siewnia memów - dla wszystkich, ale szczególnie dla Was Ludzie których kocham, a którzy jesteście czasem tak daleko...
Zapraszam również na mój blog motocyklowy
Zapraszam również na mój blog motocyklowy: http://motocyklistka.xemantic.com/
sobota, 26 marca 2011
Gdzie wrony zawracają
Patrioci lokalni Szczecina zżymają się kiedy im się mówi jakie marne to miasto. "Nie porównujcie nas z Wrocławiem!". Wczoraj w Trójce słyszę że na trasę do Polski przyjeżdża Fish. Będzie grał w Ostrołęce, Piekarach Śląskich, Bielsku-Białej itp pipidówach, a Śledziogród omija szerokim łukiem. To co, z Koninem też mamy się nie porównywać?
środa, 23 marca 2011
Generations Wars: episode IV: A New Hope
"Wszyscy mamy prawo do własnego zdania. Ludzkość od niepamiętnych czasów zadaje sobie pytania o sens życia, ale każdy człowiek odpowiada na nie w inny, tylko sobie właściwy sposób. Nie ma jednej odpowiedzi i nie może jej być, bo każdy człowiek jest inny, niepowtarzalny."
Artykuł profesora Hartmana (TP 12/2011), którego szanuję i cenię, bardzo mnie ucieszył. Jeśli dzisiejsze nastolatki rzeczywiście są takie, to może nie zafundują swoim dzieciom tego, co pokolenie 50-60-cioletnich zafundowało nam: wojen o krzyż i mgłę, trumnokracji, homofobii, nerwic eklezjogennych. Może ich szacunek dla podmiotowości innych ludzi zaowocuje stworzeniem społeczeństwa bez antysemityzmu i innych antyzmów, i żerujących na nich polityków i rozgłośni radiowych. Może ich świadomość własnej podmiotowości i szacunek dla własnych potrzeb spowoduje że nie będą sfrustrowani, zakompleksieni i agresywni, a zatem staną się zdolni do obdarowywania innych dobrem (nie można dać czegoś, czego się nie ma).
Narzekanie na upadek młodzieży było znane już w starożytności i może być przejawem poczucia utraty kontroli. Wszak wybierając wartości inne niż te którymi kieruje się starsze pokolenie, młodzież ucieka spod jego władzy. Przecież zaangażowanie w ponoć instrumentalizowane przez nastolatków dziedziny ("nauka, sztuka, religia") oznacza konieczność ubiegania się o względy starszych: profesorów, recenzentów, mecenasów, biskupów, i innych "autorytetów" których moc dysponowania zasobami i prestiżem opiera się na ugruntowanej pozycji w hierarchii adekwatnych instytucji. Tymczasem świat zmienia się dużo szybciej niż możliwości adaptacyjne jednostki i często młodzi trafniej rozpoznają "otaczającą rzeczywistość" niż ich rodzice. Ze swoimi otwartymi, elastycznymi umysłami, wolnymi od rutyny i uprzedzeń, często dużo lepiej radzą sobie w technologiach, biznesie, i tam gdzie można tworzyć i badać poza skostniałymi organizacjami.
Z jednym stwierdzeniem się nie zgodzę - że młodzież "torturuje nihilizmem" przedstawicieli innych pokoleń. To najwyżej oni sami się tym rzekomym nihilizmem torturują. Struktura osobowości typowego ponoć nastolatka, nakreślona w artykule, nie przewiduje narzucania komukolwiek czegokolwiek. Wszak - "każdy ma swoje zdanie".
Odpowiedzi na artykuł: Kuba Kryś: "Dzisiejsza młodzież nie ufa ślepo autorytetom. Młode pokolenia nareszcie szukają, patrzą, próbują, eksperymentują – robią to wszystko, co jest potrzebne do wykształcenia zdrowej i pełnej tożsamości. Mojemu pokoleniu wpajano szacunek wobec „autorytetów” czy „prawdy” – śmiem nazwać go ślepym szacunkiem. Dzisiejsza młodzież na szczęście ma już otwarte oczy."
