Zapraszam również na mój blog motocyklowy

Zapraszam również na mój blog motocyklowy: http://motocyklistka.xemantic.com/

wtorek, 19 października 2010

Śmierć na drodze

O, jakże smutno przez ten krwawy świat
iść cmentarzyskiem idej…
Wiatr w oczy wieje. Orenburski wiatr.
Szedłem. Iść będę. Idę.
(Władysław Broniewski)

Motocykl jest jak narkotyk. Uzależniony, mimo iż zdaje sobie sprawę z ryzyka, postępuje tak jakby go nie było. Alkoholik wie, że może zniszczyć swą rodzinę, spowodować wypadek, ale pije dalej, na zasadzie "to może się stać, ale przecież nie dziś".

Death is everywhere
There are flies on the windscreen
For a start
reminding us
we could be torn apart
tonight

(Depeche Mode)



Codziennie, jeśli jestem w trasie, oglądam śmierć na drodze. Czasem przybiera formę małych zwierząt leżących na poboczu. Po każdej trasie poza miastem, gdzie można rozwinąć większe prędkości, na kasku, reflektorze i całym przodzie motocykla i kurtki znajduję przyklejone owady. Czasem odbijają się od wizjera, że aż zadźwięczy. Myślę sobie wtedy: może to nasionko, patyczek, liść który spadł z drzewa. Wiem, że zazwyczaj tak nie jest.
Alex pociesza mnie, że jeśli teoria wędrówki dusz jest prawdziwa, pomagamy tym mało samoświadomym istotom przenieść się na inny, lepszy poziom exystencji. Ale nie wiem, czy tak jest, wolałabym zresztą żeby nie było.

Motocykl jest jak narkotyk. Wyjeżdżając w trasę nie zamierzam nikogo zabić. Zabijam, i to nie powstrzymuje mnie wcale, by wyjechać ponownie.
Po każdej dłuższej jeździe zmywam z kasku cmentarz. Cmentarz idei. Idei bezkonfliktowego istnienia gatunków na tej chorej, źle zorganizowanej planecie.
Narkotyk. Wiatr w oczy wieje. Jechałam. Jechać będę. Jadę.

niedziela, 26 września 2010

Jesień idzie, nie ma na to rady.

Czytelnicy zwrócili mi uwagę, że charakter bloga się zmienił; wcześniej doły i traumy, problemy i zagadnienia, a teraz tylko motocykl i extaza ;-) To prawda. Ale tęskniących za dawnym klimatem mogę pocieszyć, że wkrótce nadejdzie pora deszczowa, konik pójdzie na pół roku do stajni ;-( a ja znów popadnę w jesienną deprechę i powrócę do analizowania dyskryminacji, nadużyć, wykorzystywania, patrarchalizacji i innych patologii trawiących nasze społeczeństwo na jego różnych poziomach. Póki co jednak wjechałyśmy z Małą na nową drogę życia i świętujemy nasze miesiące miodowe i podróże poślubne. Ostatnio nasz wspólny licznik się przekręcił na 3500 km...

sobota, 18 września 2010

16 powodów dla których motocykl jest lepszy od mężczyzny ;-)

1. Motocykl nie spowoduje że będziesz w ciąży, można na nim bez obaw spalić gumę
2. Motocykl nie wnosi w pakiecie teściowej
3. Możesz mieć ten sam motocykl od 10 lat i nikt nie robi ci wyrzutów że jeszcze nie macie dzieci
4. tudzież związku sakramentalnego
5. Motocykl nie żąda od ciebie byś zajęła się dzieckiem
6. Motocykl nigdy nie odmawia spędzania z tobą czasu
7. Nie musisz o jego uwagę rywalizować z internetem, grami czy pismem "Świat na 4 kółkach"
8. Motocykl nie wjedzie pod ciężarówkę bo obejrzał się za idącą chodnikiem niezłą dupą
9. Motocykl nie potrzebuje zabawek elektronicznych
10. Motocykl nawet jak zatankuje do pełna to nie wprowadza się w stan nietrzeźwości
11. Motocykl nie plotkuje z innymi motocyklami, co to on z tobą nie robił
12. Motocykl zawsze chce pojechać na wakacje czy przejażdżkę tam gdzie ja chcę
13. Motocykl nigdy nie ma problemu z dostaniem urlopu
14. Motocykl nie ma projektu do dokończenia i nie musi zostawać po godzinach w pracy
15. Motocykl nie pyta gdzie idziesz, z kim będziesz i o której wrócisz
16. Motocykl przez zimę nawet jak stoi to nie tyje

Ponadto, lepszość motocykla nad mężczyzną wyraża się również w kilku sytuacjach wymienionych jako lepszość motocykla nad kobietą:

1. Motocykl nie przypomina ci żebyś już wracał do domu
2. Możesz trzymać kilka motocykli w jednym garażu i mieć pewność, że się nie pobiją
3. Motocykle oprócz białego, czarnego, żółtego i czerwonego mają jeszcze inne kolory
4. Motocykl cię nie zostawi nawet jak zobaczy cię na innym motocyklu
5. Jadąc na motocyklu myślisz o jeździe na motocyklu
6. Możesz dać się przejechać kumplowi motocyklem a motocykl się na ciebie nie obrazi (ha ha homofoby!!!)
7. Ty też możesz przejechać się na motocyklu kumpla (lub kumpelki)

wtorek, 7 września 2010

Moja Mała, szosa i ja :-)

Kocham ten stan
Cudowne sam na sam
Mała i ja

Moja Honda, szosa i ja

Nie ma smutków nie ma nieprzyjaciół
nie licząc dwudziestu w Małej mej koników
Kocham ten stan

Szum silnika, Mała i ja

czwartek, 2 września 2010

Moja Ukochana i ja :-)

i w ogóle nieważna jest płeć tylko uczucie.




