siewnia memów - dla wszystkich, ale szczególnie dla Was Ludzie których kocham, a którzy jesteście czasem tak daleko...
Zapraszam również na mój blog motocyklowy
sobota, 18 kwietnia 2009
Otwarty kod, otwarte ramiona, otwarte umysły
Tym słodsze i open-minded jest to że chłopcy przytulili się do innego chłopca, a nie do laski - co z tego że ładna, skoro chciała 10 dolcy :-)
A to mój najukochańszy klip o Przytulaniu Za Darmo:
Inne clipy fajne:
piosenka mocno pojechana "Ladies love that i'm open source, I eat salad without any fork..."
śmieszne - Linux dla normalnego człowieka "I'm not geek." - "Yes you are" :-)
śliczny filmik o pingwinkach (Linux)
Linux i ratownictwo medyczne "jaka jest różnica między japkiem a oknem?"
To nic mamusiu, że nie zostałem inżynierem.
tzn wszyscy starzy durnie w rodzinie
że bez sensu ślub, że trzeba najpierw studia etc sranie w banie
potem, jak Dziuny poszedł za głosem serca, rzucił Polibudę i poszedł na filozofię, robili jeszcze większą tragedię
że jesteśmy nieodpowiedzialni, niepoważni i lenie
teraz nas strasznie szanują, bo zarabiamy więcej szmalu niż ktokolwiek z nich
ale ja mam w dupie ten ich szacunek, bo oceniają mnie nadal według tych samych chorych kryteriów co wtedy
a to, że spełniliśmy ich oczekiwania, jest skutkiem ubocznym tego, że żyjemy w zgodzie z sobą
nigdy nie potrzebowaliśmy mieć kasy
dlatego uważam że tamta decyzja była dobra niezależnie od tego, czy teraz mamy mieszkanie, pracę, oszczędności
bo jesteśmy razem i kochamy się
i to jest najważniejsze
Wielki Testament Stachury
Oslo
To nie my posiadamy rzeczy; to one nas mają.
Norwegowie w swym mieście stołecznym uwieczniają ciekawe rzeczy. W ogródku jednego z lokali rzeźba o Problemach Nierozwiązywalnych:
Przedziwne rzeczy: robot offline...


The Matrix has us

Albo takie fotki które zrobiłam używając fitra polaryzacyjnego:


Robione z tego samego miejsca, na tych samych ustawieniach, w tej samej minucie, tylko filtr inaczej przekręcony. Wiem że sterowani przez więżący nas System fizycy twierdzą że to chodzi o jakąś polaryzację światła, ale ja nie wierzę, że można tak sobie usunąć światło, które przecież do mnie leci (odbite od szyby). To nie żadne polialkohole winylowe tylko kawałek kodu (reprezentowany jako nakładka na obiektyw) który potrafi odsiać składową światła odbitego z renderowanych "powierzchni".

niedziela, 5 kwietnia 2009
Lunatic Soul na norweskich chodnikach
Najbardziej boli świadomość, że nie da się Stamtąd wrócić nie tracąc części siebie. Ostateczna prawda jest taka, że albo się zostanie zapomnianym przez wszystkich, albo trzeba samemu zapomnieć wszystko.
When I met The Ferryman
He smiled to me
Could swear I saw this smile before
“You have to choose” – he said
“And then you may return
You’ll get another chance to revive
If you decide to keep
Your memories from the past
By all else, you must be forgotten
If you let me take your mind
If you let me take your soul
In their hearts you’ll stay forever
Your choice
Wybieraj. To jest najtrudniejsze.
O muzyce nie powiem nic, zgodnie z postulatem Mistrza Bexińskiego, by nie werbalizować tego, co jest do słuchania, oglądania czy jedzenia. Wspomnę tylko o uczuciach które we mnie budzi. Niesamowite, że można tak genialnie dźwiękiem namalować ten rozdzierający stan, w którym decydujesz, a zarazem wiesz, że nie ma dobrych wyborów i że którą drogą nie pójdziesz, skończy się to twoją przegraną. Tę samotność i maleńkość jednostki wobec bezsensownie skonstruowanego kosmosu.
Płyta leżała u mnie parę miesięcy, zanim odważyłam się jej posłuchać pierwszy raz. Głównie dlatego, że to bardzo zły czas dla mnie był, a że z muzyką zapamiętują mi się emocje czasu kiedy ją słucham, nie chciałam jej sobie zniszczyć, tak jak niektóre płyty zniszczyłam sobie słuchając ich podczas sesji na studiach. Zabrałam Lunatic Soul do Oslo, na te parę dni oderwania od mułu codzienności i powrotu do klimatu dawnych dobrych wolnych czasów. To była trafna decyzja. Teraz kiedy słucham tej płyty chodząc ulicami Śledziogrodu, pod przymkniętymi powiekami widzę słońce nad fiordem i cytaty z Ibsena wniknięte w strukturę chodnika.