Alan Gonera, "Egzamin niedojrzałości": "Jan Hartman pisze o „śmieciu wypełniającym umysły” jego pierwszorocznych studentów. Chciałbym zadać pytanie, skąd ten śmieć się tam wziął. Co robili ci studenci w szkole średniej? Przygotowywali się do matury, a to oznacza, że w ciągu trzech lat musieli wyzbyć się umiejętności twórczego podejścia, zwalczyć w sobie pokusę kreatywnego, świeżego myślenia. Jan Hartman pisze, że głupoty do głów młodych wtłacza „wychowawczy i medialny kartel”. Ale jest jeszcze jeden członek tej mafijnej rodziny: szkoła. (...) Mantra powtarzana przez nauczycieli brzmi: „wstrzelić się w klucz!”.
Etykiety:
edukacja,
etyka,
LGBT / homofobia / mniejszości,
queer,
religia,
społeczeństwo
niedziela, 13 marca 2011
Gdzie na prawo jazdy? (kat. A i B)
DZIESIĘĆ POWODÓW DLA KTÓRYCH WARTO ROBIĆ PRAWO JAZDY (zwłaszcza kategorii A, ale też i B) w AC ACADEMY czyli u Adama Cieślaka
1. Jest to kuriozalne, że w całym Szczecinie jest tylko jedna szkoła jazdy w której instruktorami są motocykliści!!! O tym że można uczyć jeździć na motocyklu nie umiejąc samemu jeździć już pisałam. Instruktorzy jazdy zarówno motocykla jak i samochodu w tej szkole to kierowcy-pasjonaci. A wiadomo, podobnie jak w szkole, że nauka od kogoś kto uwielbia swoją dziedzinę jest stokroć przyjemniejsza i efektywniejsza.
2. Adam ma GIGANTYCZNĄ wiedzę i DOŚWIADCZENIE które potrafi przekazać, a nie tylko wiedzę teoretyczną jak w większości innych szkół. Ten kto sam umie, nauczy dużo więcej niż ten, który zna temat tylko z teorii.
3. W mieście instruktorzy jeżdżą motocyklem najpierw przed kursantem, po jakimś czasie za nim, dzięki czemu kursant uczy się przez naśladowanie, a nie tylko przez instruktaż. Jest to też dużo bezpieczniejsze, gdyż w sytuacji niebezpiecznej instruktor ma większe możliwości ochronić kursanta - historia zna takie przypadki.
4. Kursant szkolony jest, teoretycznie i praktycznie, nie tylko pod kątem egzaminu ale przede wszystkim rzetelnie uczy się jeździć, tak aby poradził sobie w prawdziwym życiu!
5. Gdy popełniałam błędy byłam traktowana z cierpliwością, instruktorzy nie dostresowywali mnie (i tak już przerażonej) - przeciwnie, potrafili wesprzeć moralnie. Nawet Madi
nie krzyczała na mnie, a słowo daję, było za co.
6. Instruktorzy doradzą jak wybrać odpowiedni kask, ubiór, jaki kupić motocykl. Adam pomógł mi przy zakupie mojej umiłowanej Małej (Hondy)
7. Wykłady prowadzone przez Adama (dla kat. A i B) zamiast nudnego obowiązku są pasjonujące i pełne humoru (tak to jest gdy ktoś opowiada o czymś co naprawdę kocha...)
8. Każdy z instruktorów jest niepowtarzalną i fascynującą indywidualnością.
(A Madi do tego jest piękna... :-)
9. Instruktaż z pierwszej pomocy bardzo ciekawie poprowadzony - równie fajne zajęcia z tego zakresu miałam tylko u ratowników tatrzańskich.
10. And last but not least: Sprawy biurowe, formalne i organizacyjne załatwiane zawsze elastycznie i sympatycznie, tak aby to kursant był zadowolony!
I 11. (nikt nie spodziewał się hiszpańskiej inkwizycji.) Szkoła Adama dysponuje ośmioma motocyklami. Większość innych ma tylko jeden - egzaminacyjny, albo i nawet nie, zajeżdżony na maxa. Dzięki temu że jeździłam na różnych maszynach byłam w stanie określić jaki typ motocykla mi odpowiada, czy po examinie chcę mieć chopper, ścigacz czy naked.