Dzięki Adaśko za fotki.
Więcej w Galerii...
.

poniedziałek, 30 sierpnia 2010

Wolność, kocham i rozumiem...

Niewiele jest w życiu piękniejszych chwil niż ta, którą przeżyłam ostatnio: budzę się rano, ogarnia mnie tęsknota za przyjaciółmi nie widzianymi parę tygodni, no to wskakuję na Maszynę i lecę 100 km zjeść z nimi śniadanie.

Żeby przeżyć taką piękność, musi być spełnionych kilka warunków:
1. Elastyczny czas pracy lub weekend
2. Wolność od dziecka (zwana też bezdzietnością)
3. Wolność umysłu - nienakładanie sobie ograniczeń wcześniejszego planowania/umawiania (zwana też intuicjonizmem)
4. Niewola (uzależnienie) od maszyny
5. Trzeba też być w relacji z ludźmi, których się kocha tak, że się za nimi tęskni.

Miłość i wolność stoją ze sobą w sprzeczności. Jedynym wyjątkiem jest miłość do motocykla.

wtorek, 24 sierpnia 2010

Porozumienie bez barier

Motocykl jest jak narkotyk. Na nim przeżywa się zupełnie odmienne stany świadomości.

Jednymi z najpiękniejszych chwil na trasie są te, w których spotyka się innych motocyklistów. Jadących z przeciwka, stojących na poboczu, tankujących na stacji na której i my się zatrzymaliśmy. Pozdrawiamy się wtedy podniesieniem ręki. Poczucie wspólnoty zbudowane na podobnej wrażliwości która powoduje, że z wiatru we włosach czerpiemy radość życia.


Gdy w miniony łikęd w cztery maszyny mknęliśmy szosami za nieodległą zachodnią granicą, mijaliśmy wielu braci w nałogu. Pojedynczych, w parach, i całe watahy. Na Shellu w Sassnitz spotkaliśmy gang na ośmiu oldschoolowych Simsonach, który robił hałas na pół miasteczka. Owi kierowcy odpowiadali na nasze pozdrowienia, nieświadomi żeśmy dziećmi innego narodu. Nie wiem, czy gdyby wiedzieli, miałoby to dla nich jakiekolwiek znaczenie. Zapewne, w naszym dobrym XXIw., już nie. Ale jeśli któryś z nich byłby jednocześnie nacjonalistą, popełniłby nieświadomie wysłanie pozytywnej energii do wroga. Która z naszych tożsamości jest zatem ważniejsza, bardziej prawdziwa, lepiej oddająca to o co w nas chodzi? Bycie motocyklistą, czy przynależność do grupy etnicznej czy też kulturowej?


Motocykl jest jak narkotyk. Bo jadąc motocyklem nabiera się tak pozytywnego stosunku do rzeczywistości, jakby sprawy które zatruwały nam dotąd radość istnienia, przestały nagle mieć jakiekolwiek znaczenie. I podejrzewam, że ich prawdziwe znaczenie jest właśnie takie jak wtedy, gdy oglądamy je zza kierownicy. To tylko nasza powszednia małostkowość i upierdliwość wyolbrzymia je tak, że pozwalamy by niszczyły nas, nasze relacje i ludzi wokół. Tak jak na trasie, tak powinniśmy żyć na codzień. W poczuciu wspólnoty z każdym spotykanym gdziekolwiek człowiekiem. Bo naszą najgłębszą tożsamością i podstawą wszelkich pod-tożsamości nie jest polakość, niemiecość, motocyklość. Nie jest za-krzyżyzm czy przeciw-krzyżyzm. Jest nią człowieczeństwo.

poniedziałek, 23 sierpnia 2010

Droga jest celem...


Wieczór. Nazajutrz nasz Gang ma wyruszyć w Drogę. Piszę do Przyjaciela: "Idę już spać, bo jutro i pojutrze mam zamiar nawinąć na koła 500 km asfaltu."


I o to właśnie chodzi. O ten asfalt. Nadaliśmy naszej podróży imię, dające się odnaleźć na mapie, którą nawet wzięliśmy ze sobą. Ale to tylko taki praktyczny skrót myślowy był. Bo tak naprawdę nie chodzi o dotarcie dokądś, tylko o to by tam jechać.


Aczkolwiek, nawet i dojechaliśmy na ową mityczną Rugię. Nawet zobaczyliśmy te słynne klify. Nawet zaliczyliśmy parę km offroad-cross-enduro-extreme po mokrych kamieniach (nie nazwę tego ani drogą, ani brukiem), na skutek tego że chcieliśmy je zobaczyć. Po takich doświadczeniach, jak to mówi Lila, człowiek widząc asfalt ma ochotę go ucałować.


Ale przede wszystkim był asfalt, dużo dobrego, równiutkiego, wijącego się asfaltu bocznych dróg. Dróg, na których niewielki ruch, na których widać prawdziwe życie, które przejeżdżają przez sympatyczne, czyste miasteczka. Dróg, których nie budowano przy pomocy buldożerów i koparek. Dróg które szanują wzgórza i doliny, wznosząc się i wijąc zgodnie z nimi. A więc był asfalt szos. I nasze Maszyny. I my. Byliśmy. Byliśmy w Drodze.


Jeśli jest sens żyć, to dlatego, że w tym życiu są właśnie takie chwile.

Więcej fotek w galerii...

.