spis dyżurów w oknie wysokiego parteru czcionką tak drobną, że nie przeczytałabym nawet, gdyby światło latarń ulicznych tu docierało. A nie dociera. Idę do następnej, ta też nieczynna. W całodobowej panienka ulukrowana na róż-perła niczym bożonarodzeniowy pierniczek robi wyraz twarzy hrabianki, której niski rangą żołnierz wojsk carskich zaproponował właśnie udanie się do alkowy. "Nie sprzedam bez recepty". Z powrotem mrok ulic i zimny blask municypalnych choinek.
Jestem chory na wszystko, kochana,
i nie wiem, co mnie tu czeka.
Gdzie jest następna otwarta apteka.
I co powie.
- Ten lek jest na receptę, rozliczają nas...
- Ale gdzie ja się dostanę do lekarza w święto? Co pani proponuje?
- Trzeba na dyżur... (cztery godziny czekania, aż moje oko obejrzy na przykład proktolog, i to ja mu powiem co ma mi wypisać, i zabiorę czas ludziom ze zwichniętymi nogami i czterdziestostopniową gorączką)
- Z zapaleniem spojówki? Przecież mnie zabiją śmiechem.
Christmas time, mistletoe and vine. Czas miłosierdzia, gdy zwierzęta, ale nie lekarze lub farmaceuci, mówią ludzkim głosem. Jestem chory na wszystko, chory na wszystko. Chorobę mam na powiekach.
.
.
sobota, 28 grudnia 2013
Mężczyzna, kobieta, człowiek
Bardzo cenię w mężczyźnie, jeśli potrafi płakać, bo to oznacza że nie zatracił kontaktu ze swoim człowieczeństwem. Niestety chłopcy w naszej kulturze są od najwcześniejszego dzieciństwa okaleczani przez wychowanie, gdyż nie pozwala im się okazywać emocji, przez co tracą świadomość tego co czują. Nie potrafią tego nazywać, mówić o tym, uzyskać wsparcia w problemach. Przez co cierpią oni sami i ich bliscy.
Moi czytelnicy pewnie znają te stwierdzenia, bo mówiłam to już wielokrotnie i przy różnych okazjach. Tym bardziej cieszy mnie że nie tylko ja to zauważam. O tym i powiązanych zagadnieniach powiada Tony Porter wygłaszając Apel do Mężczyzn w cyklu TED (polskie napisy). (Aczkolwiek na widowni siedzą niemalże wyłącznie kobiety...)
Pamiętam rozmowę z 12-letnim chłopcem, piłkarzem, kiedy zapytałem go: „Jak byś się poczuł, gdyby przy wszystkich graczach twój trener ci powiedział, że grasz jak dziewczyna?” No i spodziewałem się, że powie coś jak: byłbym smutny, byłbym wściekły, byłbym zły, albo coś w tym rodzaju. Ale nie, ten chłopiec powiedział do mnie: „To by mnie zniszczyło.” Wtedy powiedziałem sobie: „Boże, jeśli zniszczyłoby go nazwanie dziewczyną, to czego my go uczymy na temat dziewczynek?”
Na kłamstwie nie da się nic sensownego zbudować. Patriarchalny obraz płci, oparty na zafałszowaniu tego "kim jesteśmy" na rzecz tego "kim wymaga się od nas, byśmy byli" niszczy jednostki obu płci, relacje w jakie wchodzą, i w ogóle społeczeństwo. Wyczytałam ostatnio na necie o chłopcu, którego ojciec przywiązał do psiej budy za karę za to że płakał. Większość biskupów pewnie by powiedziała, że słusznie uczynił, bo w ten sposób właśnie walczy się z "genderem", tym, co oni uważają za wroga nr 1.
PS. Trzy lata temu analizowałam inny list episkopatu na niedzielę św. Rodziny, pisząc o tym jak kłamliwa i zafałszowana jest troska biskupów o rodzinę, jakim naprawdę celom służy. Wtedy chłopcem do bicia było in vitro i ustawa o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie, teraz jest gender i konwencja o przeciwdziałaniu przemocy wobec kobiet, a cel ten sam.