Po kursie w AC ACademy ja, beztalencie, zdałam za pierwszym razem examin na motocykl. Adam nauczył mnie też w końcu prowadzić samochód (bo prawko zrobiłam jeszcze w liceum, ale jeździć nie umiałam). Ania instruktorka samochodu nie tylko uwielbia motoryzację - ona też lubi uczyć i potrafi przekazać swą wiedzę. To jest bezcenne.
1. Jest to kuriozalne, że w całym Szczecinie jest tylko jedna szkoła jazdy w której instruktorami są motocykliści!!! O tym że można uczyć jeździć na motocyklu nie umiejąc samemu jeździć już pisałam. Instruktorzy jazdy zarówno motocykla jak i samochodu w tej szkole to kierowcy-pasjonaci. A wiadomo, podobnie jak w szkole, że nauka od kogoś kto uwielbia swoją dziedzinę jest stokroć przyjemniejsza i efektywniejsza.
2. Adam ma GIGANTYCZNĄ wiedzę i DOŚWIADCZENIE które potrafi przekazać, a nie tylko wiedzę teoretyczną jak w większości innych szkół. Ten kto sam umie, nauczy dużo więcej niż ten, który zna temat tylko z teorii.
3. W mieście instruktorzy jeżdżą motocyklem najpierw przed kursantem, po jakimś czasie za nim, dzięki czemu kursant uczy się przez naśladowanie, a nie tylko przez instruktaż. Jest to też dużo bezpieczniejsze, gdyż w sytuacji niebezpiecznej instruktor ma większe możliwości ochronić kursanta - historia zna takie przypadki.
4. Kursant szkolony jest, teoretycznie i praktycznie, nie tylko pod kątem egzaminu ale przede wszystkim rzetelnie uczy się jeździć, tak aby poradził sobie w prawdziwym życiu!
5. Gdy popełniałam błędy byłam traktowana z cierpliwością, instruktorzy nie dostresowywali mnie (i tak już przerażonej) - przeciwnie, potrafili wesprzeć moralnie. Nawet Madi
nie krzyczała na mnie, a słowo daję, było za co.
6. Instruktorzy doradzą jak wybrać odpowiedni kask, ubiór, jaki kupić motocykl. Adam pomógł mi przy zakupie mojej umiłowanej Małej (Hondy)

7. Wykłady prowadzone przez Adama (dla kat. A i B) zamiast nudnego obowiązku są pasjonujące i pełne humoru (tak to jest gdy ktoś opowiada o czymś co naprawdę kocha...)
8. Każdy z instruktorów jest niepowtarzalną i fascynującą indywidualnością.
(A Madi do tego jest piękna... :-) 9. Instruktaż z pierwszej pomocy bardzo ciekawie poprowadzony - równie fajne zajęcia z tego zakresu miałam tylko u ratowników tatrzańskich.
10. And last but not least: Sprawy biurowe, formalne i organizacyjne załatwiane zawsze elastycznie i sympatycznie, tak aby to kursant był zadowolony!
I 11. (nikt nie spodziewał się hiszpańskiej inkwizycji.) Szkoła Adama dysponuje ośmioma motocyklami. Większość innych ma tylko jeden - egzaminacyjny, albo i nawet nie, zajeżdżony na maxa. Dzięki temu że jeździłam na różnych maszynach byłam w stanie określić jaki typ motocykla mi odpowiada, czy po examinie chcę mieć chopper, ścigacz czy naked.
Po kursie w AC ACademy ja, beztalencie, zdałam za pierwszym razem examin na motocykl. Adam nauczył mnie też w końcu prowadzić samochód (bo prawko zrobiłam jeszcze w liceum, ale jeździć nie umiałam). Ania instruktorka samochodu nie tylko uwielbia motoryzację - ona też lubi uczyć i potrafi przekazać swą wiedzę. To jest bezcenne.
niedziela, 6 marca 2011
Uczyć czegoś, czego się nie umie. Polska
Mrożek by tego nie wymyślił. W naszym pięknym kraju państwowe uprawnienia do prowadzenia szkoleń można zdobyć w zasadzie nie umiejąc robić tego, czego będzie się nauczać.