piątek, 20 marca 2009
We want to be loved, loved for what we are...
Rozejrzałam się - pusto - i zdałam sobie sprawę, że płacz dobiegł mnie z moich własnych słuchawek, z towarzyszącej mi płyty.
Pośród wielu bredni jaką wymyśliła nasza chora kultura jest też i ta, że mężczyznom nie wolno płakać. Od dzieciństwa są tresowani do odcinania się od własnych emocji i udawania kogoś innego niż są: twardzieli. Tymczasem to właśnie bycie sobą wymaga dużo większej odwagi. Przyznanie się do wrażliwości i niemożności poradzenia sobie ze wszystkim to częściowe odsłonięcie, a na to potrzeba więcej śmiałości niż na chowanie się za pancerną przyłbicą. A wrażliwość i słabość to cechy piękne, bo nieodzowne składowe człowieczeństwa.
W skandynawskich miastach jest taki niezwykły zapach. Tu w Oslo tak samo jak w kochanej Kopenhadze. Trochę jakby aromat ciepłego chleba, a trochę tych szarych kamieni. I może morza trochę. Nie wiem. Jest jedyny w swoim rodzaju. Dopiero pochwycenie go tutaj uświadomiło mi, jak bardzo za nim tęskniłam.
(pisałam na Karl Johans gate, na ławce przed budynkiem parlamentu Norwegii)
niedziela, 15 marca 2009
Koralina, dziecko pracoholików
And the meteorite is a source of a light
Stoimy z Człowiekiem Kochanym na 22 piętrze patrząc na miasto w dole. Z tego poziomu nie wygląda ono aż tak okropnie. Nie widać śmieci, dziur w chodnikach, tępych spojerzeń drechów. Jest przestrzeń, której nie dostrzega się, walcząc o życie na przejściu dla pieszych, między łokciami i zderzakami. Jest nawet jakaś ładność w układzie ulic i dachów, zazwyczaj zasłonięta industrialnym brudem tynków i nawierzchni.
- Co byś zrobił, gdyby teraz, prosto na nas, leciał odrzutowiec?
Pokazuje mi drzwi z napisem "droga ewakuacyjna" we wnęce za naszymi plecami .
- Zobacz. Zostałoby 30, może 60 sekund. W tym czasie można zbiec dwa, trzy piętra...
Taki właśnie jest. Praktyczny, zadaniowy, odpowiedzialny, inteligentny. Trudno byłoby sobie wyobrazić, że w w jednej osobie obdarzonej taką ilością zalet jest jeszcze miejsce na kolejne. A tu niespodzianka. Ma ten chłopiec także umiejętność słuchania i mówienia o uczuciach, empatię, fantazję i bardzo cenny rodzaj szaleństwa: taki, że czuję się z nim absolutnie bezpiecznie. Tam właśnie, ponad miastem, daje mi niezwykły i niespodziewany podarunek. Malutki kawałek gwiazdy, która spadła z nieba. Zastygły w metaliczny kamień. Znaleziony pośród pustyni Arabii. Trzymam go na dłoni, tu na Ziemi, dotykam okrucha materii który przybył na moją planetę przez setki tysięcy kilometrów kosmosu - próżni - nieba. Był w miejscach, w których nigdy nie będę.