Moi czytelnicy pewnie znają te stwierdzenia, bo mówiłam to już wielokrotnie i przy różnych okazjach. Tym bardziej cieszy mnie że nie tylko ja to zauważam. O tym i powiązanych zagadnieniach powiada Tony Porter wygłaszając Apel do Mężczyzn w cyklu TED (polskie napisy). (Aczkolwiek na widowni siedzą niemalże wyłącznie kobiety...)
Pamiętam rozmowę z 12-letnim chłopcem, piłkarzem, kiedy zapytałem go: „Jak byś się poczuł, gdyby przy wszystkich graczach twój trener ci powiedział, że grasz jak dziewczyna?” No i spodziewałem się, że powie coś jak: byłbym smutny, byłbym wściekły, byłbym zły, albo coś w tym rodzaju. Ale nie, ten chłopiec powiedział do mnie: „To by mnie zniszczyło.” Wtedy powiedziałem sobie: „Boże, jeśli zniszczyłoby go nazwanie dziewczyną, to czego my go uczymy na temat dziewczynek?”
Na kłamstwie nie da się nic sensownego zbudować. Patriarchalny obraz płci, oparty na zafałszowaniu tego "kim jesteśmy" na rzecz tego "kim wymaga się od nas, byśmy byli" niszczy jednostki obu płci, relacje w jakie wchodzą, i w ogóle społeczeństwo. Wyczytałam ostatnio na necie o chłopcu, którego ojciec przywiązał do psiej budy za karę za to że płakał. Większość biskupów pewnie by powiedziała, że słusznie uczynił, bo w ten sposób właśnie walczy się z "genderem", tym, co oni uważają za wroga nr 1.
PS. Trzy lata temu analizowałam inny list episkopatu na niedzielę św. Rodziny, pisząc o tym jak kłamliwa i zafałszowana jest troska biskupów o rodzinę, jakim naprawdę celom służy. Wtedy chłopcem do bicia było in vitro i ustawa o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie, teraz jest gender i konwencja o przeciwdziałaniu przemocy wobec kobiet, a cel ten sam.
sobota, 30 listopada 2013
"Łatwopalni" - o rozplątywaniu supełków w głowie...
Polecam wszystkim miłośnikom opowieści o skomplikowanych ludziach i skomplikowanych życiorysach.
Znam ludzi z kamienia,
Co będą wiecznie trwać
Znam ludzi z papieru,
Co rzucają się na wiatr
A my tak łatwopalni
Biegniemy w ogień,
By mocniej żyć
Świat między wierszami
Największy ukrył skarb
Wiesz - w to miejsce czasami
Odchodzi któryś z nas...
(Agnieszka Osiecka)
"Łatwopalni". Motocyklowa opowieść o spóźnionym dorastaniu - na MotoRmanii moja recenzja najnowszej powieści Agnieszki Lingas-Łoniewskiej.
Znam ludzi z kamienia,
Co będą wiecznie trwać
Znam ludzi z papieru,
Co rzucają się na wiatr
A my tak łatwopalni
Biegniemy w ogień,
By mocniej żyć
Świat między wierszami
Największy ukrył skarb
Wiesz - w to miejsce czasami
Odchodzi któryś z nas...
(Agnieszka Osiecka)
"Łatwopalni". Motocyklowa opowieść o spóźnionym dorastaniu - na MotoRmanii moja recenzja najnowszej powieści Agnieszki Lingas-Łoniewskiej.
czwartek, 28 listopada 2013
"Wyścig" - zachwycający dramat psychologiczny
Póki jest jeszcze w kinie, koniecznie idźcie zobaczyć - nie z DVD, nie z torrenta, ale na dużym ekranie. Te zdjęcia i ta muzyka zasługują na to by na zacnym sprzęcie oglądać je i słuchać.