Aby zostać instruktorem nauki jazdy kat. A, wystarczy mieć prawo jazdy adekwatnej kategorii od trzech lat, odbyć kurs, i zdać examin państwowy: bardzo trudny teoretyczny, i niezwykle prosty praktyczny, polegający na wykonaniu czterech manewrów na placu. Nie sprawdza się, czy kandydat radzi sobie w ruchu miejskim, czy jest w stanie ogarnąć nie tylko siebie ale i kursanta, czy umie jechać na biegu wyższym niż drugi...! Egzamin na instruktora jest łatwiejszy niż na samo prawo jazdy!
W rezultacie motocyklistów szkolą ludzie nie umiejący robić tego czego uczą. Znana mi osoba opowiada mi dialog z oczekującym na examin państwowy kandydatem na instruktora (facet koło 50-tki):
- Czym jeździsz?
- Ja? Nie jeżdżę motocyklem.
- No to jak chcesz tego uczyć?!?
- Przecież będę jeździł samochodem za kursantem!
- Ale prawo jazdy masz?
- Tak, zrobiłem 30 lat temu. Ale od tej pory nie jeździłem.
Egzamin na examintora polega na tym że kandydat na examinatora examinuje prawdziwego kandydata na kierowcę, a examinator ocenia, jak kandydat to robi. Dlaczego tak nie wygląda examin na instruktora? Że kandydat pokazuje jak szkoli (żywego kursanta, bądź pozoranta) a ktoś to ocenia? Jak zdobywałam uprawnienia nauczyciela szkolnego to właśnie tak to wyglądało!
W Szczecinie jest tylko jeden ośrodek szkolenia kierowców - Adam Cieślak Nauka Jazdy, w której prawdziwi motocykliści uczą motocyklistów - ta w której ja się uczyłam (do końca tamtego roku były dwie ale teraz jest już tylko jedna). Ludność cywilna natomiast nie zdaje sobie sprawy z tego stanu rzeczy i zakładając, że wszystkie szkoły są mniej więcej takie same, wybierają je z randomu, kierując się godzinami wykładów, lokalizacją szkoły albo ceną. Zresztą są takie szkoły gdzie cenę zaniża się w ten sposób że przez 16 z 20 godzin jazdy nie wyjeżdża się z placu niezależnie od postępów - żeby oszczędzić na paliwie! Potem kursant oczywiście musi wziąć dodatkowe godziny przed examinem i wydaje tyleż kasy co gdzie indziej a marnuje tylko czas.
Zresztą funkcjonuję w realiach gospodarki towarowo-pieniężnej i jako cywilny konsument i jako osoba odpowiedzialna za finanse w sporej firmie i widzę że cena nominalna nie jest tak istotna jak stosunek ceny do jakości. Więc co z tego że zaoszczędzisz 50 czy nawet 200 zł a nie wyniesiesz z tańszego kursu nawet 1/4 tej wiedzy i umiejętności co z kursu u Adama AC Academy?
Tym bardziej że szkolenie motocyklisty to nie to samo co zakup lodówki, bo na motocyklu od twoich umiejętności zależy twoje życie???
W Polsce na drogach co roku ginie kilkuset motocyklistów, nie tylko z braku wyobraźni, ale często z braku umiejętności i wiedzy. Bo jeśli ich instruktorzy mieli tylko teoretyczną wiedzę "jak przygotować do examinu", zamiast praktycznej "jak przygotować do prawdziwego życia"? Statystyki mówią że motocyklista wyjeżdżając na drogę ryzykuje 18 razy bardziej niż kierowca samochodu. Więc i nad wyborem szkoły powinien zastanowić się 18 razy bardziej.
Aby zostać instruktorem nauki jazdy kat. A, wystarczy mieć prawo jazdy adekwatnej kategorii od trzech lat, odbyć kurs, i zdać examin państwowy: bardzo trudny teoretyczny, i niezwykle prosty praktyczny, polegający na wykonaniu czterech manewrów na placu. Nie sprawdza się, czy kandydat radzi sobie w ruchu miejskim, czy jest w stanie ogarnąć nie tylko siebie ale i kursanta, czy umie jechać na biegu wyższym niż drugi...! Egzamin na instruktora jest łatwiejszy niż na samo prawo jazdy!