Prezent, który trwa, robi z emocją to co fotografia ze światłem: uwiecznia ją. Utrwala chwilę, w której jeden człowiek pomyślał o drugim, i na wyrażenie tej myśli, tego uczucia wybrał taką właśnie formę: podarunek. Moment przemija, jego ślad zostaje. Na jak długo, to zależy od obdarowanego, od tego któremu powierzono kształt jaki przybrała myśl-emocja-chwila.

Z gwiezdnym okruchem w jednej ręce, z xiążką w drugiej - xiążką niespodzianką którą obdarował mnie inny Człowiek Kochany. Opowieść o chłopcu który powodowany miłością wyruszył na poszukiwanie gwiazdy która spadła z nieba. Kiedy ją znalazł, dopiero co przestała płakać, więc "oczy miała czerwone i zapuchnięte, włosy tak jasne, że niemal białe, a suknię z błękitnego jedwabiu, połyskującego w blasku świecy. Cała lśniła."
To było w nieco innej rzeczywistości niż ta którą znamy, dlatego chłopiec mógł rozmawiać z gwiazdą. Mógł opatrzyć jej złamaną nogę, mógł z nią podróżować i zaprzyjaźnić się. Ale nie mógł jej zabrać do domu w którym się wychował: "Gdyby gwiazda przeszła na drugą stronę muru, do świata w którym rzeczy są takie, jakimi się wydają, natychmiast stałaby się ciężką bryłą metalicznej skały, która niegdyś spadła z nieba, zimną, martwą i całkowicie bezużyteczną". (Neil Gaiman, Gwiezdny Pył)
Tristran, bohater tej historii, otrzymuje pomoc od buku, który kiedyś był nimfą, ale stała się ona drzewem, by uciec przed natarczywością pewnego xięcia. Tak. Tori kiedyś nie zdołała ani uciec, ani zamienić się w drzewo, i doświadczyła przemocy kogoś, kto na pewno nie był xięciem. Tori, o której Człowiek-Głos powiedział: "gdy usiadła przy fortepianie, wyglądało to tak jakby na klawiaturę spadło wielkie naręcze jesiennych liści". I śpiewała: "But will you find me if Neil makes me a tree". Poprosiła go o to, gdy w jej domu pisał pierwszy rozdział tej xiążki.
Słuchaliśmy tego śpiewu, tego głosu, wtedy, równo dziesięć lat temu - ja i Człowiek Najbliższy, w nasz miodowy miesiąc. Właśnie wtedy ta gwiazda, której zimną łzę teraz mam, spadła na pustynię. A my tam w bukowym lesie, w niedogrzanym pokoiku na poddaszu, grzejąc się nawzajem miłością, osnuci srebrnym pyłem głosu Tori Amos. Tacy uroczyście wzruszeni tym, że odnaleźliśmy się w dżungli ludzkości i że nie lękaliśmy się, że to co jest między nami się rozsypie kiedykolwiek. Billy Corgan tak bardzo się tego bał. Mniej niż śmierci. "And if we died right now, the fool you love somehow is here with you. And should I fall from grace here with you? Would you leave me too?" - śpiewał, widząc najwyraźniej, że gwiazdy mają twarze, ale że i spadają.

Słuchaliśmy tego śpiewu przez całe nasze narzeczeństwo, ale nim mogliśmy w końcu wziąć ślub, Billy już się rozstał z tą, dla której śpiewał "I'll be under your stars forever"...
Nasze narzeczeństwo zaczęło się pod zaćmionym Xiężycem, matką gwiazd. Dlatego mój Człowiek Najbliższy nazywa się Ciemny Xiężyc.
Dżoana, którą on kocha najbardziej, śpiewa:
And the meteorite is a source of a light,
and the meteor's just what we see.
And the meteoroid is a stone that's devoid
of the fire that propelled it to thee.
And the meteorite's just what causes the light,
and the meteor's how it's perceived;
And the meteoroid's a bone thrown from the void,
that lies quiet in offering to thee.
Niebo, na którym świeciły gwiazdy Billy'ego, miało bardzo szczególny kolor. Jako prezent ślubny podarowałam Dziunemu filiżankę w takim właśnie kolorze.
Ale parę dni temu Alanek ją stłukł.