Nie trzeba być wkręconym w Formułę 1, żeby zachwycić się tym filmem. Wiem, bo ja nie jestem, a mimo to ten de facto dramat psychologiczny naprawdę mnie porwał.
Tu: trailer najbardziej psychologiczny z kilku oficjalnych
A tu - ten bardziej "wyścigowy"
Jest to opowieść o prawdziwych osobach i zdarzeniach z lat 70., z minimalnymi tylko przesunięciami, moim zdaniem bardzo dobrze zrobionymi by wyakcentować sens tego, co się wydarzyło i czego doświadczyli bohaterowie. Jeśli nie znacie tej historii, nie czytajcie o niej przed obejrzeniem filmu, żeby móc głębiej ją przeżyć, bo pokazana jest wspaniale, a ci z jej uczestników, którzy nadal żyją, potwierdzają tę opinię. Film ten opowiada o ludziach, ich charakterach i wzajemnych relacjach, o niezwykłym kontraście osobowości i postaw Niki Laudy i Jamesa Hunta, rywalizujących o mistrzostwo w F1, a w pierwotnym scenariuszu nie było scen wyścigów, bo autor Peter Morgan zakładał że będzie to niskobudżetowa, artystyczna produkcja. Na szczęście ktoś uwierzył w tę wizję bardziej niż twórca i powstał obraz przepiękny wizualnie, z absolutnie genialną muzyką Hansa Zimmera ("Incepcja"!!!), której od tygodnia słucham w kółko. Aktorzy również z górnej półki: Chris Hemsworth, Olivia Wilde ("13-tka" z "Dr House"); oczy człowieka który wcielił się w rolę Niki Laudy wydawały mi się znajome, lecz dopiero po zajrzeniu do Wikipedii ogarnęłam, że to odtwórca głównych ról z "Good Bye Lenin" i "Edukatorzy", w rzeczywistości całkiem urodziwy Daniel Brühl (szacun za charakteryzację i wiernie odtworzoną mimikę, sposób mówienia i tę szajbę w oczach!)
W pewien sposób ta opowieść potwierdza moją obserwację już dawno temu poczynioną, że życie jest niesamowicie ciekawe i przeplata ludzkie losy w sposób tak "filmowy", że aż trudno uwierzyć że zdarzyło się to naprawdę. Co więcej, gdyby nie zdarzyło się naprawdę, scenarzyście w tak nieprawdopodobny sposób splątanej fabuły litościwie doradzilibyśmy, by zajął się pisaniem telenowel brazylijskich. A to jednak życie! Reżyser Ron Howard potrafił bez żadnego zbędnego patosu pokazać piękno i dramat tej historii tak, że wielu z oglądających film dużych chłopców nie tylko ma łzy w oczach, ale też mają potem odwagę przyznać się do tego.
Historia jest prawdziwa, odtworzona z dbałością o szczegóły, tak jak użycie dokładnie tego, prawdziwego odcinka toru Nürburgring do sfilmowania kraksy tam, gdzie naprawdę miała miejsce, czy też pozyskanie oryginalnych pojazdów - McLarena Jamesa Hunta, oraz jednego z Ferrari Niki Laudy z sezonu 1976, by zagrały w filmie same siebie. Jakość tej prawdziwości i jej zobrazowania potwierdza zaangażowanie w tworzenie filmu uczestników tamtych zdarzeń. Tylko dwa dla przykładu: Alastair Caldwell, w 1976 roku szef zespołu McLarena, odtworzony na ekranie przez aktora Stephena Mangana, w filmie gra rolę przedstawiciela FIA. Guy Edwards, który z narażeniem życia ratował Niki Laudę z płonącego wraku jego bolida, zagrany został w tej dramatycznej scenie przez swego syna Seana. 26-letni Sean w obecnym sezonie najprawdopodobniej zostałby mistrzem Porsche Supercup, ale zginął na skutek wypadku podczas jazd testowych na torze, dwa dni po premierze "Wyścigu"... Samochód uderzył w bandę i stanął w płomieniach... Przedziwnie się przeplata ta rzeczywistość z rzeczywistością.