W rezultacie motocyklistów szkolą ludzie nie umiejący robić tego czego uczą. Znana mi osoba opowiada mi dialog z oczekującym na examin państwowy kandydatem na instruktora (facet koło 50-tki):
- Czym jeździsz?
- Ja? Nie jeżdżę motocyklem.
- No to jak chcesz tego uczyć?!?
- Przecież będę jeździł samochodem za kursantem!
- Ale prawo jazdy masz?
- Tak, zrobiłem 30 lat temu. Ale od tej pory nie jeździłem.
Egzamin na examintora polega na tym że kandydat na examinatora examinuje prawdziwego kandydata na kierowcę, a examinator ocenia, jak kandydat to robi. Dlaczego tak nie wygląda examin na instruktora? Że kandydat pokazuje jak szkoli (żywego kursanta, bądź pozoranta) a ktoś to ocenia? Jak zdobywałam uprawnienia nauczyciela szkolnego to właśnie tak to wyglądało!
W Szczecinie jest tylko jeden ośrodek szkolenia kierowców - Adam Cieślak Nauka Jazdy, w której prawdziwi motocykliści uczą motocyklistów - ta w której ja się uczyłam (do końca tamtego roku były dwie ale teraz jest już tylko jedna). Ludność cywilna natomiast nie zdaje sobie sprawy z tego stanu rzeczy i zakładając, że wszystkie szkoły są mniej więcej takie same, wybierają je z randomu, kierując się godzinami wykładów, lokalizacją szkoły albo ceną. Zresztą są takie szkoły gdzie cenę zaniża się w ten sposób że przez 16 z 20 godzin jazdy nie wyjeżdża się z placu niezależnie od postępów - żeby oszczędzić na paliwie! Potem kursant oczywiście musi wziąć dodatkowe godziny przed examinem i wydaje tyleż kasy co gdzie indziej a marnuje tylko czas.
Zresztą funkcjonuję w realiach gospodarki towarowo-pieniężnej i jako cywilny konsument i jako osoba odpowiedzialna za finanse w sporej firmie i widzę że cena nominalna nie jest tak istotna jak stosunek ceny do jakości. Więc co z tego że zaoszczędzisz 50 czy nawet 200 zł a nie wyniesiesz z tańszego kursu nawet 1/4 tej wiedzy i umiejętności co z kursu u Adama AC Academy?
Tym bardziej że szkolenie motocyklisty to nie to samo co zakup lodówki, bo na motocyklu od twoich umiejętności zależy twoje życie???
W Polsce na drogach co roku ginie kilkuset motocyklistów, nie tylko z braku wyobraźni, ale często z braku umiejętności i wiedzy. Bo jeśli ich instruktorzy mieli tylko teoretyczną wiedzę "jak przygotować do examinu", zamiast praktycznej "jak przygotować do prawdziwego życia"? Statystyki mówią że motocyklista wyjeżdżając na drogę ryzykuje 18 razy bardziej niż kierowca samochodu. Więc i nad wyborem szkoły powinien zastanowić się 18 razy bardziej.
piątek, 25 lutego 2011
Od dwunastu lat nie oglądam telewizji... (Michał Szpak)
... i teraz jest ona czymś kompletnie innym niż wtedy; wielka ilość mainstreamowych memów przepływa sobie gdzieś kompletnie poza moją świadomością. Na przykład jeszcze parę dni temu nie miałam pojęcia że istnieje coś takiego jak X-Factor albo Sablewska. A te rewolucyjne zmiany w mej wiedzy o świecie nastąpiły bo dostałam taki oto materiał który zrobił na mnie duże wrażenie.
Ależ mi ten chłopak zaimponował! :-) Fantastyczny głos, ogromna emocjonalność i odwaga bycia sobą. Swoją drogą duża część wrażenia powstaje dzięki takiemu nastawieniu widza, że skoro artysta jest tak wymyślnie wystylizowany, to za tym image'em może być już tylko pustka - to taki stereotyp że forma musi być bez treści, że jak dziewczyna ma duże cycki to na pewno ma też i mały mózg.