Po obejrzeniu filmu - (naprawdę, dopiero po!!! bo tu spoiler na spoilerze i nie chodzi mi bynajmniej o skrzydła bolidów) polecam gorąco tę stronę: History vs. Hollywood - Rush z zestawieniem faktów historycznych i wierności ich odtworzenia. Są tam archiwalne zdjęcia i nagrania zarówno z toru, jak i rozmowy i wywiady, a także współcześnie zarejestrowane wspomnienia żyjących uczestników tamtych zdarzeń i okoliczności powstawania filmu. Szczególnie polecam ten materiał o współpracy bohatera tej historii z jego filmowym odtwórcą.
PS. Ta scena kiedy Niki i Marlene łapią stopa. Ci Włosi którzy ich zabierają. Czadowa! Taka mała rzecz a tak cieszy :-)
PS.2. Bardziej niż kraksa rozwalił mnie szpital. Bardziej niż szpital - początek wyścigu pod górą Fuji. Mimo, że teoretycznie powinnam być bardzo już dużym chłopcem.
wtorek, 26 listopada 2013
Czy Ryby śnią o elektrycznych drinkach?
Oto, do czego doprowadzają Rybę jego bezbożne herezje...
Niedawno opisał był taki swój sen:
Śniło mi się, że byłem menadżerem Edyty Górniak...
Jakby tego było mało, rzecz działa się w postnuklearnej przyszłości. Chodziłem z nią po mad-maxowskim Szczecinie, a ona wciąż płakała, że nie może skończyć płyty.
Świat był skażony jakimś radioaktywnym syfem i żeby przeżyć każdy codziennie musiał wypić coś w rodzaju drinka złożonego z wódki, rodzynek i ołowianych opiłków. Edyta miała wódkę, Szczecin był pełen wielkich drzew pod którymi nazbierałem kilka garści rodzynek, pozostawał więc tylko problem z ostatnim komponentem. Na szczęście miasto pełne było zbieraczy złomu poruszających się na rowerach, którzy w drucianych koszykach wozili ołowiany złom i ścierali go potrzebującym wprost do szklanek. Zatrzymaliśmy więc jednego - jak się okazało był to Kazimierz Pogoda. No... taki sen.
Hmm... Gdy rozum śpi, budzą się kolejne warstwy geniuszu....
A tu na marginesie, inne przejawy ludzkiej kreatywności:


Niedawno opisał był taki swój sen:
Śniło mi się, że byłem menadżerem Edyty Górniak...Jakby tego było mało, rzecz działa się w postnuklearnej przyszłości. Chodziłem z nią po mad-maxowskim Szczecinie, a ona wciąż płakała, że nie może skończyć płyty.
Świat był skażony jakimś radioaktywnym syfem i żeby przeżyć każdy codziennie musiał wypić coś w rodzaju drinka złożonego z wódki, rodzynek i ołowianych opiłków. Edyta miała wódkę, Szczecin był pełen wielkich drzew pod którymi nazbierałem kilka garści rodzynek, pozostawał więc tylko problem z ostatnim komponentem. Na szczęście miasto pełne było zbieraczy złomu poruszających się na rowerach, którzy w drucianych koszykach wozili ołowiany złom i ścierali go potrzebującym wprost do szklanek. Zatrzymaliśmy więc jednego - jak się okazało był to Kazimierz Pogoda. No... taki sen.
(copyright by Piotr Rybarczyk, 2013)
![]() |
| Caryca Katarzyna? |
Hmm... Gdy rozum śpi, budzą się kolejne warstwy geniuszu....
A tu na marginesie, inne przejawy ludzkiej kreatywności:


środa, 20 listopada 2013
Yoav, piękna muzyka pięknego człowieka
Wychodzi na scenę bezbronny, w rękach tylko akustyczna gitara. Marynarkę rzuca na podłogę, ściąga buty, i bosymi stopami operuje na ułożonych na podłodze przełącznikach i pokrętłach. Z gitary jest w stanie wydobyć dowolny dźwięk, także używając jej jako instrumentu perkusyjnego czy dmuchając przez struny do środka - podobnie jak Paganini potrafił ze skrzypiec zagrać cokolwiek wymyślił. Zapętla ten dźwięk, potem następny, i w ten sposób tworzy sobie podkład rytmiczny, który jednakowoż nie leci do końca tak po prostu, zmienia się, poszczególne ścieżki zanikają, wracają, zastępowane są innymi na bieżąco w czasie utworu. To wszystko robi stopami na swomi "stole mixerskim", zaś jednocześnie rękami gra na gitarze i śpiewa. Człowiek orkiestra. Co za wirtuozeria!!!
(Na tym video widać jak to robi - zobacz koniecznie)
A po koncercie Yoav założył buty i zszedł ze sceny prosto w tłum, podpisywać płyty. Mimo zmęczenia (mówił mi przed koncertem że musiał wstać o czwartej rano żeby dotrzeć do Warszawy, a przed koncertem jeszcze dwa występy w studiach radiowych...) przez dwie godziny dawał autografy, rozmawiał z ludźmi, ustawiał się do zdjęć które robili sobie z nim.
Wspaniała galeria zdjęć z koncertu w Warszawie 10.11.2013 od LiveLazzaroni (niestety trzeba trochę przeskrolować by znaleźć odpowiednią galerię)
A tu moja ulubiona Beautiful Lie na żywo z koncertu w Kopenhadze (nie wiem co ci ludzie mają że nie pozwalają embedować - kliknij tutaj
środa, 7 sierpnia 2013
Okupacja cipy
"Szybko wraca małostkowość i ta najbardziej haniebna forma własności gruntowej, zaborcza okupacja, tyrania roztoczona nad kilkoma centymetrami kwadratowymi ludzkiego ciała, mianowicie nad cipą własnej żony."
Leonard Cohen, "Piękni przegrani"
Cytat ten został przywołany w dyskusji pod postem o poliamorii, gdy jedna z osób biorących udział w rozmowie zadeklarowała, że rozumie to wszystko, o ile nie dotyczy to sfery sexualnej.
Zastanawiając się, dlaczego ten właśnie aspekt miałby być de facto ważniejszy od "wierności" emocjonalnej, intelektualnej, od lojalności, od solidarności w popychaniu do przodu ciężkiego wózka z praktycznymi aspektami życia, pomyślałam, że chodzi chyba po prostu o zwykły atawizm samolubnych genów. Socjobiologia zresztą dawno już zauważyła że kobiety częściej są skłonne wybaczyć "skoki w bok" na gruncie cielesnym, jeśli zostaje zachowana "wierność mentalna", zaś mężczyźni dokładnie odwrotnie. Ma to swoje podstawy w mechanizmach ewolucyjnych. Młode człowiecze są relatywnie długo w porównaniu do innych ssaków niesamodzielne i ograniczające samodzielność samicy uniemożliwiając jej w okresie ciąży i połogu przeżycie bez wsparcia z zewnątrz. Samica może mieć max jedno młode co roku, więc aby jej geny przetrwały, musi za wszelką cenę zapewnić przetrwanie każdej sztuce swego potomstwa. Ceną tą zatem bywa akceptacja epizodów samca z innymi samicami, akceptowalna o tyle, o ile samiec upolowanego mamuta przynosi jej i jej potomstwu. Tymczasem samiec by przetrwać genetycznie nie może zaakceptować sytuacji w której zdobyczny mamut inwestowany jest w nosiciela nie jego genów. Więc romanse partnerki nie mogą wyjść poza sferę mentalną. Co więcej, o ile dla samicy ludzkiej najlepszą strategią na utrwalenie swych genów jest ochrona każdej sztuki swego potomstwa, o tyle dla samca który może spłodzić kilkaset młodych rocznie najkorzystniej jest siać materiałem genetycznym gdzie popadnie. Jednym słowem, kobiety są z natury monogamiczne i zazdrosne o zaangażowanie swych partnerów, zaś mężczyźni z natury poligamiczni w odniesieniu do siebie samych oraz równie z natury zazdrośni o brak monogamii u swoich partnerek. Tacy właśnie jesteśmy o ile pracą umysłu nie przełamiemy tych wdrukowanych w geny mechanizmów.