No i mina Wojewódzkiego (3:55) - bezcenna! :-)
No właśnie, ale że nie mam kontaktu z drugim głównym medium moich własnych czasów, okazuje się że nie potrafię zinterpretować konwencji własnej kultury. Nie umiem określić, czy na przykład zachowania jury są spontaniczne czy wyreżyserowane. Czy oni wiedzieli czego się spodziewać czy też naprawdę nie widzieli i nie słyszeli ocenianych wcześniej. Czy Sablewska specjalnie jest wredna żeby na jej tle Wojewódzki mógł być bardziej otwarty i do tego sprawny socjotechnicznie (okiełznanie widowni 0:54). Czy jego zdziwienie jest autentyczne?
Anyway, mam nadzieję że Michał Szpak szybko nagra płytę :-)
g. 08:51: komentarz Alana, dużo dogłębniejszy niż sam post:
I ja nie wiedziałem, ba! nie wiem dotąd kim jest Sablewska, ale dobrze, że jest, bo po raz pierwszy ta piosenka mocno do mnie dotarła. Wewnętrznie mną potargała. Zdanie, że "człowiekiem gardzi człowiek" niby przemielone i wyplute tyle razy, a jednak uderza na nowo, dzięki owej Pani. A może "przez ową Panią". Po jej pustostanowym wstępie, rzygającym spojrzeniu, które zostały zmiażdżone talentem i zaistniałą sytuacją. nie wiem czy strój Michała miał właśnie taką rolę odegrać - sprowokować do oplucia, a potem zmiażdżyć, jeśli tak to POTĘGA i czoła chylę. a jeżeli nie to i tak szacun za głos i uczestnictwo w mimowolnej prowokacji.
Ależ mi ten chłopak zaimponował! :-) Fantastyczny głos, ogromna emocjonalność i odwaga bycia sobą. Swoją drogą duża część wrażenia powstaje dzięki takiemu nastawieniu widza, że skoro artysta jest tak wymyślnie wystylizowany, to za tym image'em może być już tylko pustka - to taki stereotyp że forma musi być bez treści, że jak dziewczyna ma duże cycki to na pewno ma też i mały mózg.
No i mina Wojewódzkiego (3:55) - bezcenna! :-)
No właśnie, ale że nie mam kontaktu z drugim głównym medium moich własnych czasów, okazuje się że nie potrafię zinterpretować konwencji własnej kultury. Nie umiem określić, czy na przykład zachowania jury są spontaniczne czy wyreżyserowane. Czy oni wiedzieli czego się spodziewać czy też naprawdę nie widzieli i nie słyszeli ocenianych wcześniej. Czy Sablewska specjalnie jest wredna żeby na jej tle Wojewódzki mógł być bardziej otwarty i do tego sprawny socjotechnicznie (okiełznanie widowni 0:54). Czy jego zdziwienie jest autentyczne?
Anyway, mam nadzieję że Michał Szpak szybko nagra płytę :-)
g. 08:51: komentarz Alana, dużo dogłębniejszy niż sam post:
I ja nie wiedziałem, ba! nie wiem dotąd kim jest Sablewska, ale dobrze, że jest, bo po raz pierwszy ta piosenka mocno do mnie dotarła. Wewnętrznie mną potargała. Zdanie, że "człowiekiem gardzi człowiek" niby przemielone i wyplute tyle razy, a jednak uderza na nowo, dzięki owej Pani. A może "przez ową Panią". Po jej pustostanowym wstępie, rzygającym spojrzeniu, które zostały zmiażdżone talentem i zaistniałą sytuacją. nie wiem czy strój Michała miał właśnie taką rolę odegrać - sprowokować do oplucia, a potem zmiażdżyć, jeśli tak to POTĘGA i czoła chylę. a jeżeli nie to i tak szacun za głos i uczestnictwo w mimowolnej prowokacji.
środa, 23 lutego 2011
Jeden motocyklista wiosny nie czyni...
Dziś, godzina 9:25, plac Grunwaldzki. Minus piętnaście stopni. Na rondo wjeżdża motocyklista na Transalpie. Są na tym świecie jeszcze prawdziwi twardziele.
Oby to był jakiś znak.
Ale accuweather.com nie daje nadziei.
Oby to był jakiś znak.