O ich sile świadczy zresztą występowanie wielu bazowanych na nich zjawisk w kulturze. Większa akceptacja dla swobody sexualnej chłopców i mężczyzn, wymóg dziewictwa do ślubu i manifestująca je biała suknia obowiązujące tylko kobietę. W XIX wieku w wyższych sferach to brat lub ojciec zabierał nastoletniego chłopca do burdelu, by "stał się mężczyzną"; równocześnie zaś ci sami ludzie strzegli cnoty swych córek, by inni mężczyźni mogli pojąć je za żony dziewicami. Mężczyzna mający wiele kobiet to donżuan, kobieta mająca wielu partnerów to dziwka/lafirynda, itd.
Zazdrość jest naturalna. Kompersja - kulturowa, cywilizacyjna, etyczna. Podobnie naturalny, sprzyjający przetrwaniu jest egoizm i agresja, zaś za etyczne uważamy altruizm, rozwiązywanie konfliktów przez negocjacje, i troskę o innych. Ratowanie czyjegoś życia z narażeniem swojego, coś co robią na codzień strażacy, policjanci i ratownicy górscy, również jest kulturowe. Jak zwykle przy takich okazjach dochodzimy zatem do kluczowego pytania, którą z warstw, nierozłącznych w człowieku i tworzonej przez niego cywilizacji, chcemy uznać za kluczową dla naszego człowieczeństwa.
![]() |
| Zobacz przypis* |
*Uwaga osoby widoczne na zdjęciu nie były i nie są zaangażowane w relację poliamoryczną, dałam fotkę bo fajnie pokazuje ideę mimo że jej nie reprezentuje
Etykiety:
etyka,
gender,
płeć,
poliamoria,
queer,
społeczeństwo
czwartek, 1 sierpnia 2013
Wrocław, Basia, Danny, Krasnale, vegan-knajping-marathon i ja
czwartek, 16 maja 2013
Pogo, gaz i klucz (ptasi)
Widzą zło w wytartej skórze
Widzą zło w podartych dżinsach
Łysiejący ludzie, którzy
Własne łby starli na świństwach
Boją się kolczyka w uchu
Ci co w uszach są otyli
Chcą nam pępek zaszyć w brzuchu
niby że nas nie spłodzili
Przerażone ryje świni
oglądają taniec pogo
przerażeni kabotyni
dbają o swój własny ogon
Taką oto piosenkę, dającą się zaśpiewać na melodię "Tom's Diner" Suzanne Vegi, ktoś stworzył, wypisał flamastrem na płachcie papieru pakowego, i powiesił na hydeparkowej tablicy w korytarzu Społecznego Liceum. Wczesne lata 90. Po jednej stronie barykady nauczyciele i rodzice, po drugiej niepokorna młodzież, której autoexpresja i indywidualizm przejawiały się w nieakceptowanych przez większość starszego pokolenia formach ciała i przyodziewku, w głośnej i szorstkiej muzyce. Wiek niewinności. Rodzice obecnych nastolatków zmagają się z dostępnością środków odurzających, dryfowaniem w cyberprzestrzeń, ciśnieniem na kosztowne gadżety. Tamtejsi nastolatkowie sami są teraz poważnymi ludźmi i robią takie badania jak to zrelacjonowane przez Technology Review. Otóż analiza nagrań video z koncertów punkowych wykazała, że uczestnicy pogo/kociołka wykazują zachowania podobne do cząsteczek gazu w 2D lub też poruszania się ptaków lecących w stadzie. :-) Czad, że się komuś chciało :-)
Widzą zło w podartych dżinsach
Łysiejący ludzie, którzy
Własne łby starli na świństwach
Boją się kolczyka w uchu
Ci co w uszach są otyli
Chcą nam pępek zaszyć w brzuchu
niby że nas nie spłodzili
Przerażone ryje świni
oglądają taniec pogo
przerażeni kabotyni
dbają o swój własny ogon
Taką oto piosenkę, dającą się zaśpiewać na melodię "Tom's Diner" Suzanne Vegi, ktoś stworzył, wypisał flamastrem na płachcie papieru pakowego, i powiesił na hydeparkowej tablicy w korytarzu Społecznego Liceum. Wczesne lata 90. Po jednej stronie barykady nauczyciele i rodzice, po drugiej niepokorna młodzież, której autoexpresja i indywidualizm przejawiały się w nieakceptowanych przez większość starszego pokolenia formach ciała i przyodziewku, w głośnej i szorstkiej muzyce. Wiek niewinności. Rodzice obecnych nastolatków zmagają się z dostępnością środków odurzających, dryfowaniem w cyberprzestrzeń, ciśnieniem na kosztowne gadżety. Tamtejsi nastolatkowie sami są teraz poważnymi ludźmi i robią takie badania jak to zrelacjonowane przez Technology Review. Otóż analiza nagrań video z koncertów punkowych wykazała, że uczestnicy pogo/kociołka wykazują zachowania podobne do cząsteczek gazu w 2D lub też poruszania się ptaków lecących w stadzie. :-) Czad, że się komuś chciało :-)
środa, 15 maja 2013
Pa-Cia De-Bóg
Niezastąpiony Alan wrzucił na mojego fejsiora taki oto obrazek:
"Pa-cia to bóg chiński niszczący szarańczę i inne szkodliwe owady. Odstrasza insekty, jego ciało zaś złożone jest z rozmaitych elementów: ptaka, człowieka, dzwonu..."
Alan: Jak ulał pasuje do blogowej misji memowej ((-;
ja: No tak, ja robię taki debug ludzkiego myślenia...
Urodę, nerwowość i wewnętrzną niespójność też mam porównywalną ;-)
Alan: Tak, mizerabilność człecza, ulotność ptasia i dzwon na trwogę! ((-;
ja: albo - errare humanum, ptasi móżdżek i pustota dzwonu...
Alan: ale za to, jakie serce tego dzwonu! ((-;
ja: może i duże ale z jakiegoś ciężkiego metalu. Metale ciężkie (zob. obrazek) są szkodliwe dla zdrowia organizmów białkowych ;-P
PS. Tym się blogowanie różni od fejsowania. Na Ryjxionszce wszystko po tygodniu przepada, na blogu jest wiecznotrwałe. I ogólnodostępne -
![]() |
| Pa-cia De-Bóg |
"Pa-cia to bóg chiński niszczący szarańczę i inne szkodliwe owady. Odstrasza insekty, jego ciało zaś złożone jest z rozmaitych elementów: ptaka, człowieka, dzwonu..."
Alan: Jak ulał pasuje do blogowej misji memowej ((-;
ja: No tak, ja robię taki debug ludzkiego myślenia...
Urodę, nerwowość i wewnętrzną niespójność też mam porównywalną ;-)
Alan: Tak, mizerabilność człecza, ulotność ptasia i dzwon na trwogę! ((-;
ja: albo - errare humanum, ptasi móżdżek i pustota dzwonu...
Alan: ale za to, jakie serce tego dzwonu! ((-;
ja: może i duże ale z jakiegoś ciężkiego metalu. Metale ciężkie (zob. obrazek) są szkodliwe dla zdrowia organizmów białkowych ;-P
![]() |
| Metale ciężkie |
Subskrybuj:
Posty (Atom)



