Ale accuweather.com nie daje nadziei.
piątek, 18 lutego 2011
Ludzie nienawidzą wszystkiego, co się od nich różni
Kurdupel, karakan, pokurcz, kuternoga, mańkut, okularnik, rudzielec, wytrzeszcz. Na te i wiele innych sposobów język utrwalił pogardę, jaką otaczani są ci, którzy - zazwyczaj bez własnej winy - różnią się od tego, co w populacji przeciętne, "normalne".
Jednostki różniące się od stada, zmutowane, są odrzucane, bo mają inne niż większość populacji geny. A geny są samolubne. Niemniej, z całym naszym człowieczeństwem, powinniśmy się wznieść ponad socjobiologiczne atawizmy. Ale nasze społeczeństwo tego nie robi. Niszczy przejawy indywidualizmu. "Dostosuj się, żyj na marginesie, lub zgiń".
Odmienność budzi pogardę, wstręt i nienawiść. Brak bezpieczeństwa na myśl, że ktoś jest inny niż ja. Obłudne "jestem tolerancyjny ale pedałami się brzydzę". "Ja tam rasistą nie jestem ale Żydków/czarnuchów nie lubię." Każde takie słowo, każda taka myśl. Myślane przez miliony pojedynczych ludzi, wytwarzają potężną energię, zwaną mentalnością społeczeństwa, która popycha innych ludzi do ukrywania się, niszczenia siebie, do samobójstw, albo na tortury "terapii reparatywnej". Mentalność, która jak lawa gotująca się pod zastygłą skorupą - tu i ówdzie exploduje przez szczeliny, raniąc i zabijając ludzi - nie Żyda, geja, czarnoskórego, ale konkretnego człowieka, mającego twarz, imię, bliskich.
Elf Filavandrel, przedstawiciel exterminowanej rasy, rasy niszczonej nieludzko przez człowieka, trafnie zauważył w rozmowie z Wiedźminem: "Wy, ludzie, nienawidzicie wszystkiego, co różni się od was, choćby tylko kształtem uszu".
Jednostki różniące się od stada, zmutowane, są odrzucane, bo mają inne niż większość populacji geny. A geny są samolubne. Niemniej, z całym naszym człowieczeństwem, powinniśmy się wznieść ponad socjobiologiczne atawizmy. Ale nasze społeczeństwo tego nie robi. Niszczy przejawy indywidualizmu. "Dostosuj się, żyj na marginesie, lub zgiń".
Odmienność budzi pogardę, wstręt i nienawiść. Brak bezpieczeństwa na myśl, że ktoś jest inny niż ja. Obłudne "jestem tolerancyjny ale pedałami się brzydzę". "Ja tam rasistą nie jestem ale Żydków/czarnuchów nie lubię." Każde takie słowo, każda taka myśl. Myślane przez miliony pojedynczych ludzi, wytwarzają potężną energię, zwaną mentalnością społeczeństwa, która popycha innych ludzi do ukrywania się, niszczenia siebie, do samobójstw, albo na tortury "terapii reparatywnej". Mentalność, która jak lawa gotująca się pod zastygłą skorupą - tu i ówdzie exploduje przez szczeliny, raniąc i zabijając ludzi - nie Żyda, geja, czarnoskórego, ale konkretnego człowieka, mającego twarz, imię, bliskich.
Elf Filavandrel, przedstawiciel exterminowanej rasy, rasy niszczonej nieludzko przez człowieka, trafnie zauważył w rozmowie z Wiedźminem: "Wy, ludzie, nienawidzicie wszystkiego, co różni się od was, choćby tylko kształtem uszu".
Etykiety:
etyka,
LGBT / homofobia / mniejszości,
queer,
społeczeństwo
sobota, 12 lutego 2011
Yurga jest geniuszem
Yurga mój kochany, kochany. Człowiek orkiestra. Te wszystkie funkcje, wypisane w końcowych napisach filmów, obsługiwane przez sztab ludzi: oświetlenie, udźwiękowienie, montaż muzyki i dźwięku, montaż obrazu, operowanie kamerą, scenariusz, reżyseria - Yurga robi sam. A do tego potrafi stworzyć coś z niczego. Zobaczcie to:
Subskrybuj:
Posty (Atom)

